Cudownie tu jest, cudownie – kurze łapki wokół moich oczu z upodobaniem cytują sobie Rejs i mają do tego pełne prawo. Rosną w siłę, z roku na rok coraz dobitniej zaznaczają swoją obecność. Cóż, starość nie radość, młodość nie wieczność. W życiu zwątpiłam w wiele rzeczy, ale nieodmiennie wierzę w prawa fizyki, a jedno z nich mówi, że czasu zatrzymać się nie da (to było odkrywcze, milordzie), a skoro nie da, to skutków tego upływu również (milordzie, mdlejemy i trwamy w zachwycie). Dlatego z dystansem podchodzę do wszelkich obietnic na opakowaniach kremów pod oczy, jak to one cudnie likwidują zmarszczki. Podchodzę z dystansem, co nie znaczy, że nie będę się z nich nabijać.

Drzeć łacha będę okrutnie. Przy dzisiejszej świadomości naukowej zmarszczki w kącikach oczu (czyli kurze łapki) usunie wyłącznie botoks. I to tylko na jakiś czas. Drodzy producenci kremów wszelakich, ja bardzo proszę, traktujcie nas poważnie. Nie walcie głupot na opakowaniach, please. Jesteśmy partnerami, czyż nie? Wy produkujecie, my kupujemy. Podchodźmy do siebie na serio. Jeśli ktoś mi pisze o liftingu i to jeszcze błyskawicznym, to ja mam ochotę powiedzieć, że WTF, milordzie.

Taka informacja stoi na kremie (właściwie żelu, bo jest przezroczysty) pod oczy firmy Eveline z serii Face Therapy , a krem się zowie Proffesional Błyskawiczny Lifting S.O.S. na „kurze łapki”.

Jak działa? Jako żel bez zarzutu. Szybko się wchłania, nawilża, jest delikatny, nie podrażnia, nadaje się zarówno na noc, jak i pod makijaż. Ogólnie jest bardzo dobry. Ale bez jaj z tym liftingiem. Nie koryguje zmarszczek ni wuja. Ja rozumiem, że puszczamy do siebie nawzajem oko z producentem. On udaje, że krem to robi, a my udajemy, że w to wierzymy. Tylko że mnie średnio bawi taka fikcja. Gdyby poprzestano na „żelu głęboko nawilżającym”, „żelu idealnym pod makijaż”, „nawilżającej terapii dla powiek” – to OK. Mogłabym wyśpiewać pean pochwalny, stojąc – dla zwiększenia efektu – w samej bieliźnie pod pręgierzem na wrocławskim rynku. Ale tak jest foch. A nawet FOCH.

Post przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

BRAK KOMENTARZY