baner

Mycie głów młodzieży to trauma dla rodzica. Po rezygnacji z prysznica na rzecz spłukiwania włosów za pomocą kubeczka do mycia zębów (tak, mogłam jeszcze zaryzykować z naparstkiem) wrzaski nieco zelżały, ale i tak niczym rącza łania skikam co parę sekund do wizjera, żeby sprawdzić, czy przypadkiem straży miejskiej nie powinnam powiedzieć „dobry wieczór”. Dobrze więc, skoro już zaliczamy taką mega-rzeźnię, że przynajmniej efekt jest przyzwoity. Efekt jest, proszę ja was, bardzo przyzwoity. Bardzo. Bo mam bardzo dobry szampon. Bardzo.

Johnson’s Baby szampon. Prosta nazwa, proste działanie. Wszystko klarowne jak sama zawartość butelki 🙂 Właściwie notka mogłaby być nudna jak flaki z olejem, bo naprawdę nie mam do czego się doczepić. Ubolewam nad tym niezmiernie 🙂 Ratuje mnie tylko fakt, że część produktów Johnson & Johnson, po które sięgnęłam, okazało się kompletnym bublem, dlatego po szampon sięgnęłam z pewną taką nieśmiałością. Nie miałam jednak wyjścia, bo jako częsta klientka Lidla (kasy, przez które przejadę bez problemu i płatność kartą), mam w sklepowym asortymencie do wyboru produkty Johnson, Johnson, ewentualnie może jeszcze Johnson. Szał ciał.

Szampon rzeczywiście nie szczypie w oczy (warunek sine qua non), pięknie się pieni (radość nieletnich) i dobrze się spłukuje. Po umyciu włosy przepięknie pachną, za zapach utrzymuje się dość długo. No i błyszczą. To jest chyba najbardziej spektakularny efekt użycia tego szamponu. Nie pamiętam, żeby po którymś innym specyfiku czupryny małolatów były takie lśniące.

Wydajność szamponu została wystawiona na ciężką próbę, kiedy bliźniaczki dosięgły do półki z kosmetykami (myślałam, że jeszcze nie dadzą rady, ech…) i wylały całą zawartość butelki do wanny. Będę uczciwa – szampon tej próby nie przeżył 🙂 Gdyby nie niecne eksperymenta, cieszyłabym się nim zapewne do tej pory.

Ooo, jest coś, co zapiszę na konto wad: po umyciu włosy mogłyby się lepiej rozczesywać, bo rozczesują się kiepsko. No, ale nie można mieć wszystkiego.

Czy polecam? Polecam. Przyzwoita cena (kilkanaście zeta), dobra jakość, łatwa dostępność. Czego chcieć więcej? Tego lepszego rozczesywania, a tak.

Podsumowanie:

Producent: Johnson& Johnson

Nazwa: Johnson’s Baby szampon

Ocena w skali 1 do 6 – 5 (minus za kiepskie rozczesywanie po umyciu)

11 KOMENTARZE

  1. Ale cena mnie zaskoczyła – chyba że pół litra od razu kupiłaś (co jak czytamy per saldo się nie opłaciło…;)).
    W Rossmanie nabywam, a jako posiadaczka ich karty (ha;P), to wychodzi taniutko, coś w granicach sześciu zł chyba.

  2. Haha, z tym wylewaniem szamponu to nie tylko Ty masz problem, mój 16-miesięczniak ostatnio wylał pół szamponu do wanienki, ale cały później pięknie pachnił. Wydajny jest bardzo, wystarczy odrobinka i już się pieni, ja pół szamponu którego mój Nygus nie wylał zużywałam jakieś dwa miesiące. A myłam mu główkę całkiem często, bo włoski ma długie, a akurat panowały upały i sama woda wydawała mi się nie wystarczająca.

  3. A ja będę wredna i napiszę, że moje prawie 11-miesięczne chłopię przy każdej akcji ‚myjemy włosy’ ma regularnie zalewaną buźkę (przypadkiem! bo tak się wierci, że człowiek nadążyć nie może…) – i jedyną reakcją, jaka wówczas następuje, jest tylko głośniejsze westchnięcie mytego. Serio! Najlepsze jest to, że nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem on taki odporny (starsi do dziś potrafią nawrzeszczeć, że im leci na czoło..). Jakiś zmodyfikowany genetycznie egzemplarz mi się trafił, bo przecież chowani są tak samo… 😉

  4. Moja babcia ku[owała dla mnie ten szampon 🙂 Pamiętam z dzieciństwa i ja na pewno będę go używać jak Mały trochę podrośnie :):)

  5. a jak się ma opornego na zbliżenie twarzy do wody? U nas problemem jest woda na twarzy, a szampon czy piecze czy nie to pikuś. Ja tam używam 2w1 bo by mi się nie chciało osobno do ciała:)No i dziecię kompletnie nie czai piany-może być, może nie być…

  6. Moja panna na szczescie łysa jeszcze, szamponów nie potrzebuje. W dodatku woda na buzi nie jest problemem, nawet sie nie skrzywi, zamruga tylko gdy oczy zaleje 🙂

  7. Ja osobiście i z całego serca polecam szampon Johnson & Johnson, tyle że zielony – no more tangles – bez „kołtunów” 🙂
    Nie wiem czy jest dostępny w Polsce, ale jeśli nie to na pewno kwestia czasu, lada moment pojawi się na półkach… Rozwiązuje on problem poplątanych włosów u dzieciarni, reszta zalet – bez zmian 🙂