Na początku jest trzęsienie ziemi, a potem emocje już tylko rosną, mawiał Hitchcock i była to według niego dobra recepta na niezły thriller. Podobnie jest w przypadku ciąży. Trzęsienie ziemi zaliczyłyśmy w postaci USG genetycznego, a dalej rzeczywistość nabiera tempa. Przychodzi półmetek ciąży i tym samym czas na kolejne USG. Skoro mamy półmetek, to logiczne, że USG zowie się połówkowym.

USG połówkowe

A po co nam ono? A bardzo potrzebne jest. Podczas tego badania dokonuje się już bardzo dokładnej oceny płodu, dlatego ważne jest, żeby badanie przeprowadzić na dobrym sprzęcie. Niekoniecznie takim, który ma opcję 3D lub 4D, bo jedno i drugie to tak naprawdę wodotryski. Sprzęt ma być dobry, a robiący badanie ma znać się na rzeczy. A jedno i drugie nie zawsze idzie ze sobą w parze, czego czasem miałam okazję doświadczyć. Generalnie jednak miałam szczęście i badał mnie prawdziwy specjalista na wypasionym sprzęciorze. Porządnie wykonane USG połówkowe trwa kawałek czasu. Jeśli lekarz uwinął się w 15 minut, to należy podejrzewać, że po prostu odwalił chałturę.

Co się bada w USG połówkowym? Całokształt, czyli głowę, twarz, budowę kręgosłupa, przeponę, jamę brzuszną (ocena narządów wewnętrznych), nerki, pęcherz moczowy. Co do oceny serca, to różnie bywa. Raz słyszałam, że również i na nie w tym badaniu się patrzy, innym razem znów, że najlepszy czas na ostateczną ocenę serca jest około 25. tc.

Serca bliźniaczek miały okazję być ocenione szczególnie dokładnie około 28. tc, ale wiąże się to z zupełnym przypadkiem i pewną horror story, o której może przebąkiwałam, a może nie. Może wspomnę kiedyś 😉

Dodatkowo w badaniu ocenia się łożysko, płyn owodniowy i szyjkę macicy (sondą dopochwową).

Dziecko w 20 tc. Obraz oczywiście nie z USG 🙂

W USG połówkowym nie mierzy się już długości dziecka metodą od głowy do pupy. Jest na to za duże. Zamiast tego lekarz posługuje się następującymi parametrami:

  • BPD (biparietal diameter) – wymiar poprzeczny główki
  • HC (head circumference) – obwód główki
  • AC (abdomen circumference) – obwód brzuszka
  • FL (femur lenght) – długość kości udowej

Do tego dochodzi jeszcze EFW (estimated fetal weight) – szacowana masa płodu. Co do masy wynik jest ZAWSZE orientacyjny i obarczony pewnym marginesem błędu, tym większym, im większe jest dziecko. Często słyszałam, że lekarz „źle zważył”, bo młody zamiast szacowanego 3200 g miał przy porodzie 3600 g. Jakiś niedouk widać badał. A wcale że bo nie. Pod koniec ciąży różnica między szacowaną masą płodu a masą rzeczywistą może wynieść 500 g. Na plus i na minus!

Jeśli na ekranie monitora zobaczysz czerwone i niebieskie ruszające się plamy, to znaczy, że przy badaniu wykorzystywana jest także metoda Dopplera. Inaczej mówiąc, lekarz bada przepływy krwi w naczyniach krwionośnych. To z kolei pozwala ocenić, czy dziecko jest odpowiednio ukrwione i odżywione.

USG wzrostowe

Właściwie każde USG po połówkowym jest określane jako wzrostowe, niezależnie od tego, ile ich się przeprowadzi, choć to właściwe ma miejsce około 30. tygodnia ciąży. Służą jednemu – ocenie wzrostu płodu.

USG w 32. tc. Po prawej była Marysia.

Co do samego wzrostu, to warto wiedzieć, że w ciąży mnogiej dzieci są mniejsze niż „jedynaki” na danym etapie rozwoju. Np. jeśli w 34. tc statystyczny pojedynczy młodzian waży 2400 g, to bliźnięta zaliczają po 1800 na głowę. Moje były zresztą nawet mniejsze na tym etapie (1600 g). To informacja dla przyszłych rodziców bliźniąt. Nie stresujemy się, że wagowo dzieci odbiegają od wytycznych. Zawsze będą odbiegać, to normalne.

Ciekawe jest też to, że około 32. tc pojedynczy obywatel tej planety może jeszcze wielokrotnie zmienić położenie w macicy. U bliźniąt jest to już znacznie bardziej skomplikowane. Moje dzieci po raz ostatni obróciły się właśnie około 32. tygodnia i ostatecznie ustawiły się na waleta.

W wyniku badania wzrostowego może się pojawić sformułowanie „profil biofizyczny„. Chodzi o to, że ocenia się ilość płynu owodniowego i określone ruchy płodu. To daje odpowiedź na pytanie, czy dziecko rozwija się prawidłowo.

Uf. Mam nadzieję, że komuś rozświetliłam mroki 🙂

Przy pisaniu notki korzystałam z książki „Bliźnięta… i więcej„.