Nie ma to tamto, kikut pępowiny to pierwszy poligon doświadczalny rodzica-debiutanta. Wszystko sprowadzić można do jednego prostego pytania: co z tym cholerstwem robić? Wygląda to nieciekawie, zwłaszcza na początku, zaraz po urodzeniu, gdy spięte jest czymś w stylu klamerki do bielizny. W mordę jeża, dotykać, nie dotykać? Przecierać, nie przecierać? Moczyć, nie moczyć? Co niepokoi, a co nie niepokoi? Ile czasu trzeba odczekać, zanim odpadnie? Czy to nie trwa zbyt długo? Już od tego można osiwieć, a to dopiero początek, he he. Tak, tak rodzic ma jak koń pod górę, kto tego jeszcze nie wie, to się przekona, howgh.

OK, chciałabym, żebyśmy pogadali trochę właśnie na temat pozostałości po pępowinie i tego, co się z tym ustrojstwem dzieje. Mielenie jęzorem (tfu, klawiaturą) nie będzie bezproduktywne, bo po pierwsze zyska na tym społeczeństwo, a po drugie dla komentujących przygotowano trzy nagrody. O tym jednak poniżej, a na początek cytacik ze strony Kalendarz maluszka.

No właśnie, jak to jest z tą właściwą pielęgnacją? Wersje istnieją różniste. W przypadku mojego pierwszego dziecka, czyli trzy lata temu z haczkiem, królował pogląd, że kikut pępowiny należy przemywać 70% roztworem spirytusu. Wzbudziłam niezwykłą radość, kiedy poprosiłam o ustrojstwo w tym stężeniu najpierw w monopolowym (gratulacje), potem w aptece. Uświadomiono mnie w końcu, że mam sobie rasowy spiryt wymieszać z odpowiednią ilością wody i tym przemywać.

Codziennie po kąpieli (ech, bo przy pierwszym dziecku CODZIENNA kąpiel to oczywista oczywistość, przy kolejnych już tak nie jest :) ) braliśmy więc pałeczki do uszu (takie dla dzieci, z ogranicznikiem), maczaliśmy w roztworze i przemywaliśmy pępek.

No właśnie, jak przemywać kikut pępowiny? Jedną ręką trzyma się tego cusia i lekko unosi do góry, drugą uzbrojoną w patyczek smyra się dokładnie „okolicę pępkową”, dbając, żeby spiryt dotarł we wszystkie zakamarki. Kikut zacznie się w końcu fragmentami odrywać, co najpierw przyprawi nas o zawał (czy przypadkiem nie uszkodziliśmy dzieciaka), a następnie o lawinę pytań, czy na pewno wszystko przebiega tak, jak powinno. Spokojnie, to tak ma być.

Rasowy spiryt wkrótce zemścił się okrutnie za pozbawienie go części procentów i podstępnie rozlał się w szufladzie, w której był trzymany razem z kosmetykami dziecka. W związku z tym przez  pewien czas z pokoju dziecięcego jechało jak z bimbrowni. Postanowiliśmy więc przerzucić się na gencjanę, czyli inaczej pioktaninę. To też działa odkażająco, ale pozostawia fatalne skutki uboczne w postaci fioletowego zabarwienia skóry. Nie no, spoko, to jest zmywalne, rzecz jednak w tym, że łatwo możemy sobie zafajdać ubranka, a to już gorzej. Pioktaninę zdradziliśmy więc na rzecz – ponownie – spirytusu i pilnowaliśmy, by się nie rozlał.

Po ilu dniach odpada kikut pępowiny? U pierworodnej trwało to wieki, bo jakieś trzy tygodnie. Bardzo długo. Nie wdała się żadna infekcja, nic nie ropiało, nic się w ogóle nie działo, tylko nie chciało odpaść i już. W przypadku bliźniaczek odpadły jeszcze w szpitalu (a byłyśmy tam tydzień), co wydało mi się tempem wprost kosmicznym. Chyba po czterech dniach już pępowiny nie było. Znalazłam kikutki w noworodkowej kuwetce.

Do pielęgnacji pozostały mi strupki. Tym razem nie bawiłam się w żadne rozcieńczanie czegokolwiek, tylko po prostu przemywałam zwykłym spirytusem. Bardzo szybko strupki odpadły i był spokój.

Czy kąpać dziecko zanim odpadnie pępowina? No właśnie. Przyznaję bez bicia, kąpałam wszystkie trzy. I moczyłam przy tym pępek. Po kąpieli „okolica pępkowa” była dokładnie osuszana i postępowano z nią jak wyżej.

Wszelkie zmagania z infekcjami, ropieniem, bakteriami i tego typu rzeczami są mi zupełnie obce, bo – uff, uff – z wszystkimi trzema pępkami poszło jak spłatka. Czy postępowałam właściwie? Nie wiem. Nic się potem nie działo, w trakcie też nic się nie działo, jeśli więc zrobiłam na przekór jakimś zaleceniom, to nie odbiło się to czkawką.

To jest dobry moment, by padło to ważne pytanie: jak pielęgnacja kikuta pępowiny wyglądała u waszych dzieci?

Pytanie ważne z dwóch powodów. Po pierwsze na trzy osoby (wytypowane przeze mnie – omajgad!) czekają nagrody od sponsora. Sponsorem jest Juvit, a co go będę ukrywać.

W skład nagrody wchodzą:

  • cyfrowa ramka na zdjęcia
  • zestaw witamin dla mamy i dziecka (BluMag Jedyny, Juvit Baby D3)
  • plastry przeciwgorączkowe dla dzieci Ibum Ice
  • bon o wartości 150 zł (to bon Sodexho) do zrealizowania w różnych sklepach. Listę sklepów zwycięzca otrzyma razem z nagrodą.

Fajne? Myślę, że nawet bardzo. Trzy komentarze do tej notki zostaną nagrodzone, a następnie zamieszczone na stronie Kalendarz maluszka jako porady mam dla mam :) Dlatego osoby nagrodzone poproszone zostaną o podpisanie zgody na przekazanie praw autorskich do komentarza w celu publikacji go w innym miejscu niż na moim blogu. Szczegóły można doczytać w regulaminie.

Konkurs trwa tydzień, czyli do 8 listopada, do godziny 23.59. Jeśli komuś nie uda się za pierwszym podejściem, to będzie miał jeszcze trzy szanse. W sumie nagród będzie więc dwanaście, przy czym – co za pech – dana osoba może wygrać tylko raz :) Ze zwycięzcami skontaktuję się via e-mail, a informacja o tym, któż to jest, zostanie podana w ciągu kilku dni od publikacji notki (przed rozpoczęciem kolejnego konkursu).

Drugi powód – koncentrat wiedzy i doświadczeń może okazać się bardzo pomocny dla tych, które na poród jeszcze czekają.

Czyli co? Zostało tylko zaczytować moją pierworodną „do biegu gotowi, start!” :)

Skomentuj

88 Komentarzy do tekstu "Pępkowe, czyli o pielęgnacji kikuta pępowiny. I… konkurs!"


Polla
3 lat 6 miesięcy temu

Kto wygrał? :)

3 lat 6 miesięcy temu

Konkurs trwa do wtorku do północy. Ogłoszenie wyników w środę przy okazji następnej konkursowej notki lub w osobnej noci w środę lub czwartek. Cierpliwości :)

Polla
3 lat 6 miesięcy temu

Spoko… :) Te gratki mnie zmyliły, a były dla WiewiOOry i jej małej Aurory :)

Mnie już jęzor świerzbi, ale jeszcze poczekam… :)

klucze do raju
3 lat 6 miesięcy temu

Pępowindarz czyli kalendarz pępowinowy…
lub też jak kto woli: krótka historia pielęgnacji kikuta pępowiny.

Dzień 1
Wreszcie przyszedłem na świat. Pospieszyłem się nieco z terminem, który miał przypadać 11 listopada. Pospieszyłem się i już jestem 24… października. Mały Bubuś. Mama dzielnie zniosła mój poród. Wydałem okrzyk radości a moje płuca napełniły się powietrzem. Nie powiem – bolało, ale cóż począć skoro się chciało pchać na ten świat? Tata był obecny. I przeciął moją pępowinę. Jedzenie pępkowinowe się skończyło. Na zawsze. Tata był dzielny i nawet nie zemdlał. Tak oto zaczęło się moje życie z wykorzystaniem tlenu. I życie kikutka pępowiny też. Spiętego białą klamerką. Teraz już śpię i jem. Śpię i jem. Jem i śpię. Mama odpoczywa. Tata pojechał chyba do domu. Słyszałem jak mama mówiła, że skręca łóżeczko. Dla mnie.
Dzień 2
Moim kikutkiem opiekują się siostrzyczki w szpitalu. Za dużo z tego nie pamiętam. Z resztą mam teraz inne problemy: spanie i jedzenie.
Dzień 3
Tego dnia zdjęto mi klamerkę z kikuta pępowiny. Mama zakłada mi pampersy tak, żeby nie obcierać pępowinki. Taka podstawowa pielęgnacja. Dziś zrobiłem się trochę jak Mały Chińczyk – żółty.
Dzień 4
Tego dnia miałem wyjść z mamą do domku. Niestety jestem żółty i zostajemy w szpitalu. Kikucik też zostaje. No przecież jest ze mną. Jeszcze nigdzie się nie wybiera.
Dzień 5
Hurra! Dziś idziemy do domku. Mama, ja i mój kikucik. No i tata oczywiście. Mała podwózka autem – jadę nim pierwszy raz. Jest fajnie. Teraz już w domku z mamą i tatą. Rodzice chyba zapomnieli o mojej pępowinie. Dziś im wybaczam. Krzątają się wokół mnie. A to kupka a to siku.
Dzień 6
Dziś sobie leżakuję. Dużo Śpię. Wieczorkiem woda w wanience i myju myju. Słyszę jak mama mówi do taty, żeby uważał i nie zamoczył kikutka. Tata się słucha. Trzy minuty i po myciu. Wycieranie. Ubieranie. Pielucha. A pępowina? Znowu zapomnieli!!! Nie będę jednak krzyczał.
Dzień 7
Dziś pierwsze odwiedziny cioci – sąsiadki. Popatrzyła. Pouśmiechała się. O czymś rozmawiają. Zaraz, zaraz!!! A ty Mama, to przemywasz pępowinę spirytusem? – zapytała ciocia. Mama zrobiła się czerwona ze wstydu. Tata też. No…nie… zapomniałam. I zaraz zaczęła się akcja. Ciocia poleciała do domu. Chwilkę potem wróciła. Z buteleczką spirytusu i patyczkiem do uszu. Potem zdejmowanie śpioszek i … wreszcie przemywanie kikuta pępowiny. Uf. Akcja pępuszkowa zakończona.
Dzień 8 – dzień 12
Przez kilka dni już nie było problemów. Mama przemywała mi 3 razy pępuszek patyczkiem od uszu umoczonym w spirytusie. Pozostało czekanie… aż odpadnie. Co prawda dzwoniło do rodziców jeszcze parę rodzimych i przyszywanych ciotek chcących za wszelką cenę poradzić w sprawie pielęgnacji mojego pępuszka proponując przemywanie wodą, jakieś apteczne środki i inne medykamenty, ale na nic się to zdało. Oczywiście wysłuchaliśmy wszystkich dobrych rad, ale jak to mówią: słowo się rzekło-kobyłka u płota: będziemy jednak przemywać metodą naturalną i sprawdzoną: spirytusową. Kikut powoli zaczął ciemnieć i wysychać.
Dzień 13
Od dziś rana rozpoczynamy odliczanie. Kikucik wisi już na jednym włosku. Te codzienne trójrazowe przemywania tradycyjną metodą okazały się niezwykle skuteczne. Jest szansa, że dziś kikutek odpadnie. Minęły cztery godziny. Mamy dwunastą. W końcu pępuszek odpadł. Akcja zakończyła się powodzeniem. Mam teraz na pamiątkę „małego rodzynka”. Oczywiście nie do jedzenia. Teraz pozostało tylko do pielęgnacji miejsce po kikucie pępowiny…ale to już zupełnie inna historia. Pozdrawiam. Mały Bubuś.

ellysa
3 lat 6 miesięcy temu

Mamy Elizy wnikliwe notatki na temat ważny, pępuszka – rozważmy.
Oto niezbędnik pępkowy, czyli co mama w sklepie zakupiła.
1. Spirytus ze spożywczaka. Mama laborantka pod okiem kolegów chemików po fachu, odpowiednio rozcieńczyła. Okrągłe 70% i ani procenta mniej czy więcej.
2. LEKO – czyli gaziki nasączone alkoholem izopropylowym. Ni mniej ni więcej 70 procentowym, zmniejszającym ryzyko zapalenia, zapobiega patologicznemu rozrostowi tkanek i przyspiesza gojenie kikutka. Zakupione tak na wszelki wypadek, gdyby przeszło tornado lub spirytus cudem wyparował. Nie żebym podejrzewała tatusia o dłuższe świętowanie narodzin córeczki.
Użyte kilka razy. Jak dla mnie za sztywne i ciężko było nimi ten mały kikutek dokładnie wyczyścić.
3. Gaziki jałowe, oczywiście. Kilka opakowań. Kończyły się w zastraszającym tempie. Używane do pielęgnacji pępka, jak również do przemywania oczu i innych części ciała mojego sterylnego dziecka :) Dziecka mamy debiutantki.
4. Patyczki higieniczne – gdyby gaziki jałowe szlag trafił.
5. Gencjana ( Pyoctaninum coeruleum ). Jak zwał tak zwał – roztwór fioletu gencjanowego, który wykazuje działanie przeciwbakteryjne, odkażające i osuszające. Przy okazji barwiąc wszystko na kolor Tinky Winky. Ulubiony roztwór mojej położnej, który namiętnie stosowała.

Z czym to się je, czyli jak do tego podejść…oczywiście nie mam na myśli dziecka. Z nim powinniśmy się już na tym etapie oswoić. Teraz oswajamy się z usychającym kikutkiem.
1. Kładziemy zrelaksowanego, spokojnego maluszka na przewijak. Wersja optymistyczna. Wcześniej oczywiście myjemy ręce. Takie zboczenie zawodowe. Odwijamy pieluszkę. Nasączamy gazik 70% alkoholem i dokładnie przemywamy okolicę wokół pępka oraz kikutek. Odchylamy go na boki, żeby dostać się w każdy możliwy zakamarek. Nie bójmy się omijać żadnego miejsca.
2. Osuszamy pępek. Za radą położnej polecam suszarkę. Rewelacyjnie osusza okolicę pępkową. Do tego maluch robi się strasznie rozanielony i roleniwiony.
3. Staramy się przemywać pępek jak najczęściej. Najlepiej przy każdej zmianie pieluszki. Kolejna cenna rada położnej.
4. Nie stresujmy się przy każdej kąpieli o to, że zamoczymy pępek. Wystarczy go potem dobrze osuszyć. W końcu nabrałam dystansu. Początkowo była histeria o każdą kropelkę, która dostała się w okolicę pępka.

Porażka zakupowa – pieluszki z wyciętym miejscem na kikut pępowiny, które miały zapobiegać podrażnieniom tego wrażliwego miejsca. Okazało się, że pieluszki i tak podchodzą pod pachy i miejsce z wycięciem znajdowało się na wysokości mostka.:) Nie namawiam, nie zniechęcam. Jak ktoś chce, zawsze może wziąć nożyczki i zrobić wycięcie.

Nasz kikutek odpadł bezproblemowo, w 10 dobie życia. Wiele przy tym było strachu, niepewności. Drżały dłonie, jak i serce o ty, czy aby maluszka nie boli.

Chru_Chru
3 lat 6 miesięcy temu

Nie mieszkam w Polsce. Tutaj pielegnacja wyglada podobnie z tym, ze:
– alkohol 70% dostaniesz w kazdej aptece
– przemy wa sie tylko wtedy, gdy kikut sie zamoczy siuskami
kikut przesusza sie owijajac gaza, a gdy odpanie poki sie nie zagoi, odkaza sie woda utleniona. Zarowno w przypadku corki, jak i nowonarodzonego synka kukut odpadl w 10 dobie. Alternatywa dla alkoholu sa spraye zablizniajace, ale cena znacznie wyzsza…

Nika
3 lat 4 miesięcy temu

Nam kazali pryskać Octaniseptem- że niby tak samo dobry, jak spiryt, ale wygodniejszy. No i Mały miał 8 i pół tygodnia, kiedy z paprzącym się już pępkiem został wysłany do chirurga na usunięcie pępowiny. I to mu wreszcie przemówiło do rozsądku, bo tego ranka sam odpadł. Potem „tylko” użeraliśmy się z paprzącą pozostałością po kikucie- czyli pępkiem.
Koleżanka kilka tygodni temu urodziła, przywiozła dziecko ze szpitala (octanisept) już z nieciekawym kikutem, przeszli na spiryt- kilka dni i po pępowinie.
A położna mówiła mi potem, że coraz więcej dzieci nie może zgubić pępowiny, a rodzice z reguły używali octaniseptu. Wniosek- unikać go jak ognia