Bywa tak, że nam mężczyzna zachoruje.

Wróć. Panowie, ja przepraszam za ten seksistowski wstęp, ale nie mogłam się powstrzymać. Jesteście uroczy, jeśli chodzi o diagnozowanie u was objawów chorobowych i w ogóle przeżywanie tychże 🙂

Bywa więc tak, że nam mężczyzna zachoruje. Skoro zachoruje, to i kona. Do internisty nie da się wysłać i żadne argumenty go do tego nie skłonią, ale czasem da się namówić na zmierzenie temperatury. Mierzy więc i termometr wskazuje straszne rzeczy. Horror, groza, po mieszkaniu zaczyna panoszyć się pandemonium. Patrzysz na urządzenie, a tam potworne wskazanie 37,2.

Nabijam się wprost nieprzyzwoicie, ale rzecz w tym, że dorośli zupełnie inaczej znoszą skoki temperatury niż dzieci. Przy 37,2 ja również umieram, natomiast moje dzieci dopiero się rozkręcają. My, dorośli w takich wypadkach zawsze możemy sobie zapodać polopirynkę czy inny specyfik od Goździkowej i od razu poczuć się lepiej, ale znani jesteśmy z zażerania się lekarstwami w nadmiernych ilościach. Przy dzieciach jednakowoż mamy obiekcje: zbijać temperaturę czy jeszcze nie?

Przede wszystkim warto wiedzieć, że temperatura 37,0 czy 37,1 jest dla małych dzieci zupełnie normalna. Może się utrzymywać przez dłuższy czas i nie wymaga leczenia. Dla nas jest to już stan podgorączkowy, ale nasze dziecko jest zupełnie zdrowe.

Stan podgorączkowy dla dziecka mieści się w granicach 37,2-38,0 wskazań termometra. Wtedy jeszcze nie podajemy niczego. Ja też staram się o tym pamiętać, ale kilka razy zdarzyło mi się nie czekać na przekroczenie magicznej granicy 38,0 i zapodałam środek wcześniej. Tak, chodziło o święty spokój, żeby wreszcie poszło spać jedno z drugim.

Gorączka zaczyna się przy 38,0 st. W zależności od tego, o ile to wskazanie jest przekroczone, reagujemy różnie. Do 38,5 możemy stosować chłodne okłady, chłodne kąpiele i inne metody, hmm, „mechaniczne” na zbicie temperatury. Ja, przyznaję się, podaję lekarstwo już wtedy, a w „metody fizykalne” się nie bawię. Podaję jednak mniejszą dawkę.

Gorączka powyżej 38,5 zyskuje miano wysokiej i wymaga zbijania za pomocą farmaceutyków. Dobrze, to teraz jakich? U mnie jest tak, że „zbijacze temperaturowe” dzielą się na te w stanie płynnym (syropki) i te w stanie stałym (czopki). Syropki podaję, jeśli temperatura nie przekracza 39 stopni.

Wtedy jeszcze wiem, że dziecko nie wypluje mi porcji lekarstwa, bo jakoś jestem w stanie nad nim zapanować, a nawet gdyby niewielka część gdzieś tam poleciała poza jamę chłonąco-trawiącą, nic szczególnego się nie stanie. Przy temperaturze od 39,0 w górę podaję czopki. Wkładam solidnie do zadka i przytrzymuję przez chwilę pupę, bo zazwyczaj następuje odruch „wypychania” intruza z powrotem na zewnątrz.

Temperatura powyżej 40,0 st. jest już niebezpieczna. Przy pierwszym dziecku dzwoniłam do lekarza o każdej porze dnia i nocy. Przy bliźniaczkach już nie, bo pamiętam, co mi poradzono. A poradzono mi (pediatra), żeby przy temperaturze powyżej 40,0 nie bawić się w dawki dostosowane do wieku dziecka, tylko podać więcej środka. Paracetamolu konkretnie. I patrzeć, czy temperatura się obniża. Jeśli nie spadnie w ciągu pół godziny, wzywać lekarza.

Zawsze mam więc w domu przygotowany paracetamol w dawce większej niż jest przewidziana na daną wagę dziecka. To nie jest oczywiście „normalna” praktyka, ale wierzę pediatrze, która mówi, że temperaturę powyżej 40,0 stopni trzeba po prostu szybko zbić i nie certolić się. Nasz rekord to 40,2 mierzony już po podaniu środka, czyli gorączka musiała być jeszcze wyższa. Oby się nie powtórzyła.

Temperatura temperaturą, a wskazania termometru swoją drogą. Mierzysz pod pachą, a tutaj 34 z haczkiem. I co z tym fantem zrobić? Jest więc tak, że w zależności od miejsca, gdzie mierzymy, istnieje pewna tolerancja dla wskazań prawidłowej temperatury ciała. Jaki? Lecimy z tym koksem.

  • pod pachą: 34,7-37,3 (powyżej tego jest stan podgorączkowy i dalej gorączka)
  • w ustach: 35,5-37,5
  • w tyłku: 36,6-38,0
  • w uchu: 35,8-38,0

Po zmierzeniu temperatury w uchu lub w zadku należy odjąć 0,5 stopnia od uzyskanego wyniku.

Nie bez znaczenia jest to, jaki lek przeciwgorączkowy podajemy. Ibuprofen nie jest zamiennikiem paracetamolu! To znaczy zbija gorączkę, jak najbardziej, ale oprócz tego ma działanie przeciwzapalne i trzeba o tym pamiętać. Dlatego, jeśli zależy nam tylko na obniżeniu temperatury, dajemy paracetamol. Jeśli przy okazji chcemy zwalczyć infekcję, a przynajmniej wspomóc ten proces, podajemy ibuprofen.

I to wszystko. Trochę konkretów było, może więc mężczyźni mi wybaczą 🙂