Rozwój dziecka między 28. a 30. miesiącem życia

14
25454

kalkulator_centyli_baner

Keep calm, mam dwulatka. Taki napis mogłam sobie walnąć na koszulce, kiedy jeszcze moje dzieci przechodziły przez okres burzy i naporu. Podejrzewam, że w wielu sytuacjach mogłoby to być pomocne. Nie patrzono by się dziwnie, kiedy przeciągałam wyjącą dziatwę przez jezdnię, nie żegnano by się ze zgrozą, kiedy moje najstarsze dziecko prezentowało w hipermarkecie możliwości froterowania parkietu własną osobą przy jednoczesnym udowadnianiu szerokich umiejętności wokalnych. Będących na tym etapie pocieszam. Nie jesteś kiepskim rodzicem. To nie jest tak, że nie radzisz sobie ze swoim życiowym zadaniem. Nie wyhodowałeś na własnej krwawicy wrednego bachora. Po prostu masz dwulatka.

Ale nie ciesz się tak, nie, nie. Etapy buntu przychodzą cyklicznie. Czterolatki bywają trudne, sześciolatki też, zwłaszcza że te ostatnie zaczynają ostro pyskować („a dlaczego ty mi ciągle rozkazujesz?”). Poza tym czterolatki robią to, czego nie robi jeszcze dwulatek, czyli subtelnie dają do zrozumienia, że rozjeżdża ci się nieco teoria z praktyką.

– Mamo, a dupa to bzydkie słowo.

– Tak, Marysiu, to bardzo brzydkie słowo.

– To nie mów jus więcej „w dupie”.

Zatkało kakao 😉 Przechodzisz więc od buntu do buntu i po prostu się do tego przyzwyczaj. No dobrze, ale co tam słychać u dwulatków?

Co potrafi robić dziecko między 28. a 30. miesiącem życia?

Pamiętamy oczywiście, że wszystko, co pojawi się poniżej, jest orientacyjne i każde dziecko może rozwijać się inaczej.

  • dziecko potrafi rozpoznać jeden obrazek o nazwać go („o, piesek!”)
  • potrafi skutecznie ubrać na siebie jakąś część garderoby i niekoniecznie myślimy tutaj o zakładaniu majtek na głowę. To ma już opanowane do perfekcji.
  • potrafi nazwać 6 części ciała (paluszki, stopy, nos itp.)
  • potrafi pokazać 4 obrazki, jeśli posłużymy się komendą „a teraz, Zosiu, pokaż, gdzie jest domek i kwiatki?” lub czymś w tym guście.

Im bliżej 30. miesiąca, tym bardziej akcja przyspiesza. Pod koniec tego etapu możesz się spodziewać następujących atrakcji:

  • dziecko rozpoznaje i nazywa 4 obrazki
  • naśladuje ruchy i w tym naśladownictwie udaje mu się namalować pionową kreskę. Dwie sprawy. Po pierwsze na pewno nieprawidłowo będzie trzymać kredkę, spokojnie, to jeszcze nie ten etap. Po drugie jeśli wydaje ci się, że kreska pojawi się na papierze, to masz rację, wydaje ci się 😉 Twoje dziecko najprawdopodobniej wybierze ścianę lub jakiś mebel.
  • jak powiesz „Jasiu, stań na jednej nodze”, to postoi przez sekundę
  • rozpoznaje kolegę z imienia
  • może rozpoznawać jeden kolor
  • może opisywać użycie dwóch przedmiotów (stawiam skrzynkę piwa, że chwyci za pokrywki i trzepaczkę do piany, a nie za jakąś edukacyjną zabawkę)
  • może też skakać na rozstawionych nogach i jeśli to potrafi, będzie starało się to udowodnić o każdej możliwej porze dnia i nocy.

Co jeszcze możesz zaobserwować?

Może ci się wydawać, że wychowujesz małego bandytę, bo młody leje inne dzieci. Zdarza się. Nie o bandytę chodzi, oczywiście, tylko o to, że leje. Dlaczego leje? Paradoksalnie najczęściej dlatego że czuje się niepewnie. Nadrabia rękoczynami, żeby nie wydało się wszem i wobec, że z czymś sobie nie radzi. On oczywiście nie patrzy na to w ten sposób, działa nieświadomie, ale bicie często wynika z poczucia zagrożenia. Może też chcieć zwrócić na siebie uwagę.

Co robić? Na pewno nie można stać obojętnie. Dwulatek dwulatkiem, ale wytyczanie granic to zadanie właśnie dla rodzica. Jeśli to twoje dziecko wyskakuje z kończynami górnymi do innego, to zareaguj stanowczo, ale twórczo. Odwróć jego uwagę, skieruj na coś innego. Zabierz na huśtawkę, drabinki, na spacer. Najgorsze, co można zrobić, to starać się dociec, kto w sporze dziecięcym ma rację. Nikt nie ma, tam o rację nie chodzi.

Jak się zachować, kiedy twoje dziecko dostaje wpiernicz od rówieśnika? To nie jest wbrew pozorom takie proste pytanie. Najpierw wystartuj do rodziców i stanowczo powiedz, żeby zareagowali. Dlaczego tak? Jeśli wystartujesz do młodego, to owszem, on przestanie, ale jednocześnie zobaczy, że reagujesz ty, a nie jego mama. A dlaczego mama nie reaguje? Nie reaguje, czyli pozwala? Młody nie otrzyma czytelnego komunikatu, a przez to istnieje spore prawdopodobieństwo, że następnym razem też kogoś zleje.

Co jeszcze? Młody zaczyna nawijać. Innymi słowy, japa mu się nie zamyka, przy czym przez większość czasu gada do siebie i najczęściej w języku, który rozumie wąska społeczność złożona z niego samego. To dobrze, niech gada. Przyjdzie czas, że zacznie mówić z sensem 😉

Dziecku może się włączyć tryb „nie całuj i nie przytulaj”. Oczywiście my chcemy czegoś dokładnie odwrotnego, zwłaszcza gdy śpi lub spokojnie siedzi. Ręce się same wyrywają, a ten nie i nie. Trzeba to przyjąć na klatę, to minie. Nie przestało kochać, nie ma głęboko w zadzie twoich starań (to znaczy nie, ma głęboko w zadzie i doceni cię dopiero, jak będzie miał własne dzieci, ale to insza inszość), tylko o taki etap. Przełknij.

Możesz też zaobserwować przełączanie się w tryb „mama” albo w tryb „tata”, przy czym odkrywasz, że obu tych trybów nie można pogodzić. W trybie mama wszystko robi mama i tylko ona ma do tego prawo. Mama pójdzie, mama da, mama za rączkę, gdzie mama?? Do mamy!  Tata zrobiłby to samo i tak samo, ale młodemu włączyła się opcja „mama”, w związku z tym opcja „tata” jest nie do przyjęcia. Po kilku tygodniach następuje kopernikański przewrót, wstrzymał mamę, ruszył tatę i teraz tata dogina za młodym na placu zabaw i robi wszystko to, co robiła mama, gdy obowiązywał tryb mama. Spotkałam takich, co myśleli, że jeśli trwa tryb „mama”, to z tatą coś jest nie tak. Jak mawiał klasyk, nie idźcie tą drogą.

Ulubionym sportem twojego dziecka staje się ściąganie z siebie wszystkiego, co na nie włożyłaś. Ubrać się samo nie potrafi, natomiast rozbiera się świetnie. Wygląda to mniej więcej tak, że klasycznie przyodziałaś delikwenta w spodenki, koszulkę, bluzę i skarpetki, przy czym namęczyłaś się, bo w chwili ubierania on MUSI sięgnąć po coś, co jest właśnie poza zasięgiem i MUSI zrobić coś, co zrobić jest ciężko, kiedy się mu próbuje wepchnąć ręce w rękawy. Dzieła dokonałaś, idziesz do kuchni po kawę, wracasz po pięciu minutach, patrzysz – goły. No dobra, zostawił skarpetki. Ktoś, kto wymyśli nieściągalne ubrania dla dwulatków, zgarnie kokosy, wspomnicie moje słowa. Ogólnie można oszaleć.

Nocne Polaków pielgrzymki to druga ulubiona dyscyplina. Śpisz smacznie, a w środku nocy tuputuputuputuputup i wrrrrrum. Najpierw unieruchamia cię swoją ulubioną poduszką w misie, a potem ładuje się z całym swoim szanownym ciałkiem. Nawet jeśli tego wcześniej nie robiło. Masz poczucie, że nie wyśpisz się jeszcze przez jakieś dwadzieścia lat, ale nie będzie tak źle. Co robić? Są różne metody. Niektórzy z westchnieniem akceptują zaistniały stan rzeczy, inni walczą. Ja z uporem maniaka przenosiłam do dziecięcych wyrek, co skutkowało tym, że dwie godziny później tuputuputup odbywało się ponownie, ale tym razem młode wracało ze wsparciem w postaci siostry bliźniaczki. Pod koniec nocy przyłaziła najstarsza i było git. Na tym etapie odkryłam, że pozycja embrionalna nie jest taka passe. Zwłaszcza w nogach łóżka. Odpuściłam walkę, po kilku miesiącach przestały. Obecnie nie przychodzą, zdarza się to sporadycznie. Przyłazi regularnie sześcioletnia pierworodna, ale to dlatego, że jakiś baran w przedszkolu naopowiadał jej o potworach.

Dziecko na tym etapie może nie radzić sobie z tym, że coś mu nie wychodzi. Wieża z klocków się zawala, klocek z klockiem nie da się połączyć. Reaguje złością i płaczem, po czym rozpirza wszystko po kątach. Najczęściej chce zrobić coś, co przekracza jego umiejętności, ale ono o tym jeszcze nie wie i jest przekonane, że powinno sobie poradzić. A tu lipa. Dzieci na tym etapie chcą zrobić wszystko, natychmiast i najlepiej od razu perfekcyjnie. Musimy to zrozumieć. Delikatnie nakierowywać, ale też nie wyręczać. Etap „ja sam!” wiąże się co prawda z chronicznym totalnym burdelem, ale jest bezcenny dla dalszego rozwoju. Pomagaj rozsądnie, nie załatwiaj sprawy za dziecko i przyjmij na klatę frustrację.

Nie zdziw się, jeśli będzie wykazywać zainteresowanie własnym ciałem. Chłopcy i dziewczynki chcą zbadać, co też mają w rejonie, który ich rodzice nazywają okolicą pieluszkową, a co mamusiom się zmienia w okolicę bikini. Nie tęp tego! W przypadku dziewczynek zwróć uwagę, czy nie próbują wprowadzić do pochwy jakichś przedmiotów, bo mogłyby zrobić sobie krzywdę. Ciekawość ciała jest zupełnie normalna. Jak się spyta „a co to”, to powiedz, co to. Po prostu. Powiedz, że siusiak i że pipka czy jak tam sobie poradzisz 😉 W każdym domu funkcjonują jakieś określenia.

No dobra, istnieje ryzyko, że połowa czytających od pół godziny chrapie, dlatego następne wieści niebawem.

Przy pisaniu tekstu korzystałam z książki Heidi Murkoff „Drugi i trzeci rok życia dziecka”.

14 KOMENTARZE

  1. Cześć, mój synek ma 27 m-cy, powoli wszystko powyższe się zaczyna. Z jednym nie mogę sobie poradzić, może ktoś poratuje radą – młody gryzie wszystko: ubranka, pościel, łapkę misia, a najchętniej róg poduszki. Ciul tam wyślinione i przeżute rzeczy, martwię się o zgryz… Smoka pocieszacza odstawiliśmy jakiś rok temu, smoka na butli tak samo… Pozdrawiam!

  2. No w stu procentach prawda-moja mloda wlasnie skonczyla 30 miesiecy … Moge odfajkowac kazdy punkt jak leca. A jesli chodzi o odkrywanie swojego ciala to ostatniokiedy mloda sprawdzala co ma miedzy nogami ,na moje pytanie”co tam masz?” otrzymalam odpowiedz-„skore”

  3. Chciałam zgłosić, że 10-latkowie też potrafią przyleźć do łóżka (bo kolega pokazał na YouTube jakiś głupkowaty film o potworach 😉 ). Ciekawa jestem, kiedy wyrastają z tego łażenia, bo chwilami mam problemy lokalowe: wyrko 2×1,60 metra jest stanowczo zbyt małe na 5 osób (bo 8- i 3-latek też przyłażą).

  4. Grono nie chrapie, bo sie wspomaga kawka tudziez wspomnieniami z hardecore’u 🙂 Chcialabym tylko dorzucic, ze niektorym tak zostaje – chca cos zrobic juz i od razu perfekcyjnie. Mamy to na codzien u 6-latka (prawie). Poczawszy od miwienia „r” polskiego po jazde na rowerze na dwoch kolkach. Po kim on to ma? Pluca se wygadam 🙂

    • Tak, dokładnie, niektórym to zostaje i właśnie najstarsza jest takim egzemplarzem. Wszystko ma być od razu super i nie zgadza się na porażki, które to głęboko przeżywa. Niestety ma to po mamusi 😉

      • A nie, u mnie upartosc po tatusiu, i teraz mecze sie z dwoma osiolkami w domu. W tym starszym przypadku nie ma co narzekac, widzialy galy co braly, heh 🙂 Z mlodym to juz inna historia, no wzial sie uparl, ze DZIS zacznie jezdzic na 2 kolkach, kazal se odkrecic pomocnicze i POJECHAL! Jako konspiracyjna mama-kura (jestem jak stado kwok, ale to gleboko ukrywam, co kosztuje mnie duzo nerwow) przyplacam to ciezka nerwica, myslalam, ze mi sie dziecko zabije. Przezylismy, choc od biegania za nim mialam zakwasy. W sumie mi sie to podoba, ze daza obaj do wytknietego celu i nie daja sie niczym zmacic po drodze, ale – wiecie, jak to w zyciu – wolalabym, zebym to ja wyznaczala im te cele, co nie? 😉

  5. Moja Marysia 16 sierpnia skończyła 30 miesięcy i bardzo czekałam na tą notkę, ale właściwie oprócz przyłażenia do łóżka to nic mi się nie zgadza..Nie zaobserwowałam jakiegoś większego buntu, zwykle da się jej wytłumaczyć i można ją przekonać (z 6latkiem bywa trudniej). Zna wszystkie kolory, części ciała, gada jak najęta i ma zaskakująco bogate słownictwo…czasem jak coś palnie to można boki zrywać:-) Ale teraz widze jaka jest kolosalna różnica między pierwszym a kolejnym dzieckiem, młodsze chce robic wszystko to co starsze i dzięki temu rozwija się w zupełnie innym tempie.

    • A no mamy jeszcze tryb „mama” ale to od początku, nigdy trybu „tata”nie było niestety..zawsze do mnie leci ze wszystkim..

  6. Moja młodsza zaraz 22 m-ce będzie miała i właściwie z tej listy tylko dwóch rzeczy nie robi jeszcze, ale podejrzewam, że spory wpływ na to ma posiadanie starszej siostry, którą właśnie bardzo naśladuje 🙂

  7. no-co-ty!! Nie żebym sie chwaliła ale te punkty z początku postu to moje dziecko umiało w okolicach 15 mca życia. Teraz ma 29 mcy i liczy po pl i ang do 10, zna kolory po pl i ang (sami ją uczymy, mieszkamy w PL), zna kilkuzwrotkowe piosenki, całe wierszyki i tytuły bajek po screenach na yt, ekhm. No-co-ty…!

    • Rozpoznaje cztery obrazki? Mowi.bez sensu??? Boze kto to pisal? Przwciez to opis umiejetnosci poltorarocznego dziecka a nie trzylatka…. jakas porazka

  8. Spoko, fajnie, moje dziecko też śpiewa abecadło po ang. i liczy po pl, ang nawet po francusku z pomocą, tu nie chodzi o to czego ty uczysz, bo taką masz ambicję i twoje dziecko akurat to chłonie, chodzi o to czego dziecko samo się uczy z obserwacji i naśladowania, takich podstaw, tak mi się wydaje przynajmniej 😉 Jakbym chciała to moje dziecko i po chińsku by gadało, ale nie jest mi to do niczego potrzebne. A sama z siebie ostatnio tańczy balet, bo jej się piosenka spodobała i naśladuje dziewczynkę z teledysku (Sia-Chandelier), o!

  9. niesamowicie uspokoiła ta notka mnie i moją siostrę, bo już myślałyśmy że z jej 2-latką coś nie tak 🙂 lekarz takich rzeczy nie wyjaśni, a łopatologia drugiej mamy zawsze przemówi bardziej wiarygodnie 😉 pozdrawiam!

  10. U nas pojawiły się lęki, więc światło musi być włączone całą noc (Młody sprawdza co kilka godzin). Do tego pobudki i kwilenie (pomimo światła). Dzisiaj trwało to od 0:40 do 2:25… Idę po kawę!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here