No tak. Wody odeszły w najmniej oczekiwanym momencie (jak to one mają w zwyczaju), ty masz już zupełnie regularne skurcze i nie wiesz, co robić. W panice bezładnie wywalasz wszystko z szuflad i nie wiesz nawet, w jakim celu, a do tego spadł na ciebie obowiązek reanimowania twojego mężczyzny, który bezczelnie i bez zapowiedzi wziął i zemdlał, drań jeden. Żeby uniknąć sytuacji spod znaku „Chryste Panie, rodzę! Co robić?”, warto pewne kroki przedsięwiąć wcześniej i na przykład spakować torbę. No dobrze, ale co zabrać? Co jest niezbędne, a co można sobie darować? Spróbuję podzielić się swoim skromnym doświadczeniem w tej materii. Jeśli przyjście twojego potomka na świat zbliża się wielkimi krokami, wskazówki te mogą ci się przydać.

Co dla dziecka?Przede wszystkim paczka pieluch. Jak duża? No cóż, ciężko przewidzieć, ile czasu spędzisz w spitalu. Ja leżałam 5 dni i jedno opakowanie Pampers New Baby (około 40 pieluch) wystarczyło w zupełności. Ściślej rzecz biorąc nie zeszła nawet połowa. Jeśli pobyt w szpitalu się przeciągnie, zawsze można dokupić jeszcze. Chodzi o to, żebyś przez pierwsze dni nie musiała sobie zawracać tym głowy. Sytuacja i tak będzie dla ciebie mocno niecodzienna.

Przyda się komplet ciuszków. Niby na wyjście ze szpitala, ale czasami zdarza się tak, że dziecko zafajda dokumentnie szpitalne ubranko, położnej na horyzoncie nie widać, a ty musisz coś zrobić. Miej coś na przebranie. Nie za dużo, ale zawsze coś. Proponuję – patrząc przez swój pryzmat – dwie pary śpioszków, dwie sztuki body dla niemowląt – to wystaczy. Przy opuszczeniu budynku to w zależności od pory roku i pogody: kombinezon, czapeczka, rękawiczki. Moje dziecko przyszło na świat w marcu, za oknem walił deszcz ze śniegiem, młode zatem ubrane było na cebulkę. Oczywiście latem kombinezonik możesz sobie darować.

Jest rzecz, która w moim przypadku okazała się niezbędna i która stanowiła obiekt westchnień wszystkich pielęgniarek i położnych. Pieluchy tetrowe! Nieocenione! Przydadzą się, gdy mleko będzie z ciebie cieknąć, gdy będziesz chciała przebrać bobasa (na czymś trzeba dziecko położyć), gdy mu się będzie ulewało i w jeszcze stu pięćdziesięciu innych sytuacjach. Ja wzięłam ze sobą dziesięć i to wcale nie było za mało! Część zostawiłam w spadku szpitalowi, za co personel wycałował mnie po rękach.

Chusteczki dla niemowląt rzecz jasna. Niezbędne do czyszczenia tyłka i reszty małego człowieka. Człowiek oczywiście jest codziennie kąpany, ale w ciągu dnia potrafi sprokurować tyle nieprzewidzianych sytuacji, że chusteczki zawsze warto mieć po ręką.

Rękawiczki dla noworodków lub po prostu skarpetki. To niezwykłe, co takie małe dziecko potrafi zdziałać rękami. Potrafi się na przykład podrapać do krwi, bo nie potrafi jeszcze skoordynować swoich ruchów.

Krem do pupy. W szpitalu (przynajmniej w tym, w którym ja leżałam) była ogólnodostępna zasypka, ale po pierwsze nie zawsze jest, a po drugie zasypka jest akurat niezbyt szczęśliwym rozwiązaniem dla dziewczynek. Krem ze sobą miej. Miejsca wiele ci nie zajmie, a kto wie, czy nie okaże się niezbędny.

To jest dzieciowy niezbędnik. Resztę możesz sobie darować. Ja na przykład zabrałam smoczek, ale szkoły odnośnie smoczków są różne, a poza tym moje dziecię i tak nie tolerowało akurat tego, który zabrałam (Canpol Babies, o bojach i podbojach smoczkowych następnym razem). Możesz zabrać krem ochronny do buzi. Ale jeśli odbierający cię ze szpitala mąż wjechał niemalże samochodem do szpitalnego holu, a potem prawie wpakował się na klatkę schodową w twoim bloku, to krem się nie przyda. Jeśli jednak do pojazdu musisz jakąś drogę pokonać, to ochrona malucha jest priorytetem.

Co dla mamy?

No tak, o ile z dzieckiem poradziłam sobie bez problemu, to na tym polu zaliczyłam kilka porażek. Następnym razem będę lepiej przygotowana.
Przede wszystkim zabierz kilka koszul nocnych rozpinanych tak głęboko, jak tylko się da. Koszul nigdy dosyć! Im więcej, tym lepiej! Ja wzięłam trzy i to było za mało, oj, za mało. Chodziłam ufajdana mlekiem z góry do dołu. Moje dziecko parę razy zafundowało mi przymusowy udział w konkurencji pt. strzelanie kupą na odległość, przy czym bezbłędnie trafiało do celu, czyli we mnie. Poza tym po porodzie będziesz mocno krwawiła i własną krwią z pewnością też się usmarujesz. Co? Kiepsko to wygląda? Fizjologia uderzyła po oczach? A kto ci, kochana, powiedział, że poród jest wydarzeniem estetycznym? I, na Boga, nie zabieraj piżamy złożonej z bluzy i spodni!! Spodnie po porodzie to fatalny pomysł, wierz mi. Kompletnie niepraktyczne i oczywiście natychmiast się wybrudzą. Wyrzuć precz, wrócisz do nich po kilku tygodniach.

Coś pod tą koszulą trzeba mieć. Co mieć? Majtki poporodowe. Do kupienia w aptece. Swoją własną bieliznę sobie daruj. Jeśli jest nisko wykrojona, będzie podrażniać szew po cesarskim cięciu. Jeśli jest za ciasna, będzie cię uwierać. Majtki poporodowe są jednorazowe, a zatem higieniczne, wygodne i nie musisz bawić się w przepierki. Wyrzucasz i po problemie. Poza tym są tak zrobione, że znakomicie trzymają rzecz, która jako kolejna okaże się dla ciebie niezbędna, czyli…

Podkłady poporodowe. Nie podpaski, kochana, nie, nie. Będzie z ciebie lecieć strumieniami. Potrzebne są prawidziwe „podpachy” XXL, czyli właśnie podkłady. W aptece dostaniesz bez problemu. Ja właśnie zabrałam podpaski i to był błąd, wiel-błąd. Trzeba było wysyłać męża w trybie pilnym do apteki. Podpaski przydadzą ci się na dalszym etapie, kiedy intensywność krwawienia się zmniejszy.

Maść ochronna na sutki – to kolejna rzecz, za której istnienie będziesz dziękować niebiosom, a wynalazcy będziesz życzyć nobla we wszystkich kategoriach od ekonomii po fizykę. Dobry jest Bepanthen, ale jeszcze lepszy polski Malten. Obydwa specyfiki są tłuste i zostawiają plamy na ubraniu, ale po jakimś czasie (czyli po kilku praniach) zabrudzenia jednak przechodzą do historii. Twoje dziecko dopiero wprawia się w ssaniu, a ty nauczysz się prawidłowo podawać mu pierś. Początki są bolesne, oj wierz mi, wierz. Ja maść miałam kupioną, a do szpitala nie wzięłam jej z premedytacją powodowana jakąś umysłową pomrocznością jasną. To był bardzo dotkliwie odczuwalny potem błąd.

Coś dla ciebie jako kobiety, bo w końcu po urodzeniu dziecka nie przestajesz nią być. A zatem szampon, żel pod prysznic, krem, balsam i co tam uznasz za stosowne zaaplikować sobie, żeby się lepiej poczuć i zrelaksować. Żaden prysznic nie daje takiej radochy jak ten, który wreszcie można wykonać po 36-godzinnym przykuciu do łóżka po cesarce. Wspomnisz moje słowa, nawet jeśli dwie godziny po porodzie będziesz hasać po korytarzu jak rącza łania.

Nie jest konieczne zabieranie stanika do karmienia, choć oczywiście porządny „karmnik” trzeba posiadać. Podtrzymanie piersi obrzmiałych i ciężkich od pokarmu jest niezwykle istotne, jeśli po karmnieniu nie chcesz posiadać żałosnych zwisów damskich (analogicznie do zwisu męskiego. Nie, nie, mam na myśli krawat 🙂 ). „Karmnikom” poświęcę osobną notkę i coś widzę, że niejedną.
Nie zabieraj też laktatora. Młode i tak nie będzie się od ciebie odklejać. Na wyjście zabierz ubrania ciążowe. W zwyczajne nie wejdziesz przez najbliższe kilka tygodni.

Czy to wszystko? Więcej grzechów nie pamiętam. Wyszła notka-gigant, ale może znalazł się jakiś cierpliwy, który dotarł do tego momentu. Wytrwałych niniejszym pozdrawiam 🙂 >

21 KOMENTARZE

  1. Zdań jest chyba tyle ile kobitek. Te podkłady XXL to jest według mnie totalna porażka tak jak i majtki jednorazowe. Mnie zupełnie wystarczyły podpaski i normalna bielizna i …. tak, tak piżama ze spodniami. I nic się nie upaprało i żadnej inne tragedii nie było.
    Zaskoczyłaś mnie też w kwestii szpitalnych ubranek dla dziecka. W życiu nie słyszałam o czymś takim.

    • a w moim szpitalu za zwykłe gacie i podpaski ordynator podczas obchodu mógłby nieźle ochrzanić 😉 krocze musi się goić i oddychać, czego nie zapewnią szczelne (nawet bawełniane) gatki i nie daj Boże „siateczkowe” podpaski.

  2. To chyba zależy od szpitala. Tam, gdzie leżałam, były ubranka, no, szpitalne, czyli należące do szpitala. Spiochy, body, czapeczki, skarpetki itp. To znaczy normalne dla niemowląt, tylko nie moje 🙂

    I rzeczywiście ile kobiet, tyle opinii. U mnie podpaski w żaden sposób by nie wystarczyły. Jak zobaczyłam prześcieradło…

  3. Kruszyzna, a jaka ta torba ma być, hm… gabarytowo? Właśnie kompletuję wszystkie specyfiki; zamowienie z apteki przyszło i okazuje się, że w taką „weekendówkę” trudno będzie nam się zmieścić. Dużo miejsca zajmują same podpachy (kupiłam 2 paczki Absorgynów) i podkłady jednorazowe na łóżko (bo boję się, że zafajdam pościel i siebie i będzie trzeba wszystko wymieniać). Do tego dołożyć pieluszki i koszule nocne, i kosmetyki, i prowiant tatowy… To wyszłaby już walizka. Nie chciałabym się wygłupić i wlecieć na izbę przyjęć jak na lotnisko; możesz powiedz, jak to u Ciebie wyglądało – byłabym superwdzięczna.

    PS. Do szpitala piszesz o 40 pampersach, a czy jeśli kupię dużą pakę (78) także na później, to będzie ok? Czytałam gdzieś, że tych newbornów trzeba niewiele, bo dzidziuś szybko wyrasta z tego rozmiaru. Problem w tym, że nie wiem, ile to jest „niewiele”… Jak długo Twoja malutka używała rozmiaru 1? Dzięki!

  4. No, do szpitala to ja wzięłam torbiszcze nie torbę 🙂 Nie tylko ja, wszystkie tutaj mają tyle bambetli, jakby się na wczasy wybierały. To normalne, na pewno się nie wygłupisz.
    Ja brałam 40 pieluch i starczyło, ale leżałam przepisowe 4 dni i na piątą dobę wyszłam. Jeśli trzeba będzie poleżeć dłużej… Nigdy nic nie wiadomo, dlatego lepiej wiąć więcej niż mniej.
    Pieluch od 2 do 5 kg moja mała używała chyba przez pierwsze trzy miesiące, więc spoko. Paka 78 pieluch pójdzie ci w parę dni. Liczymy po kilkanaście pieluch na dobę. Po każdym karmieniu trzeba zmienić 🙂

  5. 30 pieluch spokojnie starczy, a jakby się coś działo, odpukać, to Ci doniesie rodzina, albo ktoś śmignie kupić. Te podkłady to się zorientuj, czy trzeba we własnym zakresie, czy szpital ma. Mi pielęgniarki zmieniały same z siebie kilka razy, plus zawsze na prośbę i nic nie trzeba było taszczyć. Podkładów też starczyła 1 paka, bo byłe dostępne szpitalne, ale te sklepowe wygodniejsze 😉 Co do ubranek to zależy jakiej wielkości będzie dziecko.
    Mi rozmiar 56 służył około 3 tygodnie, czyli przynajmniej 7 body by się przydało i tyle samo pajacyków, z 5 śpiochów. Kaftaniki są niepraktyczne, dla spokoju sumienia miej ze 2 sztuki ;p

  6. Dzięki, o, recydywistki! Dostałam furę ciuchów od koleżanek po ich maluchach (dosłownie furę – jakieś 4 wielkie wory) i właśnie jestem w trakcie akcji pralniczej 🙂 Jest tego naprawdę dużo, więc myślę, że z ciuszkami nie będzie problemu przez najbliższy rok…

    Kurczę, to już koniec 36 tygodnia… Mam nadzieję, że zdążę ze wszystkim; liczę na to, że pierwszy dzieciaczek zazwyczaj lubi trochę dłużej zostać u mamy w brzuchu.

    Aha, a koszule nocne typowo do karmienia kupowałyście czy korzystałyście z tego, co w szafie? Kupiłam na razie dwie rozpinane, żeby wziąć do szpitala i nie wiem, czy kupować więcej typowo karmnikowych. I – jeśli tak – to jakich? Lepiej z rozcięciami (szybsza obsługa), kopertowe (duuużo wdzięczniejsze) czy rozpinane (tańsze)?

    Kruszyzna, ja mam nadzieję, że stabilnie się trzymają Twoje dwa skarby póki co… Jesteś już tylko na obserwacji czy jeszcze ostro wyciszają skurcze?

  7. Koszule do karmienia najlepsze są takie rozpinane. Nie muszą mieć w nazwie, że są do karmienia, byle z przodu miały sporo guziczków, z których da się zrobić megadekolt. Są też takie z zakładkami, a te zakładki skrywają otwory na wysokości piersi,żeby można było cycek wyjąć i nakarmić. Te są do bani i mówią to wszystkie moje współspaczki, ja też. Po pierwsze przez taką dziurę nie każdy cycek wylezie. Po drugie przy sporym biuście zakładki to pic na wodę i fotomontaż, bo nic nie zakrywają i majta się po korytarzu cycami w całej ich okazałości. Koszmar. Ja też miałam taką koszulę i wspominam ją jak najgorzej. A rozpinaną spokojnie się rozpinało i wio. Acha, nie kupuj kompletu bluza-spodnie. Po porodzie dość mocno się krwawi. W koszuli tego nie widać, a w czasie snu można ją po prostu podciągnąć do góry, ale takie zabrudzone gatki to tego… wiadomo.

    Skurcze są w miarę powstrzymane. Zdarzają się jeszcze sporadycznie, nic regularnego, to najważniejsze (bo miałam takie co 10 minut i częstsze). Na szczęście – i to jest najlepsza nowina – nie doprowadziły do skrócenia się szyjki macicy. Szyja trzyma jak beton, dlatego po prostu dowiozę dziewczyny bezpiecznie do mety 🙂 Czekam jeszcze na wyniki badań, mają być w poniedziałek. Do wczoraj byłam na antybiotyku. Jeśli zadziałał i wszystko jest OK, to po poniedziałku można powoli myśleć o wypuszczeniu mnie. Problemem pozostaje na razie ilość fenoterolu, który biorę. 8 na dobę to maksymalna dawka. Jeśliby mieli mnie wypuścić, powinnam zejść przynajmniej do 6 i być bez skurczów. A ja miewam je przy ośmiu. Zobaczymy, jak to będzie, wszystko jest na dobrej drodze. Zaczął się 28. tydzień, czyli jeszcze 8 do mety. Poczekamy, dojedziemy, jak śpiewał Gintrowski 🙂

    A co do ciuszków – nie bierz za dużo. Szpitale najczęściej mają tak, że po porodzie przebierają dzieci w ciuszki ichnie, państwowe, a te prywatne zachowuje się na wyjśćie. Poza tym noworodki nie fajdają się jakoś szczególnie 🙂

  8. Ja typowo ciążowo-karmieniowych nie kupowałam, bo mnie obrzydzały te tandetne rysunki i agresywne kolory (dziwna polityka infantylizowania kobiety brzemiennej i w połogu 😉 ). Jak Kruszyna wspomniała, grunt aby można się było wydekoltować, choć przy moim obfitym biuście najlepiej spisały się zwykłe koszuliny na ramiączkach 🙂

  9. „kumpela mi mówiła, że na porodówce zjawiła się z walizką dla siebie i walizką dla dzieciaka 😉 )))”
    Dokładnie, ja też tak miałam i wszystkie baby, które widzę w szpitalu, mają to samo. A te od wcześniaków to już w ogóle, bo są objuczone w laktatory, sterylizatory, tony butelek, smoczków itp.

  10. Mam tę drugą, też kupiłam. Moim zdaniem jest OK. Jeśli rodzi Ci się jedno dziecko. Można fajnie wyjąć pierś, bez żadnego problemu, a koszulki są wygodne i faktycznie brzuch ciążowy mieści się w nich bez problemu. Natomiast nie przemyślałam sprawy, jak ja będę w tej koszulce funkcjonować przy karmieniu bliźniaków. Jedną pierś można wyjąć, ale dwie na raz grożą koszmarnym rozciągnięciem tej koszulki. Chyba zastosuję stary sposób i po prostu będę koszulkę podciągać pod brodę 🙂

  11. Jeśli szpital daje koszule kobietom, to w ogóle można sobie podarować zabieranie ich z domu. Ja mogłam zmieniać szpitalną koszulę 2 razy dziennie – rewelacja, swoich nawet tyle bym nie miała (mam jedną, poza tym śpię w piżamach), nie trzeba się martwić, czy plamy zejdą, no i wychodzi taniej 😉

  12. W moim szpitalu nie trzeba było mieć nic dla dziecka, a ja miałam i panie położne nic nie mówiły, wogóle to miałam lekką schizę poporodową i nie pozwalałam im na nic poza kąpaniem, szczepieniem, ale to taka dygresja, każdej się może przytrafić:)Obsługiwałam małego sama przy pomocy osobistych ciuchów, pampersów itp,co do majtek, to mam o to największy żal do szpitala, bo mi ich nie pozwalali ubierać, w/g naszych położnych miałyśmy latać z podkładem i zaciskać uda….a może się uda, albo nie uda, dolecieć do kibelka i go nie zgubić.Płakałam i nienawidziłam wszystkich, bo mi było niewygodnie, tak macie rację, trzeba rodzić w dobrych szpitalach,ale jak się nie ma czasu, to trafiasz na porodówkę pierwszą lepszą i lepiej jest mieć wszystko, nawet niepotrzebnie,pozdrawiam

  13. ello, ciekawie tu piszecie. z moich doświadczeń wynika, że lepiej jednak poużywać tych szpitalnych koszul, bo choć brzydkie i aseksualne, to jednak będą całe zafajdane krwią, potem (na noworodkach jest milion stopni), mlekiem… po co to brać do domu, męczyć się z praniem :). lepiej w nową koszulkę wskoczyć już po kilku dniach w domciu :). ubranek dla dzidzi też bym nie brała, chociażby ze względu na te wszystkie antybiotykoodporne szczepy szpitalne – tylko na wyjście.
    a propos chodzenia bez gaci, to jednak ma to wielki sens, przynajmniej po porodzie sn. rana goi się dużo szybciej. problemem są tylko tabuny odwiedzających, ale to oni są zażenowani a nie pacjentka, która jest na swoim w sumie miejscu ;D

  14. A to moja lista:
    -ładowarka do telefonu,
    -suszarka do włosów, szczotka, spinka duża bo mam długie włosy,
    -golarkę i żel do golenia, też wzięłam bo kilka dni przed porodem byłam już w szpitalu, a nie chciałam żeby pielęgniarki mnie goliły,
    -klapki do chodzenia i pod prysznic,
    -lustereczko mam wbudowane w kosmetyczkę i było przydatne,
    -ręcznik duży i mały, szczoteczka do zębów i pasta,
    -kosmetyczka z malowidłami żeby nie wyjść ze szpitala jak chochoł (mąż by nie wiedział co przywieźć)
    -kosmetyki przelałam do małych buteleczek zakupionych za grosze w rossmanie (szampon, żel pod prysznic, żel do higieny intymnej), zaoszczędziłam dużo miejsca.
    -szlafrok, cieniutki
    -majtki jednorazowe i zwykłe,
    -podkłady poporodowe i podpaski,
    -ważny dla Mam jest teraz OCTENISEPT ale mały ze sprayem a nie wielką półlitrową butlę
    -kilka krótkich spodenek i koszulek na ramiączkach bo nie lubię być cały dzień w koszuli nocnej
    -3 koszule nocne do karmienia, dwa staniki do karmienia i wkładki do stanika,
    -skarpetki 2-3 pary,
    -ubrania na wyjście neutralne rozmiary- leginsy i sweterek z dekoltem do karmienia,
    -sztućce i szklankę (te szpitalne mnie odrzucają :/ )
    -Bardzo ważna jest dokumentacja!!! Dowód, karta ciąży i spisz sobie nazwy leków jakie brałaś w ciąży,
    -balsamik do ust taki mały (po cesarce nie mogłam pić więc usta schły okropnie), ja mam taki miodek z oriflame, który też koi ból brodawek
    -wodę nie gazowaną bo nic innego nie pozwalają pić w moim szpitalu, i jakieś jedzenie, które się szybko nie psuje.

    Dla dzieci polecam:
    -rożek,
    -śpiochy,pajacyki 3-4 szt.
    -body,
    -ręcznik z kapturkiem,
    -pieluszki jednoraz., tetrowe i flanelowe (czasami można też wziąć podkłady jednorazowe)
    -smoczek może się przydać (mi się przydał dla obu córek dla trzeciej też wezmę)
    -chusteczki nawilżane
    -krem do pupki lub zwykłą parafinę
    -na wyjście ( ja zostawiam w domu rzeczy przygotowane w nosidełu, które mąż przywiezie na wyjście) tj. nosidełko (fotelik samochodowy przenośny), ciepły śpiworek do nosidełka (będę rodzić w lutym), czapeczka, kombinezon, cieplejszy pajacyk.
    -Oddzielnie w sumie w rożek wkładam rzeczy, które dam pielęgniarce zaraz po urodzeniu dziecka (body na krótki rękaw, komplet kaftanik na długi rękawek i śpiochy, czapeczka cienka bawełniana, skarpetki i rękawiczki) daję razem w rożku żeby nie było szperania po torbie „w co tu ubrać dzidzię”. Mimo, iż znam płeć wybieram kolor neutralny w razie niespodzianki 😉

    To chyba tyle… dużo? Nie wiem ale moje pobyty w szpitalu były dłuższe niż innych kobiet. Wolę być zabezpieczona 🙂
    Moja lista jest dość szczegółowa dlatego żeby w ostatniej chwili nie zastanawiać się „co by tu jeszcze…?”. To co nie jest mi potrzebne na co dzień wkładam już teraz do walizki a przed wyjściem wezmę listę i dorzucę pozostałe rzeczy- lista w ręku bardzo pomaga bo jak Cię bóle złapią to nie jesteś w stanie myśleć o takich rzeczach.