I tu was rozczaruję, nie chodzi o piwo. Ani o drinki.  Wybaczcie więc ponowne wyważanie otwartych drzwi, ale dziś kilka moich patentów na coś, co młodzież może wypić, może jej to smakować i sprawi, że będzie nieco chłodniej.

Koktajl owocowy

W wersji ortodoksyjnej niezbędne jest zsiadłe mleko. Ponieważ młodsza młodzież może jeszcze nie być na etapie „krowizny”, umówmy się, że może być każde mleko, jakie podajemy.

Owoce – warunek sine qua non. Najlepsze są truskawki, maliny, porzeczki, jagody, ale jeśli ktoś się uprze, może dać wiśnie, czereśnie (drylowane oczywiście 🙂 ), brzoskwinie, kiwi, cokolwiek.

Cukier – może się przydać przy kwaśnych owocach.

Tego nie da się spieprzyć. Do mleka dodajemy owoce, porządnie miksujemy, słodzimy, jeśli całość jest zbyt kwaśna. Dziecku butelkowemu z powodzeniem można serwować przez trójprzepływowy smoczek (wiecie, taki do kaszek, z kreską tudzież krzyżykiem, a nie klasyczną dziurką), młodzieży starszej w kubeczku, bidonie itp. Grzech nie zrobić 🙂

No nie, takich bajerów to ja nie robię, zdjęcie z interwellness.pl

Lemoniada

Woda, cytryna i cukier. Całą cytrynę wyciskamy, mieszamy z wodą, dosładzamy do smaku. Potomek wyżłopie zapewne coś koło litra, bo jakoś szczególnie pragnienia to nie gasi, ale umówmy się, że to taka naturalna alternatywa dla kupnych soczków. Cukier zawsze można zastąpić miodem (i zapewnimy sobie całą kaskadę smaków zależnie od tego, jakiego miodu użyjemy), ale alergicy przy tej wersji muszą uważać. Miód lubi uczulać.

Zamiast wody może zresztą wystąpić słaba herbatka. Robimy cały dzbanek i serwujemy w razie potrzeb.

 Na koniec coś dla tych, których cały czas obowiązuje bufet mleczny w restauracji „U mamy”. Kiedy na dworze jest skromne +32 stopnie czy coś w ten deseń, pamiętamy, żeby juniora przystawiać do piersi częściej niż zwykle. On nie tylko je z cyca, ale i pije.

inspiracje_baner

8 KOMENTARZE

  1. Jeszcze trzeba pamiętać,że miód po roku co najmniej, ze względu na botulizm dziecięcy 🙂

    Ja bym do listy dodała jeszcze smoothies. Pyszne są, a przy dobrym zestawieniu owoców słodzić nie trza 🙂

  2. Z dzieciństwa pamietam, że mama robiła nam baaaaaaardzo rozwodniony kisiel (taki o konsystencji prawie wody, tylko pewnie trzeba troche dosłodzić) i dawała po ostygnięciu. Było pycha, choc na pewno trudno w tym szukac wartości odżywczych.

    Polecam jeszcze chłodną herbatę miętową.

    Albo napój z dziekiej róży :))))) Kupujemy w zielarskim suszone owoce dzikiej róży i zalewamy wrzątkiem. Picie po przecedzeniu jako chłodne. Mozna lekko osłodzic cukrem, lub miodem.

    Moje dziecię tez przepada po prostu za zwykłą maślanką, nawet bez dodatków.

  3. Wszystkie (chyba poza brzoskwinią) wymienione owoce są drobnopestkowe… U nas ze względu na podejrzenie alergii odpadają. 🙁
    Zostaje np. banan.

    • Jagody bardzo bardzo bardzo rzadko uczulają a akurat sezon na nie – polecam spróbować! Ja sama alergiczka, mogę jeść nieliczne owoce w tym właśnie jagody (truskawek i malin już nie!). U synka jagody były jednymi z pierwszych owoców, które „przeszły” a też jest alergik po mamusi!

    • My też swoje przez alergię przeszliśmy… Listę rzeczy zakazanych dla alergików widziałam w różnych źródłach wielkorotnie, ale tylko raz czytałam, że owoce drobnopestkowe moga uczulać. Uważaliśmy szczególnie na następujące owoce słynace z uczulania: cytrusy, maliny, truskawki, poziomki i chyba nic więcej. Za to ładnie weszły nam (a wierz mi, ładne wchodzenie nowych produktów u mojego synka to była rzecz praktycznie niemożliwa i rzadko spotykana…): jabłko i gruszka (można je zetrzec na tarce i wrzucić do koktajlu, szczególnie jeśli możemy dodac cynamon, a jeszcze lepiej je ugotować, wtedy zyskują na aromacie), banan, wszystkie rodzaje porzeczek, brzoskwinia. To owoce, które synek jadł do roku.
      Lekarka sama kazała mi je jeść, kiedy karmiłam synka, a sytuację mieliśmy taką, że nie jadłam prawie nic, a dziecko i tak stale było w wysypce. Czyli musza nie uczulać tak często, skoro mi je zaleciła. Na moje spróbuj podać, ostroznie i mało, może sie uda 🙂

  4. Prawda jest taka że potencjalnie uczulać może WSZYSTKO, listy produktów „bezpiecznych” i „niebezpiecznych” są tworzone w oparciu o statystyki ale ja i mój syn np. wymykamy się większości statystyk bo u nas niby bezpieczna dynia cholernie uczula nas oboje. I inne takie. Trzeba spróbować inaczej się nie przekona.
    Dodam tylko z doświadczenia w mojej rodzinie i wśród znajomych mi alergików, że jagody, porzeczki, agrest i jeżyny w naszym otoczeniu często przechodziły i były bezpieczne. Osobiście nie znam też ani jednej osoby z alergią na czarne porzeczki. A nimi koktajle – pychotka 🙂
    Dla odmiany Synek ma alergię na wspomniany wcześniej cynamon…

    • Zgadza się, bez próby ani rusz 🙂
      Synek z kolei nie może jagód, a cukinia i brokuł weszły dopiero przy kolejnej próbie. Królik i indyk tez dopiero przy drugim podejściu 🙂
      I właśnie chyba uczulił go dorsz, chociaz juz kilka gatunków innych ryb dorszowatych weszło bez trudu…

      Koleżąnka ma jeszcze „lepiej”, bo kiedy dziecko było malutkie i trafiło do szpitala, dietetyczka stanęła jak wryta, bo nie miała czego mu zaproponować. Żywienie niemowląt opierało sie na jabłkach, ziemniakach, marchewce i kurczaku. Wszystkie wymienione rzeczy uczulały synka koleżanki. Do dzis obydwaj jej synkowie (4 i 7 lat) mogą z tych rzeczy tylko marchewkę.

      Tak, to prawda, że na 100% nie ma nic nieuczulającego, ani na 100% niczego uczulajacego. Rosyjska ruletka 🙂