Mam dwie wiadomości, dobrą i złą. Zacznę od dobrej: kobieta karmiąca piersią może się odżywiać nie tylko powietrzem i miłością macierzyńską. Ba! Nie jest też skazana na jadłospis w postaci gotowanego kurczaka, ziemniaków i gotowanej marchewki. Zła wiadomość jest taka, że idealna, jedynie słuszna i zawsze się sprawdzająca dieta dla matki karmiącej… nie istnieje. Każde dziecko jest inne, inny garnitur genów nosi, a co za tym idzie, ile dzieci, tyle różnych diet. Niektóre matki mogą jeść wszystko z orzechami, czekoladą i golonką w piwie włącznie, inne, jeśli sięgną po coś innego niż biały ryż, są natychmiast karane w postaci kolki lub zielonego kupska. Nie u matki oczywiście, tylko u potomka 🙂 I tu nie chodzi jedynie o takie a nie inne predyspozycje alergiczne. Układ pokarmowy dziecka jest jeszcze wielce niedoskonały, do niektórych potraw musi po prostu dojrzeć. Rzecz w tym, że jedne dojrzewają szybciej i łatwiej, innym przychodzi to z trudem. Jak będzie w twoim przypadku? Nie przewidzisz, ale możesz poczytać, co jadła niżej podpisana. Może to będzie jakaś wskazówka?

W mojej diecie kierowałam się zasadą: jeść tak, żeby nie było kolek. Przyczyna kolki nie jest do końca wyjaśniona, ale w znakomitej większości można stwierdzić, że jest konsekwencją nawyków żywieniowych matki. Wszystko, co jesz, przedostaje się do pokarmu, nie ma bata. Jeśli zjesz chipsy z chilli, twoje dziecko dostanie w mleku chipsy z chilli, jeśli zjesz papieską kremówkę, ono też dostanie papieską kremówkę. Tak mniej więcej po półtorej godziny. Zanim więc popieścisz czymś swoje kubki smakowe, zadaj sobie pytanie, czy na pewno twoje dziecko jest przygotowane na strawienie tego samego.

To tak z grubsza. A z „chudsza” pytanie fundamentalne: co jeść zaraz po porodzie? Wydaje mi się – przynajmniej z własnego doświadczenia tak wnoszę, bo przecież na czym innym mogę polegać? – że nie ma sensu wprowadzenia od samego początku rygorystycznej diety eliminacyjnej. Z dwóch powodów. Po pierwsze ty sama musisz właściwie się odżywiać, bo karmienie „wyjaławia” twój organizm z mikroelementów (zwłaszcza z wapnia). Wiecie, ile kalorii idzie dziennie na produkcję pokarmu? Bardzo dobrze, między 400 a 700 kcal. To mniej więcej tyle samo, ile się spala w – uwaga – biegu na 10 km! Po drugie twoje mleko za każdym razem smakuje inaczej, w zależności od tego, co zjesz. Przyzwyczajasz więc w ten sposób dziecko do nowych smaków, zanim się z nimi zetnie w wersji „nieprzetworzonej”. Ograniczanie doznań smakowych może w przyszłości zaskutkować trudnościami przy rozszerzaniu diety nieletniego. Może po prostu nie chcieć jeść nowości.

Prościej więc zamiast pytania „co jeść” zadać pytanie „czego nie jeść„. Kilka wskazówek z własnego podwórka.

  • Zrezygnuj – przynajmniej na samym początku – z potraw pieczonych i smażonych, czyli ogólnie ciężkostrawnych. Postaw na gotowane. Jeśli więc jesz mięso, dobrze jeść gotowane, na przykład z rosołu. Lekkostrawne i wartościowe jednocześnie są też zupy.
  • Odstaw cytrusy – na nie przyjdzie czas później.
  • Pieczywo jasne zastąp ciemnym.
  • Odstaw miód, orzechy i czekoladę – zajmują pierwsze trzy miejsca na liście uczuleniowców.
  • Odstaw warzywa, które mogą wywoływać wzdęcia, czyli fasolę, groch, kapustę, brokuły, kalafior. Jeśli gotujesz rosół, po prostu nie wrzucaj na koniec kapuchy. Dobrze jest za to wycisnąć do wywaru ząbek czosnku i wrzucić dwa suszone grzybki – mmmmmm, co za smak!
  • Ogranicz nabiał, ale z niego nie rezygnuj, jeśli nie ma takich wskazań. Szklanka mleka dziennie wystarczy.
  • Odstaw słodycze – są bardzo cieżkostrawne.
  • Daruj sobie też produkty typu „parówki wyborowe” lub „mielonka wojskowa”, gdzie mięso jest co najwyżej składnikiem ubocznym produkcji.
  • Jeśli idzie o jabłka, na samym początku zaraz po porodzie dobrze je jeść pieczone. Potem z powodzeniem surowe.

Bardzo restrykcyjnie? Nie sądzę. Ja oczywiście przed porodem przeorałam Internet w poszukiwaniu diety idealnej i okazało się, że to, co jedni zalecają, przez innych jest surowo zabronione. Efektem był jeden wielki mętlik w głowie i lodówka obklejona wskazówkami żywieniowymi, do których i tak potem średnio się stosowałam.

Moje dziecko kolki nie miało. Wcale. A to z kolei oznacza, że bardzo, ale to naprawdę bardzo rzadko płakało. To znaczy doświadczyłam kolki w dwóch przypadkach: raz, kiedy zjadłam oliwki i drugi raz, kiedy zjadłam zwykłą drożdżówkę. Ryk był taki, że młodą było słychać na ulicy przed blokiem i to przy zamkniętym oknie.

Okazało się jednak, że bardzo obficie ulewa. Raz dziennie, ale porządnie. Jeśli zdarzyło mi się znaleźć na trajektorii lotu, rzyg był taki, że z miejsca byłam przemoczona po same gacie. Co się okazało? Przyczyną był nabiał, który niestety musiałam odstawić. Ulewanie skończyło się dopiero wtedy, kiedy przestałam jeść… sucharki. Okazuje się, że do ich produkcji wykorzystywana jest serwatka. Ponieważ nie jadłam nabiału wcale, przyjmowałam preparaty z wapniem. Czym smarowałam chleb? Oliwą lub olejem. Mmmm, pycha! Do tej pory lubię sobie tak „pomuziać” 🙂

I teraz bardzo ważna rzecz: z czasem, pomalutku sprawdzałam, czy daną rzecz mogę z powrotem do diety wprowadzić. Zaczęłam od białego sera. Jeśli nic się nie działo, zostawał. Potem przyszła kolej na masło – jest rzyg. No, to odstawiamy. Za dwa tygodnie znowu. Nic się nie dzieje, więc masło zostaje itd. Z czasem wprowadziłam do diety produkty pieczone i smażone, a także cytrusy, truskawki, brokuły, kalafior itp. Nic się nie działo. Dość długo nie jadłam słodyczy, z racji doświadczenia z drożdżówką. No i chciałam zrzucić te 16 dodatkowych kilo z ciąży.

Przeczytasz zapewne gdzieś w sieci, że jeśli chodzi o mięso, to powinnaś oscylować między indykiem a królikiem. Fakt, indyk i królik są najlepsze i najbezpieczniejsze, ale sama sprawdź, czy na inne gatunki możesz sobie pozwolić. Ja bez problemu jadłam zwykły drób, wołowinę i wieprzowinę (gotowane na początku) i nie było żadnych efektów alergicznych.

Nie polecam natomiast jedzenia krążków ryżowych (no, te takie okrągłe, dmuchane i prasowane). Są robione z brązowego ryżu, a brązowy w przeciwieństwie do białego ma działanie rozwalniające. To, podejrzewam,  było efektem częstszych niż to być powinno kupek u mojego dziecka i jestem przekonana, że przynajmniej w części przypadków krążki odpowiadały za odparzenia pupska.

Jeszcze raz zaznaczam – do optymalnej diety dojdziesz sama. Równie dobrze podane przeze mnie wskazówki mogą ci się w ogóle nie przydać. Moja kuzynka jadła wszystko łącznie z czekoladą i pizzą i kolek nie było. Znam osoby, które wprowadziły restrykcyjną dietę, a kolki i alergie i tak się pojawiły. Reguła jest taka, że… nie ma reguły. A raczej regułę, odpowiednią dla twojego przypadku, napisze ci życie.

Zdjęcie z pixabay.com

25 KOMENTARZE

  1. Tralalala. No naprawdę nie posądzałam koleżanki. Nie karmiłam długo, to fakt, ale starszy nie reagował źle na nic. I dalej nie ma żadnych problemów. Kolki, owszem miał, przez kawałek karmienia piersią i przy sztucznym – takie same. Lekarze nie wiedzą od czego są kolki – sami to przyznają. Więc moje drogie młode mamy jedzcie co sobie chcecie, chyba, że stwierdzicie, że coś młodzieży nie odpowiada. (Co do diety bezmlecznej, to z rozmów z pediatrą wynika, że przy nietolerancji laktozy, sprawdzian należy zaczynać od żółtego sera, bo tam białko jest poddane takim zabiegom różnym, że często najszybciej można je jeść).

  2. Tak jak napisałam, można się z tym nie zgadzać 🙂 Nie uzurpuję sobie prawa do wygłaszania teorii jedynie słusznych i na końcu wyraźnie stwierdzam, że zamieszczone rady mogą być funta kłaków warte, bo reguły po prostu nie ma. Inna sprawa, że odstawienie smażonego i pieczonego NA POCZĄTKU oraz słodyczy(bo nikt nie mówi przecież, że przez całe karmienie) sprzyja zrzuceniu kilogramów po ciąży 🙂
    Jeśli więc jadłaś wszystko i nic się nie działo, to tylko się cieszyć. Ja znam osobę, która już nie wiedziała, co robić, bo cokolwiek by nie wpakowała do japy, kończyło się nieodwołalnie wysypką u potomka. No, ale jej się taki akurat alergiczny egzemplarz trafił. U mnie bez problemów za wyjątkiem oliwek, mleka i ciasta. Każdy jest inny, dlatego napisałam, że optymalny sposób żywienia matka wypracuje sobie sama. Jeśli będzie on oznaczał zgodę na jedzenie wszytkiego, to tylko się cieszyć.

  3. U mnie niestety po trzech tygodniach po porodzie życie wprowadziło plan minimum i pozostawiło mi do jedzenia: białe pieczywo, powidła śliwkowe, szpinak, ziemniaki i biały ryż. Minimalne odstępstwa od planu skutkowały natychmiastowym obsypaniem potomka czerwonymi swędzącymi kropkami.
    Ale za to jak pięknie chudłam 🙂 W dwa miesiące wróciłam do wagi z przed ciąży.

  4. święte słowa, reguły nie ma. Ja po malutku zaczynam wprowadzać surowe warzywa w mikroskopijnych ilościach bo po 3 tyg karmienia już nie mogę bez. Oświeciłaś mnie co do drożdżówek, myślałam, że są bezpieczne, ale teraz po rachunku sumienia myślę że faktycznie mogły Antosiowi nie podejść. Dzięki!
    duszka84

  5. W dwa miesiące?? Szacun! Ja wyrównałam po bodajże ośmiu. Potem schudłam jeszcze trzy i kiedy było już tak dobrze, przytyłam siedem. Ach ta siedząca robota i wożenie dupska samochodem. W dodatku mała weszła w etap piaskownicowy i już nie zasuwam po parku z wózkiem w tę i z powrotem, jak miało to miejsce kiedyś 🙂

  6. Jaki tam szacun. Mała wysysała ze mnie wszystko. Szło 1-1,5kg tygodniowo.Po czterech miesiącach prawie mnie nie było. Anoreksja normalnie. Ale za to jak przestałam karmić to waga poszła wykładniczo :/ Dokulałam się do poziomu z przed ciąży i muszę tak trzymać bo nie mam cierpliwości na szukanie nowych ciuchów po sklepach.

  7. Ja po miesiącu miałam wagę sprzed, po czterech – 3 kg. Zgadzam się z kruszyna w 100%. U nas kolka była po: rosole z wołowiny, słodyczach, ryżu i ciemnym pieczywie (sic!), więcej niż 300 ml mleka na raz i generalnie po wszelkich konserwantach (np. pomidory z puszki, bułki z polepszaczami). Nie było po: cebuli, kalafiorze, pomidorze, nabiale generalnie, truskawkach, itp. Tak więc co dziecko to inna kolka.

  8. Oshin, dużo prawdy w tym. Dziecko mi reagowało rozwolnieniem na nabiał, z wyłączeniem sera żółtego. Po prawie 7 miesiącach od rozpoczęcia ograniczenia nie reaguje na mleko, twaróg, fetę, sery pleśniowe. Za to błyskawicznie choruje po śmietanie.

  9. Ogłaszam, że URODZIŁAM!!! Jestem szczęśliwa! Tydzień „przed terminem”, chociaż Kalina urodziła się w stanie wskazującym na minimalne przenoszenie 😉 Pewnie dlatego, że cykle miałam zawsze bardzo krótkie.

    I odpisuję na post żywieniowy, bo sama się teraz borykam. Kierowana zasadą „zasad nie ma”, jadłam po porodzie na to, co jadłam zwykle, bez oczywistych szaleństw, o których wyżej. No i problem jest, bo przecież maleńka ma 4 dni zaledwie, a już ją jelita kręcą, jak ma się na kupkę:-( Wygina się, pręży, napina bidulka… I to właściwie jedyna sytuacja, w której płacze i płacze (a ja prawie razem z nią, bo nie wiem, jak pomóc). Ma wtedy silny odruch bycia przy piersi (pewnie czuje się wtedy bezpiecznie), ale jest tak rozproszona, że nie może załapać otoczki i jest jeszcze większy ryk… Najczęściej zdarza się to nad ranem; wybudza się w ten sposób o 4 i już nie śpi do 8, a ja razem z nią (próbuję ją nosić na różne sposoby i to przynosi na chwilę efekt).

    Czy któraś z Was, szanowne koleżanki, przeżyła takie kolki „noworodkowe”? Powiedziano mi w szpitalu, że to za wcześnie. Rozumiem, że to kwestia czegoś, co jem, ale nie mogę wymyślić, co jest problemem. Kłopot powstał w domu, kiedy wróciliśmy dwa dni temu. Moja położna sugeruje przejście na białe pieczywo zamiast ciemnego, które jem i zawsze jadłam… Zobaczymy. Na kanapkę – szynka (zrezygnowałam ze smarowania), na obiad – ryż z kurczakiem duszonym w oliwie z oliwek. Jem troszeczkę jogurtów. Wydaje się, że uczulenia na przetwory mleczne brak. Więc eliminuję tak od dwóch dni. Chodzę prawie cały czas głodna i nie wiem, co zrobić, żeby maleńkiej ulżyć. Any ideas?

  10. jestem mama juz 3 dziecka.z kazdym dzieckiem dieta byla inna.ale parowki i szynki jadlam…zastanawiam sie tylko czy moge pic napoje gazowane??napiszcie co o tym myslicie…

  11. Drogie koleżanki ja mam 4 tygodniową córeczkę,ma kolki od 2 tygodni,co bym nie zjadła(a nie jem prawie nic!) to i tak ja męczą,jak ktoś ma namiary na tabelę żywienia proszę podać, pozdrawiam wszystkie mamy 😉

  12. Ja należę do tych szczęściar, które karmią i jedzą niemalże wszystko, z czekoladą i pizzą włącznie, a dziecię szczęśliwe i bezkolkowe.
    Unikam jedynie pikantnych przypraw, czosnku, smażonego (chociaż z dwa razy zjadłam i takie), cytrusów i kapusty w każdej postaci.
    Więc tak jak pisała Kruszyzna, dieta matki karmiącej to mega indywidualna sprawa.
    Uważam jednak, że zupełnie bez sensu jest od samego początku katować się dietą eliminacyjną, zwłaszcza jeżeli nie było problemów alergicznych wśród najbliższej rodziny, lepiej jeść normalnie, tylko lekko strawnie, a dopiero wtedy gdy znacznie się dziać coś niedobrego zacząć ograniczać dietę. Tak mi radziła moje położna i ja też się pod tym podpisuje

  13. No i strach mnie obleciał…Sześc lat temu wydałam na świat córkę i pamiętam jedynie,że w pierwszych dniach jej życia zjadłam ziemniaki ze znikomą ilością kopru i …kupsko się zazieleniło,a na całą rodzinę padł blady strach i…tu mam masakryczną lukę w pamięci,bo karmiłam małą 9 miesięcy,pasłam się wszystkim i miałam cuudowne dziecko,przespane noce i wszystko super.Ale do czego zmierzam otóż moje panie dobiega końca 39 tydzien kolejnej ciąży 🙂 ,a ja im starsza,tym bardziej panikuję…i lękam się ,że nie będzie tak łatwo ,jak przed laty….chociaż może…pozdrawiam 🙂

  14. matkoszek to ty już masz za sobą. ja właśnie czekam na rozwiązanie. więcej strachów miałam trochę wcześniej, teraz to już prawie luzik.
    Jedną z teorii dotyczących kolek jest to, że dziecko łyka za dużo powietrza i to nie tylko w czasie karmienia, ale tak w ogóle.
    Przy pierwszym dziecku mąż wprowadził mi pewne zaostrzenia tak na wszelki wypadek, bo standardowo rodzice są proszeni o sensowniejsze odżywianie się. Więc jadłam gotowane mięska, nie dawano mi kapuchy czy fasoli, poza tymi ciężkostrawnymi rzeczami jadłam normalnie, a dziecko na szczęście nie miało kolek.
    Może z wyjątkiem dwóch wieczorów, kiedy coś tam mu nie podpasywało.
    Myślę, że nie warto wariować. Trzeba jeść normalnie i zdrowo. Jeśli masz ochotę na fasolę, to troszkę zjedz i zobacz czy będą reperkusje.
    Z drugiej strony gdybym miała przejść na restrykcyjną dietę z powodu np. alergii dziecka, to zrezygnowałabym z karmienia piersią. Raz: przy szybkim odchudzaniu do mleka dostają się toksyny i nie powinno się chudnąć w tak szybkim tempie, jak podawaliście wcześniej, dwa: niedożywiona matka nie jest szczęśliwą matką, a na dłuższą metę nie wierzę, że dziecko dostanie wszystkie wartościowe produkty, skoro tak drastycznie ograniczona zostanie dieta matki. Trzy: niedożywiona matka równa się anemia. Jak dla mnie. A uważam tak, gdyż straciłam pokarm m.in. z powodu osłabienia i przemęczenia. Ja czułam się źle, a dziecko było niedożywione. Odżyliśmy dopiero jak wykryłam powód i wprowadziłam mleko modyfikowane w czwartym miesiącu życia synka.
    Żeby nie było: jestem za karmieniem piersią. Jestem przeciw karmieniu za wszelką cenę i dręczenia matek.

  15. matkoszek, ja też mam 2 dzieci w odstępie 6 lat 🙂 i za każdym razem musiałam być na diecie, bo oboje alergicy :(ba, w drugiej ciąży już omijałam ryby i nabiał ( nawet mnie nie ciągnęło za bardzo do tego).I niezależnie od alergii, starsze dziecko miało kolki (od 5 tygodnia do ukończenia 3 miesiąca), a drugie miało ze 2 wieczory marudne. Zgłupiałam już z tymi kolkami-to chyba loteria, oby omijała jak najwięcej dzieci!

  16. Kolki to przede wszystkim niedojrzałość układu pokarmowego dziecka. Tak jest w większości przypadków i trzeba to przeczekać. 🙂 Pozostałe przypadki to alergie, refluksy itp. Tu już jest potrzebna interwencja lekarska i diagnoza 🙂

  17. ja równiez należe do szczęściar które-póko co-nie wiedzą co to kolka a mała ma już 14 tyg.jem w zasadzie wszystko prócz produktów wzdymających(kapusta kalafior cebula) i zmieniających smak mleka(czosnek chrzan)pizzy też się nie odważyłam i żadnych fast foodów ograniczam jedynie pomidory i produkty z nimi bo mała ma po nich zieloną kupkę oraz nabiał bo pojawiły sie krostki(ograniczam a nie zupelnie eliminuję).teraz według zaleceń lekarzy składniki alergizujące należy w małych ilościach podawać żeby dziecko się przyzwyczajało poza tym wiem z wlasnego doświadczenia że raz mała źle zareagowała na dany produkt a po pewnym czasie wszystko było ok

  18. Witam wszystkie mamy:)piszę o tak dziwacznej porze ponieważ właśnie czekamy (od pół godziny…)na beknięcie.Taaak mam w objęciach dzieciątko :)mojego syneczka Stasia.Staś jest z nami na świecie od połowy stycznia i wraz z jego urodzeniem wszystkie strachy poszły w las ustępując miejsca radości macierzyństwa.Karmimy się piersią i mały przybrał już 2 kilogramy :)Oczywiście w czwartym tygodniu życia obsypało paniczowi buziaczek wysypką i koniecznie musiałam ograniczyc nabiał ale sytuacja jest opanowana.Tak poza tym jem prawie wszystko i jest dobrze.
    Kiedy synek miał dwa tygodnie nakleiłam rodzince pierogów „ruskich”,a w tych,jak wiadomo smażona cebulka,a ja z rozpędu zjadłam ze cztery i….dopiero po paru minutach przypomniałam sobie,że przecież JA KARMIĘ!!!Muszę przyznac,że biłam się w pierś i żyłam w panice przez dobę ,a Stasiek jadł i spał:) i jadł i spał i kupa była piękna,a on jadł i spał 🙂 ufff.Do tej pory fajne mamy nocki,budzi się tylko co trzy godziny do karmienia,a ostatnio nawet rzadziej.Mam w domu anioły nie dzieci…
    beatadrz trzymam kciuki,będzie dobrze 🙂 !!!Na szczęście natura wyposażyła nas w instynkt macierzyński i trzeba słuchac tego wewnętrznego głosu,nasze matczyne serca i dłonie nie zrobią krzywdy własnym dzieciom.I faktycznie nie warto wariowac,bo syta mama,to silna i szcęśliwa kobita :)A dzieciaki trzeba obserwowac i już.Pozdrawiam 🙂

  19. Witam mamuśki! Mam do was pytanko: położna zaleciła mi zrezygnowanie z owoców, warzyw i nabiału przez pierwsze dwa tyg. po porodzie. Mam jeść kasze, ryże i mięso. Czy takie restrykcje na wstępie to nie przesada?

  20. agatapk Właściwie to można trochę odczekac,bo teraz owoce i warzywa są bardzo sztuczne…daj maluszkowi troszkę czasu,a po tych paru dniach jedz normalnie i obserwuj 🙂

  21. Tak jak napisała kruszyzna nie ma idealnej diety dla matki karmiącej Mój synek ma 2 miesiące kolki pojawiły się w 2 tygodniu zrobiłam dietę eliminacyjną i okazało się że winne są pomidory które najpierw jadłam normalne a później parzone bez skórki. Powtórkę z pomidora zrobiłam po 3 tygodniach i znowu był ryk ( nie mogę zjeść pomidorówki ze świeżych pomidorów ale pomidorowa na koncentracie jest ok ) Mogę też jeść majonez, kiełbę z grilla i pić gazowane (nie przesadzam z ilością )

  22. No niestety, ale nic mi sie nie zgadza z tym co napisałaś. Moja mała miała kołki, bite dwa miesiące, od 2-3 tyg do 3 miesiaca, placz każdego wieczora nieraz do późnych godzin, dzień w dzień bez względu na to co z jadłam. W 3 miesiącu jakby ręką odjal, poprostu któregoś dnia poszły i już nie wróciły 😐 Próbowałam wszystkiego :-/ był nawet czas kiedy praktycznie nie jadlam nic…cały tydzień jechałam na kanapce z serem kozim i kurczak na parze z ziemniakami na obiad…nie było różnicy czy zjadlam coś niedozwolonego czy nie. Jedyne co zauważyłam w zachowaniu małej….Ale już później jak kolki minęły to gdy zjadlam za dużo czosnku to podczas karmienia śmiesznie się krzywila ;P to wtedy ograniczylam czosnek. Od czasu kiedy kołki zniknęły jem wszystko bez zastanowienia czy to uczula czy wzdyma, kompletnie wszystko…

  23. Aaa i jeszcze dodam że mieszkam w uk i tu nie ma czegoś takiego jak dieta karmiącej. Jak się zapytasz czego nie można jeść to ci zabronia tylko alkoholu. Ja w szpitalu dzień po porodzie dostałam fasolke w sosie pomidorowym 😉