USG w ciąży – jakie, kiedy i jak? Część pierwsza – USG...

USG w ciąży – jakie, kiedy i jak? Część pierwsza – USG genetyczne

13 3333

Jeślibym miała zrobić jakiś ranking ekscytujących ciążowych przeżyć (pomijam emocje związane z gnaniem na złamanie karku na porodówkę w obliczu możliwości porodu w taksówce ;) ), to na pierwszym miejscu byłaby możliwość odczuwania ruchów dziecka. A zaraz za tym, na drugim, badanie USG. Zawsze mnie to niezwykle jarało.

Nostalgia mną owładnęła okrutna (ale spokojnie, wystarczy tych dzieci :) ), dlatego dzisiaj parę słów właśnie o USG. I dla tych, którzy na swoje pierwsze ciążowe badanie jeszcze czekają, i dla tych, którzy mieli ich nie wiem ile. Jedziemy z tym koksem.

Właściwie jeśli ciąża przebiega prawidłowo i jest ciążą pojedynczą, to w ciągu dziewięciu miesięcy wystarczą trzy badania USG. Pierwsze między 11. a 14. tygodniem ciąży… Wróć. Skąd niby ma być wiadomo, że to ciąża pojedyncza? Z USG oczywiście, nie liczę więc badania „zerowego”, które nam dobitnie potwierdza fakt zaciążenia (czyli jednak test ciążowy nie oszalał) i daje pierwszą informację, ile tych dzieci będziemy mieć, he, he. Umówmy się, że to pierwsze z pierwszych mamy za sobą. Jeśli więc wszystko jest OK i dziecię jedno, wystarczą trzy – pierwsze między 11. a 14. tygodniem ciąży (tzw. USG genetyczne), drugie około 20. tygodnia ciąży (tzw. połówkowe) i trzecie około 32. tc (tzw. wzrostowe). Statystyczna kobieta ma jednak tych badań więcej, często zdarza się, że lekarz wykonuje USG podczas każdej comiesięcznej wizyty. Dziś badanie pierwsze i kto wie, czy nie najbardziej skomplikowane.

Badanie USG między 11. a 14. tc

Niesamowitych szczegółów anatomicznych jeszcze nie widać (narządy wewnętrzne cały czas powstają), ale można wstępnie ocenić stan dziecka i stwierdzić, czy serce bije. Dla mnie najbardziej niesamowite podczas tego badania było odkrycie, że taki mały berbeć, z którego istnienia kompletnie jeszcze nie zdaję sobie sprawy (bo nie czuję ruchów), potrafi odstawiać takie niesamowite chołubce. Skacze, kuca, przewraca się, robi fikołki, cuda na kiju! Na tym etapie ciąży wielkość dziecka określa się poprzez pomiar od głowy do zadka. Żeby otrzymać faktyczną wielkość potomka, trzeba sobie jeszcze te 2-3 cm doliczyć na nóżki.

Moje panienki w 11. tygodniu ciąży

Na monitorze a potem na wydruku matka może zobaczyć rozmaite tajemnicze oznaczenia. Zapalamy oświaty kaganek i nieco rozjaśniamy sytuację.

CRL (crown-rump length) to jest ta właśnie długość bobasa od głowy do tyłka. Na tym etapie wynosi zazwyczaj między 4,5 cm a 8,4 cm. Ponieważ wszystkie dzieci w tym okresie rosną w podobnym tempie, to USG służy również do zweryfikowania wieku ciąży, który może odbiegać od tego wyliczonego z ostatniej miesiączki.

FHR (fetal heart rate) – częstość bicia serca. W szpitalu na patologii zanim lekarz podał jakieś konkrety, najpierw rzucał komunikat „FHR plus” lub „FHR minus”. Jeśli był minus, to o ciąży można już było mówić w czasie przeszłym. Przy FHR plus (bijące serce) dookreślano, w czym rzecz. Na tym etapie serce bije z częstością 150-170 uderzeń na minutę i to tempo jest jak najbardziej prawidłowe.

NT (nuchal translucency) – ta słynna przezierność karkowa, której ocena służy zawężeniu lub rozszerzeniu ryzyka urodzenia dziecka obciążonego wadą genetyczną. Co to jest ta przezierność karkowa? Na tym etapie rozwoju u każdego dziecka występuje płyn nagromadzony w karku. Wyłapuje się takie ułożenie dziecka, żeby było ono skierowane profilem (czyli zupełnie z boku) i mierzy się szerokość tego płynu. Zazwyczaj wynik mieści się w granicach 1-3 mm. Wynik przekraczający 3 mm MOŻE, ale NIE MUSI wskazywać na jakieś schorzenie. Najczęściej mówi się tutaj o zespole Downa, bo udowodniono bardzo dużą zależność między ilością płynu a późniejszym stwierdzeniem choroby u narodzonego dziecka, ale chodzi też o inne wady, np. wadę serca. Jeszcze raz podkreślam – to nie jest wyrok! Znam matki, których dzieci miały przezierność karkową odstającą od normy, wykonany potem test PAPPA był wątpliwy i sugerował chorobę, a dzieci urodziły się zupełnie zdrowe.

Podczas USG genetycznego określa się również (choć nie zawsze):

NB (nasal bone) – ocenę kości nosowej (dzieci z zespołem Downa jej nie mają),

DV (ductus venosus) – przewód żylny. To ciekawostka, bo chodzi o naczynie łączące żyłę pępowinową z żyłą prowadzącą krew do serca. Przewód żylny istnieje TYLKO w czasie życia płodowego. Bada się przepływ w tym naczyniu i on informuje o tym, czy serce pracuje prawidłowo. Nieprawidłowość może świadczyć o istnieniu wad genetycznych.

TV (tricuspid valve) – zastawkę trójdzielną. To jedna z zastawek w sercu. Bada się, czy prawidłowo się zamyka. Niedomykalność może wskazywać na istnienie wady genetycznej.

Co jest z tym ryzykiem genetycznym? Całokształt takiego USG pokazuje, jakie jest ryzyko wystąpienia jednej z trzech najczęstszych wad genetycznych: zespołu Downa, zespołu Edwardsa i zespołu Pataua. Istnieje coś takiego jak ryzyko statystyczne dla danego wieku. Inaczej mówiąc w przypadku matki mającej 25 lat ryzyko jest inne, mniejsze, niż w przypadku matki mającej 40 lat. Badanie USG daje odpowiedź, czy ryzyko dla danej kobiety mieści się w ryzyku statystycznym czy też jest wyższe. Przykładowo dla kobiet w wieku 32 lat ryzyko statystyczne wynosi 1:447, czyli jedna wśród 447 matek urodzi dziecko obciążone wadą genetyczną. Jeśli dla danej osoby z tej grupy wiekowej ryzyko zostało ocenione na np. 1:150, to jest to coś niepokojącego i lekarz może zaproponować wykonanie badań dodatkowych. ALE! W dalszym ciągu oznacza to tylko tyle, że prawdopodobieństwo urodzenia chorego dziecka wynosi 0,75%, czyli nadal jest bardzo niskie.

Jednocześnie USG genetyczne – jak i inne badania prenatalne – nie odpowiedzą na pytanie, czy dziecko nie będzie miało np. mukowiscydozy. Chodzi mi o to, że nawet amniopunkcja, najdokładniejsze z badań prenatalnych, da odpowiedź tylko w kierunku pewnej grupy chorób o podłożu genetycznym. Nie jest to badanie określające wystąpienie JAKIEJKOLWIEK choroby.

No. Pierwotnie notka miała mówić o wszystkich USG ciążowych zusammen, ale bez przesady. Napięcie trzeba stopniować, jak mówił mistrz Hitchcock :)

Przy pisaniu notki korzystałam z książki „Bliźnięta… i więcej”, którą już zresztą recenzowałam o tutaj –> KLIK.

13 KOMENTARZE

  1. Dla mnie wzruszenie na tym usg było podwójne. Z jednej strony maluszek, skaczący i już z wyraźną główką, serduszkiem itd. A potem po zapalenia światła mina mojego męża i wypieki na jego policzkach. Nie był w stanie nic mówić przez najbliższe pół godziny, nawet „do widzenia” dla lekarza ;)

  2. bardzo fajny pomysł z opisem ciążowych usg! ile czasu poświęciłam na przerycie sieci te 2,5 roku temu,żeby takie informacje znaleźć!!w pierwszej ciąży, gdy rozszalałe hormony sprawiały,że na przemian odczuwałam szczęście i jednocześnie wpadałam w głęboką dolinę, widok dziecka na tym usg wycisnął ze mnie łzy na fotelu ginekologicznym :) i ogrom uczuć dla malutkiego człowieczka w moim wnętrzu. Zadziwiona byłam tym,że dziecko na tym etapie wygląda jak miniaturka człowieka. Przy drugiej ciąży aż takich emocji nie odczuwałam, ale za to dostałam plik wydruków z opisem tego usg (pan doktor nawet wykresik wygenerował odnośnie stopnia ryzyka).

  3. Niesamowita jest ta różnica między ,,zerowym” USG, które tylko stwierdza, że ,,tak, jest pęcherzyk/zarodek”, a tym kolejnym raptem kilka tygodni później, gdy już widać człowieka i słychać bicie serca.
    Co do kolejności wzruszeń, zgadzam się – nic nie pobije odczuwania ruchów, przy USG może wzruszać się cała rodzina, ale ruchy są tylko MOJE.

  4. Ja, tak jak Kyja, popłakałam się przy USG genetycznym. Nie spodziewałam się, że ta mała kropka sprzed 7-8 tygonie będzie miała nóżki, rączki, po pięć paluszków i że będzie się tak w moim brzuchu wiercić, czego ja kompletnie nie czułam!
    Ostatnio koleżanka zapytała mnie, kiedy tak na dobrą sprawę poczułam się „naprawdę” w ciąży. Odpowiedziałam jej, że właśnie podczas tego USG, kiedy zaskoczona zobaczyłam, że ten rosnący we mnie zarodek jest już człowiekiem w miniaturce.

  5. U nas po tym USG zrobiło się mocno nerwowo, właśnie z powodu NT. Ale wszystko się skończyło dobrze (tzn NT okazało się być „tylko” objawem wady serca).

  6. Miałam kilka usg, ale właśnie pierwsze, na którym zobaczyliśmy z mężem naszego maluszka, było najbardziej wzruszające, mąż miał łzy w oczach, co czasem wspominamy;-)

  7. Wiecie co, zazdroszczę wam tych comiesięcznych badań usg, to jest coś niesamowitego, zobaczyć swoje nienarodzone. Ja miałam tylko dwa badania, jedne w 12 tyg a drugie w 19. Potem miałam tylko wizyty z położną, gdzie mogłam tylko słuchać tętna dziecka. Położna dotykiem sprawdzała jak dziecko rośnie i jak jest ułożone, a to nie to samo co widzieć skaczące dziecię w brzuchu. No ale tylko tyle badań usg przysługuje w Danii młodym, zdrowym kobietom. Jeśli te dwa pierwsze usg wyjdą prawidłowo to nie przeprowadza się ich więcej.

    Mogłam w sumie iść prywatnie, ale położna zapewniała że wszystko jest jak najbardziej ok i tak jakoś odkładałam to aż do porodu;) No ale mam chociaż pamiątkę z tych dwóch usg i teraz kiedy mam już swoją księżniczkę nie mogę uwierzyć ze jeszcze parę miesięcy temu była taka malutka w moim brzuchu :)

  8. to pierwsze badanie (usg genetyczne) często korelowane jest z testem potrójnym PAPP-A i nosi nazwę zintegrowanego. Zaletą testu zintegrowanego jest przy tej samej czułości co testu PAPP-A mniejsza częstość wyników nieprawidłowych (tzw. fałszywie dodatnich).
    Mój na szczęście był fałszywie dodatni!

    Krusz, nie napisałaś chyba, a to bardzo ważne, że samo NT nic nie znaczy, musi być skorelowane z CRL (długością płodu – od ciemienia do siedzenia)! sam wynik NT 2,2 może być w normie albo nie, zależy od dłudości płodu.

    Usg w 6 miesiącu jest niezwykle ważne-ze względu na duży rozmiar płodu i zakończone procesy różnicowania tkanek/organów (znaczy wszystko jest już na swoim miejscu, rośnie i rozwija się, większość narządów podjęła już swoje funkcje) służy wykryciu wielu wad – nie tylko genetycznych, ale i wrodzonych. O ile pierwsze wykona każdy dobrze wyszkolony i wyposażony ginekolog, na drugie dobrze pójść do specjalisty, szczególnie jeśli po drodze występują komplikacje.

  9. aha my mamy USG 3D nagrane na płytę, blisko 30 minut widać jak się Asia kręci, jak ziewa, jak trze oczka no i słychać bicie serca :)

  10. Ha! A ja z racji ciąży z emocjami i wodotryskami miałam USG robione bardzo często. W szpitalu normalką było badanie co tydzień. Zostałam przebadana na prawo i lewo. Uwielbiałam to :)

  11. Nam malutka zawsze sprawiała przyjemność podglądaniem przez usg. Na zdjęciu z 10 tyg widać mikroskopijnego człowieczka – nie trzeba się domyślać gdzie i jakie są części ciała a na usg 3D w 23tyg ssała sobie dużego palca od nogi, na kolejnym drapała się nim po nosku. Nie ma piękniejszych przeżyć :)

  12. A ja mam synka ziewającego :)
    Oraz rozkosznie rozkraczonego, nie robił tajemnicy, jakiej jest płci :)
    Ssącego paluszek też.