Powiedzmy, że macie dziecko. Jest sobie ono, jest, uczciwie wali w pieluchy i  wytrwale sponsoruje przemysł kosmetyczny, aż pewnego dnia coś się zmienia. Na dziecku, w dowolnym miejscu wyżej wymienionego pojawia się znamię. I nie chce zejść. Co wrażliwsi, zwłaszcza gdy to pierwszy potomek, skojarzenie mają jedno: rak.

Spokojnie znamiona – wrodzone lub pojawiające się po porodzie – to u dzieci zupełnie normalna sprawa. Rzadko które generuje nam problemy, co nie oznacza, oczywiście, że nie należy zachować czujności i rasowo zlewać jak kundel pod blokiem. Należy podejść do tego na zimno. Nie jest to łatwe, zwłaszcza gdy znamię po prostu szpeci i gdy wymaga jakichś działań (a czasami wymaga), ale niezwykle rzadko znamię okazuje się zmianą nowotworową. O znamionach więc dzisiaj. Coś w rodzaju mini-antologii.

Znamię naczyniowe wrodzone

To jest to, co my mamy. U około 8-10% dzieci po porodzie (u nas w 3 tygodniu życia) u dzieci pojawia się wypukłe, jasnoczerwone znamię. Może być małe, wielkości pieprzyka, a może być wielkości sporego owocu (5-7 cm). Przez pewien czas rośnie – u nas maksimum w 7. miesiącu życia, potem wzrost ustaje. Potem powoli zaczyna zanikać. Zmniejsza się jego wypukłość, blednie i wyraźnie zmniejsza rozmiary. Następnie zupełnie zanika. Kiedy zanika? U 50% dzieci do 5. roku życia (u nas chyba będzie szybciej, bo już go prawie nie ma), u 70% do 7. roku życia i u 90% do dziewiątego.

Miesiąc od urodzenia wyglądało to tak:

W wieku trzech miesięcy naczyniak był już większy:

W wieku siedmiu miesięcy osiągnął maksimum i taki był jeszcze dwa miesiące później, kiedy zrobiono to zdjęcie:

Znamion naczyniowych wrodzonych nie leczy się i nie usuwa, chyba że pojawiają się w miejscu utrudniającym życie, np. na powiece lub na wardze lub gdy zostaną rozdrapane i wda się infekcja bakteryjna, wskutek której zaczną wrzodzieć i się rozrastać albo kiedy lekarz tak zadecyduje. Jeśli więc u swojego dziecka obserwujesz coś takiego jak u Marcysi powyżej, to wrzuć na luz. Pokaż lekarzowi (my pokazaliśmy trzem), obserwuj, ale wrzuć na luz.

Obrzęk łososiowy rogówki

Występują u około 40% noworodków i przybierają postać bladoróżowych lub koralowych plamek, najczęściej na powiekach, na czole lub na karku. Te na powiekach znikają przed upływem roku, plamy na czole są nieco bardziej wytrwałe, a plamki na karku mogą być już przez całe życie. Ciekawa jestem, czy właśnie tego przypadkiem nie określa się mianem „uszczypnięcia bociana”.

Znamię naczyniowe płaskie

Zdjęcie z cdtl.pl

Pojawiają się stosunkowo rzadko, u 1 na 200 dzieci. Jak sama nazwa wskazuje są płaskie. Ich barwa zależy od karnacji skóry. U ciemnowłosych i śniadych dzieci, zwłaszcza u dzieci ciemnoskórych (Hindusi, Murzyni, Mulaci) mogą być zupełnie czarne, u dzieci jasnowłosych o jasnej karnacji (np. Skandynawowie) mogą być różowe. Te znamiona nie znikają. Jeśli znajdują się w miejscu dość niewygodnym, np. na twarzy, jedyne, co pozostaje, to tuszowanie. Są dostępne również zabiegi w rodzaju laseroterapii, które powodują zblednięcie i zmniejszenie widoczności znamienia, ale i one nie usuwają go całkowicie. Choć komfort życia mogą zdecydowanie poprawić. Takich zabiegów trzeba zrobić kilka.

Naczyniaki jamiste

Powiedzmy sobie szczerze, jeśli jest rozrośnięty, nie wygląda to ciekawie.

Zdjęcie z pkmduda.pl

Trzeba jednak wiedzieć, że takie i większe naczyniaki to rzadkość. Jeśli już w ogóle występują, to znacznie częściej przybierają rozmiary mniejsze:

Zdjęcie z naobcasach.pl

Czym różni się naczyniak jamisty od znamienia naczyniowego wrodzonego? Przede wszystkim kolorem, jest bardziej siny (znamię wrodzone jest soczystoczerwone – rym-cym-cym) i ma mniej wyraźne kontury. Jest też bardziej wypukły i wolniej znika. U większości dzieci po naczyniakach jamistych nie ma śladu, zanim wejdą w okres dorastania, ale czasem paskudztwo pozostawia po sobie blizny. Czasem też wymaga usunięcia chirurgicznego. Naczyniak jamisty pojawia się też rzadziej niż znamię naczyniowe wrodzone – około 1 przypadek na 100 (czyli około 1%, a nie 10% jak w tamtym przypadku).

Plamy mongolskie

Bardzo często zdarzają się u niemowląt ciemnoskórych. Wśród dzieci afrykańskich podobno ponad 90% jest nimi naznaczonych. Zdarzają się jednak również u dzieci rasy białej (uch, jak to zabrzmiało). To są płaskie, ciemne plamy przypominające siniaki, występujące najczęściej na pośladkach i plecach, a rzadziej na nogach i ramionach. Prawie zawsze znikają przed końcem pierwszego roku życia, w sporadycznych przypadkach mogą jednak utrzymywać się dłużej, nawet do wieku dorosłego. Ciekawe, skąd taka idiotyczna nazwa.

Wrodzone znamiona barwnikowe

To zwykłe pieprzyki lub tzw. myszki. Określenie zależne od rozmiaru. Choć większość pieprzyków nabywamy w ciągu życia, zdarza się, że z niektórymi przychodzimy już na świat. Sama miałam w klasie w podstawówce kolegę (jednego z bliźniaków jednojajowych nota bene, których nigdy nie rozróżniałam i zostało mi to, jak widać, do dzisiaj, bo z własnymi córkami też mam problem). Znamionom barwnikowym wrodzonym i nabytym poświęcę osobną notkę, bo warto im się przyjrzeć bliżej.

Zdjęcie z mamzdrowie.pl

Generalnie rzecz biorąc znamiona barwnikowe są anomalią polegającą na nagromadzeniu melaniny, czyli barwnika odpowiedzialnego za zabarwienie naszej skóry, włosów i koloru tęczówki oka. Z reguły i w zdecydowanej większości przypadków niebezpieczne nie są. Znamionami barwnikowymi są na przykład zwykłe piegi.

Wokół znamion barwnikowych narosło mnóstwo mitów. Na przykład taki, że płaskie są bezpieczne, a wypukłe nie. Albo małe są w porządku, a duże powinny zaniepokoić. To nie tak.

Naszą baczniejszą uwagę powinny wzbudzić tzw. znamiona dysplastyczne. Posiadają one kilka łącznych cech (poszarpane krawędzie, nierówne rozłożenie barwnika, tendencja wzrostowa i inne), które każą przyglądać im się wnikliwiej niż innym. To nie oznacza, że rozwinie się z nich rak (czerniak złośliwy, czyli melanoma malignum), ale są one bardziej niż inne znamiona do tego predestynowane.

Ja mam na przykład kilka znamion dysplastycznych (wśród całego morza zwykłych, bo ogólnie jestem piegowata od stóp do głów), którym co jakiś czas się przyglądam. Dwa z nich pokazałam – korzystając z pracowych okoliczności przyrody – onkologowi, specowi od czerniaka. Powiedział, że to betka, ale żeby obserwować. Co niniejszym czynię.

Wrodzone znamiona barwnikowe typu „myszki”, czyli obejmujące czasem sporą powierzchnię ciała (liczoną w centymetrach kwadratowych) czasem się usuwa. Rozmaitymi sposobami. Nie żeby stanowiły jakieś potężne zagrożenie. Bardziej chodzi tutaj o aspekt kosmetyczny.

Nabyte znamiona barwnikowe

To samo, co wrodzone, tylko że nabyte :) Wszystkie moje dzieci urodziły się bez ani jednego pieprzyka. Dzisiaj mają po kilka i stopniowo ta ilość się zwiększa. Niektóre służą do rozróżniania bliźniaczek, np. Marysia ma pieprzyk na stopie, Marcysia koło pępka (nie licząc znikającego naczyniaka).

Jak wspomniałam wyżej, znamionom barwnikowym poświęcę osobną notkę, ale teraz wspomnę tylko, kiedy znamię powinno zaniepokoić. Odpowiedź jest bardzo prosta: kiedy coś się z nim zaczyna dziać. Np. szybko zwiększa swoje rozmiary, zaczyna krwawić lub wrzodzieć, pojawia się nagła zmiana koloru. Podkreślam nagła, bo same znamiona jako takie zmieniają się na przestrzeni lat i sam ten proces niepokojący nie jest.

Mam nadzieję, że się przydało. Za inspirację dziękuję czytelniczce o wdzięcznym nicku Kuku. :)

Pisząc notkę korzystałam z mojej aktualnej biblii, czyli książki „Drugi i trzeci rok  życia dziecka”.

Skomentuj

12 Komentarzy do tekstu "Znamiona u dziecka – horror rodzica"


jombusiowa
2 lat 11 miesięcy temu

U nas na uszczypnięcie bociana mówi się pocałunek anioła-ladniej:) Młody miał na powiekach-ale nie jakieś bardzo widoczne-tzn nie rzuca sie to w oczy za bardzo, teraz ma 2 latka i chyba już tego nie ma;)

mirtrzy
2 lat 11 miesięcy temu

Nasz synek też urodził się ze znamieniem, na pleckach ma ciemną plamkę, tak jakby większy pieprzyk i nic poza tym:-) obserwujemy, ale jak dotąd nic się z tym nie dzieje.

tafranca
2 lat 11 miesięcy temu

Naczyniak to nie to samo co znamię. U nas naczyniak limfatyczny na szyi czeka w kolejce do operacji.