Bella strona życia

1
4302

Swego czasu wynajmowaliśmy kawalerę w niezwykle atrakcyjnej części Wrocławia. Żadne tam splendory, wyższe sfery i tego typu bajery. Bardziej chodziło o to, że w najbliższej okolicy miałam do dyspozycji targowiska dwa, biedronkę, halę handlową, pierdyliard małych butików, z których połowa była kosmetyczna, a połowa z ciuchami. Dzieci wtedy nie miałam, nawet żoną stateczną nie byłam, po pracy zamiast więc wracać przyzwoicie do domu, ja zupełnie nieprzyzwoicie wtykałam nos tu, a łapę tam. Zupełnie jak Kubuś Puchatek.

Pewnego razu wepchnęłam nos do mikro-drogeryjki i kupiłam podkład Bell. I to był jeden z moich większych błędów życiowych. Potworne uczulenie, jakiego po nim dostałam, nie da się porównać z niczym. Być może trafiłam na wadliwą serię, a może sam podkład był niewłaściwie przetrzymywany i przeterminowany – nie wiem. Poprzysięgłam sobie jednak, że nigdy w życiu nie tknę niczego firmy Bell.

Na całe szczęście się złamałam. Gdybym się nie złamała (a podobno tylko krowa nie zmienia zdania), nigdy bym nie poznała świetnego pudru w kamieniu (matujący), zupełnie fajnego różu (zdecydowanie za rzadko używam, muszę się poprawić) i znakomitej szminki. No i o szmince dzisiaj.

Zdjęcie z zeberka.pl

Szminka właśnie z tej serii, czyli Glam & Sexy (swoją drogą okropnie wieśniacka nazwa), jest po prostu znakomita. To połączenie błyszczyka i pomadki. Nie ma co liczyć na trwałość, ona nie ma być trwała. Ona ma porządnie nawilżać. I dokładnie to robi. Kapitalnie rozprowadza się na ustach, świetnie nawilża, znakomicie wygląda. Kolor jest półprzejrzysty, odcienie perłowe, ale nie nachalne oczojebnym brokatem, ale po prostu perłowe. Miut. Mniut, malina i ciasteczka pralinkowe.

Bell tak w ogóle zbiera ode mnie wielkie oklaski za mnogość odcieni pomadek.

To już inna seria, ale nieważne. I tak chciałabym mieć wszystkie. Nieważne, że pasują tylko niektóre, żądza posiadania robi swoje 😉

Benowo bardo przyswoicie, bardzo. Jakieś 12 zł, z tego co sobie przypominam, to o serii Glam & Sexy, natomiast „klasyka gatunku” chodzi po około 10 zł. Do eksperymentów kolorystycznych – znakomite. Miałam dwie szminki z serii Glam & Sexy i obydwie zużyłam do zera. A sami przyznacie, że u szminek rzadko się to zdarza.

Post przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here