Sześciolatki w szkole – jak załatwić odroczenie?

Sześciolatki w szkole – jak załatwić odroczenie?

13 815

Wbrew pozorom nie będzie to tekst o tym, jaki bajer zapodać lub kogo i jak zastraszyć, żeby zdobyć odpowiedni papierek, który ma moc odroczyć obowiązek szkolny dla sześciolatka. Będzie o nudnej do bólu procedurze, o tym, co następuje i w jakiej kolejności. Będzie jak flaki z olejem (a tak na marginesie ja flaczki bardzo, bardzo, kiedyś w końcu muszę zrobić, to jak z sernikiem, też bardzo, bardzo, a dwa razy w życiu robiłam – to było odsłanianie podbrzusza, można czytać dalej), jeśli więc ktoś poszukuje emocji wprasowujących w fotel, to to nie jest ten moment lub nie jest ten tekst.

Nie przystawiałam nikomu broni do skroni (rym-cym-cym), co nie oznacza, że czasem nie pałam taką ochotą w stosunku do tego czy owego, nie łamałam prawa, nie musiałam nawet prosić, grozić, namawiać i przekonywać. Moje dziecko otrzymało odroczenie o jeden rok z bardzo, ale to bardzo prostego powodu: należało mu się jak psu micha, bo trzy przeprowadzone badania, obserwacja przedszkolna i trzy opinie potwierdziły, że ni wuja. Jak pójdzie teraz to na tym straci. Intelektualnie w porzo, motorycznie w porzo, ale emocjonalnie w czarnym zadzie.

Dla rodziców sześciolatków wrocławskich notka będzie kulą w płot, albowiem rekrutacja do szkół właśnie się kończy. Może jednak dalsze części naszego ukochanego i umiłowanego kraju skorzystają. Poza tym zawsze jest ten następny rocznik czy jakoś tak. Słowo „rocznik” kojarzy mi się tylko w jeden sposób, więc z góry wybaczcie.

Dzieci, które mają opuścić przedszkolne mury poddawane są ocenie i obserwacji. Najpierw i przede wszystkim wychowawców. Oprócz standardowej karty oceny czy też rozwoju (ni cholery nie pamiętam nigdy, jak to się nazywa) obserwowane są pod kierunkiem gotowości szkolnej. Pierwsza więc ocena, o której zostałam poinformowana pisemnie, wypadła negatywnie z racji „zaległości” (że tak to kulawo określę) emocjonalnych. Następnie dzieci, co do których wychowawczynie miały wątpliwości, czy z czystym sumieniem można je postawić je na trasie edukacyjnego na poziomie szkolnym, badał pedagog z poradni. W przedszkolu. Zbadał, wnioski wyciągnął i rodzice zostali zaproszeni na konsultacje. Na konsultacjach otrzymałam wstępną opinię co do przystosowania dziecka oraz wyznaczono termin wizyty w poradni, podczas której miało się odbyć jeszcze jedno badanie. No i właśnie jesteśmy na świeżo po wizycie, nadaję niemalże z linii frontu.

Można więc wskazać następujące etapy:

  • Po pierwsze obserwacja dziecka w przedszkolu i ocena wychowawcy
  • Po drugie konsultacje z pedagogiem w przedszkolu i umówienie wizyty w poradni
  • Po trzecie wizyta w poradni.
  • Po czwarte wizyta w szkole właściwej dla rejonu.

No a teraz po kolei.

Stawiamy się na wizytę do poradni w umówionym dniu z opinią wychowawcy przedszkolnego. Wypełniamy wniosek o odroczenie. Pedagog przeprowadza z nami wywiad i zakres pytań jest bardzo szeroki, dotyczy nawet ciąży. Dobrze jest, jeśli rodzice przyjdą razem – my byliśmy wespół w zespół, by żądzy moc móc wzmóc. Zostawiamy dziecko z pedagogiem na około godzinę i wychodzimy na zakupy lub coś w tym guście, a pracownik poradni bada dzieciaka po raz kolejny.

Po około tygodniu otrzymujemy werdykt, pod którym podpisuje się osoba badająca (pedagog), psycholog i ktoś tam jeszcze, zapomniałam kto. Z tą opinią idziemy do szkoły właściwej dla rejonu i tam u dyrektora szkoły składamy wniosek o odroczenie dziecka w obowiązku szkolnym. Dokument z poradni zostawiamy. Dyrektor szkoły powiadamia nas po jakimś czasie o swojej decyzji. Czyli to on jest tą instancją ostateczną. Babka w poradni mówiła, że właściwie nie zdarza się, żeby dyrektor nie zgodził się na odroczenie. W sumie dziwne nie jest. Na cholerę mu problem. Dyrektorka szkoły w naszym rejonie i tak ma niezłą jazdę, bo placówka już teraz działa na dwie zmiany, a lepiej, jak wiadomo, nie będzie.

Nieważne. Ważne jest rzeczy kilka. Po pierwsze, jeśli staramy się o odroczenie, nie bierzemy udziału w elektronicznej rekrutacji. Co jest raczej upierdliwe z uwagi na to, że kody, które się otrzymuje od wychowawców przedszkolnych, są ważne przez 72 godziny, a wizytę w poradni miałam wyznaczoną po tygodniu od rozpoczęcia rekrutacji. Ja wiedziałam, że odroczenie dostanę, bo dziecię ewidentnie się do tego kwalifikowało, ale ci, co planują na krzywy ryj, mogą mieć problem. Nie dostaną odroczenia i co?

Po drugie musimy zadbać o to, co będzie z dzieckiem. My jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że już mi zapowiedziano, że w naszym przedszkolu zostanie utworzona specjalna grupa dla dzieci, które otrzymały odroczenie. To cudownie, bo całą trójkę dzieciarów kolejny rok będę wozić hurtem w to samo miejsce i uniknę tego, czego bałam się najbardziej, czyli odwożenia starszego w jedno miejsce, dwójki w drugie, odstawiania auta mężowi do pracy i jeszcze zdążenia do roboty własnej. Jeśli więc spodziewamy się odroczenia, musimy wiedzieć, jak działać dalej.

Po trzecie – łopatologia, truizm i oczywista oczywistość – posłanie dziecka do szkoły jest obowiązkiem konstytucyjnym każdego rodzica. Nie da się nie załatwić sprawy formalnie, zgodnie z procedurą i po prostu puścić potomka rok później, bo tak. Za „bo tak” można mieć ograniczone prawa rodzicielskie. Niby głupie, ale stąd ta cała zabawa.

Po czwarte ciekawe spostrzeżenie, niezależne od faktu nieprzygotowania dziecka jako takiego. Badanie pedagog-dziecko trwało godzinę. Dziecko siedziało na krześle. Po 30 minutach nie mogło wysiedzieć i zaczęło łazić po gabinecie. Wypełniało polecenia, ale nie było w stanie usiedzieć „w ławce”. Po maksymalnie pół godzinie. Lekcje trwają 45 minut. Nie wierzę, że nie będą tworzone klasy mieszane rocznikowo, czyli złożone z dzieci sześcio- i siedmioletnich. Już widzę, jak nauczyciel sześciolatki, które nie mogą wysiedzieć, puszcza na ten osławiony dywanik, a siedmiolatki, które wytrzymują, sadza dalej w ławkach. Jaaaasne. Moje najszczersze kondolencje składam nauczycielowi, który będzie miał taką mieszaną klasę. Będzie, będzie zabawa, będzie się działo…

Ikona notki z dupy, ale zdjęcie mojej produkcji i mocno przedszkolne, więc teges.

13 KOMENTARZE

  1. W naszej szkole jest PAN dyrektor, a nie pani, ale to tylko taka mała dygresja.
    Ja już nie będę pisać, jak to szkoły są niedostosowane, bo na przykład żeby puścić dziecko na ten osławiony dywanik to najpierw trzeba go mieć (chodzi mi raczej o miejsce na niego, a nie o sam dywanik). Tymczasem są szkoły, w których miejsca w klasie na kącik zabaw zabrakło. Znaczy miejsce teoretycznie jest, jak się usunie kilka ławek z tyłu, ale że klasa liczy tylu a tylu uczniów to ławki trzeba dostawić, a to już się dzieje kosztem dywanika. No ale miałam o tym nie pisać :)
    Ja bardziej w sprawie samej rekrutacji. Jak to kody są ważne 72 godziny??? Jak oni to liczą? Od otrzymania? Bo nie ogarniam jakoś.
    Poradnia (podejrzewam) musi wyznaczyć termin badania i decyzji do momentu końca rekrutacji (przecież oni też mają świadomość terminów), a ten we Wrocławiu następuje 21 marca, więc jeszcze trochę czasu jest i spokojnie mogłabyś się zalogować, a że wybór szkoły rejonowej jest jednoznaczny z przyjęciem do niej, to problemu nie widzę.

    • 72 godziny od startu rekrutacji. Czyli jeśli rekrutacja ruszyła 11.03, to zalogować się na stronie mogę do 14.03 włącznie. A wizyta była umówiona na 18.03. Poradnia, owszem, ma obowiązek wyznaczyć termin do końca rekrutacji, ale fakt ograniczonej ważności kodów był dla wszystkich zdziwieniem. Może potem trzeba wnioskować o nadanie kodów awaryjnych, cholera wie.

      • No nie wiem, jakoś chyba mało to prawdopodobne, nie wiem skąd te informacje, ale ja bym się wykłócała z urzędem miasta, jeśli okazałoby się, że to prawda (jakbym oczywiście była w takiej sytuacji). Bo przecież skoro rekrutacja trwa do 21 marca to niemożliwe, żeby 14 marca nie można się było już zalogować.

        • Terminy rekrutacji to formalnie nie problem,bo odroczyć można obowiązek nawet u dziecka,które już zaczęło I klasę. Cofa się wtedy do „zerówki”. Tylko jak to przedstawić dziecku? Że co,nie sprawdziło się,zmiana planu?

      • Już wiem, jak to jest z tymi 72 godzinami :) Wcale nie tak źle, jak się wydaje. Wydane hasło jest aktywne przez 72 godziny, ale jeśli je zmienimy na swoje to można hulać przez całe tygodnie, a nawet miesiące. Także wszystko jasne i w porządku.

  2. Mnie na razie ten problem nie dotyczy, ale idea WSZYSTKICH dzieci w jednej instytucji… Cudny czas! Pamiętam, jak zaprowadziłam mojego średniego, wtedy najmłodszego, do przedszkola i OBAJ tam byli! Wepchnęłam maluszka do sali i z dzikim chichotem ruszyłam na podbój świata! Nagle bez stopera nakręcanego przez opiekunki, bez wstawania celem ogarnięcia chatki i wykonania mikroposiłków przed jej przybyciem, koniec pakowania karawany z zabawkami, ubrankami i piciami by odstawic gdzieś małego przed pracą!

  3. W wieku 6 lat dzieci rozwijają się bardzo różnie i o ile jedne są już gotowe, aby pójść do szkoły, o tyle inne potrzebują więcej czasu. Nawet w grupie 7latków zdarzają się maluchy, które emocjonalnie i/lub intelektualnie nie są wystarczająco dojrzałe. Uważam, że narzucanie obowiązku szkolnego od 6 roku życia jest beznadziejnym pomysłem. O tym powinni decydować rodzice.

  4. z jednej strony cieszę się, że my to będziemy przerabiać za 3 lata i może do tego czasu cały ten bajzel jakoś się ułoży, z drugiej strony nie wydaje mi się, żeby dzieci sześcioletnie nie były w stanie iść do szkoły bo jak wiadomo obowiązek szkolny w innych krajach zaczyna się wcześniej i nawet czterolatki idą do szkoły. Problem nie jest w dzieciach tylko w szkołach. W Wielkiej Brytanii dzieci pracują projektowo, i wspomniane czterolatki np. cały tydzień budują wulkan i to jest fantastyczna sprawa, a nie jak u nas 10- 15 przedmiotów i hula pamięciówka…

    • Oczywiście, że nie chodzi o to, że dzieci sześcioletnie nie mogą iść do szkoły tylko o to, że dzieci sześcioletnie nie mogą iść do TAKIEJ szkoły, jaką nam funduje nasz kraj. Ale tylko taką mamy i do takiej musimy się odnosić, a do takiej dziecko sześcioletnie się nie nadaje.
      Chociaż masz rację, powinniśmy jasno pisać, że to nie dziecko nie nadaje się do szkoły, a szkoła nie nadaje się dla dziecka, bo wtedy jasne jest, kto ma problem :)

  5. Ja będę miała, teoretycznie 6latki, w praktyce zobaczymy, ale… DLA MNIE to nie problem, poleziemy na podłogę, machniemy gimnastykę, pośpiewamy na stojąco czy skacząco (grająca jestem), zresztą praca w szkole integracyjnej że tak powiem =- i tak wymusza takie przerwy śródlekcyjne. Bardziej obawiam się podręcznika…