Dobra, mnie tam inne zadki jakoś szczególnie nie ruszają, nie ma to tamto. Mam już szczęśliwie za sobą etap wnikliwej analizy tkanki tłuszczowej populacji żeńskiej zalegającej na plażowych ręcznikach tudzież wdzięczącej się nad brzegiem akwenu do wybranych przestawicieli populacji męskiej. Przyznaję się, wlepiałam gały. Wlepiałam i co do jednych ciepło myślałam, że no cóż niektórzy w życiu mają gorzej, co do innych zawistnie, że czekaj, czekaj, urodzisz, to zobaczysz. Mam to za sobą.

I czuję pewnego rodzaju wolność. Jestem nieidealnym ciałem wśród całego tabunu nieidealnych ciał. Nie jęczę już z powodu fałd rozciągniętej skóry, które mi zostały po ciąży bliźniaczej, nie zbieram na operację powiększania biustu, nie mdleję na widok własnych rozstępów i cellulitu. Jestem ciałem z brakami i dobrze mi z tym. A zdanie i spojrzenia populacji męskiej mam totalnie w zadzie. Tych drugich zresztą brak. No cóż, starość nie radość, hy hy 😉

Ale, ale. Po tym przydługim wstępie czas przejść do meritum. O majtkach będzie. To, że luźno podchodzę do kwestii ciał, nie oznacza, że nie interesuję się tym, co te ciała na siebie wkładają. Na plaży wkładają z zasady niewiele. I to, co wkładają, przyciąga wzrok. I czasami generuje u mnie rodzaj stuporka.

Stroje kąpielowe bywają różne, jedno- i dwuczęściowe, bardziej wycięte i mniej. Mogą być takie:

Stroje z kolekcji Bershka. Fotka z glamki.pl

Mogą być takie:

Fotka z poradnik.kobieta.gazeta.pl

A może być i tak, że zamiast stroju baba siedzi w… bieliźnie osobistej. Coś jak ta za tym panem w kwiecistych gatkach.

Fotka z pudelek.pl

I tego przyznam się, nie ogarniam. Niezależnie od tego, jak nieidealne mamy ciało, czy jest ono z tych grubszych czy chudszych, czy ma za sobą ślady po ciążach i porodach, czy też jakby dać morską pianę, mogłoby z powodzeniem robić za Wenus, nieważne, czy stare jest czy młode, bez względu na wszystko opalanie się w zwykłej bieliźnie to potworny obciach. To siara jak stąd do Gdańska, a ja mam do Gdańska cholernie daleko.

Nieważne, jak piękne jest ciało i jak piękny jest stanik. Stanik to stanik, murwa, nic, co należałoby pokazywać publicznie w całej okazałości. Są pewne reguły obowiązujące na plaży. Na plaży dopuszczalne jest opalanie się topless (jeszcze zależy gdzie, spróbujcie na miejskich kąpieliskach, he he), ale paradowanie z gołymi cycami po nadmorskim deptaku obsysa. Dopuszczalny jest nawet najbardziej niemodny opalacz, ale pokazywanie dupska w zwykłych galotach (nawet jeśli to wyjątkowo zgrabne dupsko) jest rażącym faux pas.

Nie jestem w stanie też zrozumieć, że ktoś kupuje strój kąpielowy, który można pomylić z bielizną osobistą. Biały kostium genialnie wygląda na opalonej skórze i wydaje się wtedy, że jest ona jeszcze ciemniejsza, ale kostium musi wyglądać jak kostium.

Niech ma jakiejś fru-fru falbanki, niech coś tam się majta, niech coś lata, niech ma jakieś delikatne wykończenia z innym kolorze (jeśli już musi być biały), niech ma elementy odróżniające strój od zwykłego stanika i majtek. OK, gacie na górze mają paseczek, ale stanik naprawdę wyglądał jak stanik. Nie, nie i jeszcze raz nie.

Proceder jest dość popularny. Widziałam sporą grupę bab paradujących w zwykłej, codziennej bieliźnie, a przekrój wieku grupy był naprawdę spory. Nie ogarniam. Jeśli zabieramy ręcznik, to dlaczego nie strój kąpielowy? Jeśli nie mamy, bo wyjście nagłe i z zaskoczenia, to za 20 zł możemy na jeden raz kupić jakikolwiek i potem się martwić. Stop zwykłym majtkom i zwykłym stanikom na kąpieliskach. Już lepiej topless.

Notka przeniesiona z mojego drugiego bloga „My, babki”.

3 KOMENTARZE

  1. „Jeśli nie mamy, bo wyjście nagłe i z zaskoczenia, to za 20 zł możemy na jeden raz kupić jakikolwiek i potem się martwić.”
    Uhoduj sobie biust 65 FF to pogadamy o tym kupnie kostiumu za 20 zł 😉 Szczerze mówiąc to temat rzeka i na osobną dyskusję a mi ostatnio bliski. Jak udało mi się jakieś 8 lat temu kupić za grubą kasiorkę kostium dwuczęściowy tak do tej pory w nim paraduję (o dzięki Ci matko naturo że ciąża nie zmieniła rozmiaru) bo nie mogę znaleźć innego. Ja nie mówię tu o wybrzydzaniu odnośnie kroju i nadruku – znaleźć coś w czym nie zgubię biustu na plaży to wyzwanie.

    Odnośnie tematu notki – warto dodać że ta sama reguła dotyczy panów. Czemu tylu facetów na kąpieliska potrafi przyjść z zwykłych gaciach?…..a jak one wyglądają po kąpieli same wiecie….koszmar!

    • O! Żyje!!!! Cześć!! Nie no, jasne, że są biusty i biusty, i o ile ja, owszem, se wyskoczę, se kupię i mam, o tyle posiadaczki biustów z prawdziwego zdarzenia, to już niekoniecznie. To można to rozwiązać jakoś inaczej. Siedzieć w koszulce na ramiączkach, a kupić jakiś neutralny, czarny dół za dwie dychy tak na już? Rozumiesz.
      Pełna zgoda, mężczyzn dotyczy to samo. Widziałam staruchów – muszę użyć tego słowa – w zwykłych gaciach i to jeszcze rozciągniętych. Masakra!

  2. Dawno temu, gdy bylam młoda i mieszkałam nad morzem, takie stwory paradujące w bieliźnie osobistej nazywaliśmy muflonami (nie było to miłe, ale nie miało być). Tyle, że muflon musiał spełniać jeszcze jeden warunek – opalać się poza plażą. Świnoujście ma bardzo ładną, długą promenadę i na tej promenadzie wysiadywały panie rozebrane od pasa w górę. I ja naprawdę bym wolała, żeby poszły na plażę, a nawet tylko na wejście na plażę albo wydmy i niech tam sobie siedziały w tej bielieźnie. Zastanawialiśmy się, czy takiej jednej czy drugiej wpadłoby do głowy rozebrać sie do bielizny (nei zawsze pierwszej świeżości) w jakimkolwiek innym miejscu publicznym.