Dzisiejsza notka będzie się kręcić wokół miejsca, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę. Dla niektórych całe życie kręci się wokół czterech liter. Niektórzy, mówi się, myślą nawet tą częścią ciała (i tylko nią). W takim razie w ich przypadku można powiedzieć, że myślenie czasami jednak boli. I to bardzo.
Niestety prawda jest taka, że rzadko która kobieta nie ma po ciąży i porodzie żylaków odbytu, czyli prosto mówiąc hemoroidów. Jeśli ich nie masz dotąd, raczej się nastaw, że raczej będziesz mieć. Nawet jeśli poród przebiegał metodą cesarskiego cięcia. Mało tego. Jeśli się ich dorobiłaś, to będą ci towarzyszyć przez całe życie. Nie oznacza to permanentnego cierpienia, nie, nie. Ale, przebywając w stanie „utajonym”, od czasu do czasu dadzą o sobie znać. Niektórzy mają do nich po prostu skłonności. Trudno się mówi, taka genetyka. Można jednak, jeśli już nie uniknąć ich zupełnie (choć niewystąpienia gorąco wszystkim „ciężarówkom” życzę), to złagodzić dolegliwości. Jak?
Po pierwsze bardzo ważne jest właściwe odżywianie się w czasie ciąży. Należy jeść potrawy lekkostrawne, żeby uniknąć zaparć. Częste zaparcia predestynują do powstania żylaków. W czasie akcji porodowej przy porodzie naturalnym jest tak, że napinają się dokładnie te same grupy mięśni, co w czasie – pardon le mot – zwykłego robienia kupy. I teraz pomyśl sobie, że z całej siły przesz te kilkadziesiąt lub więcej minut. Żylaki odbytu to po prostu zwiotczenie ścian naczyń krwionośnych. Ściany są cieńsze, dlatego wybrzuszają się i te wybrzuszenia bolą. Często dochodzi do mikrouszkodzeń, ściany naczyń pękają i mamy do czynienia z krwawieniem. Czasami nawet takim dość obfitym. Jeśli niewłaściwie się odżywiasz w czasie ciąży, nie pozostaje to bez śladu i prawdopodobieństwo wystąpienia hemoroidów po porodzie jest znacznie większe.
Po drugie właściwie odżywiać się po porodzie. Również po cesarce. Tutaj na zwycięskiej pozycji są kobiety karmiące piersią. Ich dieta siłą rzeczy musi być pozbawiona ciężkich potraw, bo niestosowanie się do tych zaleceń najczęściej skutkuje u dziecka kolką. A kolki nie życzymy nawet największemu wrogowi.
No, zaraz, co ma cesarka do hemoroidów – ktoś zapyta. A ma. Na szczęście przed zabiegiem i jakiś czas po nim standardowo wykonuje się lewatywę. Nie mam pojęcia, jakbym funkcjonowała bez tego. Brzuch jest przecięty, a rana przez pierwsze dni boli. Cholernie boli. Nie można normalnie wstać, tylko trzeba bokiem, bez napinania mięśni brzucha. Nie da się ich napiąć. Poza tym jelita – jeśli jesteś po cesarce na odżywianiu dożylnym (ja byłam przez 48 h wyłącznie na kroplówkach – wbrew pozorom wcale nie chciało się jeść i pić) – „odzwyczajają” się nieco od swojej naturalnej funkcji. Wizja spędzenia w toalecie n-długiego czasu po zjedzeniu jakiejś lasagni lub pizzy, kiedy nie jesteś w stanie użyć własnym mięśni, jest po prostu koszmarem.
Po trzecie ważne jest to, co i jak się stosuje, żeby ból uśmierzyć i zaleczyć sprawę. No i tutaj ma trochę znaczenie, z jakimi żylakami mamy do czynienia. Z wewnętrznymi czy zewnętrznymi. Na wewnętrzne lepiej stosować czopki, na zewnętrzne kremy. Tyle zaleceń. Życie jednak pokazuje, że czopki dobrze działają na obydwa typy, natomiast krem można sobie, nomen omen, wsadzić.
Czy można stosować coś na hemoroidy, kiedy się karmi piersią? OCZYWIŚCIE, ŻE TAK! I w niczym to nie przeszkadza. Proponuję jednak od razu odstawić wszelkiego rodzaju ziołowe szity typu Hemorol, którego działanie jest raczej symboliczne.
Nie dość, że symboliczne, to jeszcze czopki są opakowane w tak kretyński sposób, że antynobla temu, kto na ten pomysł wpadł. Nie da się pojedynczego czopka wydobyć bez posłużenia się nożyczkami i nacięcia plaskikowego opakowania wzdłuż tego, co sobie mamy w cztery litery zaaplikować. Czopek często przy tej procedurze łamie się i mamy go w kawałkach. Nic tak bardzo nie wnerwia. Fakt, jest o niebo tańszy niż inne produkty, ale po pierwsze te utrudnienia natury „technicznej”, po drugie wydłużony okres oczekiwania na poprawę, po trzecie bywa, że czopki pieruńsko śmierdzą.
Polecam za to Procto-Glyvenol. Koniecznie w czopkach. Krem ma prawie dziesięciokrotnie mniej substancji czynnej i z powodzeniem można go stosować w stanach bardzo łagodnych. Jeśli jednak hemoroidy nie dają nam żyć, zostają tylko czopki. Kremem nie ma co sobie głowy zawracać.
Te już można bezinwazyjnie wyjąć z opakowania (ktoś pomyślał). Są też o niebo skuteczniejsze niż Hemorol. W ulotce stoi jak byk, że kobiety karmiące piersią i kobiety w ciąży MOGĄ ten preparat stosować. Procto-Glyvenol jest drogi, ale skuteczny. Trzeba się jednak nastawić na wzięcie co najmniej jednej serii (10 czopków).
I jeszcze rada dla tych, które już wiedzą, że będą miały cesarkę (u mnie np. z przyczyn medycznych poród naturalny był niemożliwy). Po zabiegu bardzo pomagają czopki glicerynowe. Zmuszają jelita do właściwych im ruchów, czyli do prawidłowego funkcjonowania.
Najlepiej kupić je sobie jeszcze przed porodem i mieć pod ręką. To znaczy trzymać w lodówce, ale mieć w domu, bo w szpitalu i tak pewnie dostaniecie. Niezwykle pomocne i śmiesznie tanie. Pamiętajcie, że rana, zwłaszcza przed ściągnięciem szwów boli i nie da się „normalnie” korzystać z toalety.
Ups, miałam napisać, żeby nie czytać tej notki przy jedzeniu. I zapomniałam 🙂

4 KOMENTARZE

  1. No widzisz, a dla mnie hemorol był cudnym lekiem, a o tym jak pomógł i ile radości wniósł w moje życie pewnie wie każda z Was, którą ta upierdliwa dolegliwość poporodowa dosięgła 😉 Więc ja szczerze polecam, natomiast czopki glicerynowe były jakimś nieporozumieniem – efekt zerowy.

  2. Ufff, ostry stan mam już za sobą. Procto glyvenol naprawde pomógł! Ale że bolało bardzo, stosowałam również ciepłe kąpiele i trochę maści. Cudownie móc znów normalnie usiąść:) Czopki glicerynowe są po porodzie bardzo przydatne. Stosowałam po każdym z dwóch porodów i bardzo ułatwiły mi życie. Tyle że stosowałam je na „wyluzowanie się” Pozdrawiam wszystkie obolałe matki polki 😉 Trzymajcie się.

  3. Jagody – brzmi może dziwnie, ale to jedyna rzecz jaka mi pomogła, 3 miechy w ciąży i jeszcze 2 po porodzie mnie mordowało, lekarz chciał już mnie kroić, koleżanka mi poradziła i od tej pory jak ręką odjął

  4. ŻYLAKI ODBYTU. (BIOLOGICZNA POMOC!!). *****

    CHLEB TYPU KR-IRL, JEST W CHWILI OBECNEJ NAJBARDZIEJ WARTOŚCIOWYM PRODUKTEM ŻYWIENIOWYM DLA CZŁOWIEKA NA PLANECIE ZIEMIA:
    80% ENERGII (niskie węglowodany), antyotyłościowy (bardzo syci), antycukrzycowy (poziom cukru do 26% wzrostu). W całych swoich dziejach LUDZKOŚĆ (7 MLD), nie stworzyła dotąd tak wartościowego i biologicznie wzorcowego PRODUKTU ŻYWIENIOWEGO.

    CHLEB TYPU KR-IRL, MOŻNA PAKOWAĆ PRÓŻNIOWO:
    Np. po 3 szt. jest on wówczas przydatny do spożycia przez PONAD 1 ROK. Energia biologiczna tj. 80% ENERGII (niskie węglowodany), na tzw. TRASY, wycieczki, dalekie wyjazdy czyli: LOGICZNA, ZDROWOTNA KONIECZNOŚĆ. Również AKCJE POMOCY HUMANITARNEJ.

    OKRUSZKI !! DLA DZIECI, DLA SPORTOWCÓW, CHORYCH (SZPITAL), OSÓB STARSZYCH (DODAJEMY DO WSZELKICH POSIŁKÓW):
    Każdy CHLEB-IRL tj. upieczone MINI CHLEBKI, mielimy (mikser) uzyskując tzw. OKRUSZKI czyli produkt biologicznie wzorcowy w praktycznej do spożycia formie. Rozdrobniony chleb jest naturalnym źródłem ENERGII dla człowieka i powinien stanowić podstawowy składnik każdego posiłku/24h. Nasz organizm pozyskuje o 30% więcej energii, niż po spożyciu ugotowanego ryżu, co stanowi zwiększenie energetycznych możliwości życiowych dla wszystkich komórek organizmu, a w szczególności komórek nerwowych naszego mózgu. Układ immunologiczny otrzymuje dodatkową energię do walki z bakteriami, wirusami, także z komórkami nowotworowymi wzmacniając szanse obronne organizmu (dużo większa energia dla białych krwinek układu odpornościowego !!).

    PRZEPIS ten, jest zamieszczony na stronie internetowej; *****
    Skrót adresu strony w Internecie_______: INSTYTUTIRL