Polowa pani domu, czyli homo grillus

5
2923

Świat się przedstawiał w gorących barwach. Kiedy rodzina wraz z wszystkimi betami załadowała się do auta, ono owionęło wsiadających swoim upalnym oddechem naznaczonym cytrynową nutką nowego drzewka zapachowego dyndającego bezwstydnie pod lusterkiem. Drzewko robiło bokami, ale rodzina, mając doskonale w zadzie osobiste preferencje samochodowego wyposażenia, zapięła pasy i udała się na z góry upatrzone kąpielisko w celach rekreacyjnych. Rekreacja miała drugie dno naszpikowane podstępem jak gęś pomarańczami, chodziło bowiem nie mniej, ni więcej o przeczołganie młodzieży, żeby można było – kiedy ta ostatecznie padnie wczesnym wieczorem – w skupieniu dogorywać przed telewizorem, znajdując się w zasięgu największego przyjaciela rodziny – elektrycznego wentylatora.

Dotarli bezpiecznie, weszli na teren przeznaczenia, bezczelnie korzystając ze zniżek przysługujących rodzinom „trzy plus”, rozłożyli ręczniki w miejscu strategicznym (jakieś 5 metrów od wody) zapewniającym rozległą widoczność, a następnie część dorosła poświęciła się w całości przebieraniu i smarowaniu kremem części nieletniej. Część nieletnia rwała się w blokach, wierzgała nogami i jak tylko ojciec rodziny powiedział „done!”, wyrwały jak w Wielkiej Pardubickiej, w której to – jak oceniała kobieta – miałyby wszelkie szanse wygrać. Trzeba by było tylko postawić na mecie basen.

Czas płynął powoli i nawet było przyjemnie, jeśli pominąć temperatury mające ambicję zawstydzić Bliski Wschód oraz fakt, że połowa miasta obrała punkt docelowy ten sam co rodzina. Dzieciarnia broiła w wodzie, a na lądzie zaczęło się robić coraz gęściej. Tłum walił wejściem oficjalnym i trochę mniej oficjalną, za to tańszą, dziurą w płocie, rozkładał się z kocami, ręcznikami, leżakami i parasolami. Stężenie plażowiczów wzrosło do mniej więcej trzech kocyków na metr kwadratowy i wtedy właśnie pojawiła się ONA. Ona plus stado, ale widać było, że Ona tam rządzi.

Kobieta nie zwróciłaby nawet uwagi na przybyłych, ponieważ doskonale zlali się z falą reszty nadciągających w tym kierunku, gdyby nie to, że nagle jej widoczność została drastycznie ograniczona za sprawą parasola plażowego, który wylądował dokładnie przed jej twarzą.

grilling

Kobieta, która do tej pory sięgała, gdzie wzrok nie sięga, poczuła się nieco skonsternowana. Zwłaszcza że po wykluczeniu wizji młodzież dokazująca w wodzie stała się osiągalna jedynie za pomocą fonii, co było daleko niewystarczające.

Ona – tak na oko, jak nie bez złośliwości zauważyła kobieta, jakieś sto pięćdziesiąt kilo żywej wagi – zakomenderowała przebranie się riebiaty (ewidentnie idącej w ślady matki, przynajmniej jeśli chodzi o rezultat opcji żywieniowej), wysłała z nimi towarzyszącego jej osobnika płci męskiej, a sama zajęła się tym, po co tu przyszła, czyli organizowaniem domowego ogniska. W sensie dosłownym. Na plaży.

Mając za nic stężenie kocyków przekraczające trzy na metr i nieustannie w tę i z powrotem biegające między nimi dzieci, rozpaliła grill i załadowała go mięsiwem. Dwa metry od brzegu. Estry kwasów tłuszczowych rozniosły wieść o tym wszem i wobec, dokładając metadane w postaci informacji, że dziś przybrzeżna polowa kuchnia pani domu serwuje śląską i karczek.

Dalej było już dokładnie jak w piosence Elektrycznych Gitar o dzieciach, które zapaliły papierosy, wyciągnęły flaszki. Sześciopak schodził za sześciopakiem (człowiek nie wielbłąd, napić się musi), a polowa pani domu nieodmiennie w jednej ręce dzierżyła papieroska, a w drugiej widelec, którym sprawdzała, czy śląska jest już dostatecznie fertig. Przez jakieś trzy godziny, nie unosząc ani o milimetr z koca obszernego zadka, z poświęceniem dbała o napełnienie żołądków swojej rodziny. Rodzina napełniała z równym poświęceniem i nabożnym szacunkiem, ku rozpaczy sąsiadów domagając się dokładek.

Nie pozostawało nic innego jak zwinąć manatki. Rodzina „trzy plus” zadecydowała o ewakuacji, która to odbywała się z gęstej atmosferze spowitej papierosowym dymem, wymieszanym dodatkowo z dymem spalonego mięsa (piwem trzeba było podlewać, nie tylko do gardła). Do dzisiaj kobieta trwa w stuporze. Poziom „wdupiemania” przedstawicieli gatunku homo grillus wydaje się imponujący.

5 KOMENTARZE

  1. tak sobie myślę (jako ratownik wodny w stanie spoczynku, że tak powiem..) Skoro kąpielisko było płatne, to znaczy, że jakiś regulamin i ratownik musiał tam być. Na grilla i parasol ciężko jest znaleźć paragraf, ale alkohol jest zabroniony i za moich czasów ratowniczych (8-11 lat temu) to dość konkretnie sie za to goniło ludzi.

    • Och, to już niestety zamierzchła przeszłość. Wnoszenie alkoholu jest całkowicie dozwolone, a na terenie kapieliska funkcjonują takie mobilne budki z piwem. Piwo mnie nie boli, inny alkohol też nie, chcą się topić po pijaku, ich sprawa, ale ten grill dwa metry od brzegu wśród rozmaitych tekstyliów mną wstrząsnął. I brak wyobraźni, ale jeszcze dodatkowo to totalne manie w dupie, że komuś może przeszkadzać swąd sfajczonego mięsa i dym z peta. A są miejsca do palenia i do grillowania, oczywiście, że są. Tylko że lekko na tyłach, pod drzewami. Tam są specjalne stanowiska dla grillujących. Tylko że się dupska z kocyka ruszyć nie chciało.

  2. Kurza twarz… a ja myślałam, że widziałam już wszystko! Gratulacje dla tej baby – po cholerę pojechała nad wodę? Jeść można w domu, a nie w takim miejscu! Porażka kompletna.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here