baner

Jezusicku, poszedł człowiek do roboty, wrócił, a tu papieża wybrali! Nie mogę o tym nie wspomnieć, bo to pierwsze konklawe od czasu istnienia tego blogu, jaram się więc wielce i trzymam kciuki za Franciszka I. Wrażenie na mnie zrobił, sympatyczny się wydaje, prosty, pokorny i otwarty na ludzi. Jego zdrowie! 😉

Ad rem, ad rem, ad rem, bo temacik inny drastycznie. Karafka do mię napisała, wystawcie sobie, i podesłała recenzję czegoś, o istnieniu czego nie miałam pojęcia. To olejek myjący dla dzieci na ciemieniuchę od firmy Ziaja. Z ciemieniuchą mieli do czynienia? Ja miałam. Poradziłam sobie (można sobie poczytać tutaj), ale nie wiedziałam wówczas o istnieniu tego specyfiku ze stajni Ziai. Gdybym wiedziała, z pewnością chciałabym go wypróbować. Jak można wnioskować ze słów Karafki, wybór byłby trafny. Oddaję Karafce głos, robimy kawusię i czytamy*

ZIAJKA kremowy olejek myjący dla dzieci na ciemieniuchę, hypoalergiczny, powyżej 1 miesiąca życia

ziaja-ciemieniucha

Zdjęcie przysłała Karafka

Objawienie! Gęste, długie, żyjące własnym życiem włosiska mojej czteromiesięcznej pociechy poskromione! A wraz z nimi ciemieniucha, z którą w tym gąszczu walka była niełatwa. Stosujemy od 2 miesięcy (pierwsze opakowanie i jeszcze jest) a efekt stały i zadowalający. Włosy miękkie, błyszczące i nie tłuste, a babcie zachwycają się ich zapachem 🙂

Opis producenta w większości prawdziwy:

  • delikatnie natłuszcza i łagodnie myje: TAK, natłuszcza nie przetłuszcza
  • redukuje szorstkość, suchość i nadmierne łuszczenie: 3xTAK; uratował główkę po mixie oliwka na ciemieniuchę+szampon Nivea = tłuste włoski, sucha głowa
  • przynosi ulgę podrażnionej skórze: nie wiem, nie testowany na podrażnionej
  • efekt miękkiej i gładkiej skóry: TAK; tzw. pupcia niemowlaka (testowane na ciele podczas akcji ‚Pod kran generale! Kupa opuściła pieluchę i podążyła w plecy!’)
  • tworzy kremową aksamitną pianę: NIE, choć w sumie po olejku myjącym tego nie oczekiwałam. Owszem pieni się w rękach i na ciele, ale na włoskach prawie wcale.

Coś od siebie? Bardzo przyjemnie pachnie, jest wydajny i ma pompkę 🙂 I kosztuje 7 zł 😀

Podsumowanie:
Producent: Ziaja Ltd
Nazwa: ZIAJKA kremowy olejek myjący dla dzieci na ciemieniuchę, hypoalergiczny, powyżej 1 miesiąca życia
Ocena w skali od 1 do 6: -6, mały minus za brak piany

*oczywiście, że jest 21.00, kawa jest dobra o każdej porze, słowo nałogowca 😉

13 KOMENTARZE

  1. Polecam odwiedzić sklep „Ziaja dla Ciebie” (we Wrocku na Skargi 20 i na Pomorskiej 55). To jest pierwszy sklep, gdzie mogłam obejrzeć wszystkie kosmetyki Ziaji. Mają wszystko – wszystkie serie jakie Ziaja produkuje. 🙂

  2. No patrz,Kruszyzna. Mam identyczne odczucia, jesli chodzi o nowego papieża 🙂 W sumie krótko go znam :-), ale jakis taki sympatyczny się wydaje:-) I w ogóle nie wygląda na swoje 76 lat, powiedziałabym – dziarski staruszek, gdybym nie bała się obrazić Jego Świątobliwości 🙂 A jesli chodzi o olejek – popróbujem, czemu nie? Młody ponad dwa lata, a ciągle zmagamy się z ciemieniuchą…

  3. Można również kupić ciekłą parafinę – taniej i także skutecznie 😉 Gdyby nie udało mi się pozbyć ciemienuchy (odpukać) pewnie chętnie wypróbowałabym ten specyfik.

  4. Jeszcze tego nie próbowaliśmy, chociaż inne kosmetyki z Ziaji są super, tak dla małego, jak u dla mnie (super krem na brzuch przeciw rozstępom w ciąży i po porodzie!). My mieliśmy taki sam problem, bo włosięta Matiego gęste, że wiele żeli i mazi na ciemieniuchę po prostu nie było w stanie się przez nie przebić do skóry głowy, a oliwka pomagała na chwilę. U nas zaskutkował Nizoral (lekarz doradził powyżej 4 miesiąca) i jak na razie minął miesiąc,a problem na szczęście nie powraca

  5. Zmagałam się z ciemieniuchą u mojego synka dłuuuugo ( parę dobrych miesięcy). Próbowałam różne specyfiki zaczynając od zwykłej oliwki poprzez kremy nawilżające, ziajkę czy olejuszkę ze Skarbu Matki – nic nie pomagało aż trafiłam na nową pediatrę, która miała w swoim gabinecie próbki Emolium – żelu zmiękczającego ciemieniuchę. Dostałam 5 próbek, wykorzystałam tylko 3 – wystarczyło tylko 3 razy użyć i zeszło jak ręką odjął, także polecam. Wiem, że nie należy do tanich – ale warto.

  6. Ciemieniuchę usuwałam mechanicznie – zdrapywałam paznokciem znaczy się. Po trochu, stopniowo, nic na siłę i podziałało.

  7. my sobie poradziliśmy z ciemieniuchą sposobem linomag i czapka na 30 minut przed kąpielą, i w zasadzie zeszło tak szybko że niektórzy myśleli że mój synek w ogóle jej nie miał

  8. Mój 5-miesięczny synio ma już na głowie istną strzechę i przez to ciężko się nam z ciemieniuchą walczyło, oj ciężko. Oliwka była za słaba. Wypróbowałam Linomag i faktycznie lepiej, ale istnym hitem okazał się krem na brodawki dla kobiet karmiących z Rossmanna (nie wiem, czy go nie wycofali, bo go dawno nie widziałam, a sama kupiłam go jeszcze w zeszłym roku i tak przeleżał w szufladzie). Krem jest na czystej lanolinie, posmarowałam młodemu główkę, potrzymałam parę godzin, przeczesałam porządnie, żeby skorupę ruszyło… a potem wystarczyło umyć główkę – ciemieniucha odpadała sama, płatami. Zostały już tylko nędzne jej resztki, ale teraz to już gada bez problemu zwalczymy 🙂

  9. tym cusiem do mycia jestem zachwycona- ciemieniucha znika, dziecko pachnie, jest czyściutkie i fakt- piany nie zaobserwowałam…. Ale cena jest tak rewelacyjna, że wybaczam. Dla mnie super- sama sobie włochy tym czymś też kiedyś już myłam (wyjazd i matka zapomniała o kosmetykach swoich- jak zwykle zabrała tylko dzieciowe) i było dobrze, nawet ułożyć na szczotce się dały i jakoś wyglądały 🙂

  10. U mojego synka , prawie dwuletniego , znowu pojawiła się w 2 miejscach na główce ciemieniucha. Wcześniej korzystałam z olejuszki Skarbu Matki,w aptece nie było, więc na próbę kupiłam ten olejek. Jak dla mnie- R-E-W-E-L-A-C-J-A! Świetnie się pieni, pięknie pachnie, a po tygodniu stosowania nie ma śladu po brzydkich łuskach na główce synka. Polecam koleżankom i siostrze, która spodziewa się pierwszego dziecka:-)

  11. Cieszyłam się że nie mamy ciemieniuchy do czasu aż po czteromiesięcznym żywocie mej córy okazało się że w gąszczu dosyć gęstych włosów jednak się nam objawiła. A że byłam na blogu i czytałam o Ziajce (firmę tą lubię i cenię :P) to czym prędzej zakupiłam 🙂 Okazało się że z każdą kąpielą łusek na łepetynce jest coraz mniej postanowiłam więc zgodnie z instrukcją używać Ziajki również do ciała malucha ażeby mi nie stała bezczynnie na i tak wiecznie za małej półce w łazience. Walczyłyśmy z alergią kontaktową (prawdopodobnie po ręcznym praniu i nie do końca wypłukanym płynie), dostałyśmy nawet od pediatry syrop i maść po której zmiany alergiczne miały zniknąć po 3 dniach. Lałam ten syrop tydzień i twardo smarowałam i guzik! O dziwo suche łuszczące się plamy na ciele mojej małej zaczęły znikać już po pierwszej kąpieli w Ziajce, mimo że zawsze używałyśmy emolientów! Po trzeciej nie było śladu! Ubóstwiam!!! A zapachem włosków zachwycają się babcie 🙂