Ja wiem, że wiszę wam recenzję farby do włosów Joanna, na którą wydałam zawrotną sumę 6 zł i która… Ja dobrze wiem. Szarpnęłam się jednak na najnowszy wynalazek do podkreślania brwi rodem z Avonu, przy czym to nie brwi są rodem z Avonu, a ten wynalazek, wiecie, rozumiecie. Szarpnęłam się i w ramach starej zasady fizyki, że akcja rodzi reakcję, on mną szarpnął.

 

Jeśli chodzi o brwiami się zajęcie, to przetestowałam już kiedyś avonową kredkę do brwi, o której zdanie mam jak najlepsze z jednym tylko ale, że wydajność to nie jest jej najmocniejsza strona. Kredka kończy się szybciej niż szybko. Ponieważ jednak kończy mi się ustrojstwo od Wibo, o którym też pisałam (i leję rzęsiste ślozy, że się kończy, bo fajne jest), czas był najwyższy, by zainwestować w coś innego. Padło na Avon Perfect Eyebrow Kit.

Co my tu mamy? To po lewej to coś w rodzaju wazelinki. Wosk, mówi producent. To po prawej konsystencją przypomina cień do powiek. Tym po lewej najpierw maziamy brwi, by nadać im odpowiedni kształt i by to po prawej miało się na czym trzymać. Bo w następnym kroku sięgamy po to po prawej i smarujemy tym włosie uprzednio pociągnięte woskiem.

No i teraz wisienka na torcie, bo czymże smarujemy? Pędzelkiem dołączonym do opakowania. Pędzelek, jak widać, jest dwustronny. Jeśli ktoś myśli, że część lewa różni się od prawej, to jest w mylnym błędzie. Obie strony są identyczne. Nie jest to taki pędzelek klasyczny pędzelkowy, czyli nie z włosia, tylko z plastikowych cusiów, nie wiem, jak to zwać. W tym pędzelku, proszę ja was, jest pies pogrzebany.

Ten, kto go wymyślił, to normalnie geniusz był. Nie da się tym cholerstwem normalnie posłużyć. Po pierwsze jest za krótki, po drugie nakładamy ten wosk, smarujemy po brwiach, a on nam się rozłazi na boki. Ni cholery nie umiem się nim posłużyć. Ja przepraszam szanowne audytorium, ale pasuje mi tu tylko jedno określenie: ni wuja. Bierzemy drugą część, chcemy nałożyć kolor i jest jeszcze gorzej. Nierównomiernie się to nakłada, jakieś plamy się robią. Jakby to zawołał główny aktor w Czasie Apokalipsy, groza, groza, groza.

Wielka szkoda, bo sam pomysł całkiem fajny. Uregulowanie brwi i nałożenie na wosk koloru – teoretycznie proste i oczywiste. Trzeba by zmienić pędzelek, bo tym guanem niewiele się zdziała, naprawdę. Kolor na zdjęciu odpowiada kolorowi w rzeczywistości, ale niech was to nie zmyli – na wosku robi się ciemniejszy.

Dla mnie to dobrze, bom czarnobrewa i bałam się, że odcień będzie za jasny (a w ofercie jest tylko jeden). Żeby w pełni wykorzystać możliwości tego sprzętu, trzeba zainwestować w jakiś inny przyrząd malujący. Ten można z powodzeniem od razu wyrzucić do śmieci. Może jakiś cienki pędzelek do cieni by się nadał? I koniecznie na dłuższej rączce, bo ten szit jest totalnie nieporęczny.

A sama trwałość? Tu zarzutów żadnych. Siedzi to ładnie cały dzień na brwiach i nic się z tym nie dzieje. Do samego pędzelka (było nie było bardzo ważny składnik opakowania) pałam jednak nienawiścią żarliwą. Zepsuł bardzo udany produkt.

Post przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

1 KOMENTARZ

  1. stara szczoteczka od tuszu umyta i odrobina tego co kładziesz na włosy (żel raczej nie, ale lakier ok, guma, pomada) i smyr smyr po brwaich -pięknie się układają, potem lekko kredką (albo i nie, jak brwi po hennie) i gites ..