Z ciążą to różnie bywa. Niektórym mija ot tak, jak pstryknięcie palcami, skaczą, pływają, chodzą po górach, tańczą na weselach do białego rana (i to w szpilkach), a jedyne dolegliwości to kursowanie do toalety w pierwszych tygodniach w celu zwrócenia tego, co się właśnie zjadło. Inni, jak ja na przykład, mają pod górę. Ciąża jest zagrożona, szlajają się po szpitalach, zaliczają USG co trzy lub cztery dni i cały czas się zastanawiają, czy to, co w danej chwili czują, już jest niebezpieczne i wymaga konsultacji czy jeszcze nie. Słowem mordęga psychiczna i fizyczna.

Nie wiem, czy obie grupy się ze mną zgodzą, ale uważam, że najpiękniejsze w ciąży są ruchy dziecka. I są w stanie osłodzić wszelkie niedogodności.

Kiedy się czuje pierwsze ruchy? A to bardzo różnie bywa. Lekarze twierdzą tak, że łatwiej je wyczuć osobom szczuplejszym niż puszystym (pewnie ze względu na przewodzenie bodźców, co chyba ma jakiś związek z grubością tkanki tłuszczowej). Wcześniej też orientują się, co czują, osoby – jakby to nazwać? – skierowane do środka. Skupione na symptomach wysyłanych przez własny organizm. Psycholog powiedziałby prawdopodobnie, że są to osoby – przynajmniej w pewnej mierze – introwertyczne, analizujące i rozbierające zjawiska na czynniki pierwsze. Łatwiej jest też rozpoznać ruchy dziecka w kolejnej ciąży. Wiemy, jak to wygląda i czego możemy się spodziewać. Ciążowa recydywa ma, ekhm, wprawę.

Podręczniki, poradniki i tego typu pozycje podają, że średnio około 20. tygodnia ciąży kobieta czuje ruchy płodu. Ale można się zorientować wcześniej, a można i później i nie będzie to nic niezwykłego. Przykładowo: w pierwszej ciąży kapnęłam się w 17. tc, teraz w 16. tc miałam już stuprocentową pewność, że to to, choć już w połowie 15. tc czułam, że coś tam się w środku dzieje. Wcześnie, ale pamiętajmy, że bliźnięta mają mniej miejsca niż pojedynczy egzemplarz rodzaju ludzkiego, a poza tym ich rozwój przebiega nieco szybciej (przy bliźniętach ciążę w 36. tygodniu uważa się za donoszoną, przy „normalnej” ciąży jest to tydzień 38.).

Jak wyglądają ruchy dziecka? Jak to się czuje? Każdy ma w tym zapewne swoje niepowtarzalne doświadczenia, ale najczęściej słyszy się coś, co i ja potwierdzam. Pierwsze możliwe do wyczucia ruchy płodu są jak muśnięcie piórkiem od środka. Przejedźcie sobie piórkiem po dłoni i wyobraźcie sobie, że coś podobnego czujecie w dole brzucha. Króciutkie, delikatne, ulotne. Potem, jak dziecko już jest większe – a co za tym idzie więcej waży, bo waga ma tutaj kluczowe znaczenie – ruchy (czytaj: kopnięcia) czuć jako delikatny dotyk. Jak lekkie dotknięcie palcem tylko że od wewnątrz. Póki płód jest mały, możemy wyczuć tylko te najsilniejsze objawy aktywności i to do tego sporadycznie. My sobie wyobrażamy, że dziecko głaszcze nas łapką, a tak naprawdę ono nam serwuje soczyste kopniaki. Jest jednak za lekkie, żeby można to było wyraźniej odczuć.

Sytuacja zmienia się wraz z kolejnymi tygodniami ciąży. Z czasem kopnięcia przybierają na sile i mamy pewność, że dziecko solidnie się do nich przykłada. Zaczynamy też czuć inne ruchy. No, po prostu ruchy, czyli przekręcanie się na bok, dotykanie rączką maminego brzucha, a także… czkawkę. Czkawkę stosunkowo łatwo odróżnić jest od kopania, bo są to regularne dotknięcia. Czkawka w życiu płodowym zdarza się dosyć często i nie jest to nic niepokojącego. W ten sposób młode ćwiczy przeponę. Młode czka również po narodzinach. Z czasem to ustaje, aż w końcu zdarza się zupełnie sporadycznie.

Ciąg dalszy na drugiej stronie