W coś ubrać trzeba. Dzieci są kochane, ale mają jedną paskudną wadę – strasznie szybko rosną. Możemy być pewni, że jeśli kupimy coś jesienią i nie jest to rzecz „na wyrost”, to wiosną nie będzie jej komu założyć. Jeśli pałęta nam się po chałupie coś młodszego, to młodsze ma szansę załapać się na ciuszek. Jeśli się nie pałęta, to wyjścia są dwa: robimy lub pozbywamy się ciuszka 🙂

Ciuszków na rynku od piernika i trochę, ale ja chciałabym polecić trzy marki: H&M dla dzieci, C&A – marka Baby Club oraz Quadrifoglio, czyli Koniczynka. Polecam z kilku powodów.

Po pierwsze są to rzeczy porządnie wykonane i nawet po iluś tam praniach nie przypominają rozciągniętych barchanowych gaci.

Po drugie są bardzo ładne i występują w wielu fasonach i kolorach. Z oczywistych przyczyn jestem zorientowana na rzeczy dziewczyńskie i powiem szczerze, sukieneczki potrafią rzucić na kolana.

Sukieneczka z Koniczynki. Koniczynka ma własną stronę: www.koniczynka.com.

Po trzecie można poszaleć z rozmiarami. I maluchy, i staruchy, pardon, starszaki znajdą coś dla siebie 🙂

Bluzeczka H&M z kolekcji na wiosnę i lato 2010. Źródło: www.edziecko.pl.

Po czwarte cena nie przyprawia o zawał. Nie można ich co prawda porównywać z propozycją lidlową czy biedronkową (cykliczne tygodnie maluszka czy jak to się tam zwie obfitują w różne bodziaki, rajtuzki, skarpetki itp.), ale też i jakość jest o niebo wyższa. Quadrifoglio nie jest najtańsze, ale rzeczy są wyjątkowo porządnie wykonane i naprawdę nie do zdarcia. Warto zapłacić więcej i kupić coś porządnego.

Body C&A Baby Club. Źródło: www.bangla.pl

Najwięcej rzeczy mamy właśnie z Koniczynki. Bluzy dresowe, sukienki itp. Były prane setki razy i wyglądają jak nowe. Szczęśliwie żadna upierdliwa plama się do nas nie przyczepiła.

O, identyczną bluzę mamy. Źródło: www.koniczynka.com

Drugie w kolejności pod względem zasobów szafowych jest H&M i reprezentacja letnich sukienek. Trzecie jest C&A i zbiór ciuszków dla dzieci do 1 roku.

Na pewno macie swoje ulubione marki i swoje typy. Powyższe trzy przetestowałam na własnej skórze. Tfu, wróć, na skórze mojej latorośli, ale temi ręcami je do pralki ładowałam. Polecić z czystym sumieniem zatem mogę 🙂