To był niezły maraton, co nie? No, ale koniec końców dobrnęłaś do mety. Jak zmordowany długodystansowiec wpadający na stadion – jeszcze nie wierzysz, że to już koniec, ale już widzisz wiwatujące tłumy i trenera czekającego z rozpostartym ręcznikiem. Inaczej mówiąc RODZISZ.

Źródło

Tak, to już! Dziecko postanowiło zabrać swoje manatki i opuścić wygodne i przyjemnie mokre lokum. Jego rozwój płodowy dobiegł końca. Jest ukształtowane w 100% (już od pewnego czasu było, a przez ostatnie tygodnie jedynie przybierało na wadze i rosło), a teraz nastąpił najodpowiedniejszy moment, by powiedzieć światu „drżyjcie, nadchodzę!”.

Zastanawiasz się pewnie jak wygląda poród i czynności, by tak je nazwać, okołoporodowe. Cóż, mogę się wypowiedzieć odnośnie cesarki. Poród naturalny zilustruję – umówmy się wpierw: żadnego tabu, OK? – fotkami.

Jedno ważne na początek. Zanim udasz się do szpitala, warto wcześniej w domu wydepilować krocze. Do zera. Oczywiście to wcale nie jest proste, skoro brzuch przesłania ci krajobraz raju. No i jeśli będziesz w stanie rzecz jasna. Dlaczego? Bo i tak to zrobią w szpitalu. Mnie położna jeszcze „poprawiała”, kiedy leżałam na fotelu ginekologicznym przed badaniem. To było dla mnie dość krępujące. Warto więc popracować w domu, a do pomocy zatrudnić małżona.

JAK WYGLĄDA CESARKA (planowa, nie z konieczności)

  • Na początku lewatywa. To nie jest takie straszne, a jeszcze za nią podziękujesz, zobaczysz 🙂
  • Potem przebierają cię w śmieszne białe szmatki, przez które więcej widać niż nie widać, ale trudno. Szmatki są niezbędne, inaczej twoją koszulkę nocną trzeba byłoby spisać na straty.
  • Zakładają ci cewnik do cewki moczowej. To nie jest przyjemne i dosyć piecze, ale po znieczuleniu i do samego wyjęcia rurki w ogóle nie czuć.
  • Z cewnikiem wędrujesz na salę operacyjną. Anestezjolog zapodaje znieczulenie. No i tak: standardowo jest to ukłucie w kręgosłup.

  • Bywa jednak, że cesarka odbywa się pod narkozą. Znieczulenie w kręgosłup dostaje się albo na siedząco, albo na leżąco. Ja miałam na siedząco. Ważne jest, żeby się przy tym rozluźnić (wiem, łatwo mówić). Wówczas wbicia igły praktycznie nie czuć. Dalej wszystko dzieje się z prędkością światła.
  • Spokojnie, sprawdzają, czy znieczulenie zadziałało 🙂
  • Kładziesz się, na twarz (właściwie na nos) dają ci maskę z tlenem (choć niekoniecznie, ja akurat potrzebowałam) dolną część twojego ciała zasłaniają parawanikiem i zaczynają swoje. U mnie było tak, że anestezjolog czuwał nad całością, dwoje lekarzy majstrowało na dole, a obok czekały zwarte i gotowe położne z czymś w rodzaju szafki z przewijakiem dla dziecka. Widoczność masz mniej więcej taką:

  • Sam „poród” trwa dosłownie trzy minuty. Myk, rozcięcie, myk, wyjęcie dziecka, a potem można sobie spokojnie pozszywać. Wyciągają zatem, słyszysz pierwsze „uuuaaaa!”, przecinają pępowinę. Położne odsączają wydzielinę z płuc malucha (dziecko nie przechodziło przecież przez kanał rodny i ma w płucach płyn owodniowy, którym „oddychało” w czasie życia płodowego), a lekarze wyciągają łożysko. Śmieszne jest to, że się czuje coś w rodzaju dotyku, choć to oczywiście w ogóle nie boli.

Po cesarce

  • Dostajesz dawkę oksytocyny, żeby macica zaczęła się obkurczać (przecież nie było akcji porodowej).
  • Następuje zszywanie. Trwało mniej więcej 20 minut. Rodzaje szwów są dwa. Wewnątrz są samorozpuszczalne, natomiast zewnętrzne mogą być albo też samorozpuszczalne, albo takie do późniejszego wyjęcia. Ja miałam te drugie. Nie przeraź się, jeśli zobaczysz grubo „nabraną” skórę. Spokojnie. Moja blizna jest obecnie praktycznie zupełnie niewidoczna. Cieniusieńka bialutka kreseczka. Mogę paradować w skąpym bikini. Wyjęcie szwów (wyjmuje się w siódmej dobie po porodzie) jest proste jak konstrukcja cepa, wystarczy mocno pociągnąć. Choć ciut bolesne. Szwy oczywiście zdejmuje lekarz, nie próbujcie tego w domu 🙂

  • Ad rem. Po cesarce jesteś znieczulona od pasa w dół. Należy zwracać uwagę na to, by nie dźwigać głowy do góry – może cię po prostu potem bardzo boleć. Jeśli już musisz, to delikatnie. Dostajesz w kroplówkach substancje odżywcze (glukoza i sole mineralne) oraz środki przeciwbólowe – możesz bezpiecznie karmić piersią, choć na początku nie jest tak prosto wypracować odpowiednią pozycję. Ja karmiłam już 30 minut po wyjęciu dziecka, czyli jakieś 10 minut po założeniu szwów.
  • Jak długo te kroplówy i ile się leży po cesarce? Bardzo różnie, zależy od kobiety i szpitala. Kroplówki miałam przez dwie doby, a wstałam po 32 godzinach. Są jednak kobiety, które wstają szybciej, a są takie, które leżą dłużej. Na czas „kroplówkowania” nie można było nic jeść, a pić tylko symbolicznie, parę łyczków. Tak naprawdę jednak nie chce się ani jednego, ani drugiego.
  • Całość procedury kończy się kolejną lewatywą, która ma za zadanie pobudzić jelita do pracy. Fajna sprawa, bo na początku wcale nie jest tak łatwo korzystać z toalety.

JAK WYGLĄDA PORÓD NATURALNY

asystent_baner

W kwestii porodu naturalnego jestem zielona jak wiosenny szczypiorek. Wiem tylko tyle, że nacięcie krocza, którego tak boją się kobiety, nie zawsze jest konieczne i nie zawsze boli, a przynajmniej nie tak bardzo, jakby się tego człowiek spodziewał. Informacje szczegółowe spod znaku jak wygląda poród naturalny minuta po minucie znalazłam tutaj. Moim zdaniem dość fachowo. Na ile zgadzają się one z rzeczywistością – wam to oceniać, wam, któreście rodziły, ja dysponuję w tym wypadku jedynie teorią.

Nie zawsze w każdym bądź razie poród wygląda „klasycznie”.

Bo możesz też rodzić w pozycji stojącej.

A możesz i w wannie.

Podobno świetna sprawa i mniej odczuwa się ból, choć w naszym kochanym kraju pewnie za dopłatą, jak znam życie.

Jeśli towarzyszy ci mąż/partner i zaklepałaś sobie poród rodzinny (też zdaje się coś tam trzeba odpalić – wyprowadźcie z błędu jak coś), to po nim może nastąpić piękna chwila.

Jeśli mężczyzna wytrzyma, co wcale nie jest takie oczywiste 🙂 Jeśli jednak trzyma się dzielnie, a na dodatek ma w ręku aparat fotograficzny (który jakimś cudem przemycił) i przepchał się przez tłum, może uwiecznić prawdziwe wyjście smoka.

Fot. Piotr Ociepski. Źródło, strona autorska: www.transvimed.pl

Niezależnie jednak od tego, czy z cesarką mamy do czynienia, czy nie, dziecko tuż po prezentuje się tak samo: mały wymoczek.

Rany boskie, to chyba najdłuższa notka w historii tego bloga. Kończąc życzę wszystkim oczekującym narodzin pierworodnego lub pierworodnej spokoju, luzu i relaksu. Życzę wam porodu jak marzenie, takiego który chciałybyście przechodzić co najmniej raz w miesiącu 🙂 Życzę fachowych lekarzy i położnych. Ja swój poród wspominam jako fantastyczną przygodę (głównie za sprawą personelu właśnie) i najpiękniejszy dzień mojego życia. Życzę wam po prostu tego samego, ot co.

14 KOMENTARZE

  1. No właśnie, najczęściej dzieje się tak, jak mówisz. Dlatego ja zdaję sobie sprawę, że jestem raczej wyjątkiem jeśli chodzi o „przygodę z porodem”. Bardzo wiele zależy od szpitala.
    Co nie zmienia faktu, że wszystkim ciężarówkom życzę porodu jak marzenie 🙂

  2. Hre, hre 🙂 Oczyma wybraźni widzę Cię paradującą po korytarzu i męża z szlafrokiem :)))

    No bo właśnie, jak się rodzi normalnie, a kończy cesarką, to to wygląda inaczej. Dlatego zaznaczyłam, że opisuję cesarkę planową. U mnie poród naturalny nie wchodził w grę z racji kręgosłupa w ruinie. Neurolog powiedział, że żywego dziecka nie urodzę :/

  3. Ja mialam cesarke w prywatnej klinice i wspominam ja bardzo ciepło. Nie robiono mi lewatywy bylam prawie 2 tyg po terminie wiec mialam wyznaczony dzien. Kazano mi tylko zjeść lekką kolację no i przyjechac rano. Gdy to zrobilam zbadano mnie a potem podano mi oksytocyne (najpierw mialam rodzic naturalnie) ale wody mi odeszły i nic wiecej dlugo dlugo wiec zdecydowano ze bedzie cięcie. Poszlam z pielegniarka na sale podano mi zewnątrzoponowe i położono. Przeraziło mnie tylko ze mnie przypieto pasami za ręce do stołu ale to chyba normalne. Absolutnie nic nie czulam wszystko trwało chwile gdy usłyszałam jak lekarz mowi:”trzymaj trzymaj główkę” wpadłam w panikę i zaczęłam dyszec jak ryba wyrzucona na brzeg aparatura zaczęła wyć ręce sie trzasc i widzialam ogromne przerażone oczy mojego meza ktory stał za drzwiami i patrzył przez szybę. Na szczescie trwało to chwile bo kochana pielegniarka dala mi maskę i zaczęła głaskać po glowie anestezjolog powiedział dowcip i po chwili mialam mojego synka przy sobie. Pobeczalam sie jak dziecko naprawde wiele robi podejście lekarza i personelu ja czulam sie bezpieczna gdy sie balam nikt na mnie nie wrzeszczal ani tez sie nade mna nie roztkliwial to byla po prostu fachowa życzliwa pomoc i wsparcie. Wstałam gdy zeszło znieczulenie z pomocą pielęgniarki ktora az mnie pochwaliła za „męstwo”. Na drugi dzien chodziłam co prawda zgieta wpół ale sama mialam moje dziecko caly czas przy sobie bo tak chcialam a pielęgniarki dziwiły sie ze ich nie wzywam. To byly najlepsze chwile niestety gdy chodziłam na szczepienia to w przychodni zepsuto mi ten cudowny czas bo panie tam pracujące uznały ze skoro mialam cesarke to poszlam na łatwizne i sama jej sobie zażyczyłam i zatruwaly mi życie nieustannymi docinkami jakie to dziewczęta teraz sa słabe itp. za 3 miesiace przeżyje kolejna przygodę z moim drugim dzieciątkiem i nie wiem jak to bedzie ale wiem ze na pewno bede rodzic w tym samym miejscu naprawde wiele da sie znieść gdy ma sie wokół życzliwych ludzi ja moich lekarzy wyściskalam 😀

  4. Ja miałam cesarkę planowaną. Jednak dzień wcześniej lekarze kazali mi sie położyć dzień wcześniej by zrobić ost badania. Poszłam na czczo. No i dziecko sie pośpieszyło i jak podłączyli mnie do ktg okazało sie że mam skurcze. Przyszedł mój lekarz prowadzący i kazał szykować się na cesarkę. Lewatywy nie uświadczyłam. Zdążyłam tylko zadzwonić do męża by wracał z powrotem z pracy bo rodzę. Cewnik załżony bez bólu, znieczulenie w kręgosłup na leżąco. Z workiem od moczu szłam pod ręką na operacyjną z pielęgniarką. Co do golenia to w domu przy pomocy męża. Dali maskę z tlenem. Anestezjolog opowiadał dowcipy, 2 lekarzy wyciĄGAŁO Agatkę i pielęgniarki. Poczułam tylko przez chwilę popchnięcie w górze brzuch. Jak pokazali mi małą to od razu się rozpłakałam a pani instrumentariuszka od razu powiedziała, że wzrosło mi ciśnienie. Anestezjolog mi pogratulował i za chwilę już wieźli mnie na pooperacyjna. W drzwiach mąż krzyczałZDROWA 10 PKT APGAR! Przełozyli mnie na łózko i od razu dostawili małą do piersi. Mąż robił zdjęcia, a ja płakałam. Wstałam po 30 godz. Siostrzyczki super. Bardzo mi pomagały i chwaliły moją samodzielność i ciągle proponowały leki przeciw bółowe. Dziecko było ze mną ciągle. Pierwsza noc ciężka ja nie miałam pokarmu, a mała płakała głodna i żadna z nas nie spała. To były piękne przeżycia. Życzę wszystkim takiej opieki! Tylko głowa przez jakiś pierwszy tydzień bolała po znieczuleniu…

  5. A mi tu czegoś brakuje…
    Opisu 41 i 42 tygodnia ciąży, która jakoś nie ma zamiaru się rozwiązać (wrrrrrrrrrrrr!). Proponuję post na ten temat – w moim wykonaniu byłby on pełen kropeczek, wszak nie wypada propagować nieparlamentaryzmów… 😉
    Coś pięknego – termin już dawno minął, a ty się tu, kobito, kulaj dalej i podśmierduj sobie wewnętrznie… eeetam.
    Pozdrawiam przeterminowane!

  6. Ja mam bardzo miłe wspomnienia zarówno z samego porodu jak i późniejszego naszego pobytu w szpitalu. Na porodówkę trafiłam kilka godzin po tym jak zaczęły mi odchodzić wody, z tego względu że tatuś miał nocna zmianę, a mamusia koniecznie chciała aby ta najwspanialsza chwila w życiu była naszym wspólnym przeżyciem.
    Szpital w którym rodziłam jest szpitalem miejskim i posiada tytuł „ Szpitala Przyjaznego Dziecku”. Śmiało mogła bym również dodać „Przyjaznemu Matce”.
    Na porodówce odwiedziła mnie moja prowadząca pani doktor i zapewniła mnie że oddaje mnie w dobre ręce:). I faktycznie tak było. Bardzo miło zaskoczyła mnie postawa położnej która przyszła, przedstawiła się, przywitała. Zarówno lekarz który odbierał poród, położna i cały personel na porodówce obdarzeni byli niezwykłą cierpliwością i wyrozumiałością. Jestem pełna podziwu, ja będąc na ich miejscu juz dawno nerwowo bym nie wytrzymała, a pomyśleć, że oni na co dzień maja takie „wyjące baby”:). Tak jak chcieliśmy, poród przeżyliśmy wspólnie, a jedynym wydatkiem był zakup ubrania ochronnego który kosztował nas całe 11zł :). Zaraz po porodzie położono mi maluszka na brzuchu i praktycznie tylko z przerwa na mierzenie, ważenie i badanie dzieciątko cały czas było ze mną.
    Na sali dzieciaczki leżały w gondolkach przy naszych łóżkach. Pamiętam pierwszej nocy siostra-położna wsadziła mi dziecko pod kołdrę mówiąc „mamusia musi dogrzać dzieciątko”:). Niby to takie małe drobiazgi, ale w tym szczególnym czasie przybierają rangę „rzeczy wielkich”.
    Na prawdę są jeszcze miejsca gdzie za opiekę nie trzeba płacić, nie wspominając juz o „kopertach” i być potraktowanym „po ludzku”.
    pozdrawiam.Magda.

  7. czesc wszystkim ja mam termin na niedziele a tu nic !!! ciaza super bez powiklan bez boli itd. a teraz nawet nie wiem co to znaczy bole czy cokolwiek tylko napuchlam jak balon ale nic sie nie dzieje dziecko juz na dole nawet nie poczulam kiedy sobie tak zeszlo rozwarcie na 1 cm tez nie wiem jak i kiedy ???niby stracilam troszke takiej mazi brazowej ale bardzo malo wiec tez zadna to oznaka ….a ja juz bym chciala zebym wreszcie urodzila niby sie boje no ale ….mam zamiar rodzic ze znieczuleniem w kregoslup ….nie w polsce jak nie urodze do niedzieli czyli 6 dni to beda mi wywolywali 3 dni pozniej a tego akurat sie boje mialam zamiar sprobowac olejek r….ale sie boje ze zaszkodze baby czekam z niecierpliwoscia dni sie dluza i dluza nic mi sie nie chce na dodatek lenistwo mnie ogarnelo zle sypiam :/ nie wiem od czego to zalezy pewno dzidzi sobie sam wybierze czas …..a ja tak w sercu i nawet na glos mowie do baby zeby sie pospieszylo bo mama ma dosc wyczekiwania :/// zycze wszystkim przyszlym mamuska swietnego bezbolesnego porodu !!! rodze z mezem to chociaz to ze nie bede sama ale mon amour bedzie mnie wspieral 🙂 zreszta on sobie nie wyobraza porodu bez jego obecnosci nasze pierwsze dziecko ….i tak to bardzo przezywamy 🙂

  8. witam
    ja miałam poród wywoływany podaniem oksytocyny po 41tc, żadnych bóli, skurczy, nic…lekarz przebił pęcherz płodowy i nic… po 7 godz coś się ruszyło. Skurcze przypominały bóle menstruacyje, wzięłam prysznic i korzystałam z dobrodziejstwa wielkiej piłki. Jak się później okazało – godz przed – lezałam już pod ktg cały czas, a skurcze były intensywne i bolesne (ale do zniesieia)a rozwarcie? 3-4 cm … lekarz czy położna – nawet nie pamiętam – w czasie skurczu robili masaż szyjki (bolesne dosyć) aż do wymarzonego rozwarcia na 10 O_o . Potem chwila oczekiwania na odp częstotliwość skurczy (co nie jest łatwe – powstrzymywać się od parcia, kiedy tak bardzo się chce 😉 ) …i start. Teraz to już tylko z górki – przynajmniej w moim przypadku. Naliczyłam, że parłam tylko 5 razy. Nacięli mi krocze w trakcie skurczu i nawet nic nie poczułam. Dla mnie poród był nie tyle bolesny co wymagający ogromnego wysiłku… OGROMNEGO…aby wycisnąc arbuza przez dziurkę od klucza ;D – tak właśnie czułam. Wrażenia ogólne? poród to pikuś w porównaniu z ciążą 🙂 pozdrawiam

  9. Ja swój poród wspominam z mieszanymi uczuciami, ponieważ pierwsza jego część była niezbyt przyjemna. Mój poród zaczął się 5 dni po terminie (akurat tego dnia miałam umówione KTG w szpitalu ::) o północy. Do szpitala trafiłam jakoś 4 godziny od odejścia wód i rozpoczęcia skurczów. Zostałam zbadana, potem zabrana na oddział. Pech chciał, że tego dnia był jakiś natłok rodzących (ogólnie tego dnia było chyba 12 cesarek + naturalne oczywiście) i nie było wolnych sal, więc najpierw siedziałam na korytarzu, czekając na miejsce, a potem przenieśli mnie do sali na oddziale patologii ciąży. Mniej więcej ok. godz.13 zostałam przeprowadzona na porodówkę, podłączona pod KTG i tak sobie leżałam w bólach, które były już dość śilne (później dostałam znieczulenie zewnątrzoponowe) czekając męża, który wracał z pracy. Męża doczekałam, jednak poród postępował bardzo wolno. Położne kręciły się, ale do mnie zaglądały od czasu do czasu zerkając tylko na wynik KTG. Dopiero kiedy mój lekarz prowadzący (akurat trafiłam na jego dyżur) zajął się mną, zaraz po tym jak wszedł na oddział i zrobił obchód po rodzących – spodziewał się mnie tego dnia w szpitalu, ale na badani, nie jako rodzącą 😀 Od tego momentu poszło szybko, ale z pomocą. Mianowicie po 16 godzinach porodu zostałam zabrana na cesarkę (tętno Małego zaczęło spadać). Mój biedny mąż z przerażeniem w oczach pomagał pielęgniarką szybko mnie przebrać w tą zabawną białą koszulę i posadzić na wózku. Dostałam do picia jakiś specyfik do picia (chyba neutralizujący soki trawienne, ale nazwy nie pomnę) i pojechałam na blok. Sam zabieg trwał może ze 20 min? Anestezjolog zmienił mi znieczulenie, położyli mnie, zacewnikowali, dali maskę z tlenem i przystąpili do dzieła. Niby wszystko zasłonięte było parawanem, ale akurat lampa była tak ustawiona, że wszystko można było w niej dostrzec, tak więc miałam okazję podziwiać przyjście na świat mojego potomka 🙂 Potem to już tylko patrzyłam się w stronę tego „łóżeczka z lampą”, gdzie neonatolodzy majstrowali przy noworodku niezgrabnie machającym rączkami. Obejrzeli go, wyczyścili, pozawijali w szmatki i przystawili mi do twarzy celem przywitania, po czym oddali dziedzica ojcu. Ogólnie moment na sali operacyjnej wspominam miło, anestezjolog ciągle zagadywał mnie rozmową i z lekarzem opowiadali dowcipy, podczas szycia nabijali się z mojego męża i jego przerażonej miny, jak dostał poowijanego człeka z informacją, że to jego 🙂 Po całej akcji zawieźli mnie na pooperacyjną, gdzie przyszedł dumny tatuś ze swoją pociechą, która została położona mi na brzuch i przystawiona do piersi (oczywiście chyba tylko dla zasady, bo Mały nie mógł złapać tego co trzeba i tylko leżał, albo noskiem szukał. Dostałam swój zestaw kroplówek i po 6 godzinach, jak odzyskałam czucie w nogach postawili mnie na nogi. Na sali Młodzian przebywał ze mną i wszystkim, poza kąpielą jeszcze, zajmowałam się przy nim ja. Po 3 dobach Pan i Władca wraz ze swoją uniżoną służbą zawitał na włościach.

  10. Ja właśnie czekam na drugi poród, termin za tydzień lub dwa, dwie lekarki i dwa terminy. Nie wiem czego się spodziewać bo 1 poród był wywoływany w dniu terminu porodu. Bardzo bałam się przenosić ciążę, zielone wody itd. więc 3 dni przed porodem leżałam na patologii a w dniu porodu zaczęli mi go wywoływać bo mały wcale się nie wybierał na ten świat. Również polecam lewatywe,nic wielkiego a komfort ogromny. Z perspektywy czasu to wywoływanie nie wiem czy było dobrym pomysłem bo po oksytocynie podobno bardziej boli. O 9 rano dostałam pierwsza kroplowke a o 22 dopiero zaczęły się bóle parte, do tego były krzyżowe, urodziłam dopiero 01.45 w nocy i wybaczcie ale poród był najgorsza rzeczą jaką mnie spotkała w życiu a mam bardzo dużą tolerancję bólu. Kiedy już myślałam że po wszystkim, okazało się ze mały mnie tak w środku porozrywal ze czekało mnie 30 min szycia, młody tez ucierpiał przy przepychaniu się przez kanał rodny bo urodził się z guzkiem na głowie który na szczęście się wchlonal po 2 miesiącach a nie był jakiś super wielki bo 3 800. Nie obyło się bez nacięcia krocza ale zapewniam was ze nic nie czuć, ja się dowiedziałam o fakcie nacięcia na drugi dzień od lekarza. Może jestem jakos felernie zbudowana ze było tak ciężko i oczywiście nie chce tu nikogo straszyć, ale odczuwalnym skutkiem porodu albo owego szycia jest brak miłych doznać podczas przytulanek z mężem. Niestety nie można iść do sklepu i wybrać dzidzi z półki wiec zaryzykowalam drugi raz licząc ze może tym razem będzie łatwiej. No i tak właśnie sobie czekam za bardzo nie wiedząc na co i mam obawy czy będę wiedziała kiedy jest odpowiedni czas jechać do szpitala. Co do opieki w szpitalu to rodziłam z załatwionym lekarzem ale i tak najbardziej pomocna była obca położna. Źle wspominam tylko parcie na mnie żeby karmić piersią a problem był taki ze przez dwa dni nie miałam mleka,mały był głodny a mi kazali przystawiac go do pustej piersi stres tez nie pomagał. Laktacjie wywołałam laktatorem i po powrocie do domu o odreagowaniu mogłabym 2 wykarmic. Powodzenia wszystkim rodzących i sobie życzę.

  11. Wywoływane porody na siłę, mogą kończyć się czesciej popękaniem w srodku niż naturalnie przebiegajacy proces. Ciało nie przygotowało się w koncu po swojemu, tylko nagle zostało postawione przed faktem- jestes gotowy czy nie, masz rodzic. Przy wspomnieniach z porodu duza rolę odgrywa wybor szpitala i pracujacy tam personel i jego podejscie.

    Sprostuję jeszcze, że dobrze kazaly Pani przystawiac do pustej piersi. Ssace dziecko lepiej pobudza produkcje mleka niz laktator. Pierwszej doby dziecko nie jest glodne, za to ma silny odruch ssania. Tym samym pracuje nad rozkreceniem laktacji nie glodując. Drugiego dnia jego brzuszek też nie miesci zbyt wiele, wiec tyle ile uda mu sie wypracowac, te łyzeczke do herbaty mleka mamy, to aż swiat 🙂 Oczywiscie nie kazda kobieta ma tego drugiego dnia pokarm w piersi, i wtedy z pomoca przychodzi laktator… choc jesli dziecko bylo przystawiane czesto i aktywnie ssalo, to raczej rzadkosc ze nie ma w piersiach nic a nic. Od tego powinny byc polozne o doradcy laktacyjni na oddzialach, by dopilnowac u mlodych matek prawidlowego przystawiania i instruować je co i jak.

    Do porodu rodzinnego nie trzeba nic doplacac. To prawo kobiety rodzacej.

  12. Bardzo ciekawe informacje, warte przeczytania. Zachęcam też do wejścia na bloga: porodbeztabu.blogspot.com Są tam również informacje o porodzie i o tym, co z kobiety zostaje po porodzie. Bez tabu. Polecam!

  13. Ewelina, weszlam na polecanego powyzej bloga i zaluje. Autor powinien postarac sie byc bardziej pozytywny…moim zdaniem notki msa mocno zniechecajace…jak wyglada porod, co zostaje z kobiety po porodze….zaluje, ze weszlam i nikomu nie polecam!

  14. Moja kuzynka Zapłaciła za prywatny poród w Poznaniu a to co przeżyła było masakrą, więc tak jak piszecie, zależy od szpitala i wcale zapłacenie nie gwarantuje lepszego i łatwiejszego porodu…

Odpowiedz