Była sobie godzina 0.45, a ja stałam na przystanku w centrum miasta i czekałam na nocny autobus, który by mnie odwiózł na moje zadupie. Z małżonem stałam, bo byliśmy w trakcie powrotu z imprezki. Wiecie, gdy nie ma w domu dzieci, to jesteśmy niegrzeczni. Jeszcze kilka dni i nocy i wszystko wróci do normy, będziemy zorganizowani i poważni, uczesani i przezorni, ale tymczasem staliśmy na przystanku, a ja krokiem lekko chwiejnym podszedłszy do wystawy sklepowej, wlepiałam gały na to, co na niej zobaczyłam. A zobaczyłam buty. Buty przecudnej urody, o których do tej pory nie miałam pojęcia. Gdyby na moim miejscu był Kopciuszek, stwierdziłby, że pier…li pantofelki, wybiera buty Fly London.

Cholera, zauroczyły mnie. De gustibus i te sprawy, wiadomo, ale rzeknę wam, że po raz pierwszy zobaczyłam buty, co do których globalnie powiedziałabym CHCĘ TO! Oryginalne, nieco zwariowane, niebanalne, kolorowe, rzucające wyzwanie normom i schematom. Po prostu czad. Nie wiem, czy robią też torebki, ale te, które widziałam na wystawie, też były fajne. Chcę więc całościowo buty i torebki. NOW!

Weszłam sobie na ich stronę, flylondon.com i popatrzyłam na kolekcję wiosenno-letnią przeznaczoną dla kobiet. Potem poszperałam w sieci w polskich sklepach internetowych i stwierdziłam, że u nas można dostać najbrzydsze i najbardziej toporne modele Fly London. To ja się pytam WHY? To ja się pytam WTF? Na stronie firmowej oglądam zgrabne, wdzięczne, odjechane buciczki, a w polskich sklepach (np. butyk.pl) jakaś masakra. Kopciuszek, gdyby to zobaczył, splunąłby wzgardliwie i wrócił po pantofelki.

Cenowo słabo. To znaczy wysokie te ceny. Ażurowe balerinki po 250 zeta lekko mnie załamały. To znaczy załamały mnie totalnie, nie kupię albowiem balerinek mocno ażurowych za dwie i pół stówy. Nie ma takiej opcji. Pozostaje mi więc powzdychać przy wystawach sklepowych i poślinić się zerkając na stronę producenta. Ech, życie…

Notka przeniesiona z mojego drugiego bloga „My, babki”.

3 KOMENTARZE

    • Ach, irregularki! Można wielbić, można nienawidzić, ale nie da się przejść obojętnie 🙂 Jeszcze nie moje buty, jeszcze się nie przekonałam, ale mam taki charakter, który w tle mówi „nosiłabym” 😉
      Z nimi bywa różnie, czasami niebezpiecznie balansują na granicy kiczu, ale z pewnością są niepowtarzalne, odjechane i oryginalne 🙂