Zachłyśnięcie, zakrztuszenie. Co robić? Pierwsza pomoc.

Zachłyśnięcie, zakrztuszenie. Co robić? Pierwsza pomoc.

15 307

Napisała do mnie osoba, która przeżyła chwile grozy, kiedy w drogach oddechowych jej dziecka utknęło ciało obce. Młode zaczęło się dusić. Tak na poważnie. Wszystko na szczęście skończyło się szczęśliwie, ale matka jeszcze długi czas potem miała miękkie nogi. Mnie też się zdarzyło. Nie aż tak, żeby trzeba było wezwać pogotowie, ale instynktownie podjęłam pewne działania, które, jak się okazuje, słuszne i zbawienne były.

Zimno się robi na samą myśl, prawda? Niestety wszyscy rodzice jak jeden mąż są narażeni na tego typu atrakcje. Choćby nie wiem jak pilnowali, nie są w stanie zapanować nad wszystkim. Bywa, że małe rączki wygrzebią skądeś coś, czego istnienia nawet nie podejrzewałeś i… Houston, mamy problem.

Co zrobić, kiedy dziedzic zaczyna się dusić za sprawą ciała obcego, które utknęło w drogach oddechowych?

Zanim przejdziemy do sedna, rozróżnijmy pojęcia. Mówimy o zachłyśnięciu i zakrztuszeniu. Zachłysnąć się można płynem, zakrztusić ciałem stałym.

Pierwsza pomoc przy zachłyśnięciu

Naszym największym sprzymierzeńcem jest siła grawitacji. Jeśli głowa znajdzie się niżej niż reszta ciała, płyn ma szansę… wypłynąć. Co robić? Przekładamy delikwenta przez kolano, tak żeby zwisał głową w dół, po czym energicznie oklepujemy plecy (na przemian klatkę piersiową i okolicę lędźwiową). To nie ma być głaskanie, musimy zmusić płyn do opuszczenia tchawicy i oskrzeli.

Inna metoda, dla starszych – stajemy za osobą, która ma problem, pochylamy ją mocno do przodu i pięć razy mocno uderzamy ręką między łopatki. Uderzamy tak, jakbyśmy mieli do dyspozycji tylko jedno uderzenie a nie pięć. Czyli inaczej mówiąc, mamy tak działać, żeby uderzenia były konkretne.

Co, jeśli to jest naprawdę małe dziecko? Wtedy można zrobić to, co i ja odruchowo wykonałam: łapiemy dziecko za kostki i trzymamy głową w dół.

Pierwsza pomoc przy zakrztuszeniu

Tu może być trudniej. Ciało stałe to ciało stałe, mogą być trudności z się go pozbyciem. Osobę dorosłą najpierw najlepiej kilka razy (mocno!!!) walnąć w plecy między łopatkami. To musi być uderzenie o odpowiedniej sile, tak aby ciało obce miało szansę przesunąć się ku górze. Jeśli to nie pomaga, stosujemy ucisk Heimlicha.

Zdjęcie z medigo.pl

Stajemy za osobą potrzebującą pomocy z tyłu i obejmujemy ją tak, aby ręce znalazły się powyżej pępka. Dłonie zaciśnięte w pięść na środku. Stosujemy mocne, gwałtowne uciśnięcia ze skierowaniem zaciśniętych rąk ku górze. Wtedy jest szansa, że ciało obce podsunie się do góry i wypadnie.

Z dzieckiem postępujemy podobnie jak w przypadku zachłyśnięcia. Metoda jest brutalna, ale może być skuteczna: za nogi głową w dół, oklepujemy plecy i wytrząsamy ciało stałe. Celem jest to, żeby dana osoba zaczęła kaszleć. Kaszel jest dobrym objawem, bo oznacza, że można nabrać powietrza.

To tyle, więcej grzechów nie pamiętam. Jeśli jest na sali lekarz i może fachowo uzupełnić moją wiedzę, byłoby to wskazane.

15 KOMENTARZE

  1. Ostatnio taką chwile grozy przeżyłam – Mała za przeproszeniem rzygnęła wodą przez buzię i nos i instynktownie próbując złapać oddech zaciągnęła wszystko z powrotem. Sina się zrobiła jak śliwka węgierka a mi jedyne co przyszło na myśl to wytrząchać ją nogami do dołu. Na szczęście się udało, ale nikomu nie życzę widoku swojego półrocznego dziecka desperacko próbującego złapać powietrze..

  2. Kurcze, ale trafiony temat!! Nie dalej jak wczoraj synek podczas kąpieli, zwyczajnie wydurniając się i polewając się wodą zachłysnął się tak, że przez dłuższą chwilę nie mógł złapać oddechu. Później się pozbierał i wykrztusił, zwymiotował. Masakra.. Nigdy więcej już nie chciałabym tego doświadczyć.

  3. Co za ironia losu. Podczas czytania tej notki zakrztusiłam się kawałkiem pomelo. Łzy w oczach silny kaszel, walka o oddech i przerażenie na twarzy córeczki :( Tak to jest jak człowiek połyka coś na wdechu…

  4. Dodałabym, żeby absolutnie nie próbować wyciągać za pomocą dostępnych w domu narzędzi ciał obcych z nosa, ucha czy gardzieli. I nie próbować nawet na super glue…

  5. Mi na kursie medycznym mówili, że jak nie pomaga wytrząsanie, a dziecko już sine, to trzeba przepchnąć w drugą stronę – oddechem. Np. gdy dziecko odgryzie końcówkę smoczka, która utknie gdzieś poniżej gardła i nijak nie chce wylecieć przez buzię, to powinno się wdmuchać mocno powietrze (jak przy sztucznym oddychaniu). Bo wtedy ciało obce ma szanse przesunąć się głębiej, w stronę jednego płuca, a drugim można od biedy oddychać i zyskuje się czas na dotarcie zawodowych ratowników.

  6. Moje dziecko ma tendencję do podobnych akcji – ciało obce mieliśmy raz, jak Krysia miała 8 m-cy i było to jabłko. Udało mi się przywrócić oddech, ale karetka była już w drodze, więc po ich przyjeździe narobiła ryku po raz drugi, kiedy doktor do gardła zaglądał… Widok dziecka próbującego łapać oddech i wkładającego sobie do buzi rączki celem wyciągnięcia intruza – przerażający!
    Mamy też traumę podawania syropów, bo Młoda bardzo się broni przed podaniem, a jak zaczyna krzyczeć to zaciąga dawkę nie tam gdzie trzeba. Kilka razy mieliśmy zachłyśnięcie, na szczęście niezbyt groźne, raz skończyło się wymiotami.

  7. To ja się wypowiem jeszcze na temat noworodków i niemowlaków. W pierwszym odruchu sprawdzamy czy ciało obce jest widoczne w ustach i czy możemy je jednym ruchem łatwo wyjąć. Jeśli nie – kładziemy dziecko na brzuszku na naszej słabszej ręce – czyli lewej u praworęcznych i odwrotnie (główka na dłoni, nasze palce powinny stworzyć coś w rodzaju koszyczka dla całej twarzy albo palec wskazujący i środkowy kładziemy po bokach ust, na policzkach), opieramy rękę z dzieckiem na udzie, tak żeby główka była skierowana do dołu, a drugą ręką złożoną w łódeczkę 5 razy uderzamy w plecy, ale nie prostopadle, a ruchem posuwistym w górę pleców (tyczy się to też starszych dzieci i dorosłych – takim właśnie ruchem przesuwamy ciało obce w górę). Jeśli ciało obce nie wypadło przekładamy dziecko na drugą rękę (najszybciej – a czas się liczy – zrobić coś w rodzaju „kanapki” z rąk i po prostu odwrócić), opieramy ją na nodze, sprawdzamy czy ciało obce nie pokazało się w ustach i nie da się go wyjąć, a jeśli nie – drugą ręką wykonujemy 5 uciśnięć jak przy masażu serca (dwoma palcami prostopadle na środku mostka czyli niewiele poniżej lini łączącej sutki). Później znowu sprawdzamy czy nie damy rady wyjąć ciała obcego, a jeśli nie – znowu odwracamy dziecko, uderzamy plecki i tak dalej aż do skutku albo aż do przyjazdu karetki.

    • Nas też tak uczyli na kursie pierwszej pomocy.

      A w przypadku własnego zakrztuszenia się, lub zachłyśnięcia najlepiej pochylić się podczas kasłania- grawitacja plus kaszel przesuwaja ciało obce/ płyn w kierunku przełyku, a nie płuc. .

  8. ja swa dziedziczke tez ratowalam,nawet nie policze ile razy. miala taki okres, ze non stop sie zachlystywala wiec mialam opanowana technike. ale nie jest to przyjemne i nikomu nie zycze.

  9. Och, ja brałam udział raz w takiej akcji, kiedy to dwuletni bratanek zakrztusił się skórką od kiełbasy- nie mogłam na to patrzeć i wybiegłam z pokoju, ale brat, zachowal trzeźwosć umysłu i najpierw mocno klepał, a potem małego do góry nogami siup! I wyleciało. To było straszne, a mały po wszystkim objął brata i powiedział ” Dalismy rade tatuś!”

  10. Nam też sie raz tak zadrzyło. Córci 1,5 rocznej się „odbiło” podczas posiłku i się w ten sposób zakrztusiła drobniutkim makaronikem. Akcja jak trzepanie głową w dół-MASAKRA. Dziecko sine próbujące rączkami wydostać to, co mu zalega. Po dwóch wymiotach się udało i wszytko było ok. Mnie się wydawało, że akcja trwała całą wieczność. Nie zyczę nikomu tego przerażającego widoku. Ja mam do dziś (trzy miesiące po) miękie nogi i drżę jak córcia coś je, czy sama ją karmię. Pozdrawiam

  11. Ja kiedyś ratowałam dzieciątko w przedszkolu. Stałam trochę dalej z innymi dziećmi, a maluszek siedzący przy stoliku zakrztusił się rodzynką. Zobaczyłam, że się dziwnie zachowuje, macha rączkami i jakby próbuje złapać powietrze. A panie przy nim stały jak wmurowane. Podbiegłam, przechyliłam dziecko odruchowo poklepałam po pleckach i rodzynka wypadła. Mówię wam, straszne przeżycie.

  12. W niedziele miałam taką sytuację,że dziecku się nie odbiło po jedzeniu (ma skończone 5 tyg), położyłam go na boczku i u się ulało.Wszystko było w porządku,zasnął. Po godzinie zaczął przerażliwie płakać, sprawdziłam pampersa i był pełen. Położyłam go na pleckach i po jakiś 2-3min rączki zaczęły sinieć,potem nóżki.Dziecko otworzyło szeroko oczka i nawet nie mrugało powiekami. Zadzwoniliśmy na pogotowie i zaczeliśmy go sami ratować. Główka w dół ,klepanie po pleckach i NIC! Dziecko nie mogło złapać oddechu przez około 10 min. Dopiero ciocia dmuchła mu w buźkę i jakimś cudem udało nam się go uratować w ostatniej chwili.Z pogotowia stwierdzili ,że jeśli się nie odbiło to się zachłysnął.Powiedzieli mi co mam robić po karmieniu z dokładnością i tyle. Na drugi dzień po karmieniu odbiło mu się przerażliwie głośno,ale bałam się go odłożyć do łóżeczka,więc nosiłam go na rękach dobre 15 min i zasnął.Odłożyłam go i po pół godziny mu się ulało.Zaczęłam go znowu nosić i zasnął. po 30 minutach obudził się i zobaczyłam że przyczyną jest pełen pampers. Położyłam go na boczku(bo już się bałam na pleckach) i zaczął się robić siny. Znów klepałam go po pleckach i po jakiś 5-8 min doszedł do siebie ale i tak pogotowie zabrało nas do szpitala. Tam wytłumaczyli mi ,że to moja wina ,że nie umiem karmić dziecka i nie przyjeli mnie na oddział nawet na obserwacje. Skoro mu się odbiło , to raczej nie powinno ulać. Jeśli ktoś miał podobną sytuację,to proszę o kontakt mailowo ” ewelcia139@onet.eu ” , lub gdyby ktoś wiedział co mogło by być przyczyną, bo z mężem wnioskujemy ,że może to też być jakaś wada serduszka lub problemy w oddychaniu.
    Ponadto dziecko przed tym zdarzeniem było wypisane ze szpitala po zapaleniu płuc w środę. W książeczce zdrowia w skali Apgharta dostał 1 za oddech,reszte miał 2 , a na wypisie pisało ” inne zaburzenia w oddychaniu ” . Zatem proszę o kontakt , może ktoś też zna dobrego specjaliste.