Zanim zgrzytniemy zbiorowo zębami, zanim w odruchu warunkowym sięgniemy po widły albo po miotły, żeby odlecieć, to sięgnijmy pamięcią te kilkanaście lat wstecz (łohoho!) w zamierzchłe czasy usenetu. Czy ktoś dzisiaj kojarzy taki twór jak grupy dyskusyjne? A było, było. Ile czasu w robocie przeciekało, kiedy tak człowiek dyskutował i dyskutował. Powstała wtedy grupa dyskusyjna pl.rec.uroda, z której przyjaźnie mam do dzisiaj. Niesamowite swoją drogą, co nie? Poznałam grono fantastycznych osób. Do rzeczy. Była sobie grupa pl.rec.uroda, na której laski pewnego razu ostro chwyciły się za kudły, okopały się na stanowiskach, wyciągnęły maczety i zaczęły ostro rozprawiać na temat piżamek. Mniej lub bardziej seksownych. Inaczej mówiąc, bój się toczył o piżamkę w misie, a konkretniej, czy piżama kobiety, partnerki mężczyzny dzielącej z nim łoże i życie ma wyglądać bardziej tak:

pizama

Fotka z lutownica.blox.pl

… czy bardziej tak:

pizama2

Fotka ze stylownik.com

Ogólnie była frakcja, która twierdziła, że widziały gały, co brały, że w swoim domu chcą czuć się swobodnie i nie mieć wrażenia wędzidła włożonego do pyska, że mężczyzna powinien swoją wybrankę akceptować taką, jaką jest (bo w końcu widziały gały, co brały) i łapy won od piżamki w misie. Z piżamki w chwili stosownej wyskoczy albowiem nagie ciało, żaden problem taką piżamkę ściągnąć i wiecie, rozumiecie.

Frakcja druga twierdziła, że może i widziały te gały, co brały, ale nie oślepły, na miły Bóg, od tamtego czasu i czym innym jest wypiękniona paniena przychodząca na randki, a czym innym kobieton paradujący pół dnia w podomce i wałkach na głowie, a wieczorem wskakujący we flanelę w stwory, co klapnięte uszko mają. Sam seks. Podnieca jak cholera.

Tym to sprytnym sposobem temat rozszerzył się był z piżamek na dbanie o siebie jako takie. Na dbanie o siebie dla mężczyzny. Żeby dopełnić dzieła (i dolać oliwy do ognia) przytoczę fragment cytowany już na fejsie, który pochodzi z książki Pameli Duckerman „W Paryżu dzieci nie grymaszą”.

„Nancy powiedziała mi, że kilka miesięcy po urodzeniu dziecka partner zaczął jej przypominać, żeby nie nosiła spodni od dresu i zarzuciła fałdkę na brzuchu. Jako zachętę obiecywał wyprawę na zakupy po nowe ubrania.

Nancy przyznała, że była jednocześnie zaskoczona i urażona. Podobnie jak jej siostra w Connecticut wyobrażała sobie, że jako mama należy do „chronionego gatunku” i może na jakiś czas zaniedbać siebie, żeby poświęcić się opiece nad dzieckiem. Jej francuski partner patrzył na tę kwestię inaczej – wciąż uważał ją za pełnowartościową kobietę i oczekiwał odpowiednich do tego korzyści estetycznych. Był zaskoczony i poruszony tym, że Nancy chciała tak po prostu się poddać.”

Wot i tak. Rozdzielmy powyższe na dwa fragmenty. Po pierwsze spodnie od dresu, po drugie fałdka na brzuchu.

Jestem wyznawczynią złotego środka, który najchętniej wepchnęłabym w każdą dziedzinę życia. Z jednej strony chciałabym się czuć swobodnie we własnym ciele, z drugiej strony czuć się kobieco i być zadbana. Rozumiem instytucję dresów, mam je i nosiłam do tej pory, póki ich stan polegający na popraniowej deformacji nie nakazał mi wyrzucenia ich w pizdu. Teraz paraduję w getrach. A tak, obcisłych. Nie wyrzucajmy dresów poza nawias, są i rolę swą spełniają.

Staję okoniem wobec żądań kierowanych w moją stronę i za „powinnaś schudnąć” mogłabym zabić, przedtem wbijając nóż słowny w postaci „dochowaj się sześciopaku na brzuchu, to pogadamy”. Z drugiej strony jednak rozumiem i chcę być atrakcyjna.

Ale uwaga. Nie dla mężczyzny, albo nie tylko dla niego. DLA SIEBIE. JA chcę się czuć atrakcyjna PRZED SOBĄ samą. Chcę się SOBIE podobać, kiedy patrzę w lustro.

Wszystko zależy więc od tego, jak podamy komunikat. Prawdopodobnie zareaguję agresją na zdanie „weź, murwa, ściągnij ten p…. ny dres i nie chodź jak fleja”, ale przekaz „podobają mi się twoje uda i chcę, żeby się bardziej odznaczały pod odzieżą” przyjęłabym z otwartymi ramionami. Słowo ma znaczenie, forma ma znaczenie. Istotne jest nie tylko to, co mówimy, ale też jak mówimy. Istotne dla wzajemnego szacunku.

To co z tym chronionym gatunkiem? Czy matki należą do chronionego gatunku? Trochę należą. Jeśli zapierdzielam przy noworodku, śpię z przerwami cztery godziny dziennie, na żądanie walę z cycem, nie mam czasu zjeść, a pod prysznicem co trzy sekundy zakręcam kran, bo wydaje mi się, że słyszę płacz, to uważam, że jest coś takiego jak okres ochronny, do którego mam prawo. Potem jednak powinnam stopniowo zacząć z tego okresu wychodzić. Czy dla mężczyzny? Przede wszystkim dla siebie, żeby odzyskać utracone poczucie własnej wartości, które gdzieś się zaklinowało pomiędzy zmienianymi wkładkami laktacyjnymi a podkładami poporodowymi.

Jestem więc matką, ale nie przestałam być kobietą i chcę wzbudzać takie uczucia, jakie kobieta wzbudza, bez względu na ewentualność posiadanego przychówku. Świadoma jestem, że wymaga to podjęcia pewnych kroków. Zrzuciłam dresy i zrzuciłam fałdkę. Motywacją, główną motywacją było jednak moje własne samopoczucie.

Czy więc okres ochronny? Tak, ale na czas określony.

5 KOMENTARZE

  1. I masz rację! Niestety jest jednak typ kobiet, które zawzięcie będą twierdzić, że matka musi mieć na sobie dresy, nieumyte włosy itd po wsze czasy. Sama lubię czuć się zadbana i chociaż tej przeklętej fałdki zgubić nie mogę, to z dresów wyszłam już dawno 🙂

  2. A ja bedac dwa tygodnie po porodzie codziennie rano robie pelny makijaż. Mimo ze wzrok mam nieobecny, spojrzenie błędne staram sie codziennie doprowadzic do stanu używalności. Czasami sie nie chce… A na dresy za goraco 🙂 musze powiedzieć ze poród i mamy przy piersi sprawily ze czuje sie przekobieco. Nawet gdy plamy z mleka pojawiają sie na koszuli…

  3. Fajny wpis 🙂 też zrzuciłam fałdkę, dres czasem jest ale wieczorem raczej ta koszulka z głównego zdjęcia. I to bardziej dla męża, niż dla samej siebie – nie widzę w tym nic złego.

  4. dziwie sie ze tego typu rozwazania nie sa czyms u podstaw w waszej kobiecej logice – dla mnie oczywistym jest fakt ze kobieta po porodzie kolokwialnie mowiac wyglada gorzej niz przed, nie ma sie co nad tym rozwodzic, tak jest i tyle ale uwazam tez ze rok czasu to bardzo duzo dla kobiety aby doszla do siebie, dodam dla chcacej kobiety, bo te ktore nie chca, zawsze znajda wymowke, w koncu latwiej nie robic nic niz znow wziac sie za siebie… z mojej perspektywy okres ochronny, o ktorym piszecie drogie panie, zaczyna sie tak naprawde podczas ciazy a nie po porodzie co oznacza ze juz srednio od 3 czy 4 czy 5 mca duzo kobiet przestaje kontrolowac ile je i co je i jedza ile wlezie, zaslaniajac sie tym ze przeciez sa w ciazy wiec im wolno, ba a nawet powinny, wiec po raz pierwszy w zyciu bez zadnych wyrzutow sumienia siedza i jedza… ale najgorsze jest to ze po ciazy niestety wcale swoich nawykow zywieniowych nie zmieniaja albo zmieniaja ale w zbyt malym zakresie – efekt – tez nie ma sensu o tym pisac bo jest oczywisty i smutny

    odnoszac sie do watku ze jesli juz zrobic cos ze soba po ciazy aby wrocic do formy i czy robic to dla faceta czy dla siebie – moze jest to kwestia drugorzedna, choc wiadomo ze facet lepiej by sie poczol gdyby uslyszal ze to dla niego… ale tak naprawde to niewazne… wazne zeby cos sie zaczelo dziac…., zeby kobieta powrocila na swoje normalne tory, (sama sie lepiej poczuje i jej facet napewno to dostrzeze i doceni ze kobiety jest np o 5 czy 10kg mniej) a powiedzenie pt widzialy galy co braly dedykuje wlasnie tym naiwnym, zasiedzialym w mitach i legendach kobietom, ktorych mezowie od dawna laza na dziwki placac za sex, a w domu udaja ze wszystko jest ok co by przypadkiem nie urazic partnerki opinia ze jest gruba albo ze o siebie nie dba… przepraszam te panie ktore moj bezposredni jezyk urazi ale mam zdanie ze lepiej urazic ale zeby dotarlo niz owijac w bawelne, uwazajac co by nikogo nie urazic i zeby przekaz nie dotarl do tej czesci mozgu do ktorej dotrzec powinien… Skads sie biora te smutne statystyki o rozwodach na poziomie +50% obecnie, w szczegolnosci rozwodza sie malzenstwa dzietne, wiec chyba cos na rzeczy jest i myslenie ze to wlasnie waszego zwiazku nie dotyczy, to tworzenie matrixa…

    na koniec odniose sie do watku pizamowego: uwazam ze lazenie ciagle w sexi bieliznie tez na dluzsza mete znudzi faceta, bo prawda jest taka ze wszystko na dluzsza mete nudzi, wiec jestem za opisanym w artykule zlotym srodkiem i widze go tak ze owszem pizama w misie jest ok ale pizama sexy tez powinna byc, nie raz w roku tylko czesciej ale byc powinna, bo samo wyskoczenie z pizamy w misie, po np 10 latach zwiazku nie koniecznie moze okazac sie wystarczajace… a z pizamy sexy tak naprawde wcale nie trzeba wyskakiwac… zrobi na facecie wrazenie, jakiego od dawna oczekuje, a i nie zrzucona faldke przy okazji zakryje, tylko trzeba chciec, pomyslec, miec inwecje…

    fajnie ze kobiety dyskutuja na takie tematy a jeszcze fajniej by bylo gdyby chcialo im sie skonfrontowac swoje wnioski z nami mezczyznami, zeby upewnic sie ze ida w odpowiednim kierunku… no chyba ze faktycznie robia to tylko dla siebie i nie biora pod uwage opnii partnera ale wowczas po co im zwiazek, niech powroca do bycia singlami… z pozdrowieniami dla wszystkich pan