Tak, dzisiaj taki mało smaczny temacik. Kto ma więc zwyczaj, żeby jeść przy komputerze, bo chce zająć czymś ręce, to może dla odmiany niech coś skubie, albo nie wiem, może wypstrykuje takie foliowe pęcherzyki, to zawsze działa 😉

Jelitówka – hasło znane, prawda? Sięgam pamięcią i stwierdzam, że właściwie tak naprawdę przeżyłam ją raz. I to była taka rzeźnia, że nie chcę nigdy więcej. Dorośli jednak zawsze jakoś się wybronią. Gorzej, kiedy jelitówka dotyka dziecka. Wtedy po prostu musimy wiedzieć, kiedy zadziałać.

Autorką poniższego tekstu jest Tafranca. Powiem tak: lepiej bym tego nie napisała.

Atakuje zazwyczaj jesienią, choć i wiosną nie pogardzi. Czasem zaczyna się niewinnie i przywodzi na myśl zatrucie pokarmowe lub niestrawność. W pamięci odgrzebujemy listę potencjalnych złoczyńców, przypominamy sobie co dzieć ostatnio jadł, czy może coś skubnął z podłogi, albo na placu zabaw. Luźne stolce zamieniają się w biegunkę. Brzydką, śluzową, z czasem wodnistą. W brzuszku delikwenta gra orkiestra dęta. Po 3-4 zmianie pieluchy wiemy już, że coś nie halo… Czasem przebiega piorunująco z obfitymi wymiotami i biegunką. Z dzieciaka chlusta dołem i górą (albo tylko dołem, albo tylko górą), nie pozostawiając wątpliwości. Grypa żołądkowa, jelitówka, gastro, rota. Zwał jak zwał – Houston mamy problem.

Problem poważny, gdyż u małych dzieci (tak do 2-3 roku życia) zarażenie jednym z wirusów tzw. grypy żołądkowej może być groźne. Jednym – gdyż jelitówkę mogą wywoływać przynajmniej trzy wirusy. Najczęstszy to rotawirus, ale zdarza się, że zakażenie spowodowane jest adenowirusem lub norowirusem. Wirus panoszy się i sieje spustoszenie, po kilku godzinach tracimy rachubę ile zmieniliśmy pieluch. Dzieć traci zainteresowanie spożywaniem pokarmów, pojawia się jadłowstręt i co gorzej – wodowstręt. Gorzej, bo o odwodnienie u maluchów bardzo łatwo, a to odwodnienie przy grypie żołądkowej jest najpoważniejszym problemem.
Co robić?

Ponieważ jesteśmy weteranami i ciężko doświadczonymi w tej materii (3x w ciągu roku: jesień-wiosna-jesień), postanowiłam podzielić się wiedzą i praktycznymi poradami dla sióstr i braci w potrzebie.

Po pierwsze

Po pierwsze: jeśli dziecko jest jeszcze niemowlakiem i chlusta obficie górą to natychmiast pakujemy manatki i pędzimy na ostry dyżur pediatryczny. Chluśnie z malucha obficie 2-3 razy i odwodnienie gotowe, pamiętamy, że przy małej masie i obfitych wymiotach odwodnienie postępuje piorunująco!!!

Po drugie

Po drugie: obserwujemy biegunki, liczymy i oglądamy je skrupulatnie. U nas przy stanowisku do zmiany pieluch leży kartka i odznaczamy ile razy i o której zmienialiśmy pieluchę, po kilku godzinach najzwyczajniej tracimy rachubę, a w razie Niemca pediatra będzie nas maglował z iście inkwizycyjną dociekliwością. Biegunki trwają kilka dni, ale luźne stolce potrafią trwać do 2-3 tygodni .
Smarujemy okolice okołopieluszkowe: dużo i tłusto, odparzenia przy kwaśnych, wodnistych biegunkach pojawiają się natychmiast, szkoda, że nie chcą równie szybko znikać ;-/ za to lubią przekształcać się w potworniaste nadżerki.

Po trzecie

Po trzecie: nawadniamy. Konia z rzędem temu, komu udaje się wlać w nieletniego dostępne w saszetkach elektrolity. Nasz egzemplarz jest oporny i nawet posłodzonych za diabła nie weźmie do pyska. Generalnie: eletrolity warto mieć w domu i próbować podawać. U nas jako tako sprawdza się ORS 200 kleik marchwiowo-ryżowy z elektrolitami Hipp (bez kryptoreklamy). Poza tym: herbatki dosładzane. Jeśli na co dzień nie słodzimy warto dosłodzić: po pierwsze młode łatwiej łyknie, po drugie glukoza jest łatwoprzyswajalnym żródłem energii, a jak pojawia się jadłowstręt to moi drodzy- klękajcie narody. U nas przy jelitówce młody odrzuca wszystko: i jedzenie i picie. Poimy więc często, a mało. Biegamy po domu z butelką, niekapkiem, kieliszkiem, łyżką, szklanką, kubkiem, strzykawką – i co kilkanaście minut próbujemy coś zapodać do paszczy. Odstawiamy soki owocowe! Podajemy wodę, słabe herbatki (jak najbardziej osłodzone – ale nie ryzykowałabym słodzenia miodem). Staramy się liczyć, ile ml dziecko wypija.

Po czwarte

Po czwarte: dieta. Lekkostrawna. Rozgotowana marchew, jabłko, ryż, banan. Kleiki ryżowy/kukurydziany na wodzie. Marchwianka. Chleb pszenny biały, może być z masłem. Słaby, czysty rosół (cudowny elektrolit!), białe mięso gotowane. U nas królują flipsy kukurydziane i ryżowe wafle z solą morską (elektrolity!). Dajemy jeść, jak pić: mało, ale często. Unikamy nabiału: często u dzieci pojawia się wraz z jelitówką nietolerancja laktozy (czasowa). Oszczędzamy jelita: wirus niszczy komórki wyścielające jelita, więc: żadnych surowych owoców, warzyw, żadnych ciężkostrawnych mięs, tłuszczów, jogurtów, chleba razowego albo z ziarnami. Tak czy inaczej brak aptetytu to często eufemizm przy gastro. Nie zmuszamy do jedzenia!!!Szczególnie wieczorem przed spaniem, nocne rzyganie (pardon my french) mamy wtedy na własne życzenie.
U nas apatyt zaczął wracać powoli po około 4-5 dniach. Od mleka na wieczór młody stronił dobre 2 tygodnie. Teraz, po około 3 tygodniach od zakażenia nadrabia straty i pożera wszystko co spotka na swojej drodze, ale wciąż unikamy ciężkostrawnych posiłków.

Po piąte

Po piąte: probiotyk. Albo jeszcze lepiej probiotyk z prebiotykiem. Koniecznie. Przemycamy np z gotowanymi owocami. Pomagają odbudować zniszczoną florę jelitową, przyspieszają regeneracje jelita. Jak długo podawać? Aż do unormowania się stolców.

Po szóste

Po szóste: objawy odwodnienia (źródło: wiki)

Stan odwodnienia u niemowląt i małych dzieci rozpoznaje się po następujących objawach:

  • suchy język lub usta
  • niewiele lub brak łez podczas płaczu
  • rozdrażnienie lub apatia
  • brak mokrych pieluszek przez 3 godziny i więcej, mocz skoncentrowany, o silnym zapachu
  • zmniejszenie napięcia skóry (ujęta w dwa palce skóra brzucha i puszczona nie powraca natychmiast na swoje miejsce)
  • zapadnięte oczy, policzki, brzuch lub ciemiączko
  • Dziecko silnie odwodnione jest osłabione (nie krzyczy lub głos jest chrapliwy, często nie potrafi samodzielnie pić), senne, apatyczne, wiotkie.

Dodatkowo u małych dzieci, mikrych, o słabym przyroście wagi, odwodnienie i utrata wagi (pamiętamy, żeby patrzeć procentowo!!! 300g przy 65kg to pikuś, ale przy 8-10kg to bardzo dużo!!!!) może dojść np. do osłabienia mięśnia sercowego. Biegniemy do pediatry po pomoc!

Po siódme

Po siódme: higiena. Myjemy ręce. Często i porządnie. Sobie, dziecku, gonimy domowników. Jelitówka rozprzestrzenia się drogą kropelkową i jest diablo zakaźna. Dbamy o higienę w wuceciku, myjemy klamki, wietrzymy mieszkanie, nie piejmy z tych samych naczyń, nie próbujemy, nie podjadamy z cudzego talerza ;-). Babcia, która pozwoliła młodemu podpijać herbatę z kubka w czasie, kiedy jeszcze objawy podpadały pod „niestrawność” została trafiona bez pudła 😉

Po ósme

Po ósme: powikłania. Wirusy lubią atakować inne układy np. układ oddechowy i łatwo przy „okazji” załapać się na zapalenie górnych dróg oddechowych włącznie z zapaleniem oskrzeli. Albo na zapalenie spojówek. Poza tym jelitówka mocno obniża odporność. U nas: przez kilka miesięcy po pierwszym zakażeniu permamentne zapalenia górnych dróg oddechowych. Taka obniżona odporność może trwać kilka miesięcy. Co robić? Idealnie: nie posyłać do przedszkola/żłobka. Przeczekać. Coż to jest kilka miesięcy wobec wieczności?

Po dziewiąte

Po dziewiąte, najważniejsze: nie zgrywamy twardzieli. Jeśli występują silne wymioty, obfite i częste biegunki, dziecko nie pije, markotnieje, staje się apatyczne, występują objawy odwodnienia: pędzimy do pediatry albo na ostry dyżur.

Po dziesiąte

Po dziesiąte: szczepienie na rotawirusa. Kłapotliwa sprawa. Wg uznania. Ponoć nie chroni całkowicie, ale miminalizuje objawy. My nie szczepiliśmy, i szczerze pisząc pluję sobie w brodę – hospitalizacja przy pierwszym zakażeniu, kiedy młody miał 10 miesięcy, potem kilka miesięcy obniżonej odporności i ciągłe zapalenia oskrzeli: koszmar, może można było choć trochę złagodzić przebieg…

 I tyle Tafranca. A teraz poproszę o owację na stojąco dla niej!

Ikona notki z pixabay.com.

Skomentuj

34 Komentarzy do tekstu "Jelitówka – dziesięć rzeczy, które warto wiedzieć"


Aniula
2 lat 7 miesięcy temu

BRAWOOO!!!:)

Asiek
2 lat 7 miesięcy temu

chylę czoła przed Autorką, zwięźle i na temat :)
(z nadzieją jednak, że nie będzie trzeba zbyt często z tej wiedzy korzystać… ;))

Maminka
2 lat 7 miesięcy temu

Nam się przydarzyło raz. Mała całą noc spała bardzo niespokojnie, a nad ranem zwymiotowała trzy razy i miała biegunkę. Potem już wymioty ustąpiły i była tylko biegunka. Na nasze szczęście karmiłam jeszcze piersią, bo kompletnie nic nie chciała jeść, a mleko mamy dobre na wszystko. Leki podawaliśmy strzykawką, niestety na siłę. Wodę piła i była bardzo osłabiona. Przespała prawie calutki dzień. Oczywiście zaraziła mnie, męża, dwie babcie i kuzyna, chociaż ostrzegałam, żeby trzymać się z daleka :)

Skrzat
2 lat 7 miesięcy temu

Brawo. Czytałam i przeżywałam na nowo. Właśnie podnosimy się po chorobie i trzydniowym pobycie w szpitalu.
W naszym przypadku nie było żadnych objawów „wstępnych”. Dzień jak co dzień. Po prostu dziecię chlusnęło o pierwszej w nocy wszystkim co miało. A potem chlustało co 3 minuty. Po 15 minutach wezwaliśmy pogotowie. O trzeciej byliśmy na oddziale z kroplówką w żyle. I już była mocno odwodniona. Choć cały czas staraliśmy się podawać wodę. Rota ani adenowirusa nie stwierdzono. Sklasyfikowali to jako ostry nieżyt żołądka.
Ale strachu się najedliśmy.
Notatka rzetelna i kompletna. Popieram w całej rozciągłości wszystkie rady. I nikomu nie życzę sprawdzania, czy ma to zastosowanie w realu.

Kajka
2 lat 7 miesięcy temu

Ja dzieci zaszczepiłam i rzeczywiście łagodniej to wszystko przechodziły. Nie żal mi wydanych na to pieniędzy (dużych!)

ZyLeta
5 miesięcy 9 dni temu

Popieram. Zaszczepiłam pierworodnego ot tak, bo nie chciałam ryzykować i opłaciło się. Jelitówka dopadła nas, gdy syn miał rok i 2 mce a ja byłam w 6 mcu ciąży z drugim dzieckiem – ze mnie leciało na dwie strony, mąż zdychał tak samo, moi rodzice i dziadkowie, którzy mieszkają w pobliżu tak samo polegli w walce z wirusem, a syn… Jedyny objaw, po którym można było poznać, że coś go chce zaatakować to kleksiki na pieluszce przy puszczaniu bączków. Biegał, śmiał się i nic mu nie dolegało. Nad szczepieniem córci nawet się nie zastanawiałam i też nie były to pieniądze wyrzucone w błoto. W październiku znowu mieliśmy wątpliwą przyjemność, którą młody przytargał chyba z przedszkola. Zaczęło się od niego (cóż, szczepionka nie chroni wiecznie), potem ja i reszta rodziny a córcia zabrudziła tylko kilka pieluszek więcej. Za to siostrzenica męża, która nie była szczepiona trafiła na tydzień do szpitala…

Karolina
2 lat 7 miesięcy temu

I taka aptekarska porada :) Probiotyki w kroplach np biogaja dla niemowlat nie wlewamy do butelki, poniewaz to olej i w roztworze wodnym osadzi sie na sciance, a nie trafi do brzuszka :)

A propos szczepienia
2 lat 7 miesięcy temu

No.. Czymże jest tydzień rota wobec.. 3 tyg rota po pierwszej i 2 tygodni po 2giej dawce szczepienia p. rota..? Nikomu nie życzę takich katuszy.. bo nieco inaczej przebiegała ta choroba – głównie mega kwaśne kupy, spienione, w ilościach.. wielkich, do tego tak często, że zaopatrzyłam się w drugie tyle ubranek ile na wtedy miałam (a miałam ich naprawdę sporo..), bo inaczej nie robiłabym nic innego, tylko prała. Kupy na przemian z obfitym ulewaniem i haftowaniem… Lekarze nie widzieli problemu – a byłam u dwóch. Zwalali na moją dietę, dawali infacol, czy inne gusła… Sama musiałam działać. – zaczęłam od probiotyku. Pierwszy (bioGaja) zmniejszyły kwasowość kup. ale nie rozwiązało problemu. Drugi – LacidoBaby wspomogło powrót do zdrowia, ale trzeba było 2 tygodni po pierwszej dawce. Po drugiej mądrzejsza byłam i jak się problem ponownie pojawił – zaczęłam od razu od lacidobaby (Dicoflor sprawdziłam – działał jak płachta na byka – było jeszcze gorzej).
Najgorsze, że nie skapnęłam się od razu, że to po szczepieniu może być. Doczytałam w ulotce.. dopiero później, że takie powikłanie może wystąpić..

Niechęć do jedzenia, picia, czy temp. – to naturalna obrona organizmu. Dla niemowląt – pojenie poprzez podawanie piersi. To źródło najlepszych elektrolitów. Jak dziecko niepiersiowe – to ograniczyć do ryżu z solą, i jabłkiem pieczonym/gotowanym. Pieczywo glutenowe całkiem odstawiamy, bo łatwo się dorobić celiakii lub przejściowej nietolerancji glutenu…

Jelitówka nie obniża odporności poprzez wirusa jako takiego.. tylko poprzez fakt, że niszczone są kosmki jelitowe i następuje problem z wchłanianiem witamin i składnikow niezbędnych do życia. Plus brakuje tych ‚dobrych’ bakterii jelitowych wytwarzających wit. K… Przez osłabione jelito również łatwiej o dostanie się do krwioobiegu paskudztw wszelakich. Dlatego też – po jelitówce – należy niezwłocznie odbudować ukł. immunologiczny uzupełniając braki witamin i omijać skupiska ludzi… wtedy jest szansa na szybki powrót do pełni sił.

W jelitówce też .. bardzo dobrym sposobem ochrony jelit jest.. kleik z siemienia lnianego. Wtedy najlepiej na świeżo (koniecznie na świeżo) zmielone siemię zalewamy wodą, żeby puściło ‚żelik’ i .. pijemy. Dzieciom można ‚dosłodzić’ jakimś sokiem – i powiedziec ze to kisiel. I faktycznie tak to smakuje.. a że w sobie ma mnóstwo przeciwwirusowych, przeciwgrzybiczych i przeciwbakteryjnych substancji – to i łatwiej rozprawić się z wirusem…

To z takich uwag na szybko…

lap
2 lat 7 miesięcy temu

A co do szczepienia, to co da szczepienie na rota, jeśli odmian jelitówek jest kilka i szansa, że akurat nasze dziecka złapie ten szczep jest mikra. Po drugie z jelitówką znaleźliśmy się na oddziale szpitalnym, dodam, że bardzo silną- czytaj 12 razy wymiotowała w ciągu pierwszych dwóch godzin, później przestałam liczyć, nie pomagały nawet zastrzyki co to mają hamować wymioty. badania nie potwierdziły żadnego znanego wirusa. I teraz tak- nasza córka nieszczepiona, na sali leżał chłopczyk z rota potwierdzonym, szczepiony- swoją drogą super organizacja o tym szpitalu. I pierwsza a nadrzędna zasada to nie podajemy mleka sztucznego!!! A chłopczyk na sali był na mm i co robili rodzice? Ano podawali dziecku jak lekarze i pielęgniarki nie widzieli, bo na pewno głodne i przecież pani, czyli ja cały czas dajde córce mleko swoje. Ale zasada jest jedna: mm nie a pierś do woli. I tu powinnam kolejną pieśń pochwalną na temat kp walnąć, bo młoda nie chciała nic a nic spożywać czy to picie czy jedzenie, a pierś do woli. No i w jednym punkcie też się nie zgodzę z autorką tekstu choć tekst rewelacyjny pod względem merytormiaadnych rosołow, bo nie podaje się żadnych wywarów mięsnych.