Zacznijmy od założenia, że w ogóle coś ogląda. Część speców od rozwoju dziecięcego uważa, że młody człowiek nie powinien mieć kontaktu z telewizją przed skończeniem 2. roku życia. Z telewizją zapewne tak, bo niczego wartościowego tam nie zobaczy, a przynajmniej niczego na swój wiek (dobranocki też potrafią być przedurne). Moje dziecko też telewizji nie ogląda, chyba że zerka – bo i starzy zerkają – na jakieś Fakty na TVN czy inne Wiadomości, ale tego raczej uniknąć nie można. Co innego jednak program TV, a co innego specjalne pozycje przygotowane dla przedszkolaków. I nie, nie chodzi o Teletubisie. Co zatem oglądamy?

Pisałam już kiedyś o Bobie Budowniczym. Bardzo ładnie zrobiona bajeczka, która w przystępny sposób pokazuje codzienną pracę brygady remontowej.

Na pewno za trudna dla 2-latka (jest przeznaczona dla 4-5 latków), ale w tym przypadku chodzi raczej o podziwianie bajecznie kolorowych sprzętów i wychwytywanie tego, co postaci mówią. A wychwytuje naprawdę świetnie i muszę przyznać, że bajka przyczyniła się do poszerzenia Jadziowego słownika w sposób twórczy i konstruktywny (nie mówimy o jakimś bum, trach, lala). Podłapała naprawdę dużo słów, ale ja i tak służę jej komentarzem i po prostu tłumaczę, co się w danym momencie dzieje i po co. Boba gorąco polecam. Nie wiem, czy inne dziewczynki będą nim równie zachwycone. Ja mam dość męską dziewczynkę w domu 🙂

Bob został ostatnio zdetronizowany przez Strażaka Sama.

Strażak Sam posługuje się zdecydowanie bardziej skomplikowanym słownictwem. Zdania wypowiadane przez bohaterów są dłuższe, dialogi bardziej zaawansowane. My jednak – oprócz tego, że i tak podłapujemy słownictwo – zachwycamy się samą ideą wozu strażackiego. Bajka jest prosta w przekazie: bohaterscy strażacy służą pomocą w różnych sytuacjach, nie tylko pożarowych, zawsze im się udaje i zawsze są na czas. Bajka i uczy, i bawi.

Zaletą bajki są bardzo wyraziste postaci, każda ma swój niepowtarzalny charakter. Ciekawostką jest to, że pod wszystkie podkładała głos jedna osoba. Naprawdę mistrzowska modulacja!

O ile Bob i Sam są dla dzieci typowo przedszkolnych, o tyle dla 2-latka z czystym sumieniem można polecić Świat Elma.

Ja kocham mupety, kocham Ulicę Sezamkową, którą oglądałam będąc w, ekhm, liceum, a w Świecie Elma właśnie pojawiają się bohaterowie słynnej Ulicy. To właściwie nie jest bajka. To znakomicie zrobiony program edukacyjny. Z polskim dubbingiem oczywiście. Elmo i jego kompania przybliżają dzieciom rozmaite, bardzo proste zagadnienia. Jest program o piłkach, o strażakach (to nasz ulubiony odcinek), o niebie, o rybach, o komputerach, o pojazdach, o małych dzieciach i inne. Każdy odcinek ma swoje stałe elementy (np. Elmo zawsze dostaje wiadomość, zawsze pojawia się pan Gapa, zawsze otwiera się szuflada z ciekawostkami itp.). Młoda wpatruje się w Elma z otwartą paszczą. Program przekazuje mnóstwo edukacyjnej treści, ale robi to tak zgrabnie, że 2-latki i 3-latki nie mają żadnych problemów z przyswojeniem. Prosty język, proste zagadnienia. Znakomita propozycja.

Jedyne, co mi przeszkadza, to głos Elma. Rany, czy te mupety muszą się tak nieludzko wydzierać? Na dłuższą metę jest to męczące. Co ciekawe, tylko Elmo wrzeszczy, inni mówią normalnie. No, tylko że on najczęściej się odzywa 🙂

Również spod znaku mupetów jest Niedźwiedź w Dużym Niebieskim Domu.

.

Niedźwiedź jest przeznaczony dla 4-6 latków i mała na pewno nie skupia na nim uwagi tak jak na Świecie Elma. Ale nie wymagam tego i nie o to chodzi. Miś śpiewa świetne piosenki – dobre polskie tłumaczenie plus naprawdę chwytliwa melodia, jest uroczym dryblasem, który wraz z przyjaciółmi żyje w niebieskim domu i przybliża dzieciom świat.

Tu też mamy stałe punkty programu. Zawsze na początku miś zbliża nochal do kamery, pytając, co tak pachnie. Jadźka uwielbia ten fragment, zaśmiewa się w niebogłosy i informuje, że miś ją powąchał. W każdym odcinku pojawia się Zjawa i opowiada swoją własną bajeczkę. Generalnie schemat podobny jak w Świecie Elma, tylko wyraźnie dla nieco starszych.  Postaci są jednak przesympatyczne, niebieski dom bardzo kolorowy, jest dużo dowcipu, dużo śpiewania i po prostu dużo dobrej zabawy. Przedszkolakom, a raczej ich rodzicom, którzy szukają dla dzieci czegoś edukacyjnego i ciekawie podanego, gorąco polecam Niedźwiedzia. Mupety i tutaj się wydzierają (poza Niedźwiedziem i księżycem Luną), ale powiedzmy, że można to przeboleć. Jadźce w każdym razie to nie przeszkadza, innym dzieciom też nie powinno. Misia skołowałam bardziej dla siebie niż dla dziecka (przez sentyment), dla dziecko na pewno na tym korzysta. Ach, jeszcze czas trwania. Odcinki Elma trwają około 10 minut, czyli w sam raz. Miś jest dwa razy dłuższy.

Od czasu do czasu włączamy również Stacyjkowo. To bajeczka o trzech młodych lokomotywach (taka banda kolejowych smarkaczy), które mieszkają w, hmm, zajezdni? parowozowni? – nie wiem, jak to nazwać – i codziennie przeżywają inne przygody, bo otrzymują konkretne zadanie do wykonania.

Przy okazji uczą się wielu rzeczy. Że trzeba sobie pomagać, że warto się myć, że trzeba mówić prawdę, że słucha się starszych itp. Przystępna treść, wspaniała, bajecznie kolorowa animacja i walor edukacyjny, który też się przewija, choć nie w takim natężeniu, jak w przypadku Niedźwiedzia. Dla dwulatka?. No nie. Dla przedszkolaka. Mamy jednak swój ulubiony odcinek o słoniu, którego jedna z lokomotyw przewoziła. Ten akurat jest w sam raz.

Dla 2-latka lub 3-latka z powodzeniem mogą być Humfy.

To bajeczka o trzech małych stworkach i ich rodzicach. Mieszkają sobie te straszydła w mieście, bawią się ze sobą, chodzą do sklepu, na plac zabaw itp. Byłam zaskoczona, jak bardzo mentalnie treść zbliżona jest dla dzieci w wieku 2-3 lat. Zabawy są naprawdę proste, a same małe kudłacze mają reakcje dokładnie takie, jak dwu- lub trzylatki. Jadźka nadaje na tych samych falach i Humfy przykuły jej uwagę. Chodzi o pierdoły, jak na przykład to, że mały Humf siada na kanapie, trzymając w łapkach swoją ukochaną poduszkę. My też mamy poduszkę (nawet dwie), bez której się nie ruszamy. Albo też Humf przychodzi do mamy i prosi, żeby poczytać mu bajeczkę – Jadzia robi dokładnie to samo. Odcinki są króciutkie, bardzo proste w treści. Bohaterowie mówią wyraźnie i powoli.

Jedyne, co mnie wnerwia to straszliwie niechlujnie zaśpiewana początkowa piosenka. Mimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie zrozumieć słów, a przecież śpiewają po polsku!

Dobra, zrobiła się notka gigant, czas kończyć. Reksia, Misia Uszatka i Krecika, po których też sięgamy, omówię innym razem. Te bajki wymagają dłuższego komentarza. Zwłaszcza Krecik, który, no, naraził mi się, ot co.