Chcemy dla naszych dzieci dobrze? Chcemy. Chcemy jak najlepiej? Chcemy. A co jest najlepsze dla potomstwa? Oprócz rzeczy oczywistych – witaminy. Dla chłopczyka i dziewczynki, jak to śpiewały kiedyś Fasolki. Witaminki zbawienne dla rozwoju są. Umysłowego i fizycznego. Nie trzeba nikomu tego udowadniać ani nikogo przekonywać. Problemem pozostaje forma podania.

Najlepiej podawać dziecku witaminki w „naturze”, czyli w warzywach i owocach. Tak podane są najlepiej przyswajalne, no i smaczne przy okazji. Trzeba tylko znaleźć taki egzemplarz dziecięcy, który nie kręci nosem i grzecznie zjada, co mu podadzą.

Mojemu do grzeczności daleko. Jedynym warzywem, jakie toleruje, jest kapusta pekińska (koniecznie z sosem czosnkowym). Ostatecznie czasem pogryzie marchewkę. Z owoców truskawki – owszem, jeśli ma taki kaprys, a w przypadku wszystkich innych musiałabym raczej użyć argumentu siły niż siły argumentu. Dziecko wdało się w ojca. Ze wszystkich sałatek najbardziej lubi schabowy. Przemycam, rzecz jasna, to i owo, ale i tak to za mało, bym mogła powiedzieć, że mam czyściutkie sumienie i pewną drogę do niebios bram.

Daję zatem witaminki sztuczne. Raz na jakiś czas. Co daję? Ja akurat jadę na Kinder Biovital Gel.

To, jak stoi na opakowaniu, multiwitamina w formie galaretki (czy raczej w formie gęstego kisielu).  Baaaaaaaardzo smaczna, młodzież się o nią dopomina. W dodatku konsystencja pozwala na aplikowanie nawet małym dzieciom. Po prostu nie da się tym udławić.

Galaretka jest przeznaczona dla dzieci od lat 3. Ja jednak, jak widać, sięgnęłam po nią wcześniej i to nawet dużo wcześniej – po konsultacji z pediatrą. Czy witaminka jest przyswajalna? Chyba tak, bo zajad, który rozpanoszył się w kąciku ust (znak niedoboru witamin z grupy B), sukcesywnie znika. Witaminkę mogę więc polecić z czystym sumieniem. Życzyłabym sobie jedynie, żeby nie kończyła się tak szybko i kosztowała mniej (a kosztuje około 23 zł).

To nie jedyny preparat witaminowy dla dzieci, bo są też inne, przeznaczone również dla dzieci poniżej 2. roku życia. Na przykład takie:

Marsjanki w saszetkach rozrabiamy i pijemy.

Albo takie:

Vibovit jest akurat dla dzieci od 3. roku życia. Do Vibovitu mam stosunek mocno sentymentalny. Pamiętam, jak w głębokiej podstawówce, czyli w latach 80-tych kupowało się saszetki Vibovitu i pożerało na sucho jako oranżadkę 🙂

Jest i takie coś:

A jest i takie:

Słowem, na rynku preparatów witaminowych dla dzieci jest w cholerę i w różnej formie. Galaretki, żelki, cukierki, saszetki itp. Warto jednak skonsultować się z lekarzem, zanim po coś się sięgnie. No i pamiętać, że nawet najlepszy preparat nie zastąpi warzyw i owoców. To nie jego rola.