Kuchnia malucha – recycling danonków i bakusiów

13
6045

To nie jest tekst dla tych, którzy mają zwyczaj przygotowywać dwanaście potraw wigilijnych. Też nie dla tych, którzy potrafią popełniać takie wypieki, że gacie spadają, a kopara ryje panele. To nie dla tych, którzy wszystko robią sami, łącznie z wysiadywaniem jaj 🙂 To dla tych, którzy chcą gdzieś dojść, a są mistrzami w chodzeniu na łatwiznę. To dla tych, którzy zaginają czasoprzestrzeń i cofają się w czasie, żeby wszystko zzipować. To w końcu dla tych, którym wiecznie zostaje w lodówce jakieś opakowanie Danonka czy innego Bakusia i nikt nie chce się do tego przyznać.

Ja czuję się zawsze poszkodowana przez marketingową koncepcję względem nabiału. Serki z uporem maniaka pakowane są po cztery. Sęk w tym, że amatorek jest trzy. Zostaje więc zawsze jeden serek, z którym nie wiadomo co zrobić. Dać komuś nie, bo pozostałe dwie będą poszkodowane i nie omieszkają tego dobitnie zaznaczyć. Z drugiej strony też jakoś naród drzwiami i oknami nie wali i nie rzuca się na pozostały serek. Dlaczego? Bo on jest już STARY. Wszystko, co zostało odłączone od macierzystego czteropaku, jest stare, nawet gdyby dopiero co zjechało z taśmy produkcyjnej.

Co zrobić? Dokonać recyclingu bakusiowo-danonkowego z pomysłem, siłom i godnościom osobistom. A przy okazji szybko i w sposób totalnie urągający sztuce kulinarnej i zasadom zdrowego żywienia, howgh. Trzeba zrobić sernik bowiem. Ponieważ dwa razy w życiu podchodziłam do sernika pieczonego i oba te zdarzenia interpretuję jako moje życiowe porażki, skierowałam się ku sernikowi na zimno. Słuszną linię ma nasza władza i w tym kierunku idźmy. Danonkowo-bakusiowo-totalnie-półproduktowy sernik na zimno. Uwaga, to nie jest przepis. To zupełnie niezobowiązujące, kuchenne pitu-pitu. 

Najsampierw bierzesz spody biszkoptowe. Z półki sklepowej je bierzesz.

ciastoDokładasz do tego sernik na zimno z torebki, a następnie urządzasz czyszczenie lodówki i wywalasz wszystko, co kwalifikuje się pod „serek”

danonkiJeśli na opakowaniu sernika jest napisane, że potrzebujesz serków WANILIOWYCH (a jest napisane), olewasz komunikat i bierzesz, co jest. Zanim przystąpisz do procedury, zapewniasz godne miejsce komisji sędziowskiej.

Co dalej? Dalej po prostu rzucasz się na mikser i w cztery minut popełniasz rdzeń sernika.

masa

Bo wszystko to jest tylko wstępem i przygrywką. Nie chodzi o ciasto, serki i tego typu duperelki. Najważniejsze jest to, co dalej się dzieje… z garnkiem.

Komisja sędziowska zgodnie orzekła, że ciasto obleci, ale żeby być całkowicie pewną i nie wydawać werdyktu pochopnie, narady trwały długo i o mało nie doszło do rękoczynów oraz wydzierania sobie naczyń kuchennych.

Przy okazji szanowna komisja doszła do wniosku, że pierdzielić niuanse typu polewa, galaretka i tego typu ozdobniki, po czym zamelinowała się przy lodówce, zapytując mniej więcej co pół minuty „mamo, czy już?”. Kiedy w końcu konsystencja nadawała się do degustacji, doszło do tego, do czego dojść musiało.

ciasto3

Ściema mi wyszła i w oczach dzieci okazałam się żeńską wersją supermana. Jest dobrze, mniam.

inspiracje_baner

13 KOMENTARZE

  1. Ten różowy olbrzym to Jadzia? Rety, dawno nie widziałam jej zdjęć i zupełnie dziewczęcia nie poznałam! Tak poważnie wygląda! A fryz uroczy 🙂

  2. Ciasto super, ale u mnie by nie przeszło – galaretka musi być! – tak twierdzi mąż 🙂
    A Jadzia wygląda jak dużo starsza bliźniaczka M&M’sów 😉

  3. super pomysł 🙂 ja to zawsze na galaretkach jadę bo zawsze jakieś są w domu i tak jak u Ciebie czasem jakiś biedak po lodówce sie szweda, to trzeba go jakoś zjeść 🙂

  4. Gdybyś ten sernik na zimno z torebki zastąpiła dwiema tężejącymi galaretkami zgotowanymi w połowie wody też by pewnie przeszło, a przeurocza
    komisja nie widziałaby gotowego półproduktu! 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here