To był niezły maraton, co nie? No, ale koniec końców dobrnęłaś do mety. Jak zmordowany długodystansowiec wpadający na stadion – jeszcze nie wierzysz, że to już koniec, ale już widzisz wiwatujące tłumy i trenera czekającego z rozpostartym ręcznikiem. Inaczej mówiąc RODZISZ.

Źródło

Tak, to już! Dziecko postanowiło zabrać swoje manatki i opuścić wygodne i przyjemnie mokre lokum. Jego rozwój płodowy dobiegł końca. Jest ukształtowane w 100% (już od pewnego czasu było, a przez ostatnie tygodnie jedynie przybierało na wadze i rosło), a teraz nastąpił najodpowiedniejszy moment, by powiedzieć światu „drżyjcie, nadchodzę!”.

Zastanawiasz się pewnie jak wygląda poród i czynności, by tak je nazwać, okołoporodowe. Cóż, mogę się wypowiedzieć odnośnie cesarki. Poród naturalny zilustruję – umówmy się wpierw: żadnego tabu, OK? – fotkami.

Jedno ważne na początek. Zanim udasz się do szpitala, warto wcześniej w domu wydepilować krocze. Do zera. Oczywiście to wcale nie jest proste, skoro brzuch przesłania ci krajobraz raju. No i jeśli będziesz w stanie rzecz jasna. Dlaczego? Bo i tak to zrobią w szpitalu. Mnie położna jeszcze „poprawiała”, kiedy leżałam na fotelu ginekologicznym przed badaniem. To było dla mnie dość krępujące. Warto więc popracować w domu, a do pomocy zatrudnić małżona.

JAK WYGLĄDA CESARKA (planowa, nie z konieczności)

  • Na początku lewatywa. To nie jest takie straszne, a jeszcze za nią podziękujesz, zobaczysz 🙂
  • Potem przebierają cię w śmieszne białe szmatki, przez które więcej widać niż nie widać, ale trudno. Szmatki są niezbędne, inaczej twoją koszulkę nocną trzeba byłoby spisać na straty.
  • Zakładają ci cewnik do cewki moczowej. To nie jest przyjemne i dosyć piecze, ale po znieczuleniu i do samego wyjęcia rurki w ogóle nie czuć.
  • Z cewnikiem wędrujesz na salę operacyjną. Anestezjolog zapodaje znieczulenie. No i tak: standardowo jest to ukłucie w kręgosłup.

  • Bywa jednak, że cesarka odbywa się pod narkozą. Znieczulenie w kręgosłup dostaje się albo na siedząco, albo na leżąco. Ja miałam na siedząco. Ważne jest, żeby się przy tym rozluźnić (wiem, łatwo mówić). Wówczas wbicia igły praktycznie nie czuć. Dalej wszystko dzieje się z prędkością światła.
  • Spokojnie, sprawdzają, czy znieczulenie zadziałało 🙂
  • Kładziesz się, na twarz (właściwie na nos) dają ci maskę z tlenem (choć niekoniecznie, ja akurat potrzebowałam) dolną część twojego ciała zasłaniają parawanikiem i zaczynają swoje. U mnie było tak, że anestezjolog czuwał nad całością, dwoje lekarzy majstrowało na dole, a obok czekały zwarte i gotowe położne z czymś w rodzaju szafki z przewijakiem dla dziecka. Widoczność masz mniej więcej taką:

  • Sam „poród” trwa dosłownie trzy minuty. Myk, rozcięcie, myk, wyjęcie dziecka, a potem można sobie spokojnie pozszywać. Wyciągają zatem, słyszysz pierwsze „uuuaaaa!”, przecinają pępowinę. Położne odsączają wydzielinę z płuc malucha (dziecko nie przechodziło przecież przez kanał rodny i ma w płucach płyn owodniowy, którym „oddychało” w czasie życia płodowego), a lekarze wyciągają łożysko. Śmieszne jest to, że się czuje coś w rodzaju dotyku, choć to oczywiście w ogóle nie boli.

Po cesarce

  • Dostajesz dawkę oksytocyny, żeby macica zaczęła się obkurczać (przecież nie było akcji porodowej).
  • Następuje zszywanie. Trwało mniej więcej 20 minut. Rodzaje szwów są dwa. Wewnątrz są samorozpuszczalne, natomiast zewnętrzne mogą być albo też samorozpuszczalne, albo takie do późniejszego wyjęcia. Ja miałam te drugie. Nie przeraź się, jeśli zobaczysz grubo „nabraną” skórę. Spokojnie. Moja blizna jest obecnie praktycznie zupełnie niewidoczna. Cieniusieńka bialutka kreseczka. Mogę paradować w skąpym bikini. Wyjęcie szwów (wyjmuje się w siódmej dobie po porodzie) jest proste jak konstrukcja cepa, wystarczy mocno pociągnąć. Choć ciut bolesne. Szwy oczywiście zdejmuje lekarz, nie próbujcie tego w domu 🙂

  • Ad rem. Po cesarce jesteś znieczulona od pasa w dół. Należy zwracać uwagę na to, by nie dźwigać głowy do góry – może cię po prostu potem bardzo boleć. Jeśli już musisz, to delikatnie. Dostajesz w kroplówkach substancje odżywcze (glukoza i sole mineralne) oraz środki przeciwbólowe – możesz bezpiecznie karmić piersią, choć na początku nie jest tak prosto wypracować odpowiednią pozycję. Ja karmiłam już 30 minut po wyjęciu dziecka, czyli jakieś 10 minut po założeniu szwów.
  • Jak długo te kroplówy i ile się leży po cesarce? Bardzo różnie, zależy od kobiety i szpitala. Kroplówki miałam przez dwie doby, a wstałam po 32 godzinach. Są jednak kobiety, które wstają szybciej, a są takie, które leżą dłużej. Na czas „kroplówkowania” nie można było nic jeść, a pić tylko symbolicznie, parę łyczków. Tak naprawdę jednak nie chce się ani jednego, ani drugiego.
  • Całość procedury kończy się kolejną lewatywą, która ma za zadanie pobudzić jelita do pracy. Fajna sprawa, bo na początku wcale nie jest tak łatwo korzystać z toalety.

JAK WYGLĄDA PORÓD NATURALNY

asystent_baner

W kwestii porodu naturalnego jestem zielona jak wiosenny szczypiorek. Wiem tylko tyle, że nacięcie krocza, którego tak boją się kobiety, nie zawsze jest konieczne i nie zawsze boli, a przynajmniej nie tak bardzo, jakby się tego człowiek spodziewał. Informacje szczegółowe spod znaku jak wygląda poród naturalny minuta po minucie znalazłam tutaj. Moim zdaniem dość fachowo. Na ile zgadzają się one z rzeczywistością – wam to oceniać, wam, któreście rodziły, ja dysponuję w tym wypadku jedynie teorią.

Nie zawsze w każdym bądź razie poród wygląda „klasycznie”.

Bo możesz też rodzić w pozycji stojącej.

A możesz i w wannie.

Podobno świetna sprawa i mniej odczuwa się ból, choć w naszym kochanym kraju pewnie za dopłatą, jak znam życie.

Jeśli towarzyszy ci mąż/partner i zaklepałaś sobie poród rodzinny (też zdaje się coś tam trzeba odpalić – wyprowadźcie z błędu jak coś), to po nim może nastąpić piękna chwila.

Jeśli mężczyzna wytrzyma, co wcale nie jest takie oczywiste 🙂 Jeśli jednak trzyma się dzielnie, a na dodatek ma w ręku aparat fotograficzny (który jakimś cudem przemycił) i przepchał się przez tłum, może uwiecznić prawdziwe wyjście smoka.

Fot. Piotr Ociepski. Źródło, strona autorska: www.transvimed.pl

Niezależnie jednak od tego, czy z cesarką mamy do czynienia, czy nie, dziecko tuż po prezentuje się tak samo: mały wymoczek.

Rany boskie, to chyba najdłuższa notka w historii tego bloga. Kończąc życzę wszystkim oczekującym narodzin pierworodnego lub pierworodnej spokoju, luzu i relaksu. Życzę wam porodu jak marzenie, takiego który chciałybyście przechodzić co najmniej raz w miesiącu 🙂 Życzę fachowych lekarzy i położnych. Ja swój poród wspominam jako fantastyczną przygodę (głównie za sprawą personelu właśnie) i najpiękniejszy dzień mojego życia. Życzę wam po prostu tego samego, ot co.