Na Teutatesa, w pojedynku Biedrona – Lidl już jest milion do zera dla Lidla. Poczynając od tego, że – cytując Neo-nówkę:

– Niemożliwe!

– Niemożliwe to jest zapłacić kartą w Biedronce.

W Lidlu można spotkać zarówno niemożebny badziew i totalny bezsens, jak i rzeczy cudowne. W dziedzinie bezsensu mamy na przykład to:

Lub to:

Do dziedziny cudowności ostatnio doszusowały damskie eleganckie koszule non-iron, czyli takie, które nie wymagają prasowania. Z pewną taką nieśmiałością kupiłam jedną. Bo wiadomo, mierzyć bez wzbudzania powszechnej sensacji się nie da. Kupujesz na czuja. Wyskoczyłam z kaski, zaryzykowałam, poszłam w nowej bluzce do roboty i… zaliczyłam nirwanę.

Fota z lidl.pl

Szał, dziki szał! Koszula z Lidla bije na głowę swoje odpowiedniki z H&M i C&A. Świetnie się nosi, jest przewiewna, znakomicie się układa. Rozmiar 40 to rzeczywiście rozmiar 40 a nie 44 albo 36. I najważniejsze – faktycznie nie trzeba jej prasować! Po praniu wystarczy rozwiesić na wieszaku i wio, wyprostuje się sama! O niebiosa! Jakbym umiała śpiewać, tobym jakąś arię zapodała. Nienawidzę prasowania co najmniej tak jak wypełniania rocznego zeznania PIT. Mam traumę i dla odmiany nigdy nie mam odpowiedniej ilości czasu.

Po przyjściu z roboty cwałem pognałam do Lidla i dokupiłam jeszcze dwie. Cena? 44 zł za sztukę, czyli zupełnie przyzwoicie. Bluzki są świetne, z czystym sumieniem to mówię i gorąco polecam.

Notka przeniesiona z mojego drugiego bloga „My, babki”.

5 KOMENTARZE