„Starsza pani musi zniknąć” to, o ile się nie mylę, tytuł takiego zupełnie fajnego filmiku z Benem Stillerem (czy jak on się tam). Starsza pani, upierdliwa lokatorka była bardzo niemiło widziana z racji swojej upierdliwości i cudownej umiejętności generowania przeróżnych kataklizmów. Parafrazując tytuł, mogę powiedzieć, że starsza pani musi nadejść. Kiedyś. Kiedyś niechybnie nadejdzie ten dzień, kiedy stanę przed lustrem i powiem sobie: „Krusz, do diabła, jesteś już stara”. To znaczy dobra, ja tak sobie na okrągło mówię, ale w głębi ducha czuję się młoda i jakbym miała te dziesięć lat mniej, to takie bajery bym zmalowała, że ho, ho! Tak czy inaczej duch ewidentnie nie nadąża za ciałem, które steruje w kierunku równi pochyłej.

Właśnie z okazji tej równi pochyłej, która się zaznacza zmarszczkami, zainwestowałam w krem pod oczy. Dla skóry dojrzałej. A co się będę! Taki o:

Ziaja jaśmin w kremie dla stojących jedną nogą na tamtym świecie. Tak na dobrą sprawę powinnam stosować kosmetyki 35+, ale po pierwsze kosmetyk to nie lek. Poza uczuleniem nie wywołuje reakcji ubocznych. A po drugie potrzebowałam broni masowego rażenia, ponieważ… nie wierzę w działanie kosmetyku takie, jakie się reklamuje.

Krem Ziai „Jaśmin pod oczy i na powieki” sprawdza się, wystawcie sobie, zachwycająco. Zupełnie dobrze nawilża, świetnie się wchłania, jest tani jak barszcz (12 zł), ale najlepszy bajer jest taki, jak głosi informacja na dole opakowania: aktywność tonująco-korygująca. Krem nie jest bezbarwny, jest beżowy i służy również maskowaniu cieni pod oczami. Jak sobie z tym radzi? Zupełnie przyzwoicie. Nie zatamuje wszystkiego, ale wyraźnie poprawia wygląd. Tego się nie spodziewałam, ogromna zaleta, bo nie zbryla się przy okazji w zmarszczkach.

Kolejna rzecz – jest niesamowicie delikatny. Mnie ciężko zadowolić, jeśli chodzi o kremy pod oczy, bo zazwyczaj coś mnie szczypie, piecze, łzy lecą z oczu, łzawię i momentalnie cały makijaż trafia szlag.

Jestem zaskoczona. Totalnie zaskoczona. Do tej pory z produktów Ziai zrobił mi dobrze krem pietruszkowy pod oczy oraz oraz krem do rąk „Kozie mleko”. Tymczasem okazuje się, że seria dla pięćdziesiątek wcale nie odstaje w tyle.

Post przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

2 KOMENTARZE

  1. Toś pojechała z tym 50+ 🙂 Ale recenzja brzmi całkiem dobrze. Wprawdzie ja się Ziai troszkę boję, z racji straszliwego uczulenia na ich (skąd inąd baaardzo fajne) masło do ciała, ale może nie wszystko z tej firmy musi tak na mnie działać. Swoją drogą, moja koleżanka z alergią na bardzo wiele kosmetyków używa Ziai – również nieszczęsnego masła – bez żadnych przeszkód.
    Za taką kaskę zawsze mogę kupić, spróbować i w razie czego oddać mamie.

    • Z Ziają to właśnie tak różnie jest. Jedne rzeczy są dla mnie nie do przejścia – pieką, nic nie robią (np. ich płyn do demakijażu oczy, ten jednofazowy to rozpacz). Inne – cud miód i orzeszki. Ten krem sprawdza się jak na razie znakomicie, sama jestem zdziwiona.