Ale przecież wszystko było OK…

14
1454

Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły – pisał klasyk. Czyli że wszystko w porządku było, zajączek wielce kochan był, w znakomitych relacjach społecznych, ale stało się, jak się stało. Tak mi się to właśnie (może głupawo, nie przeczę) skojarzyło, kiedy usłyszałam telewizoryjny nius. A nius mówił ni mniej, ni więcej, tylko to, że do szpitala matka przywiozła chłopaka, sześciolatka. Sześciolatek o wzroście 90 cm ważył 6 kg. Czyli tyle mniej więcej co moje bliźniaczki, kiedy miały 8 miesięcy. Chłopak był już martwy. Lekarze w szpitalu złapali się za głowy i – jak stwierdzał ordynator oddziału, który chłopaka badał – przeżyli wielką traumę. Mają nadzieję, że nigdy więcej nie będą czegoś takiego oglądać. Sześciolatek cierpiał na porażenie mózgowe w jego ciężkiej postaci. Ale nie z tego powodu zmarł. Przyczyną śmierci była śmierć głodowa.

Lekarze zawiadomili prokuraturę (normalna procedura, trudno się dziwić) i sobie tylko znanym sposobem dowiedziały się media. Rozpętało się piekło. Tabun dziennikarzy rzucił się oczywiście tam, gdzie matka mieszkała (rzecz jasna wiedzieli, gdzie to jest, bo przecież coś takiego jak ochrona danych osobowych, tajemnica lekarska czy bajery w tym guście to przeżytek). Matka ze łzami w oczach zapewniała, że przecież żywiła i wszystko miał, bo skoro dwójkę innych karmiła, to jego miałaby nie karmić?

Media oczywiście nie kupiły tej gadki. I tak można by zostawić tę sprawę, i byłoby najprościej. Tylko jakby przyjrzeć się bliżej, to już nie jest tak czarno-biało. Kuratora rodzina miała? Miała. I na dodatek prawidłowo wykonywał swoje obowiązki, o żadnym zaniedbaniu nie może być mowy. Widywał się z rodziną, widywał dziecko, wszystko było w porządku. Matka chowała dzieciaka przed światem? A w życiu! Jak sama mówi, chodziła z nim regularnie do lekarza do swojej przychodni. Tam syn był badany i ważony. Nigdy nikt jej niczego nie powiedział, nikt nie mówił, że coś jest nie tak. Ona więc myślała, że wszystko w porządku. Dopiero podczas ostatniej wizyty lekarka kazała brać samochód i natychmiast jechać do szpitala. Babcia chłopaka się dziwi, że nie wezwano karetki.

Pozostawiam na marginesie kwestię, gdzie była zwykła kobieca intuicja matki i dlaczego nie zapaliła jej się czerwona lampka. Ja się pytam, dlaczego czerwona lampka nie płonęła lekarce w przychodni? Przecież tak nagle w ciągu tygodnia do wycieńczenia nie doszło, proces musiał być rozciągnięty w czasie. Fakt, dzieci z ciężkim porażeniem mózgowym, które wymagają stałej opieki i nie potrafią same się odżywiać, karmić nie jest prosto i nawet nie chcę sobie wyobrażać, ile wysiłku musi codziennie zaangażować rodzic. Takie dzieci z zasady ważą mniej niż rówieśnicy – jak podano w wiadomości – ale, na miłość boską, są pewne granice.

Jak to jest, że kurator nie ma sobie nic do zarzucenia, lekarz regularnie widywał dzieciaka, matka nie uważała, że coś jest nie tak, skoro jej lekarz nie powiedział, a chłopak zmarł z głodu? Wszystko mi opada.

Zdjęcie z pixabay.com

14 KOMENTARZE

    • wystąpie jako adwokat diabła. mam w rodzinie bliźniaki z porażeniem. i wiem jak ciężko takie dzieci przyswajają pokarmy, jak ciężko o zwiększenie wagi. najgorsze jest, że media już wydały wyrok. bo coś mi się zdaję, że kuratorowi, lekarzowi prowadzącemu, opiece przedszkolnej się „upiecze” a cała wina spocznie na rodzicach. nie twierdzę, że są bez winy, ale każdy dołyżył cegiełkę. a ponieważ odpowiedzialność zbiorowa nie istnieje…

      • Dokładnie o to mi chodziło – każdy dołożył cegiełkę. Poza tym bulwersuje mnie fakt, że media poleciały prosto do domu tej matki. Gdzie ochrona danych osobowych, ja się pytam? Przecież ktoś ze szpitala musiał ten adres po prostu „sprzedać” mediom. Po cholerę?

        • Krusz, no takie niusy się sprzedają (ktoś za nie płaci), bo ktoś miał w tym interes. czytam o sprawie, i nie jest absolutnie jednoznaczna. a tytuły: matka zagłodziła sprzedają się świetnie. dziecko relatywnie niedawno ważyło 9kg, szybki ubytek wagi może świadczyć o zaniku mięśni i co lekarzy to nie zaniepokoiło? opada wszystko.

  1. To dziecko było dla wszystkich ciężarem, chcieli się go pozbyć, wszyscy, rodzina, bo to jak piszesz, niewyobrażalny codzienny trud i urzędnicy, bo to jeden problem z głowy mniej, no i lekarze, bo to tez o jeden problematyczny przypadek mniej. Opieka nad takim dzieckiem wymaga olbrzymiego zaangazowania wielu ludzi, wielu ludzi postanowiło zaangazować sie w sposób minimalny, co doprowadziło własnie to tak tragicznego finału. Teraz każdy odetchnie swobodnie, odpadł obowiązek, procedury zachowane, nikt nie ma sobie nic do zarzucenia.

  2. A ja sobie tak myślę, że ta rodzina nie miała wsparcia i dlatego też różnie mogła opiekę nad tym dzieckiem zinterpretować. Może faktycznie synek był dla nich ciężarem, w końcu nie każdy jest i musi być „światowy” i szukać pomocy wszędzie, nawet tam gdzie jej nie ma. Nie każdy ma w sobie tyle sił, żeby walczyć, ponieważ opieka nad takim dzieckiem to codzienna walka ze sobą, z bezdusznością i obojętnością państwa, które, no nie oszukujmy się – nie pomaga takim rodzinom. Wyznacza co najwyżej jakiegoś urzędasa – niby kuratora, który nie zauważył, że dziecko ma aż taką niedowagę. Przykra bardzo to jest historia, ale też jest jeszcze bardziej smutna z tego powodu, że niektórzy zostają całkowicie sami z podobnym problemem. Jest to jeden nagłośniony przypadek z wielu o których nie mamy pojęcia. Szkoda małego człowieka ;(

  3. W tv mówili w dodatku, że to dziecko chodziło do przedszkola!!! I nikt w przedszkolu nie zauważył, że dziecko jest głodzone???

    • Nie sądzę, żeby to było prawdą, media same siebie przechodzą. Nie wiem, jakim cudem dziecko z tak silną niepełnosprawnością mogło chodzić do przedszkola. Nawet w integracyjnym byłby to problem.

      • Zdarzaja sie ośrodki dziennego pobytu dla dzieci z MPD, dzieciom sie wtedy mówi, że chodza do przedszkola. Miałam w takim praktyki. Tyle, że w nim nie pracuja nauczycielki wychowania przedszkolnego, ale sztab pielęgniarek , pielęgniarzy, psychologów oraz rehabilitantów. Więc mało prawdopowodne, żeby nie spostrzagli stanu dziecka. Chyba, , że był to beznadziejny ośrodek.

        • Sorry, pomyliło i się, to nie ośrodki dziennego pobytu, tylko dzienne ośrodki rehabilitacji. Tak przynajmniej nazywał sie ten, w którym bylam. Dzieci miały tam zajęcia jakby przedszkolne, a poza tym rehabilitację. Choc wrażenia stamtąd miałam niezbyt…

  4. Masakra, jak słyszę takie historie przez kilka dni chodzę jak zbity pies i mam łzy w oczach. Jak można? Może dlatego że sama długo czekałam na swoje skarby teraz nie jestem w stanie pojąć okrucieństwa w stosunku do dzieci 🙁

  5. O rety… 6 kg moja druga córka osiągnie za około miesiąc… a dziś kończy 8 tydzień życia..Jak dziecko sześcioletnie, w cywilizowanym kraju z powszechnym (poniekąd) dostępem do służby zdrowia może być zagłodzone niczym afrykańska sierota z kraju objętego wojną domową? Bo gdy myślimy o śmierci głowowej dziecka, to raczej tamte rejony świata przychodzą nam na myśl, prawda? Małe Murzyniątka ze wzdętymi brzuszkami…

  6. Słyszałam niestety o tej historii i najbardziej dziwię się tym lekarzom. No bo skoro dziecko było badane i WAŻONE, to jakoś nie mogę uwierzyć, że wszystko im się wydawało ok. Ja rozumiem, że te dzieci są mniejsze, ale kurdę, mój syn tyle ważył, jak miał pół roku albo i mniej. Przerażające, że nikogo w tej przychodni to nie zastanowiło.
    Sama znam przypadek wycieńczonego z głodu 3-tygodniowego dziecka (było to wynikiem bardzo ciężkiej depresji poporodowej matki), ale w tamtym przypadku stanowczo zareagował właśnie pediatra.

  7. Co do „przedszkola” to była mowa o jakiejś placówce przedszkolem nazwanej i o rehabilitacji. I napisali, że dyrektorka tejże placówki poinformowała sąd rodzinny i ośrodek pomocy społecznej o zaistniałym fakccie, i że w takim stanie, w jakim jest dziecko, rehabilitanci nie podejmą się pracy z nim.
    Ile w tych wszystkich niusachprawdy nie wiem. W każdym razie po raz kolejny mamy przypadek, że dochodzi do tragedii a nikt nie ma sobie nic do zarzucenia. Wszyscy swoje role wypełniali jak należy, nikt niczego niepokojącego nie zauważył, a dziecko zmarło. Za to media już wydały osąd, że dziecko było rodzicom potrzebne do pobierania zasiłku…. Szkoda słów.
    Oglądałam w tv materiał o tragedii jakich ostatnio wiele – rodzice alkoholicy, kilkumiesięczne niemowlę umiera. Wcześniej choruje, ale rodzice nie wzywają pomocy, a kiedy się na to decydują jest już za późno. Wypowiada się ratownik medyczny o reakcji matki na fakt (a raczej o jej obojętności), wypowiadają się sąsiedzi i wieszają psy na rodzinie, wypowiadają się panie z opieki społecznej, które miały sprawować opiekę nad rodziną. One nic nie widziały, wszystko było ok, okolica ogólnie patologiczna, ale nie zauważyły nic złego. Przy czym wizyty odbywały się wg scheamtu, w każdy wtorek między 11 a 12, więc nawet skrajna patologia może na godzinę się „przyszykować”. Poza tym one (panie z MOPSU) mogą tylko wskazywać właściwą drogę, nie mogą nic zmienić jak rodzina nie chce (ciekawe….). A poza tym skoro w domu był alkohol i sąsiedzi wiedzieli, to przecież mogli im powiedzieć.
    A jak dziennikarz zapytał sąsiadów, czemu nie reagowali i nie informowali kogo trzeba to usłyszał, że przecież skoro MOPS przychodził, to chyba wiedział? Tylko jedna powiedziała, że bała się o swoje dzieci, bo nie wiedziała, jak się rodzice zachowają, jeśli wyjdzie na jaw, że od niej coś wypłynęło.
    Takich tragicznych sytuacji jest wiele, winnych zwykle nie ma.
    A ja się tylko zastanawiam nad sensem istnienia kuratorów i pracowników socjalnych, skoro jak twierdzą „nic nie mogą” albo „nic nie widzą”…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here