Kidprotect, czyli co zrobić, żeby zaszkodzić wszystkim możliwym fundacjom.

10
1509

Wieeeeeele już powiedziano na temat afery z fundacją Kidprotect zajmującą się (to może kiepskie słowo) działaniami związanymi z ochroną dzieci przed atakami pedofili. Cel szczytny. Kto zaprzeczy, temu w papę. Z wykonaniem było nieco gorzej. Okazuje się bowiem, że prezes fundacji, Jakub Śpiewak przepierniczył, grzecznie mówiąc, pieniądze na cele mało z ochroną dzieci związane, czyli na ekskluzywne wakacje, firmowe szmatki i tego typu duperele. Ciekawa sprawa, że dopiero teraz to wszystko wylazło i nikt we władzach fundacji nie wiedział, że coś zaczyna śmierdzieć (a przecież ryba psuje się od głowy). Świetnie skomentowała to Kaja Szwarc, autorka blogu Krótką Serią (klik, klik, klik). Nie będę jej podbierać wielce trafnych spostrzeżeń, ale chciałam zwrócić uwagę na nieco inny aspekt całej sprawy.

Fundacja Kidprotect to jedna z organizacji pożytku publicznego, na które możemy przekazywać 1% podatku. Organizacji jest cała masa i na cele zbierają tak różniste, że każdy coś dla siebie znajdzie, od schroniska dla starych koni po nie wiem już co, w każdym razie coś zupełnie innego. Zaprawdę godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne jest odpalać ten jeden procent i pomagać innym. Sama tak robię i nie wyobrażam sobie złożenia zeznania podatkowego bez określenia odbiorcy grosiwa.

Cała sprawa Kidprotect rzuciła jednak na owe organizacje bardzo złe światło. I niestety wszystkim dostało się rykoszetem. Jaką mamy bowiem gwarancję, zastanawia się statystyczny Kowalski, że jeden procent, który przekazuję (mimo że nie dokładam do interesu, bo ten podatek JUŻ ZOSTAŁ zapłacony, a tylko państwo z tego tortu odkrawa kawałeczek i przekłada na inny talerzyk), nie zużyje w celach kompletnie niefundacyjnych? Ja tutaj pracowicie wybieram beneficjenta, rozważam, czy bezdomne zwierzęta, czy bank dawców szpiku, a nie wiem, co się dalej dzieje z moim pieniędzmi i czy na pewno trafiają one do tych, do których trafić powinny? Okropna sprawa, wielki smród, który trudno będzie usunąć. Zwłaszcza teraz, kiedy wszyscy jesteśmy w fazie (a przynajmniej zaczynamy) rozliczania się z US.

A tak poza tym wyczyn Śpiewaka był po ludzku mówiąc podły. Ja bym na to nie wpadła.

10 KOMENTARZE

  1. ja tak zupełnie nie na temat, ale miło mi tu znowu trafić do ciebie i cię znowu poczytać, szkoda że zniknęłaś z blipa
    lisia/miwla

  2. względem tego „ja bym na to nie wpadła”- i dlatego kochana Krusz my będziem zapieprzać do uśmiechniętej śmierci na życie bez ekscesów 😉 Ale przynajmniej człowiek jest w stanie sobie co rano makijaż zrobić bez zbędnej przykrości.

  3. ja tak zupełnie nie na temat, ale dobrze tu znowu do ciebie trafić i cię poczytać. szkoda, że zniknełaś z blipa.

    lisia/miwla

  4. Kurrr…. nie dodał się komentarz.
    Pisałam, że mnie ta akcja nie zraziła, bo jak ktoś chce to takich fundacji rozliczenia finansowe są ogólnodostępne i można do nich zajrzeć. A ja zawsze oddaję 1% dziecku w potrzebie, i to zawsze dziecku które znam, bo wiem jaka jest sytuacja na prawdę i choć tak mogę pomóc. W tym roku małemu Kubusiowi, którego poznałam będąc z mym synem w szpitalu.

  5. Ten 1% zawsze można dać na jakieś konkretne dziecko. Jak się rozejrzeć, to okazuje się, że wśród bliższych i dalszych znajomych zawsze jest ktoś, kto potrzebuje pieniędzy na chore dziecko i nie wyda ich na siebie.

    • To prawda i sama tak robię, ale nawet pieniążki dla konkretnych dzieci najczęściej przechodzą przez fundacje. Przynajmniej tak jest w znanych mi przypadkach. Po prostu dodatkowo wpisujesz, że to jest dla takiej a takiej osoby.

      • wiele zalezy od fundacji. Teraz przez osobistą sytuację moich znajomych troszkę tamat liznęłam, są fundacje, które potrafią na cele własne zabrac nawet 15% środków, tylko za przekazanie konta. Są tez takie, które z imiennego konta dziecka nie biorą ni grosza. Te na ogoł mają dość gęste sito i nie kazdy może przez nie zbierać.

  6. I dlatego zawsze przekazuje mój 1% na rzecz organizacji, co do której mam bezgraniczne zaufanie. Może jestem świnią, ale akcje internetowe i inną drogą typu „pomóżmy Marcinkowi” traktuję z pewną dawką nieufności. Ulicznych kwestorów (tak to sie odmienia???) tez mijam nawet jeśli maja identyfikator (to nic trudnego sobie taki zrobić).
    Za to staram sie pomóc tam, gdzie wiem, że to trafi do adresata, lub że w danej organizacji poczeka na niego, a nie na wakacje organizatorów.
    Nie da sie pomóc wszystkim, o których się slyszało, więc pomagam tam, gdzie jestem pewna.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here