Rumień zakaźny, czyli co ciekawego można przytargać z przedszkola

Rumień zakaźny, czyli co ciekawego można przytargać z przedszkola

23 1692

Nie ma dzieci niechorujących – jasna sprawa. Każde prędzej czy później zacznie, co jest nawet wskazane, bo niby jak ma się organizm uczyć odporności? Uczy się przede wszystkim przez zetknięcie z bakcylem. Prawdziwe eldorado chorobowe zaczyna się z chwilą posłania dziedzica już to do żłobka, już to przedszkola. Nie dlatego, że panie wychowawczynie to wredne są wielce i pewnie specjalnie zarażają, żeby mieć mniej roboty, ale dlatego że to zupełnie normalne w dużym skupisku ludzkim. Różne rzeczy może młody z przedszkola czy żłoba przytargać. Różne choróbska już opisywałam, a dzisiaj coś, o czym do tej pory nie miałam zielonego pojęcia. Syn kuzyna jednak z placówki edukacyjnej przytargał, więc to coś istnieje. To rumień zakaźny.

Co to jest rumień zakaźny? To choroba wirusowa o łagodnym przebiegu, wyglądająca jednak na skórze jak jesień średniowiecza. Widzi to człowiek i co sobie myśli? Jezus, Maria, różyczka! Bo rumień zakaźny wygląda tak:

rumien

Zdjęcie z Wikipedii

Rumień zakaźny zaczyna się od mocno różowo-czerwonych policzków. Plamy na policzkach mogą przypominać skrzydła motyla. Po 1-4 dniach od wystąpienia plam na policzkach plamy pojawiają się na pośladkach, na tułowiu, aż w końcu na kończynach i na reszcie ciała. Jakie to plamki? Płaskie, czerwonawe, zlewające się w sznureczki czy w większe skupiska. To taka nie punktowa wysypka, a rozlana.

Ile się choruje? Sam okres wylęgania choroby trwa niestety dwa tygodnie. To oznacza, że zarażony delikwent zaraża innych, nie wiedząc, że choruje. Zanim więc zorientujemy się co i jak, młody może nam załatwić na cacy pół przedszkola. Choroba roznosi się drogą kropelkową. Po dwóch tygodniach pojawiają się te plamy na policzkach i dalej jest z górki.

Jak się leczy rumień zakaźny? Wcale się go nie leczy. Się przeczekuje. Jak długo się przeczekuje? A różnie, między 7 dni a 3 tygodnie. Wysypka schodzi i wraca, znowu schodzi i znowu wraca. Aż w końcu ostatecznie idzie precz. Jakieś powikłania? Właściwie nie ma. Nie ma też śladu po wysypce. W bardzo, podkreślam BARDZO rzadkich przypadkach skutkiem rumienia zakaźnego może być ostry zespół hemolityczny. Skończmy jednak na tym. Choroba wygląda strasznie, ale jest łagodna. Zaleczyć, zapić, zapomnieć ;)

Pisząc notkę korzystałam z Wikipedii.

PODOBNE NOTKI

23 KOMENTARZE

  1. My zaliczylismy podejrzenie o rumien zakazny i z 2-letnim synowcem wyladowalam na 3 dni w szpitalu zakaznym :( młodzieniec dostał dwie dawki sterydu w pierwszej i 3 dobie i wysypują znikła. Co to było nikt nie wie,ale chyba nie zakazny, skoro tak szybko znikło. Jedno jest pewne: nikomu nie życzę pobytu z takim maluchem w szpitalu zakaznym, gdzie miedzy pokojami są okna,więc człowiek czuje sie jak w big brotherze, z toalety w pokoju rodzic nie ma prawa korzystać, więc musi zostawić dziecko samo w sali (jeśli akurat jest jedna taka jednostka chorobowa) i sam biec na drugi koniec korytarza, żeby skorzystać a dziecko sie drze,bo sie boi, gdzie wszystko jest przeciętne scierka z chlorem, rodzic nie ma prawa siąść na łóżku dziecka,więc albo stoi, albo siedzi na plastikowym krześle, a lezanki, określane przez personel jako luksus dla rodzica, pamiętają chyba 2 wojnę swiatową. Oczywiście pokój socjalny dla rodziców jest, ale nie można do niego chodzić, bo można rozniesc choroby. Innymi słowy nikomu nie życzę rumienia zakaznego ani innego zakaznego badziewia! ;)

    • Leżałam ostatnio z niespełna 2 letnią córką na niemowlęcym i podobne odczucia, mało tego za to bycie przy dziecku (do którego byłam zmuszona, ale oczywiście zostawić za Chiny bym nie zostawiła) 8zł za spanie na krześle, podłodze etc., a z wygodę czyt. łóżko 20zł za dobę bez wyżywienia, gdzie darmowa pomoc przy dziecku oj nie przepraszam nie darmowa jeszcze trzeba było za nią zapłacić i zjeb na każdym kroku…raz usłyszałam do mamy obok że powinniśmy się cieszyć że możemy w ogóle być z dziećmi :]

      • Ja wylądowałam miesiąc temu z małym na oddziale zakażnym i za to, że sama się dzieckiem opiekowałam przez 48h, śpiąc łącznie(!) 6 GODZIN ZAPŁACIŁAM 4 DYCHY. Dobrze, że chociaż coś jeść dali i mogłam skorzystać z łóżka. O jego wygodności nie bede wspominać. Mąż mnie dokarmiał, bo na wikcie szpitalnym daleko bym nie pociągneła.

  2. eeee…. moje dzieko mialo ostatnio podobną wysypkę, a byłam u znajomej której mała do żłobka chodzi :/ Za bardzo się tym nie przejęłam… jakoś tak zniknęło po 3 dniach hehe

    • mój miał pełno czerwonych kropeczek na całym ciele (pediatra i alergolog nie wiedzieli co to – na pewno nie uczulenie) i zeszło jakos po 5 dniach – bez drapania, gorączki, bez niczego. Co to było? – wielka niewiadoma :) takie to rzeczy Młody przynosi ze żłobka.

  3. „Każde prędzej czy później zacznie, co jest nawet wskazane, bo niby jak ma się organizm uczyć odporności? ” Ojej.. to troszkę bull shit :D
    Wcale nie trzeba chorować, aby nabyć odporności.. Gdzie to wyczytałaś? Dziecko Z WIEKIEM jej nabywa, a nie przez ilość przechorowanych dni w roku…
    Wystarczy trochę zadbać o odporność i dostać w spadku cudowne geny i można obyć się bez chorób… jak my :)

    • Wiek też swoje robi, ale organizm przy kontakcie z bakcylem wytwarza przeciwciała i to przeciwciała odpowiedzialne są za reakcję obronną organizmu. Na tej zasadzie np. działają szczepionki. Odpowiednio spreparowany bakcyl jest wprowadzany do organizmu, żeby wytworzyć reakcję immunologiczną. Gdzie to wyczytałam? No cóż, to jest powszechnie znany fakt.

      • Potwierdzam ten fakt i dodałabym jeszcze, że to głównie antybiotyki upośledzają odpornosć bo zabijając bakterie również niszcza ciała odpornościowe, a często gęsto w naszym kraju na wirusy lekarze dają antybiotyki czym nie pomagają a wyniszczają organizm malucha i kółko się kręci bo maluch się uodparnia głównie poprzez walkę z bakteriami i wirusami…na odporność składa się wiele czynników nie tylko geny, również czy karmione było piersią, przebieg ciąży i porodu, odżywianie w ciąży itd. itp. poza tym geny genami, ja mam 2 córki z tych samych rodziców jedna zdrowa jak ryba, nigdy antybiotyku nie miała, chorowała mi przez 4 lata swojego życia żeby trzeba było użyć leków 3 razy raz infekcja górnych dróg oddechowych, 2 razy biegunka+wymioty. Młodsza 22 m-ce do tej pory też jakieś katarki itp, ale jak mi się teraz rozłożyła to na amen…szpital 6 dni, antybiotyk 10 dni i dalsze leczenie kontrola i Furagin do nie wiem kiedy, co 2 tyg mocz i posiew przez 3 m-ce za pół roku usg nerek…ostatnio bardzo popularne wśród małych 1-2 letnich dziewczynek OSTRE ODMIEDNICZKOWE ZAPALENIE NEREK mam na myśli oraz lżejsze postaci czyli zakażenie /zapalenie dróg moczowych. Moja niestety miała to 1, zero objawów prócz wysokiej u mojej doszła do 40,3 max temp. Krusz jak byś miała ochotę to fajnie byłoby o jakiś art. o tej sprawie ja mogę podrzucić trochę inf. jestem że tak powiem na świeżo ;)

    • @makoweczki Czy Twoje dzieci chodzą do żłobka/ przedszkola?
      Moja córa też mało chorowała, katar zazwyczaj i nic więcej. Poszła do przedszkla i katar ma non stop, a do tego doszło zapalenie płuc i na deser ospa! :-) Katarów można uniknąć (chociaż nasza piediatra twierdzi, że nie ma przedszkolaka bez wiecznego kataru), ale chorób zakaźnych już nie, chyba że zaszczepisz. Nie zachoruje teraz, to złapie później. :-)

      • Mój syn od 17-tego m-ca w Klubie Malucha, potem p-kole. Od 3 m-cy w domu. Nigdy na nic nie chorował, nie brał antybiotyków itp. Rozmawiałam z immunologiem i wcale nie trzeba chorować, żeby zdobyć odporność. Sporadycznie w przyrodzie trafia się ten sam szczep chorobowy. To nie żaden fakt ale mit. Warto podpytać dobrego lekarza ;)

    • A co powiedzieć o śwince czy różyczce? Na to dziecko właśnie powinno zachorować i wytworzyć przeciwciała. Powinno, bo jako dorosły tak łatwo tych chorób już nie przejdzie…

  4. makoweczki:”Ojej.. to troszkę bull shit
    Wcale nie trzeba chorować, aby nabyć odporności.. Gdzie to wyczytałaś? Dziecko Z WIEKIEM jej nabywa, a nie przez ilość przechorowanych dni w roku…
    Wystarczy trochę zadbać o odporność i dostać w spadku cudowne geny i można obyć się bez chorób… jak my ”
    wcale nie bullshit tylko prawda, odporności dziecko nabiera zwalczając wirusy.
    Ale może z cudownymi genami u Ciebie jest inaczej

    • Będę się upierać, że to mit. Porozmawiaj z immunologiem. Są choroby po których nabywa się odporność na całe życie. Ale nic do rzeczy nie ma fakt ciągłego chorowania dziecka do jego przyszłej odporności.

  5. Choroba jako taka nie jest niebezpieczna, z malym wyjatkiem – u kobiet w ciazy MOZE doprowadzic do poronienia. Kiedy mieszkalam w Danii corka mojej kolezanki z pracy przywlekla toto z przedszkola, i kolezanka od razu zaalarmiwala dzial HR, ktory rowniez natychmiast poinformowal WSZYSTKIE pracowe ciezarowki zeby poszly do lekarza sie przebadac (podobno badanie krwi wykrywa swinstwa, i ciezarnym funduje sie jakas uderzeniowa dawke leku zeby plod nie „zschorowal”). Na szczescie dla mnie nie mialam z kolezanka za duzego kontaktu i nie zachorowalam.

    Aha, to sie jeszcze czasami nazywa „choroba ust i rak” albo „choroba piatego dziecka” (albo moze szostego? juz nie pamietam).

    • Z tego co wiem nie ma niestety leku na rumień zakaźny jak i np. cytomegalię więc są to potencjalnie niebezpieczne świństwa dla pań w ciąży szczególnie w początkowym okresie ciąży.
      Najgorsze jest to, że o ile badania na cytomegalię można zrobić prawie wszędzie to w niektórych laboratoriach nie dość, że nie robią to jeszcze 10x się zastanawiają czy na bank chodzi o rumień zakaźny=parwir b19.

  6. Choroba „ust, rąk i stóp” jeśli już, ale to nie o tą chorobę chodzi, bo przy niej wysypka jest faktycznie tylko tak jak w nazwie, czyli na dłoniach, stopach i w okolicach ust. Wielokrotnie miałam z nią do czynienia w żłobku i wysypka nie jest tak rozległa.

  7. Moj syn przeszedl tę chorobę. Chciałam dodać, że mozliwe są (on tak miał) silne bóle stawów. I to jest okropne. Dziecko cierpi.

  8. Klaudia, paka, Agnieszka – chodzi mi dokładnie o rumień zakaźny, po duńsku nazywane „lusssingesyge” albo „den femte boernesygdom”, czyli choroba piątego dziecka (może inna nazwa to rumień bostoński, nie mam pojęcia). Tutaj cytacik z duńskiej wikipedii, który potwierdził mój duński lekarz: „Gravide skal også være opmærksomme på sygdommen, da den kan overføres til fosteret og i værste fald medføre abort.” Tłumaczenie moje: „Cieżarne również powinny zwracać baczną uwagę na objawy choroby, ponieważ może dojść do zarażenia płodu i w najgorszym wypadku poronienia”. Oczywiście jeżeli ktoś nie ufa mojemu tłumaczeniu, można skorzystać z google translate :)

    Nie chcę siać paniki, po prostu ostrzegam w myśl zasady „przezorny zawsze ubezpieczony” :)

  9. moja ksieżniczka zmieniła sie w motyla jak wyskoczył jej na twarzy ten rumień, ale nie ma strachu mocno smarowac kremami, mocna natłuszczac całe ciało i szybko ucieka, najgorzej jest na wieczór strasznie jej wysadza na policzki

  10. Choroba bostonska a rumien to dwie rozne choroby. Rumien jest nazywany PIATA CHOROBA (nie choroba piatego dziecka) bo jest piata choroba z wysypka, ktora przechodza dzieci. U mojej corki rumien pojawil sie na posladkach, potem wszedl na cale cialo, nie bylo czerwonych polikow. Ja jestem w ciazy, ale na szczescie nie zachorowalam, tak samo jak pozostale moje dzieci nie zlapaly. Najgorsze ze corce wychodza guzy na stopkach, najpierw takie czerwone jakby kulki pod skora, potem w srodku robia sie sine a naokolo bordowe I sa twarde, az w koncu znikaja, ale jak sa to corka nie moze chodzic. Wysypka na calym ciele juz jest I trwa juz 3 tygodnie, a konca jakby nie widac, jak juz zejdzie I myslimy, ze to koniec, to pojawia sie znow. Gdzies wyczytalam, ze I 8 tygodni moze tak sie pojawiac. Ale zupelnie czysta na skorze corka jeszcze nie byla. A zaraza dziecko jak wysypki jeszcze nie ma I dwa-trzy dni pierwsze wysypki, potem juz nie.
    A co do szpitala, to chyba zalezy jaki jest szpital. Ja bylam z dzieckiem 2 razy I nie musialam placic, dwa rozne szpitale, warunki tez rozne, ale ogolnie opieka dobra, a pielegniarki byly bardzo mile.