Miałam przyjemność (to dobre słowo: przyjemność) połknąć trzecią już książkę Doroty Smoleń. Po „Mamo, dasz radę!” i „Sześciolatki w szkole” zabrałam się za „Jasia Pierwszoklasistę i Połykacza Liter”. Podejrzewam, że u autorki to już odruchowe, że jak tylko coś wyda, to myśli o mnie. Tak ma być 🙂 Ten słuszny mechanizm powinien się utrwalić 🙂 Dostałam więc trzecie drukowane dziecko Doroty i wygląda ono tak:

polykacz-liter

Ściślej rzecz biorąc tak to ta książka wyglądała na początku, teraz natomiast, ekhm, po intensywnym i wielokrotnym przeczytaniu prezentuje się nieco inaczej. Przeczytanie w mojej obecności to jeszcze pół biedy, gorzej, że młodzież postanowiła czytać samodzielnie. Przesadzam oczywiście i nikt nie zrobił z okładki jesieni średniowiecza, tylko że nie jest ona już taka, tego, bez skazy 😉

Jeśli jednak spojrzeć na to z innej strony, to jest to dla książki duży komplement. Jest ona czytana. Co więcej, jest ona czytana codziennie. Bez kitu. Bardzo się cieszę, że moje najstarsze dziecko większą jej część zna już na pamięć (serio, serio) i kiedy ja się na moment zawieszę w połowie strony (wiecie, żaden procesor nie jest doskonały, czasem zgrzeją mi się styki pod czaszką), pierworodna czym prędzej dopowiada drugą połowę. Zacnie, milordzie, zacnie.

Ach, bo ja cały czas nie powiedziałam, że w przeciwieństwie do dwóch pierwszych pozycji, trzecia przeznaczona jest dla dzieci. Co więcej, dedykowana jest głównie tym, które jako sześciolatki we wrześniu 2014 znajdą się w szkolnych murach. Książka przybliża dzieciom szkolny świat, zaznajamia z nowymi realiami, a przy okazji buduje ciekawą i po trochę magiczną historyjkę. Nie jest to sucha instrukcja obsługi kolejnego szczebla edukacji. To odrobinę magiczna i odrobinę fantastyczna opowieść o tym, jak sześcioletni pierwszak wraz z kolegami odkrywa w bibliotece stworzenie zwane Połykaczem Liter. Co ten Połykacz tam robił i co się z nim dalej stało, tego nie zdradzę. Po prostu trzeba przeczytać 🙂

Czy „Jaś Pierwszoklasista i Połykacz Liter” podobają się dzieciom? Moim bardzo. Co wieczór dostaję służbowe polecenie czytania kierownictwu tej książki i kadra chłonie. Jeśli ociągam się z wykonaniem zadania, spotykają mnie pracownicze konsekwencje z naganą i wpisaniem do akt włącznie 😉 Bardzo fajna książeczka, napisana prostym, przystępnym językiem. W sam raz dla sześciolatka (in spe, bo jeszcze kilka miesięcy do urodzin), ale dla młodszego rodzeństwa też. Mamy i humor, i nieco fantastyki, i walor edukacyjny. Ozdobą są rewelacyjne ilustracje Doroty Prończuk, naprawdę świetne. Jest dobrze. Bierzcie i kupujcie 🙂

Osobiście bardzo cenię sobie jeden szczególik. Książka trafiła do mnie z dedykacją:

dedykacja

Bardzo chcę, żeby wszystkie te życzenia się spełniły.

5 KOMENTARZE

    • Ależ niezamaco 🙂 Dzisiaj też czytałam. Jadzia dokańczała zdania na wyścigi z Marysią i nawet powstała awantura „no ale ja miałam dokończyć! Mamo, a ona przeszkadza!” 🙂