Jak dziecko rozładowuje stres?

20
19236

To dziecko w ogóle się stresuje? No masz. Pewnie! Sytuacji stresujących przeżywa całe mnóstwo. Niektóre są typowymi problemami na skalę dziecięcą (u mnie dla przykładu trwają ciągłe i niezwykle stresujące, jak mogę zaobserwować, wojny o zabawki), a niektóre zdecydowanie tę skalę przełamują i wychodzą górą.

Dzieci czują potrzebę rozładowania napięcia dokładnie tak samo jak dorośli. Co robią dorośli? Na przykład palą papierosy. To uspokaja, powiedzcie, palacze, prawda? Niektórzy piją. Niektórzy (to ja) serwują sobie porządny wycisk fizyczny, taki aż do padania na ryj. Niektórzy jeszcze coś innego uskuteczniają. Dzieci natomiast ponieważ nie palą i nie piją (jeszcze), redukują napięcie sposobami dziecięcymi. Jakimiż to? Dzisiaj właśnie o tym.

Ale zanim do sedna przejdziemy, jedna ważna sprawa. Darogije raditieli, to że wasze dzieci rozładowują napięcie na któryś ze sposobów opisanych poniżej, nie oznacza, że kiepsko się sprawdzacie w funkcji wychowawców. To nie oznacza, że spieprzyliście sprawę i coś z wami nie tak. Coś może faktycznie domagać się zmiany, ale równie dobrze przyczyna dziwnych zachowań dziecka może być kompletnie od was niezależna. To nie jest powód do paniki. To jest zachęta do otworzenia oczu szerzej.

Ssanie kciuka

Zmora niektórych rodziców, prawda? Ssie i ssie. Spróbujesz zabronić, przeszkodzić, to wpada w histerię. Masz wizję tysięcy złotych wywalonych na aparaty ortodontyczne i wizyty u specjalistów, a ono ssie i ssie, mając twoje rozterki totalnie w zadzie.

Wszystkich załamanych chciałabym się zapytać, czy widzieli ssących kciuki gimnazjalistów. Nie? No właśnie. Coś tam niektórzy być może ssą, ale to temat na zupełnie inną notkę 😉 Wniosek z tego taki, że nawyk z czasem zanika. To prawda. Kiedy zanika? Po pierwsze z wiekiem, a po drugie w przypadku zaistnienia innych bodźców, na tyle absorbujących, że dziecko zapomina o nawyku. Po trzecie jeśli zaniknie stresor, czyli czynnik, który napięcie wywołuje, napięcie rozładowywane potem ssaniem.

Jeśli już odzwyczajamy czy też odciągamy dziecko od ssania kciuka, warto wiedzieć, że nawyk ten ma swoje okresy mocniejsze i słabsze. Apogeum przypada na 18. miesiąc życia. Dobrze jest oduczać wtedy, kiedy w tym apogeum NIE jesteśmy. Dlaczego? Bo po pierwsze nic to nie da, a po drugie fundujemy dziecku dodatkowy stres, którego przecież chcemy uniknąć. Lepiej trochę przeczekać i zabrać się za odzwyczajanie, jak będzie nieco starsze. Około 2. roku życia intensywność ssania się zmniejsza, a zaczyna się wiązać z poczuciem głodu, zmęczenia, smutku czy też z nudą po prostu. Jeśli zaobserwujemy coś takiego, będzie nam łatwiej czymś lukę wypełnić i odwrócić uwagę od nawyku.

Gryzienie

To jest bardzo typowy sposób zwrócenia na siebie uwagi i rozładowania napięcia. U moich dzieci gryzienie pojawiało się zawsze, gdy zdarzała się sytuacja, z którą nie mogły sobie poradzić. Coś je przerastało, a nie były w stanie wyrazić emocji inaczej. Gryzienie oznacza ni mniej ni więcej: Houston, mamy problem.

Naszym zadaniem jest ten problem znaleźć. Czasami w naszym pojęciu może to być pierdoła. Z własnego podwórka: pierworodnej rówieśnik zabrał zabawkę i pobiegł hen, daleko. Przyszła do mnie, a że nie potrafiła wtedy jeszcze opisać zdarzenia, którego ja nie widziałam, to uderzyła w bek i ugryzła mnie w rękę. Bliznę mam do dzisiaj.

Czasem problem może tkwić w środowisku zewnętrznym (niemożność odnalezienia się w żłobku?), a czasem w tym, co dziecko przeżywa w domu (zbyt wysoko postawiona poprzeczka rodzicielskich oczekiwań? kłótnie między rodzicami?)

Obgryzanie paznokci

O rany, zmagamy się z tym. Obgryzanie paznokci rozładowuje szczególnie dużo energii, bo wymaga skupienia się na czynności, dzięki czemu uwalniane są pozostałe emocje. Dziecko się rozluźnia. Fajne jest to, skuteczne, dlatego niestety jest to najbardziej upierdliwy z nawyków i ciężko się go wyzbyć. Czasami się nie da i człowiekowi obgryzanie paznokci towarzyszy do pięćdziesiątki i dłużej. No niestety.

Lecz zaklinam, niech żywi nie tracą nadziei. Pierworodna zaczęła obgryzać paznokcie w momencie, kiedy na świecie pojawiło się rodzeństwo. Poszło nagle, obżarła dokładnie wszystkie u rąk i u stóp. Potem praktykowała to dzielnie i dochodziła do coraz większej perfekcji. Nawyk jednak wyraźnie się osłabił, kiedy poszła do przedszkola. Niemożność poradzenia sobie z sytuacją mniejszej niż dotąd uwagi rodziców (bo w końcu konkurencja lejąca w majty robi swoje) została nieco zrekompensowana przez pełen przeżyć dzień spędzany w przedszkolu.

Teraz za obżeranie pazurów wzięła się starsza z bliźniaczek. Różnice charakterologiczne robią swoje. Marysia jest wyraźnie bardziej introwertyczna, spokojniejsza i refleksyjna. Jest widocznie coś, co ją przerasta, muszę rozeznać co.

Kołysanie się

Wygląda to tak, że dziecko opiera się na dłoniach i kolanach (czyli staje na czworakach) i kołysze się w przód i w tył. To może być oczywiście przygotowanie do raczkowania i wraz z nabyciem tej umiejętności najczęściej znika, ale u niektórych dzieci przeciąga się w czasie. Młode chodzi już świetnie (nawet do przedszkola chadza), a ciągle lubi się w ten sam sposób kołysać. To też mija z wiekiem. Można zabrać się za odzwyczajanie, ale koniec końców jest to nawyk zupełnie nieszkodliwy i jeśli damy mu się „wypalić”, nic wielkiego się nie stanie.

Walenie głową

Walić można na różne sposoby i w różne powierzchnie. Królują podłoga i ściana. To dość drastyczna metoda radzenia sobie ze stresem i najczęściej wywołuje panikę wśród rodziców, którzy z miejsca stawiają potomkowi dwie diagnozy: autyzm albo ADHD. Tymczasem dziecko nie ma ani jednego, ani drugiego. Bardzo rzadko też zdarza się, żeby zrobiło sobie coś więcej poza nabiciem kilku guzów i zdobyciem paru zadrapań.

Ciekawe jest to, że dzieci walące głową posiadają pewne cechy wspólne, które pozwalają je wyodrębnić w osobną grupę. Zadziwiająco dużo z nich posiada zdolności muzyczne, energia z reguły je rozsadza, wykazują niechęć do brudu, potrzebują sporo czasu na oswojenie się z nową rzeczywistością i zdarzają im się porządne ataki wściekłości.

Co robić? Na pewno spróbować znaleźć przyczynę. Zadziwiająco często taką przyczyną okazuje się przemęczenie. Kiedy młody wali głową, dobrze wziąć go na ręce i przytulić, ale nie karać i nie wypominać walenia głową.

Toczenie głową

Podobnie do walenia głową. Dziecko przetacza głowę z lewa na prawo i odwrotnie. Ta czynność również najczęściej pojawia się, kiedy potomek jest zmęczony. Co można zrobić? Skupić jego uwagę na czymś innym. Dać do ręki coś, co przyciągnie zainteresowanie (coś do skubania, szarpania, wkładania jednego w drugie, cokolwiek). Chodzi głównie o to, żeby denerwować i nie podnosić ciśnienia. Jeśli coś dziecku proponujemy, niech to będzie uspokajające.

Wyrywanie włosów

No niestety, dzieci mają gdzieś własny wygląd i potrafią sporo sobie tego włosia unicestwić. Metoda postępowania jest taka sama jak w każdym innym przypadku. Po pierwsze dobrze ustalić, co jest źródłem stresu i czy może nim być coś jeszcze oprócz zmęczenia. Następnie trzeba zaproponować dziecku jakąś inną czynność, która przyciągnie jego uwagę. Nie wyczerpującą, bo jest już zmęczone, coś spokojnego. Niektórzy podpowiadają jeszcze inną metodę: założyć na głowę ciasną czapkę z angory. Będzie mogło szarpać sobie niteczki do woli.

Płaczliwość

Jeden ze sposobów zwrócenia na siebie uwagi i radzenia sobie ze stresem. Jęczy bez powodu. Wyje, narzeka, płacze, choć nie wiadomo, co się stało. Wstaje  lewą nogą i beczy.

Co robić? Jeśli w ogóle coś robić, a nie przetrzymać. Można spróbować przeanalizować swój rozkład dnia, obserwować, czy przypadkiem nie zaczyna się jakieś choróbsko lub zaproponować dziecku jakąś zabawę. Wiem, wiem, łatwo powiedzieć, przerabiam to na co dzień.

Choroba na życzenie

Bardzo typowym objawem stresu są choroby somatyczne. Niby nic się nie dzieje, setki badań zrobionych, wyniki świetne, a brzuch boli, biegunka leci. Czasem pojawia się znikąd przeziębienie, ból gardła czy ból ucha. Dla każdego wieku są charakterystyczne choroby. Na przykład dla pięciolatków właściwe mogą być wymioty, bóle brzucha i zaparcia, u dwulatków częste przeziębienia (zwłaszcza u dzieci, które późno zaczynają mówić). Czasem bardzo ciężko odróżnić chorobę somatyczną od „zwyczajnej”. Łazimy po lekarzach, denerwujemy się i nic to nie daje.

Wśród sposobów rozładowywania napięcia wyróżniamy jeszcze tiki, jąkanie się i masturbację. Dwóm ostatnim zagadnieniom poświęcę więcej miejsca w osobnych notkach, bo nie zasługują na traktowanie po macoszemu 🙂

Pisząc notkę korzystałam z książki „Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat” autorstwa Frances L. Iig, Louise Bates Ames i Sidney’a M. Bakera.

Miniatura wpisu z http://www.kazanmakisteyenler.com

20 KOMENTARZE

  1. o, chorobę na życzenie znam (siostra miała w dzieciństwie), pazurki też siostra obgryzała, i kołysała się (to chyba tzw. choroba sieroca?). Tak się zastanawiam i wydaje mi się,że agresja wobec rówieśników (wiek przedszkolny i wczesnoszkolny) też chyba wynika ze stresu u części dzieci? z domowego gniazda wyłapałam miętolenie w buzi mankietów.

    • Z gruntu zawodowego- miałam w przedszkolu dwoje dzieci (inne roczniki, płcie i grupy). Jedno gryzło dzieci, bo nie umiało mówić, zupełnie. Drugie ssało własne rękawy tak, że trzeba było je przebierać w suchą bluzkę, bo jak z takimi mokrymi miało chodzic. 2,5 i 3-latek.
      Mój brat wygryzł dziure w przedszkolej poscieli, tylko nie wiadomo, czy z nudów, podczas leżakowania, czy z powodu stresu pt „poszedłem do przedszkola”.

  2. Znam 34-rolatka, który nadal ssie kciuk… Wyjątek potwierdzający regułę czy może inni się po prostu nie przyznają?

  3. Starszę dziecię jak jest zestresowane gryzie pazurki, mankiety i włosy (końcówki kucyków warkoczy) w buzi obraca, młody zaś beczy długo i namiętnie, potrafi ugryźć a i walenie głową też było ale już nie ma. Okazało się że ma przepuklinę i tak reagował na ból, po operacji już zachowuje się tfu tfu jak aniołek.

  4. Pamietam, ze jako dziecko ssalam brzeg poscieli…Mloda na razie ma 6 miesiecy. Czasami przy zasypianiu chce smoczka, a czasami woli kciuk 🙂

    • Na tym etapie stwierdzam, że nie. Fajny jest rozdział o rozmawianiu z dziećmi o seksie i taki też będzie temat jednej z kolejnych notek. Co do reszty, zobaczymy. 🙂

  5. Z tym waleniem głową zgadza się w 100%. Młody ma tak kiedy jest już fest zmęczony, plus wszystkie cechy tej grupy 😉 jeszcze nie gada, ale próbuje śpiewać przy swoich ulubionych piosenkach z bajek 😉

  6. Moj maly nie ssie ani kciuka a smoczkiem plul na odleglosc. Ale wszystko namietnie gryzie ( z tym ze ma 14 miesiecy a jest jak wiekszosc 10 miesiecznych dzieci rozwiniety) i mnie zastanawia czy to juz rozladowanie stresu, czy po prostu lubi gryźć..

  7. u nas z obgryzaniem pazurków walczyłam długo i bezskutecznie wszelkimi sposobami mała brała się nawet za te u stóp, przestała nagle gdy kochana ciocia Kasia pomalowała jej pazurki na różowo małej było szkoda lakieru i tak po prostu przestała obgryzać

    • Ja obgryzałam jako kilkuletnie dziecko. Aż mnie babcia przyłapała i po jednej z zabaw na działce pokazała co mam za paznokciami i co z taką namiętnością zajadam… Przeszło w momencie 😉

  8. Mój Oski jak się denerwuje, to zaciska piątki i krzyczy „iiiiiiiii” a potem tupie w miejscu czerwony jak burak 🙂

  9. Nie wiem, czy ssaam kciuk, miałam smoczek jak byłam mała. Ale w I klasie pogryzłam ołowek jak wiewiórka. Potem odgryzłam plastikowemu długopisowi końcówkę tak, że wkład wypadł. Do około połowy podstawówki miałam problem z długopisami, bo byłam w stanie wykończyc każdy, a jak nie wykończyć, to porządnie pokancerować:)
    Pomogło dopiero kupienie długopisu metalowego- ble, nie smakował mi, do dziś mam ciarki na wspomnienie matalicznego smaku w paszczy 🙂
    Ale do dzis zastanawiając sie podczas pisania wkładam długopis do buzi, choc juz nie gryzę.
    Jak oduczyłam sie gryzienia długopisu, zaczęłam trzeć palcem włosy na środku czoła, w rezultacie wytrałam sobie je z keretsem i miałam pusty trójącik we włosach. Zostało mi to do dziś, ale mam krótkie włosy, to nie wdać, jak wytre. Na studiach w czasie każdej sesji tak było, potem mi odrastały i znów sesja,…
    Tiki tez miałam i tez co jeden wypleniłam, powstawał nastepny.

    W przyrodzie nic nie ginie 🙂

    Młody jęczy. Ale może to jeszcze kryzys dwulatka?

  10. Karolina gryzie w sytuacjach stresowych (tylko dlaczego nie siebie?), a ostatnio doszła histeria (raz, aż zwieracze jej puściły i się pod sklepem zmoczyła) i płacz.
    Co do gryzienia, to jest podobno dziedziczne. Kiedyś u lekarza wspomniałam o tym i pytała się czy ja też gryzłam. Rzeczywiście gryzłam, jak byłam mała. 🙂

  11. ooo mój wali głową czasem,pasuje awersja do brudu i lubienie muzyki, no i swego czasu pogryzał często-teraz rzadko-zwykle chce zwrócić na siebie uwagę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here