Pewnie nie ma kwestii mierzyć czy nie mierzyć, bo wiadomo, że robić to trzeba. Od czasu do czasu dopada rodzica konieczność oszacowania ciepłoty ciała swego podopiecznego. Ponieważ czynność bywa upierdliwa i niekiedy traumatyczna dla obu stron, dobrze wybrać taką metodę, która zaoszczędzi powtarzania procedury i odsunie w dal widmo złego pomiaru. Dziś na tapecie termometr dla dziecka.

Czym mierzyć temperaturę w takim razie? Na rynku znajdziemy mnóstwo propozycji, których głównym zadaniem jest ułatwienie rodzicowi życia. Robimy zatem herbatkę i jedziemy z tym koksem.

Patent nr 1 – termometr na podczerwień.

Stosowany jest zarówno w przypadku dzieci, jak i u dorosłych. Na izbie przyjęć pielęgniarka wycelowała znienacka do mnie takie oto ustrojstwo:

Ponieważ bardzo lubię kryminały, w ostatniej chwili powstrzymałam się od podniesienia rąk do góry. To jest termometr bezdotykowy, a co za tym idzie bardzo higieniczny. Zbliżamy maszynę do czoła i po upływie około 3 sekund otrzymujemy wynik na elektronicznym wyświetlaczu. Pełna wygoda i da się zmierzyć nawet dziecko z galopującym ADHD. Trzy sekundy wytrzyma każdy, ewentualnie można delikwentowi przytrzymać głowę. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jedno „ale”. Termometr na podczerwień potrafi być bardzo niedokładny. Odniosłam też wrażenie, że zaniża wynik. W szpitalu widziałam, jak współspaczce zmierzono tym dyngsem temperaturę cztery razy pod rząd, w odstępie chyba półminutowym. Za każdym razem wynik był inny. Mierzono kilka razy, bo za pierwszym wyszło, że baba ma gorączkę. Bo miała, tylko że trzy kolejne pomiary pokazały temperaturę w normie (między 36.9 a 36.5). Pomogło mierzenie w ustach termometrem elektronicznym. Trochę ryzykowne w przypadku dziecka, nieprawdaż? Mierzenia temperatury tą metodą nie polecam.

Patent nr 2 – termometr-smoczek.

Wygląda świetnie, no nie?

Włączasz, wkładasz, młode robi, co do niego należy, i otrzymujesz wynik. Proste? Proste. Problem z tym, że dziecko, które ma gorączkę, rzadko ma ochotę, żeby ssać cokolwiek i bardzo często najzwyczajniej w świecie ryczy. Nawet zwykły smoczek wypluwa, jest bardzo drażliwe. Poza tym część dzieci wychowuje się bez smoczka. A są i takie, które już zdążyły smoczek odstawić, albo i takie, które nie zaczęły go używać (noworodki). Noworodek przy próbie aplikowania smoczka często ma odruch wymiotny (smoczek duży, buzia mała), co może się skończyć prawdziwymi wymiotami. No i w końcu jaki jest sens mierzenia, kiedy termometr jest co rusz wypluwany? Byłabym ostrożna.

Patent nr 3 – termometr na czoło.

Propozycja w stylu minimum wysiłku, maksimum satysfakcji.

Od razu mówię – nie stosowałam. Nie mam pojęcia, jak się sprawuje. Słyszałam jedynie, że pomiar też może pozostawiać wiele do życzenia. Ma to sens, jak myślę, bo temperaturę najlepiej badać w miejscach, które są w jakiś sposób odseparowane od świata zewnętrznego i czynniki zewnętrzne (w postaci różnicy temperatur dziecka i pomieszczenia) nie mają wpływu na wynik. Takimi miejscami są odbyt, pochwa lub usta. Termometr tam umieszczony da wynik najbardziej wiarygodny. Jest jeszcze… ucho i tutaj przechodzimy do następnej propozycji.

Patent nr 4 – termometr do ucha.

Wśród termometrów dla niemowląt robi prawdziwą furorę.

Gdybym nie stosowała metody, którą stosuję, wybrałabym to rozwiązanie. Szybko, łatwo i w miarę bezboleśnie. Trzeba będzie zapewne dziecko przytrzymać, bo kto lubi, kiedy mu coś do ucha wkładać? Znam rodziców, którzy sobie ten sposób mierzenia chwalą. Takie ustrojstwo oczywiście kosztuje (ponad 100 zł), ale za wygodę się płaci.

Patent nr 5 – termometr do mierzenia temperatury w pupie.

Tak, moi mili, ja mierzę temperaturę w wielce szanownej tyłencji. Można to zrobić zwykłym termometrem elektronicznym (uwaga! nie używamy rtęciowych! Zostały wycofane z użycia!), ale jeszcze lepiej, jeśli się ma specjalny termometr do mierzenia temperatury w odbycie. Czym on się różni od takiego zwykłego? Wizualnie prawie niczym. Rzecz w tym, że ma elastyczną, ruchomą nóżkę i ta nóżka jest węższa niż w przypadku normalnego termometru elektronicznego.

Ja mam zestaw firmy Bebe Confort i bardzo go sobie chwalę. Ma nóżkę cieńszą niż ten na zdjęciu powyżej. Zresztą sami zobaczcie:

Zdjęcie zrobione moją komórą. Spisała się przyzwoicie, no nie?

Mierzenie temperatury nigdy nie było dla mnie problemem. Końcówka jest naprawdę cienka i elastyczna. Można ją nawet złożyć w pół, owinąć wokół palca itp. Smarujemy końcówkę wazeliną i myk do pupy. Mam pewność, że pomiar jest zrobiony prawidłowo, bo ustrojstwo jest wewnątrz ciała. Podczas całej procedury zagaduję małą, żeby jak najmniej zwracała uwagę na to, co robimy („a co nam pupka powie? Pupko, a kuku! Pupka nam zaraz coś pokaże, posłuchamy jej”). Ten sposób polecam. Jeśli chcemy prawidłowo zmierzyć ciepłotę ciała, warto to robić w odbycie. Noworodka lub niemowlę przytrzymać nie problem. Ze starszym dzieckiem gorzej. Nie wiem, jakby mi poszło teraz, kiedy młode ma 2 lata i jest po prostu – co tu mówić – silne. Do tej pory jednak wszystko odbywało się bez zgrzytów. Radzę zainwestować w specjalny termometr z elastyczną końcówką. O wiele większy komfort dla dziecka.

Jeśli ktoś ma jeszcze jakiś patent, o którym nie wspomniałam, albo zdanie diametralnie inne od mojego, to zapraszam do podzielenia się przemyśleniami w komentarzu.

Skomentuj

34 Komentarzy do tekstu "Jaki termometr wybrać dla dziecka?"


5 lat 22 dni temu

Termometr na podczerwień rzeczywiście jest trochę niedokładny, ale jak się zmierzy kilka razy z rzędu (łączny czas nie przekracza kilkunastu sekund), to można odrzucić mocno skrajne pomiary, a pozostałe mniej więcej są podobne – rozrzut 0,2-0,3 mi w zupełności wystarcza.

Myszqa
5 lat 22 dni temu

My mamy taki do ucha, ale również nie jest idealny ponieważ potrafi pokazać od 35 do 38. Jak dziecko ma gorączkę i czuję dotykając czoła że na pewno coś jest na rzeczy a ten mi tu pojazuje ze 36 – no to wiem ze kłamie. I od nowa a dziec coraz bardziej zirytowany. Dlatego ostatnimi czasy mierzymy temperaturę pod paszką. Dziecia na kolana, termometr pod pachę i (może to trochę niewychowawcze ale skuteczne) włączamy reklamy. Jasiek zapatrzony nawet nie zauważa że coś mu pod skrzydłem siedzi :)

A.
5 lat 21 dni temu

A my mamy taki:
http://www.topcom.net/pl/zdrowie/product/21/EarForeheadThermometer201.html
Babilonów nie kosztował, nie trzeba nic w dzieciaka wtykać, po ciemku widać czy jest źle czy taksobie. Polecam. (Oj, żeby producent jakiś bonus za reklamę odpalił… :) )

makl
3 lat 4 miesięcy temu

my mamy taki sam i od samego poczatku nas oszukuje,dzis np zmierzylismy corce temperature wyszlo 37,6,a zaraz po tym w pupci zwylkym (bo na oko nie zgadzalo nam sie z cieplota czola ) i sie okazalo ze ma 38,7….taka ot roznica…a kupilismy go specjalnie zeby dziecku nie wtykac nic w pupke jak spi itp.

TOla
5 lat 21 dni temu

Polecam termometr do ucha Domotherm OT. Dostaliśmy takowy i jestem jak najbardziej za. Młoda siedzi (tak jakby wiedziała, że nie wolno się ruszać:)) i po chwili pomiar gotowy. Dla pewności mierzymy w jednym i drugim uszku.

nominativa
5 lat 21 dni temu

Mam termometr do ucha (Beurer chyba czy coś takiego), tyle, że kilka dni po triumfalnym przyniesieniu tego cuda do domu mój mąż zauważył, że nie nadaje się on do mierzenia temperatury dzieciom poniżej szóstego miesiąca życia ze względu na budowę ucha.
Da się nim wykryć gorączkę, ale może być problem z określeniem jej poziomu.

ashja
5 lat 21 dni temu

Ja używam termometru bardzo podobnego do tego jaki używa A. Można mierzyć temperaturę i w uszku i na czole. Jestem raczej zadowolona, bo pomiar szybki i bezbolesny, chociaż bywają małe niuanse między kolejnymi pomiarami w odstępie kilkusekundowym, ale nie są one duże więc wiem na pewno czy gorączka jest czy jej nie ma.

5 lat 8 dni temu

ja używam zupełnie normalnego takiego na rtęć (?) .. malutki taki. I do pupy (jakoś nie mam z tym problemu – Jagna niestety ma, heh). Jak byłam z małą kiedyś w szpitalu to pielęgniarka też tam „strzelała” czymś do czoła małej, ale raz za wysoka, raz za niska temperatura … hmmm …

aga
4 lat 4 miesięcy temu

Podpisuję się obydwiema ręcyma pod opinią o smoczkowym termometrze – nasz Stwór mimo że normalnie za smokiem przepada, to tego ustrojstwa nie akceptuje. Hajs wyrzucony w błoto :(