Nie długa, nie krótka, lecz w sam raz. Zaśpiewaj, kruszyzno, jeszcze raz. No nie, w trosce o zdrowie psychiczne narodu śpiewania kategorycznie odmawiam. Jeszcze skończyłabym jak Kakofoniks w ostatniej galijskiej wiosce, która opierała się rzymskiemu najeźdźcy. Napisać jednakowoż mogę. O termometrze mierzącym temperaturę w uchu było w poprzedniej notce (sławić cię będą wszystkie pokolenia!), tym razem o kolejnym odkryciu chorobowym. Tak, jak dzieci zaniemogą, to się człowiek nagle dowiaduje tylu rzeczy.

Nie wiem dlaczego byłam taka uprzedzona do inhalatora. Wydawał mi się uosobieniem leczniczego oszołomstwa, totalnego przeginania itp. Jak to, NORMALNIE leczyć się nie da? Trzeba inhalować? Kiedy jednak zielone gile wystawały z nosów niczym wodorosty z morza, kiedy po raz kolejny lekarz zapytał, czy mam czym inhalować dzieci, złamałam się. Poszłam do apteki i zostawiłam tam 120 zł na to:

To jest właśnie inhalator. Prosty jak konstrukcja cepa i nieduży. Do inhalacji można użyć rurki takiej jak na opakowaniu – przystawiamy ją po prostu w pobliże nosa i ust i wdychamy to, co z niej wylatuje – lub maseczki na twarz. Maseczki w zestawie są dwie, dla dzieci i dla dorosłych. W moim odczuciu ta dla dzieci jest na niemowlęta za duża, ale też sobie radzimy. Maseczkę można po prostu założyć delikwentowi i będzie się ona trzymać za pomocą gumeczek lub można przytrzymywać ją ręką. Stosowałam obie metody. U Jadzi pierwszą, u bliźniaczek drugą.

Czym inhalujemy? Lekarz może zalecić specjalny środek w ampułkach (ja miałam Pulmicort), który rozcieńczamy z solą fizjologiczną (dostępna w aptekach bez recepty, jest w ampułkach i kosztuje śmieszne pieniądze). Można jednak inhalować samą solą fizjologiczną lub roztworem silniejszym, który zrobimy sobie sami.

Sól fizjologiczna ma stężenie 0,9%. Ja inhaluję obecnie dzieci roztworem 3%. Jak go zrobić? Musimy kupić w aptece 10% roztwór soli i wodę destylowaną (zestaw do iniekcji). Do odpowiedniego pojemniczka w inhalatorze wlewamy 3,5 ml wody destylowanej i 2 ml roztworu soli. Pojemnik wody destylowanej, jaki małżon przytaskał z apteki, starczy nam chyba na cztery pokolenia, ale widocznie mniejszych nie mieli.

Ile czasu trwa inhalacja? Zależy, ile się tego wleje. Zasada jest taka, żeby w pojemniczku znajdował się co najmniej 1 ml roztworu soli. Przy 2 ml Pulmicortu i 2 ml soli cała zabawa trwała jakieś 5-7 minut. Jeśli płynu jest więcej, wszystko się przedłuża, bo inhalator pod ciśnieniem rozpyla zawartość pojemniczka w drobną mgiełkę, którą się wdycha.

Jak dzieci znoszą inhalację? A różnie. Kwadratowo i podłużnie. Z początku były protesty, ale potem okazało się, że mgiełka do wdychania jest bardzo przyjemna (ma się wrażenie, jakby się szło wilgotnym lasem zaraz po deszczu – miodzio!), a jednostajny rumor urządzenia działa usypiająco. Bliźniaczki trzymałam na kolanach i po dwóch inhalacjach odbywało się już bez większych zgrzytów. Marysi zdarzyło się nawet kilka razy zdrzemnąć.

Jadzię trzeba było podejść sposobem. Podeszłam i szybko się okazało, że włączanie i wyłączanie inhalatora to niesamowicie odpowiedzialna funkcja, którą może pełnić tylko trzylatek, nikt tak dobrze jak trzylatek nie trzyma rureczki, a siedzenie z maseczką na twarzy (ja sama i idź sobie, mamo!!!) to hit sezonu i mogłaby tak godzinami.

Jak często inhalować? Wystarczy raz dziennie, najlepiej wieczorem. Jeden lekarz polecił mi trzy razy dziennie, ale drugi stwierdził, że to zdecydowanie za często. Raz a dobrze.

Czy inhalacje są skuteczne? Ludzie, to najlepsza rzecz, jaką zrobiłam swoim dzieciom. To działa BOSKO. Katar bardzo szybko idzie precz i z gardłem robi się dużo lepiej (bo to nie tylko odtyka nos, ale i leczy paszczę). To kolejne urządzenie – po temometrze dousznym – w które powinnam się już dawno zaopatrzyć. Jestem poniekąd usprawiedliwiona, bo tak naprawdę przeżywam dziecięce choroby po raz pierwszy. Pierworodna jakimś cudem zaliczyła w swojej dotychczasowej karierze trzy marne katarki i to wszystko, teraz więc, gdy całe stado sflaczało i tak zalicza kichę już od półtora miesiąca, wpadłam w panikę.

Drogi sprzęt? Drogi. Ale nie trzeba go kupować. W niejednej przychodni można go po prostu pożyczyć (na jakich zasadach – nie wiem, nie pytałam). W każdym razie to jest coś, co naprawdę warto mieć, a jeśli nie mieć, to przynajmniej używać podczas choroby. Sprawdziłam też na sobie – szał w gaciach, naprawdę.

Jakieś wady? Oprócz ceny oczywiście. A tak, wadą jest głośna praca inhalatora. Nie przymierzając mógłby śmiało konkurować z wiertarką udarową. Czas inhalacji też najkrótszy nie jest. 10 minut spokojnego siedzenia może być w przypadku niektórych dzieci nie do osiągnięcia, wiadomo. No i ta maseczka dla dzieci – dla przedszkolaka i ucznia podstawówki na pewno odpowiednia, dla niemowlęcia jednak za duża. Przydałaby się w zestawie jeszcze jedna, dopasowana do najmłodszych.

No, nie taka najkrótsza ta notka wyszła. Ciągnęła się jak nie przymierzając inhalacja właśnie. Ale warto, ludzie, warto. Inhalujcie dzieci, to jest super sprawa, zapewniam.