Kuchnia malucha – owocowy deser po włosku

1
2376

Na dzieci zawsze można liczyć. W ramach eksploracji szaf i szafek przetrząsnęły cały księgozbiór, co oznaczało ni mniej ni więcej tylko wypierniczenie całości na podłogę. Trzy minuty potem nastąpiło klasyczne matczyne rwanie włosia z głowy, rąk załamywanie i doprowadzanie do jakiego-takiego porządku pokoju, który z powodzeniem mógł konkurować z przejściem huraganu. Wściekłość kipiała, dym uszami wychodził, kiedy jedna z bliźniaczek podeszła i powiedziała:

– Plosę, mamo, jesce ta ksiązecka.

Już miałam na końcu języka stwierdzenie, żeby sobie dziecko wsadziło tę książeczkę w swoją szanowną okolicę pieluszkową, kiedy zerknęłam na tytuł i… świat się zmienił w ciągu sekundy. Książka posiadała bowiem osłabiająco powabny tutuł „Kulinarne odkrycia – kuchnia włoska”. Co więcej, była moja, kupiona lat temu dwieście razem z Faktem. Tabloidów nie czytuję i nie tykam, a kupiłam pewnie tylko ze względu na tę książeczkę. Nie przypominam sobie, żebym cokolwiek z niej zrobiła, wszystko wskazuje więc na to, że kniga przeczekała cierpliwie dwie ciąże, wytrzymała, aż efekty drugiej ciąży będą miały trzy i pół roku, po czym postanowiła się ujawnić. Chwała jej za to.

Dziś więc propozycja deserowa właśnie z tej książeczki. Wybrałam coś, co z powodzeniem można podać dzieciom i co jest łopatologicznie proste w przygotowaniu. Starannie, choć z bólem serca, ominęłam pozycje, których realizacja wymagała dodania wina, likieru czy inszego dobra, skupiłam się  na rzeczach lekkich i owocowych.

Bo pomalutku zbliża się do nas czas owocobrania. Na teraz dostać można w sklepie stały element owocowy, czyli borówki amerykańskie i maliny. W smaku te maliny częstokroć przypominają karton, ale borówki są dobre bez względu na porę roku. Dwa desery więc dzisiaj: z borówkami i z malinami. Oba po włosku. Indżoj!

Krem śmietankowy z borówkami amerykańskimi lub jagodami

Składniki:
  • 450 ml śmietanki
  • 100 g cukru
  • 3 jajka
  • pomarańcza
  • gałka muszkatołowa
  • 200 g borówek amerykańskich lub jagód
Przygotowanie:

Pomarańczę sparzamy, suszymy i ścieramy z niej skórkę. Śmietankę wlewamy do garnka, dodajemy cukier, podgrzewamy na małym ogniu, aż cukier się rozpuści. Wsypujemy skórkę z pomarańczy i szyptę gałki muszkatołowej. Do śmietany dodajemy jajka i gotujemy na małym ogniu 10-15 min, cały czas mieszając, aż powstanie puszysty krem. Przecedzamy go przez sitko, nalewamy do pucharków. Wstawiamy na co najmniej 2 godziny do lodówki. Kiedy się schłodzi, na wierzch dajemy borówy.

deser_borowkowy

Zdjęcia w tej notce pochodzą właśnie z książeczki „Kulinarne odkrycia – kuchnia włoska”, a tam znalazły się za sprawą Shutterstock.com.

Można oczywiście – i przy dzieciach jest to wskazane – pucharki zastąpić plastikowymi salaterkami. Szkoda pucharków. Trzeba też – na czas warowania przy garach – zorganizować sobie pomoc do dziecka, bo jakbym ja stanęła i cały czas coś mieszała przez 15 minut, to już na początku miałabym obok siebie trzy nosy zaglądające mi w garnek. Nosy pracowicie przysunęłyby sobie wcześniej stołki.

Mascarpone z malinami

Zanim przepis, parę słów o moim najnowszym odkryciu. Ludzie, nie zdawałam sobie sprawy, że serek mascarpone jest taki pyszny solo i luzem! Przypomina… – jakby to ująć? – wiecie, za dawnych czasów, w epoce wczesnego Jaruzela (gimby nie znajo), moja macierz stawiała na stole śmietanę i na wierzchu tej śmietany robił się taki jakby kożuszek. Taka warstwa się zbierała, która była niczym innym jak tłuszczem z domieszką białka. To było boskie. Uwielbiałam to wyżerać. Skosztowałam więc dzisiaj serka mascarpone i wspomnienia wróciły. Dżizas, gdyby on nie miał 35% tłuszczu, chłonęłabym go wagonami!

Ad rem, zostawmy serek, zobaczmy, co z niego da się zrobić.

Składniki:
  • 450 g serka mascarpone
  • 4 żółtka
  • 100 g cukru
  • 400 g malin
  • 120 g biszkoptów o smaku migdałowym (myślę, że uwagę o migdałach można z powodzeniem olać)
  • cukier puder
Przygotowanie:

Z żółtek i cukru robimy kogel-mogel. Mascarpone przekładamy do miseczki i ubijamy drewnianą łyżką, aż stanie się puszysty i kremowy. Tak stoi w przepisie. Każdy normalny człowiek weźmie do łapy mikser. Łączymy kogel-mogel i serek, po czym wstawiamy na godzinę do lodówki.

Bierzemy pucharki (olewamy uwagę o pucharkach i bierzemy plastikowe miseczki), na dno dajemy pokruszone biszkopty i maliny, potem trochę masy serowej, potem znowu biszkopty i maliny, i znowu masa. Na wierzch układamy maliny i wstawiamy całość jeszcze raz do lodówki na 30 minut. Przed podaniem poprószamy cukrem pudrem.

mascarpone_z_malinami

Simone van den Berg/Shutterstock.com

Jak dla mnie są to dwie w miarę proste propozycje deserów, które można podać w ciepły lub nawet upalny dzień, kiedy progenitura zziajana wraca z placu zabaw. Chwilę ochłonie, a my możemy zaserwować właśnie to w podziękowaniu za dwie godziny luzu i ciszy, które stały się naszym udziałem, a które skrzętne wykorzystałyśmy na mycie podłóg, pranie, sprzątanie, gotowanie i przygotowywanie właśnie takiego deserku. Nie są to lody, nie ma więc niebezpieczeństwa przechłodzenia paszczy, a przy okazji możemy przemycić owoce. Jamijamijami.

A wiekowo jak to wygląda? Myślę, że półtoraroczniak z powodzeniem może już spożywać wyżej wymienione ambrozje. Nikt nie upiera się przy malinach i jagodach. Owoce można zmienić na inne, co tam kto chce.

inspiracje_baner

1 KOMENTARZ

  1. Ja z pierwszego przepisu wyrzuciłabym skórkę od pomarańczy – nie przepadam delikatnie mówiąc, a drugi przepis jest świetny i pewnie skorzystam przy wyższych temperaturach 🙂 Ja takie „kożuszki” ze śmietany prawdziwej pamiętam u babci, ale jak byłam mała, teraz babcia kupuje śmietanę w markecie. A i jeszcze pamiętam jak odciągałam tą śmietanę z mleka najpierw, za którym stałam wcześniej w kolejce z kanką. To były czasy 😀

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here