Jak wytresować smoka, czyli o skutecznym wzruszaniu rodzica

Jak wytresować smoka, czyli o skutecznym wzruszaniu rodzica

18 103

Strasznie dawno temu (naprawdę strasznie) pewien kolega z osiedla próbował mnie poderwać. Dla niepoznaki, że to względem mnie ma jakieś niecne zamiary, sprosił do domu całą paczkę, której byłam wiernym członkiem, i paczce tej zapodał film. O nie, nie żadną komedię romantyczną ani tego typu sprawy, tylko bajkę. To była „Piękna i Bestia”.

Kolega niestety wielce skutecznie strzelił sobie w kolano. I to podwójnie. Po pierwsze byłam wtedy śmiertelnie zakochana w gościu, który nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi, co dodatkowo zaogniało moje uczucie, bo nic mnie tak nie mobilizuje jak przeszkody życiowe :) Po drugie „Piękna i Bestia” tak mnie pochłonęła, że zapomniałam o bożym świecie, a już w pierwszej kolejności o podstępnym kumplu. Poryczałam się ze wzruszenia, a bajka wyorała w mojej psychice niezacieralne ślady.

Do tej pory byłam przekonana, że to najpiękniejszy, najbardziej chwytający za gardło i najcudowniejszy film o wielkich uczuciach. Dziś zmieniam zdanie. Dziś żółta koszulka lidera należy się filmowi „Jak wytresować smoka”.

Zdjęcie z film.interia.pl


Na dalekiej, dalekiej Północy, rzut beretem od „zamarzniesz na śmierć”, znajduje się wioska wikingów. Wikingowie to twarde typy, ale mają jeden istotny problem egzystencjalny – smoki. Smoki mają dość upierdliwy zwyczaj porywania owiec, drobiu i innej zwierzyny hodowlanej, co generuje oczywiste straty tak materialne, jak i moralne. Wikingowie walczą z latającą zgrają od pokoleń i nic nie wskazuje na zakopanie topora wojennego między oboma gatunkami, smoczym i ludzkim.

Dodatkowy problem ma wódz, człowiek takich rozmiarów, że przy nim Pudzian wygląda jak cherlawy dzieciak z podstawówki. Problemem dla wodza jest jego własny syn, Czkawka, który za cholerę nie nadaje się na pogromcę smoków. Z racji konstrukcji fizycznej – to raz, a dwa z racji kompletnie niewikingowego nastawienia. Nie chce walczyć ze smokami. Chłopak bardzo chciałby udowodnić wszystkim (a ojcu zwłaszcza), że znaczy nieco więcej, niż oni sądzą – a jak sam wódz to stwierdził, jego syn uchodzi za największego w dziejach plemienia cieniasa i ofermę – i w tym celu konstruuje broń własnego pomysłu oraz zawiesza sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Chce złapać nocną furię, najbardziej tajemniczego i najbardziej niebezpiecznego smoka ze wszystkich ludziom znanych.

Oczywiście, jak można się było tego po Czkawce spodziewać, wszystko idzie nie tak jak trzeba. Nieudany syn wodza, owszem, wystawcie sobie, łapie nocną furię, a nawet skutecznie, ale zupełnie niechcący czyni ze smoka kalekę, pozbawiając go części jego ogona i uniemożliwiając w ten sposób latanie. Zamiast jednak delikwenta zgładzić… oswaja go i zaprzyjaźnia się z nim. Co więcej, stają się nierozłączną parą (choć relację Czkawka ze względów bezpieczeństwa utrzymuje w ścisłej tajemnicy). Stanowią jeden organizm. Nocna furia nie jest w stanie latać bez chłopaka. Czkawka dosiada smoka i za pomocą „protezy” ogona, którą steruje, pomaga zwierzęciu pokonywać przestrzenie. Chłopak natomiast dzięki przyjaźni z nocną furią odkrywa prawdę o smoczym gatunku i przyczynę smoczych zachowań łupieżczych oraz znajduje sposób na pogodzenie ludzi i latających potworów.

Wszystko, co dobre, szybko się kończy, sprawy mocno się komplikują i następuje seria wydarzeń trzymająca w napięciu i wciskająca w fotel. Przemilczę o nich, bo opowiedziałabym cały film, a nie chcę. Koniec końców mamy happy end, ale nie taki, jakiego człowiek by się spodziewał. Happy end z rysą, kaleki jak okaleczony smok.

Oglądałam tę bajkę chyba z miliard razy i za każdym razem mam gulę w gardle, za każdym razem łzy w oczach. Nieprawdopodobnie wzruszająca. Choć powinno się wydawać, że znam film na pamięć, odkrywam w nim zawsze coś nowego, czego nie zauważyłam wcześniej. Cudowna opowieść o poszukiwaniu swojej własnej drogi życiowej, byciu w zgodzie z samym sobą, akceptacji siebie. Opowieść o miłości i przyjaźni na śmierć i życie, która rodzi się tam, gdzie nikt by tego nie podejrzewał. Opowieść o spełnianiu i niespełnianiu oczekiwań, jakie narzucają wymagający rodzice. Opowieść o odrzuceniu i akceptacji, o przełamywaniu stereotypów i pozorów, o poświęceniu całego świata i wszystkiego, co się posiada, dla jednej osoby, którą się kocha. Całość spina przepiękna, chwytająca za serce muzyka.

„Jak wytresować smoka” to jakby echo słynnego zdania, które pada w książce „Mały Książę” (która z niezrozumiałych dla mnie powodów była lekturą w klasie ósmej, choć jest tak naprawdę bardzo trudną książką dla dorosłych): jesteś odpowiedzialny za to, co oswoisz. W odniesieniu do każdej dziedziny życia.

Gorąco polecam ten film. Jadzia ma ostatnio fazę na smoki, dlatego bajka leci po cztery razy dziennie. Dzieci to jednak pikuś. Warto, żeby film oglądnęli rodzice, bo to tak naprawdę bajka dla dorosłych.  Naprawdę dużo wam da. A jeśli nie, to zjem własne kapcie ;)

18 KOMENTARZE

  1. żałuję,że go nie widziałam. Widział go syn i w pewnym momencie nie chciał go oglądać dalej (podejrzewam,że czymś się wzruszył). To prawda – jest wiele bajek niby dla dzieci, ale rodzice znajdą dużo i dla siebie. Mnie zawsze wzrusza ostatnia część Toy Story, przy końcu :)
    Zauważyłam,że odkąd jestem rodzicem, stałam się „mientka” ;)

  2. Chciałam zobaczyć, wybierałam się do kina ale wówczas Młody był za młody a ja nie miałam jak bez niego się ruszyć i się nie udało. No to musimy teraz wspólnie obejrzeć bo Młody już aż tak młody nie jest ;-)

  3. Super bajka. Mi to skojarzyła się z takimi dawnymi produkcjami Disneya chociaż nie wyszła z jego studia. Taka jakie bajki powinny być. Z pięknym przesłaniem, pełna wrażliwości i inteligentnego humoru. Widziałam już chyba z 3 razy i zawsze poprawia mi humor. Polecam bo naprawdę warto.

    Polecam jeszcze http://www.youtube.com/watch?v=AKc6GyRiDNg (po angielsku) wprawdzie taka Bożonarodzeniowa krótkometrażówka (dodatek do animacji).

  4. Byliśmy w kinie kiedy byłam w ciąży z bliźniakami – wyszłam i uśmiana i uryczana jak boberek… ;) Świetna bajka.

  5. Uwielbiam oglądać tej film-bajkę ;)
    Ale tu chciałabym wyrazić słowa uznania autorce tekstu, której sposób pisania uzależnia, uwielbiam te wpisy i oceny, humor przy okazji się poprawia. Jednak powyższa recenzja i polecenie filmu otworzyło mi oczy na inny aspekt tego filmu :) DZIĘKUJĘ

  6. Oglądałam milion razy i to też mój namber łan! Jest absolutnie fantasmagoryczna (i to nie tylko dlatego, że o wikingach). A moment kiedy ten palant mówi „nie jesteś moim synem” za każdym razem mnie mrozi na kość. Ale Szczerbatek wymiataaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Tak wychowawczej bajki ze świecą szukać. Howgh!

  7. A Disneya jednak uważam za hipokrytę. I możecie mnie tu zlinczować. Ładne bajki robi, ale co do przesłania to wprost mówią jedno, a „podprogowo” coś wręcz przeciwnego. Co dobitnie obnaża dreamworks np.

    • Tak, też o tym czytałam i co więcej, widziałam na zwolnionym filmie. Masakra!!! A że Disney robi piękne bajki (tak „na rozum i co widać wprost”), a podprogowo- lepiej nie mówić, mam poteżny dylemet jak to rozwiążę, kiedy synek dorośnie do bajek. Na wieki nie starczy mu baby TV. W przedszkolach tez często dzieci po południu bajki ogladają, więc jeśli ja mu nie puszczę, to i tak zobaczy…

  8. Tez niedawno pisalam o tym filmie. A propos przyzwyczajania dzieci do tego, ze glowny bohater nie zawsze wychodzi bez szwanku. Poklocilam sie nawet o to z kolezanka, bo ona powiedziala, ze film byl beznadziejny, ze wzgledu na zakonczenie, a ja uwazam ze wlasnie ze wzgledu na zakonczenie jest wspanialy :)

  9. To też jedna z naszych ulubionych bajek:-)Dziecię do tej pory pija herbate wyłącznie w kubku z Czkawką nabytym w kinie przed seansem :-)Choć jak dla mnie number one pozostaje chyba Odlot – Kruszyzna widziałaś? A w tej chwili Młody ogląda akurat Auta2 Może być, choc jedynka lepsza…Pozdrawiam

  10. od niedzieli obejrzelismy ta bajke chyba z 10 razy- mlody ja uwielbie- i ja mowic szczerze tez- powala na kolana- oby wiecej takich bajek