Domowa huśtawka dla dziecka

Domowa huśtawka dla dziecka

7 624
Tytuł notki poniekąd idiotyczny. Niby jakim cudem mogłoby chodzić o huśtawkę dla dorosłego? Okazuje się jednak, że wujek gugiel jest o wiele bardziej uczynny, jeśli się go zapyta o huśtawkę dla dziecka niż o huśtawkę domową.
Jestem zdania, że z huśtawką jest jak z koniem na biegunach – każdy powinien to mieć. Ponieważ ja konia nigdy nie miałam i błogie chwile przeżywałam, tylko kiedy kuzyn dał mi się łaskawie przejechać na swoim, to moje dziecko doświadcza teraz na własnej skórze niespełnionych pragnień rodzicielki. Konia oczywiście posiada. Nie miałam też huśtawki (analogicznie jak z koniem, huśtałam się u kuzynów), dlatego powstał plan zakupienia takowej mojemu dziecku z racji drugich urodzin, które już za chwileczkę, już za momencik będziemy świętować.
 
Huśtawka dla dziecka to wcale nie taki głupi pomysł. Nie tylko dostarcza frajdy, ale – jak przekonywano mnie na warsztatach dla rodziców organizowanych przez Pampers, na których byliśmy prawie rok temu – wspomaga rozwój psycho-motoryczny. W jaki sposób? Nie mam pojęcia, pani dość mętnie to tłumaczyła. Ja wyłączyłam percepcję po pierwszym zdaniu, kiedy usłyszałam to, co usłyszeć chciałam – na huśtawkę warto się szarpnąć.
Tylko na jaką?
Ten etap u Jadzi przegapiliśmy.
 

 
 
Co prawda sprzedawca zapewnia, że sprzęt przeznaczony jest dla dziecka od 6 do 36 miesięcy, ale jakoś nie wyobrażam sobie włożenia do tej konstrukcji mojej rozbrykanej dwulatki, która po tatusiu odziedziczyła zamiłowanie do sportów ekstremalnych. Jak już się huśtamy, to oczywiście "do dechy".
Mamy jeszcze szansę zastosować rozwiązanie takie jak poniżej. Nawet dwie szanse.
 
 
 
 
Fajna sprawa. Musisz coś zrobić, bierzesz dzidziora, stawiasz sprzęt w kuchni i włączasz bujanie, a sama wracasz do garów. Wada jest taka, że trzeba trochę miejsca mieć, żeby tę wersję zastosować. A przy dwóch dzieckach miejsca potrzeba jeszcze więcej. No i sama huśtawka-leżaczek do najtańszych nie należy.
Ale może być i taka. Fisher Price Rainforest. Nie dość, że buja z sześcioma możliwymi prędkościami, to jeszcze edukuje jak nie wiem co.
 
 
 
 
Dla malucha pewnie idealna, ale szybko się z niej wyrasta i potem trzeba coś z tym sprzętem zrobić.
Z lat szczenięcych pamiętam taką, oldschoolową:
 

 
Zaletą jest to, że montujemy huśtawkę do futryny drzwi. Jeśli przeszkadza albo nie mamy akurat ochoty na kontrolowane latanie, to po prostu ją ściągamy w wkładamy np. na szafę. Taka huśtawka spokojnie wytrzyma ciężar nawet dziecka z podstawówki (na własne oczy widziałam), pod warunkiem że tyłek młodocianego się do niej zmieści, co takie oczywiste nie jest, kiedy ma się lat siedem lub osiem. Kolejną zaletą jest cena. To chyba najtańsza z huśtawek. Wada jest taka, że nie każda futryna się nadaje, żeby do niej taki sprzęcior doczepić. Nasza spełnia wymagania. No i trzeba mieć jeszcze taki układ mieszkania, żeby huśtanie nie spowodowało kalectwa osób przypadkowych. Chyba coś takiego dziecku sprawimy.
Ale są też inne warianty na temat.
 

 
Wygląda na wygodne i z pasami, ale czy siedzenie nie wydaje się wąskawe?
A tutaj proszę, jaki mięciutki miś.
 

 
Jest i huśtawka przeznaczona dla dzieci od 2 do 5 lat. Tylko niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego w tej grupie wiekowej zrezygnowano z przedniej barierki? Czy dwulatki siedzą na tyle stabilnie, że nie potrzebują zabezpieczenia? I niemożliwe, żeby im przecież przyszło do głowy nagle zejść z huśtawki w trakcie największego bujania, prawda?
 

 
To już rozwiązanie dla starszych. Na pewno szybko się rozkłada i łatwo to przenieść, ale albo trzeba mieć naprawdę spore mieszkanie, albo ogródek.
 

 
A to jest prawdziwy bajer. Tylko właśnie, miejsce, miejsce…
 

 
Ech, rozmarzyłam się. Dobra, czas kończyć, wracam do garów. Młoda śpi, jest szansa na dokończenie mielonych. Kiedy wstanie, pójdziemy sobie na krótki spacerek i mam nadzieję, że uda mi się sfocić najdurniejszą ślizgawkę, jaką w życiu widziałam. Konstruktor albo nie ma dzieci, albo ich bardzo nie lubi. Jak mi wyjdzie, pokażę wam to kuriozum. Ślizgawkę nie konstruktora oczywiście.

7 KOMENTARZE

  1. Huśtanie rozwija przede wszystkim zmysł równowagi i koordynację wzrokowo – ruchową :)
    Poza tym huśtawki są zajebiste. Od tego jest się dzieckiem , żeby się huśtać :))
    Ostatnia jest wystrzałowa..tylko chyba faktycznie do przypięcia na klatce schodowej, bo w mieszkaniu ściany są niebezpiecznie blisko siebie ;)

  2. hej! a wracając do huśtawek, ja na moim dziecku wypróbowałam fisher price’a – aquarium. i jest naprawdę świetna! uspokaja dziecko, nie mówiąc, że usypia no i ma kilka innych bajerów. Ale trzeba mieć na nią trochę miejsca. Aktualnie szukam jakieś huśtawki po 6 m-cu życia i powyżej 9kg, bo mój dzieciorek za bardzo przyzwyczaił się do huśtania, no i mam problem!

  3. Moje dziecko uwielbia być noszone i kołysane, więc kupiłam huśtawkę. Zresztą jeszcze przed porodem słyszałam same superlatywy o huśtawkach dla niemowląt – koleżanki strasznie swoje huśtawki zachwalały. Ja zdecydowałam się na model Sweetpeace firmy Graco, który ma regulowaną prędkość oraz wibracje i żadnych minusów nie widzę, wręcz przeciwnie – huśtawka okazała się strzałem w dziesiątkę, bo bardzo przypadła do gustu córeczce i mam wrażenie, że dzięki takiemu kołysaniu mała się szybciej i lepiej rozwija.