Rozwój dziecka w dwudziestym czwartym miesiącu życia i recenzja poradnika

17
1927

kalkulator_centyli_baner

Tak, tak, tak. To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy już iść – śpiewają Elektryczne Gitary. Dobrnęliśmy do mety. Cykl przedstawiający rozwój dziecka w dwóch pierwszych latach życia niniejszym kończymy. Czym kończymy? Ano ostatnią notką i recenzją gratis 🙂

Dwadzieścia trzy miesiące życia juniora za nami. Powiedzmy, że już nieco się oswoiliśmy z rolą rodziców, co nie oznacza, że codziennie nie zdarza się coś, co nas zaskakuje. Już wiemy, że lekko nie jest, a co niektórzy zmagają się z buntem dwulatka w pełnej krasie.

Tak, tak, to profesjonalne szorowanie podłogi w hipermarkecie z towarzyszeniem efektów dźwiękowych, przy których młot pneumatyczny to czuły szept kochanki. To ściąganie delikwenta z przejścia dla pieszych, kiedy on właśnie postanawił zaprezentować odmienną koncepcję co do spaceru. Ta reakcja na wieść, że nie pozwolisz mu się wykąpać w pobliskim bajorze, a już na pewno nie w ubraniu i z wózkiem. Znamy, znamy, prawda?

Och, nie wszystko jest takim hardcorem, jak to przedstawiam. Z takim niespełna dwulatkiem często można już sobie nieźle pogadać, a przynajmniej nawiązać pierwszą więź werbalną. To buduje. Dziecko staje się coraz bardziej samodzielne, zdobywa kolejne umiejętności. Jeszcze tylko rok i przedszkole, ech. Potem jak z bicza strzelił i będą studia, a ty ani się obejrzysz, a będziesz znów chodził z wózkiem, tylko że w ramach „wsadu” wystąpi twój wnuk.

O rozwoju dziecka

Ale to jeszcze za chwilę, a tymczasem twoje dziecko POWINNO w dwudziestym czwartym miesiącu życia opanować następujące umiejętności:

  • zdjąć jakąś część garderoby
  • nakarmić lalkę (np. klockiem, co jeszcze ujdzie, gorzej, jeśli własnym obiadem, ze szczególnym uwzględnieniem zupki, ekhm…)
  • zbudować wieżę z 4 klocków
  • zidentyfikować dwa przedmioty na obrazku, wskazując je palcem.

Jednostki nieco bardziej wyrywne PRAWDOPODOBNIE będą mogły się poszczycić umiejętnościami nieco przekraczającymi plan minimum:

  • zbudowaniem wieży z 6 klocków (a właśnie, klocki Lego się nie liczą, chodzi o klocki, których nie można ze sobą złączyć 😉 )
  • rzuceniem piłeczką znad głowy
  • mówieniem i byciem rozumianym w 50%

Tu dygresja. To zupełnie normalne, że tylko wy rozumiecie wasze dziecko, a jeszcze normalniejsze jest to, że bardzo często nawet wy nie wiecie, o czym właściwie ono nadaje. Ono rzecz jasna, jeśli po raz drugi zapytacie „co, kochanie?”, momentalnie wpada w szał, bo jak można nie zrozumieć tak prostego przekazu jak „nununukikakimutulalabebe”. Idiota zrozumie, a rodzic nie, co za barany 😉 Nie ma sensu rwać włosów z głowy i latać od razu do logopedy. Na to wszystko przyjdzie czas, a kiedy ten czas właściwy nastąpi, najczęściej okazuje się, że kompletnie nie jest to konieczne.

  • identyfikowaniem jednego przedmiotu na obrazku i nazwaniem go (np. „tu auto”)
  • identyfikowaniem 4 przedmiotów na obrazku i wskazaniem ich palcem.

Szczerze? Nie sprawdzałam z tymi przedmiotami. Muszę zrobić mały teścik.

Jednostki charakteryzujące się nieco większym stężeniem speedu niż powyższa grupa BYĆ MOŻE będą potrafiły:

  • podskakiwać
  • włożyć jakąś część garderoby

Tu akurat sprawdzałam i jedno, i drugie. Sprawdzenie wyszło mi spontanicznie za sprawą istnienia pierworodnej, która – jakby tu rzec? – dyktuje młodszym siostrom dość ostre tempo. A one, chcąc ją naśladować absolutnie we wszystkim, muszą się nieźle sprężać. Podskakiwanie, stwierdziłam więc, to nie taka prosta sprawa. Obie bliźniaczki potrafią podskoczyć raz i na tym koniec. Mogą więc PODSKOCZYĆ a nie PODSKAKIWAĆ. To różnica.

Z wkładaniem garderoby radzimy sobie świetnie, przodujemy zwłaszcza w zakładaniem majtek na głowę i bluzeczek na nogi. Albo majtek też na nogi, przy czym trzy pary mamy na nodze lewej i dalsze trzy na prawej. Gicio. Następnie obłożony ciuchami tandem człapie do rodzica z żądaniem „pomóż”.

No więc nie o to chodzi. Chodzi o ubranie „klasyczne”.

Rasowe speedy Gonzalesy pod koniec 24. miesiąca MOGĄ nawet umieć:

  • narysować pionową kreskę, naśladując inną osobę
  • zbudować wieżę z 8 klocków
  • brać udział w rozmowie złożonej z 2-3 zdań.

W kontekście rysowania genialnie przydaje się starsze rodzeństwo. Kreski to pikuś. Młode uskuteczniają prawdziwe esy-floresy, po czym dumne i blade przychodzą z rysunkiem i mówią „pac, tęca”. Pewnie nie mają pojęcia, czym w ogóle tęcza jest, ale skoro najstarsza rysuje tęczę, one nie mogą być gorsze.

O bilansie dwulatka dwa słowa, nie więcej

Ponieważ ukończenie dwóch lat już za progiem, trzeba powiedzieć, że czekają cię dwa ważne wydarzenia:

  1. bilans dwulatka
  2. impreza z okazji urodzin

Z urodzinami sobie poradzisz, dwa słowa więc o punkcie 1. Różnie to z tym bilansem dwulatka jest. Naczytałam się wcześniej, jak też to on wyglądać powinien, i okazało się, że praktyka drastycznie różni się od teorii. Zobaczymy, jak to będzie w przypadku bliźniaczek. Radzę zachować odpowiedni dystans emocjonalny do całości.

Osobiście powątpiewam, by bilans dwulatka mógł wynaleźć ewentualne problemy zdrowotne. Skłaniam się raczej ku stwierdzeniu, że jeśli coś niepokojącego występuje, to zostało to już przez rodziców zauważone, a na pierdoły nikt uwagi nie zwróci. Zresztą nie tylko z bilansem dwulatka tak jest. Synechię u moich córek zauważyłam tylko dzięki pytaniu zadanemu przez Hanę80, czytelniczkę tego blogu. Żaden lekarz nigdy mnie nie uświadomił w tym temacie.

Dlatego przed wizytą warto sobie przygotować na kartce pytania, jakie będziemy chcieli lekarzowi zadać. Nawet jeśli miałyby to być głupotki. Bo mam wrażenie, że jak nie pociągniemy za język, to się nie dowiemy.

Dwudziesty czwarty miesiąc życia może też upływać pod znakiem tego, czego i my doświadczamy: lęków nocnych. Dzieci zupełnie inaczej odbierają i interpretują rzeczywistość niż dorośli. Coś, co nam wydaje się zupełnie niewinne, u dziecka może wywołać strach i powracać w koszmarach sennych. Może pojawić się coś, czego wcześniej nie było, czyli odmowa pójścia spać demonstrowana rykiem, rzucaniem się po ziemi i tego typu atrakcjami. Dziecko jest zmęczone potwornie, ledwo na oczy patrzy, ale się nie położy.

Doświadczaliśmy tego u pierworodnej, doświadczamy i u bliźniaczek (konkretnie u jednej). Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to mija. Wiem też, że w momentach dziecięcego strachu trzeba zachowywać się bardzo delikatnie. Broń Boże nie irytować, a już na pewno nie karać dziecka za jego zachowanie! Ono potrzebuje przede wszystkim się przytulić, poczuć bezpiecznie i uspokoić.

Recenzja poradnika

No dobrze, teraz gratis.

Przy każdej z notek rozwojowych zamieszczałam informację, że posiłkowałam się książką pt. „Drugi i trzeci rok życia dziecka” autorstwa A. Eisenberg, H. E. Murkoff oraz S. E. Hathaway. O, taką:

Jako rodzice kupujemy/pożyczamy/czytamy najróżniejsze poradniki. Jedne nam się przydają, inne z powodzeniem można sobie darować, a zaoszczędzoną kasę wydać na coś innego. Tak, tak, drogie matki, wy zapewne polecicie kupić coś dla dziecka. Ilekroć idę po cienie do powiek, wracam z bodziakiem 😉

Gdybyście jednak mieli rozważać, czy zrujnować się na bodziak, czy na tę książkę, wybierzcie książkę. Bardzo dobry poradnik, naprawdę. Cegła ma prawie 800 stron, na których zmieszczono mnóstwo cennych informacji. Mało jest tutaj pierdół, jeśli w ogóle takowe występują.

Książka pisana jest przystępnym, łatwo „wchodzącym” językiem, dobrze się ją czyta. Nie znalazłam treści, które wywołałyby we mnie złośliwy rechot i zadumanie nad durnotą autorów, wprost przeciwnie. Jasne, trzeba zwrócić uwagę na fakt pewnego niedostosowania do polskich realiów, bo autorzy ewidentnie Polakami nie są, a co za tym idzie rzeczywistości naszej nie ogarniają. Niedopasowanie jest jednak minimalne i z powodzeniem można przymknąć na nie oko.

Egzemplarz, którym się posiłkowałam, został mi pożyczony i niestety (chlip, chlip…) muszę go zwrócić, ale z pewnością sięgnę do kieszeni i wyciągnę grosiwo, by sprawić go sobie na własność. Bardzo pomocny, tematów jest trylion i będzie mi służył za inspirację pewnie przez następne dwieście lat.

Od razu zaznaczam, że książka ta jest trzecią z cyklu po „W oczekiwaniu na dziecko” i „Pierwszym roku życia dziecka”. Tamtych nie znam, nie wypowiem się. Ta jest znakomita.

Pisząc tę notkę, tradycyjnie korzystałam z powyższej.

17 KOMENTARZE

  1. Mam wszystkie trzy, wszystkie trzy są świetne i trzymają taki sam poziom, jak trzecia (ta, którą tutaj recenzujesz). Bardzo polecam, to jest takie kompendium wiedzy, że kupisz te trzy książki i żaden inny poradnik „obsługi” dziecka nie jest już dodatkowo potrzebny.

  2. Ja bilans sobie odpuszczam-tzn sama robię;) Badania krwi miał, u okulisty był, co do chodzenia itd jesteśmy i tak pod opieką ortopedy-a wiedza w temacie pediatry jest zerowa-wg niej,to że chodzi= wada mu zniknęła..:/zęby policzyć umiem itd-zresztą do dentysty chodzimy;)
    A poza tym to mój co prawda 26 miesięczniak,ale podskoczyć nie umie-nie czai choć mu pokazuję-ale on fizycznie jest troche powolniejszy więc się nie przejmuję.
    A skarpety można zaliczyć-jak umie zdjać?

    • Z dużym prawdopodobieństwem (wbrew swojemu niechciejstwu) zostaniesz ZAWEZWANA na ośrodka zdrowia na bilans, bo to rzekomo obowiązek… a jak się będziesz uchylać – przyjadą i zabiorą niezbilansowane dziecię (w rodzinie zastępczej przecież lepiej mu będzie…) 😉

  3. Ja znam dwie pierwsze części cyklu. „W oczekiwaniu na dziecko” odpowiedziała na każde moje pytanie w ciąży, genialna, teraz korzystam z „pierwszego roku życia dziecka”, też się sprawdza. Kolejną część też kupimy!

  4. Miałam pierwszą część „W oczekiwaniu na dziecko” i była super. Co do rozwoju mój synio 27m skacze jak żabka, sam wchodzi i schodzi po schodach, rozbiera się do golasa w mig ale z ubraniem kiepsko. Z mową to nie wiem czy 2 słowa „to kółko” to zdanie? bo kilka takich mówi a resztę po swojemu, ja prawie go rozumiem ale inne dzieci nie więc wpada w dziką rozpacz jak się nagada a inni go nie rozumieją, ale bunt dwulatka zaczyna słabnąć na sile…..uffff Co do bilansu to właśnie na tym badaniu Pani Doktor znalazła u małego przepuklinę pachwinową i w najbliższy poniedziałek ma operację – trzymajcie kciuki!!!!!

  5. I ja jestem wielbicielka wszystkich trzech cegieł! Kocham, przede wszystkim za to, ze ilekroć pojawiają się w mojej głowie jakieś „dziwne” pytania, typu: „Czy to normalne, że mam ochotę wyrzucić swoje dziecko przez okno?” to zawsze je tam odnajduję!!! Te knigi to faktycznie skarbnice wiedzy. I jak dla mnie wielki uspokajacz, szczególnie po spotkaniach z kożelankami, których to macierzyństwo usłane różami, pełne ochów i achów… 😉 Tam są problemy zwykłych rodzicieli-śmiertelników! Polecam!

  6. Z bilansem dwulatka się zgadzam… SAMA powiedziałam lekarce, że dziecko lekko krzywi stópki i sama chciałam skierowanie do ortopedy. Ta na to, że oczywiście i że rzeczywiście mam rację 😛 Jeśli chodzi o rozwój, który opisałaś i poszczególne niby „levele” to Mały widocznie jest „genialny” inaczej, bo niektóre rzeczy z niższych leveli nie znaju, a z wyższych ależ i owszem i to z zupełną lekkością. Chyba wchodzi tu kwestia wykonywania i powtarzania pewnych czynności.

  7. „Pierwszy rok…” to absolutne must have dla rodzica. Mi bardzo pomogło, szczególnie jeśli chodzi o dietę dla malucha i rozpoznanie ewentualnych przypadłości zdrowotnych :o)

  8. ekhm… bo ja powoli drugi rok synka kończę…. napiszesz o trzecim roku? Proooszęęęęęęęę 🙂 mimo, że książkę posiadam to uwielbiam czytać Twoje interpretacje i przygody z byciem mamą takiej fajnej trójcy.

  9. Ja musze przyznac, ze blog czytuje regularnie i to nie tylko dlatego, ze dzieki niemu nie czuje sie jak jedyna „wyrodna” matka na tym swiecie…moj pierworodny co prawda dopiero za 3 mies skonczy dwa lata, ale slowo daje czasem wolalabym uzerac sie z setka „wymagajacych” klientow niz z nim jednym, tak, bunt u nas w pelni i dopiero teraz przyznaje, ze stwierdzenie ” moje dziecko nigdy takie nie bedzie” to najwieksza utopia swiata…bref…pewnie jak setki albo i tysiace innych matek, dziekuje za Twojego bloga, ktory pozwala mi wracac do rzeczywistosci i wierzyc, ze i moj szkrab jest normalny, kochany, robi to co wszystkie dzieci w jego wieku ( pomijam te wybitne jednostki sikajace na nocnik w 6 mies lol) i wszyscy przechodzimy ta sama droga 🙂

  10. O kurczę, to u nas nieźle popłatane. Z jednej strony córka (dokładnie 25 mies.) mówi tylko i wyłącznie w swoim języku, którego nawet ja nie rozumiem, a z drugiej, potrafi SKAKAĆ od jakichś 6 miesięcy (czyli 19 mies. życia)? Na łóżku, na fotelu, na trampolinie! I co o tym myśleć, kurde?

  11. mam takie pytanko odnośnie tego hamaka, w którym śpi dzidzia. chcemy naszej kupić coś takiego do spania, czy to się sprawdza dla dzieciaka około dwuletniego? czy to bezpieczne? widzę, że komentarze dość stare, mam nadzieję, że autorka jeszcze tu zagląda. pozdrawiam

    • Sprawdza się w 100%. Moja coraz dostala kokon w wieku 18 mcy i jest nim zachwycona. Teraz z kokonu korzysta również 8miesieczny syn 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here