No nie, tak lekko to nie będzie. Jak ma być o kremach, to będzie o kremach, aż nam się zrobi roztwór przecycony i wytrąci się to i owo. Inaczej mówiąc, aż nam uszami wyjdzie. W ilości nadmiernej nawet tort malinowy z bitą śmietaną już nie wchodzi. Dobra, to teraz, kiedy was już odpowiednio przygotowałam psychicznie, możemy kontynuować o tym, co miało być tematem od samego początku, czyli… o kremach.

W poprzedniej notce dokonałam wiwisekcji na Bielendzie, dzisiaj przyszła kryska na Matyska, a właściwie nie na Matyska, a na Sorayę, Eveline i Oceanic z jego sztandarową marką AA. Cały czas obracamy się w rejonie produktów dla skóry tłustej i mieszanej, taką bowiem posiadam. Skóra tłusta wbrew pozorom także potrzebuje nawilżenia, bo bywa… przesuszona. Tak, to brzmi idiotycznie, rzecz jednak w tym, że taka skóra, owszem, produkuje sebum (czy jak to się fachowo zowie) w ilości gargantuicznej i to nas może zmylić, ale jednocześnie bywa bardzo wrażliwa, z racji chociażby takiej, że traktujemy ją rozmaitymi specyfikami matującymi, kryjącymi i ogólnie wszystkim, po czym będziemy wyglądać jak człowiek.

Tu dygresyjka. Skórę moją tłustą ostatnimi czasy polubiłam. Co prawda przeżyłam horror, kiedy byłam nastoletnią podfruwajką w wieku mocno randkowym, z racji potwornego trądzika, cierpię nadal, gdyż wielkością porów zawstydzam kratery na Marsie, ale dociera do mnie, że skóra tłusta wolniej się starzeje. Niezwykle mi podnoszą morale ostatnimi czasy rozmowy z kolegami, którzy to koledzy, tak się akurat złożyło, są o te mniej więcej dziesięć lat młodsi. Jak przychodzi co do czego i mówię, że, wiesz, stary, takie czy inne przedsięwzięcie (zawodowe, nie myślcie sobie 😉 ) jest już nie dla mnie, bo mam 37 lat, to zawsze, ale to ZAWSZE słyszę przepełnione zdumieniem:

– ILE???!!! Wyglądasz na jakieś dwadzieścia osiem!

Lubię moich kolegów 😉 Im więc jestem starsza, tym mniej się na moją tłustą skórę obrażam. Co nie zwalnia mnie z obowiązku dbania o nią, a jednym z elementów tejże dbałości jest konieczność nawilżania. No i wreszcie do tego nawilżania dotarliśmy.

Przegląd otwiera Soraya z kremem witaminowym z witaminą B3 do cery tłustej i mieszanej.

Cechą wspólną zresztą wszystkich trzech kremów jest to, że totalnie nie nadają się pod makijaż, choćby nie wiem, co na nich było napisane. Dla każdej innej cery być może byłyby genialne, ale do cery tłustej są genialne inaczej. Wszystko się zmienia, gdy krem Sorai zastosujemy na noc. Uwielbiam go na noc. Ładnie pachnie, jest delikatny i rzeczywiście nawilża. Skóra ładnie rano wygląda. Trudno powiedzieć, żeby była wypoczęta, ciężko być wypoczętym po pięciu godzinach snu, ale naprawdę jest nieźle.

Eveline bioHyaluron tak długo czekało na dwa zdania o sobie, że aż wyszczerbił się słoiczek.

Eveline zyskuje coraz większą moją sympatię, choć ogólnie jest firmą dość schizofreniczną. Z jednej strony mają zupełnie przyzwoity puder w kamieniu, z drugiej wypuszczają na rynek taką ściemę jak błyszczyk do ust o działaniu odchudzającym. I nie wiesz, człowieku, czy masz do czynienia z hardcore’owym graczem nastawionym na rżnięcie kasy, ile wlezie, czy firmą, która metodą prób i błędów szuka swojej niszy na rynku, starając się zaproponować coś, czego jeszcze nie było. Krem bioHyaluron jest mniej więcej w pół drogi między jednym a drugim. Dość przyzwoicie nawilża, nie powiem. Pod makijaż się nie nadaje, ale ustaliliśmy już, że przy skórze tłustej rzadko co się nadaje, jeśli nie jest totalnie przypałową bombą atomową (rym-cym-cym), ładnie pachnie i ogólnie spełnia swoje działanie, ale żeby obiecywać takie cuda wianki za tę cenę, to albo trzeba mieć potężny tupet, albo po prostu grać va banque. Na dwa uda: uda się albo się nie uda. Tutaj się raczej nie udało, w sensie że obietnice nie zostały spełnione. Jest to więc jeszcze jeden krem nawilżający w całej masie jemu podobnych, który nie oferuje absolutnie nic ponadprzeciętnego lub po prostu innego, by się z tego tłumu wyróżnić. Był, zużyłam, raczej nie wrócę, ale krzywdy nie zrobił i coś tam zdziałał.

Oceanic wypromował na rynku swoją markę AA, która z założenia miała służyć skórze wrażliwej, alergicznej i po prostu specjalnej troski. Oceanic jedzie na jednym wózku z Eveline, jeśli chodzi o tendencję do szpagatu. Absolutnie wspaniały krem pod oczy Aktywny Lifting dla skóry dojrzałej i już legendarny krem matujący z serii pomarańczowej (to nic, że rolowały się na nim wszystkie podkłady, matował jak szatan!) idą do spółki z mocno średnią serią emolientów Ollian (dostępna w aptekach) i kremami nawilżającymi, które nie dość, że nie nawilżają, to jeszcze potrafią… uczulić. AA Ultra Nawilżanie jest gdzieś właśnie po środku.

Bez przesady z tym ultra… Ale dobra, jest OK. Właściwie poza obietnicą kombajnu do zbierania czereśni (ultra…) nie mam się do czego doczepić. Krem faktycznie nawilża, faktycznie odżywia, faktycznie skóra rano wygląda lepiej. Stosuję go tak jak całą resztę wyłącznie na noc i powiedzmy, że pasujemy do siebie. Dobrze mi z nim.

Myślę nad sprawieniem sobie czegoś w stylu tego, co używam pod oczy, czyli torpedy przeznaczonej dla skóry dojrzałej, ponieważ spędzam przed monitorem co najmniej 11-12 godzin dziennie (sic!), a to się musi odbić na urodzie, nie ma opcji. Na dzień będzie więc coś leciutkiego (takie coś leciutkie właśnie stosuję i jestem w szoku, o tym następnym razem), na noc koncentrat odżywczy. I styknie. Z serią AA Technologia Wieku zamierzam zaprzyjaźnić się bliżej. Dobrze rokuje.

Tekst przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

8 KOMENTARZE

  1. Oj, a ja za pomarańczowym AA tęsknię jak szalona! Gdzież on ci, gdzie? Otóż nigdzie, bo żaden inny matujący z AA po zmianie opakowań (i ewidentnie składu) nie matuje nawet w połowie tak pięknie, jak ten pomarańczowy. Akurat jak go używałam to żadnego makijażu nie nosiłam, nie wiem więc nic o jego właściwościach rolujących, a i dziś chętnie zrezygnowałabym z makijażu na rzecz matowania. I dlaczego to se ne vrati?

  2. A ja mam ten Soraya z witamina B, krem ma bardzo przyjemny świeży zapach. Skora po nałożeniu tego kremu nie błyszczy sie i jest ładnie zmatowiona. Mimo, że krem jest tłusty to szybko się wchłania i nie pozostawia oleistej powłoki na skórze. Po kilku dniach stosowania wygląd skory sie poprawił, zaskórniki się zmniejszyły i a pory zwężyly. Ogólnie skora stała sie gładsza.

  3. Ten krem Sorayi jest bardzo fajny 🙂 A z tej serii dla cery tłustej bardzo dobry jest żel do twarzy. Warto wypróbować 😀

  4. Ja polecam krem firmy SORAYA z witamina B3 !

    Ja mam bardzo tłusta skore, bardzo problemowa i zaczęłam używać go 3 tygodnie temu. Juz po paru dniach zobaczyłam efekty- moja skora stała się o wiele mniej problemowa- mniej niespodzianek, nie jest tez az taka tłusta.

    Krem ma do tego przyjemny zapach, super konsystencje ktora fajnie sie rozprowadza no i jest w przystepnej cenie ! Jak dla mnie najlepszy krem do tłustej skory na rynku !

  5. ja tez jestem szczesliwą posiadaczką kremu Soraya z Witamina B3. Moja tlusta skora bardzo polubila ten krem, moze dlatego w pewnej czesci, ze plyn do demakijazu mam taki sam a w komplecie zawsze lepiej jest walczyc z niedoskonałościami cery niz pojedynczym kosmetykiem. Krem juz po kilku dnia od pierwszego zastosowania ładnie wyregulował mi natłuszczenie twarzy, a dokładnie teraz ją nawilżyl a zmniejszyło się swiecenie, ma deliktna kremowa konsystencje, nie lepi sie i nie spływa. wyraźnie poprawia wygląd skóry.

  6. Ja zaopatrzylam sie w krem firmy Soraya, jako ze moja skora jest tlusta i bardzo problematyczna.
    Krem okazal sie naprawde bardzo fajny i odpowiedni dla mojej skory.

    Kosmetyk super sie rozprowadza, szybko wchlania no i mozna powiedziec przywraca harmonie skorze, reguluje poziom natluszczenia ale w zadnym wypadku nie wysusza skory.
    Krem naprawde wart zakupu – kosztuje grosze a jest dosc wydajny no i efekt widoczny juz po kilku uzyciach. Jak dla mnie najlepszy krem dla skory tlustej !

  7. Ja też mam Soraya z witamina B3. Mam tłustą cerę co jak sie okazuje w praktyce na duze plusy, bo taka skóra wolniej sie starzeje i ma mniej zmarszczek 🙂 ale ile sie przy nije trzeba narobić ten tylko wie, kto ma 🙂 Ten kremik jest bardzo przyjemny, szybko sie rozprowadza i nie marze na tlusej buzi, dobrze sie wchłania i reguluje tłustowość skóry. na dzien nie bardzo sie nadaje bo zjechałby razem z podkładem, ale na noc jest super, odzywia i nawilża skórę, powodujeżerano jest wypoczeta i świeża. młodsza też 🙂

  8. Uzywam kremu firmy Soraya i musze powiedziec ze naprawde pozytywnie mnie zaskoczyl. Krem okazal sie byc idealny dla problematycznej skory takiej jak moja. Krem dobrze się rozprowadza, szybko wchłania i idealnie matuje skore. nie wysusza skory, ale sprawia ze ona sama wydziela niej sebum Super efekt 🙂