Sezon rajtuzkowy można uznać za rozpoczęty. Jeśli nie już, to za moment tak się stanie. Piękna pogoda niech was nie zmyli, lada moment, jak w Kabarecie Starszych Panów, nastąpi nieoczekiwany koniec lata i z plus dwudziestu stopni ockniecie się z przymrozkiem. Ano, tak to już jest. Przezorny zawsze ubezpieczony, z odpowiednim wyprzedzeniem zainwestował w rajtuzy, rajstopki, skarpetki czy jak tam to zwał. Wszystko pięknie, tylko w jakie? Wbrew pozorom to wcale nie jest typowo wydumany problem pierwszego świata. Wspomnijcie własne przedszkole. Nie wpieniały was gryzące i zjeżdżające z tyłka rajty? A właśnie. No to lecim na Szczecin z wybitnie subiektywnym rankingiem tego, co wciągamy najmłodszym na odnóża. Podaję to, co pod mym dachem gościłam oraz temi ręcyma macałam i prałam. Nie no, OK, prała pralka.

H&M

Dla mnie namber łan. Dzieci dokładnie rok temu dostały na urodziny kilka par i po roku intensywnego noszenia, tarmoszenia bez litości, prania w pralce na 40 stopni i na 60 stopni są jak nowe. Serio. Nie zmechaciły się, nie przetarły, nie zbiegły, nie zrobiły sztywne jak interes po viagrze. Gumka w pasie trzyma dzielnie i nic nie zjeżdża z najszlachetniejszej części pleców. Są po prostu świetne. Nie wiem, ile kosztowały, ale ile by to nie było – warto. Coś dla miłośników rajtuz bez wzorków – mają takie.

C & A

Bardzo dobre, podobnie jak H&M. Po praniu robią się jednak sztywniejsze niż te pierwsze. Reszta podobnie – nie zbiegają się, nie mechacą, guma trzyma, ładny design, jest git. Cenowo ta sama półka. Gdybym miała wybór między H&M i C&A, wybrałabym to pierwsze.

Gatta

Noszą się świetnie, świetnie się piorą, ale mają tendencję do wycierania się na kolanach. Dobra, nikt ich nie oszczędza, wiadomo, od tego w końcu są, ale mimo wszystko zauważam różnicę między wyżej wymienionymi sieciówkami a Gattą. Na plus można zapisać mnóstwo wzorów, kolorów, bardzo szeroką ofertę (cieńsze, grubsze) i – mimo wszystko – dobrą jakość.

Biedronka

Dramat. Biedronka wygrywa w konkursie na najbardziej mechacące się i najbardziej gryzące rajtuzy. Żrą jak wściekłe, do tego stopnia, że staje mi przed oczami moje własne przedszkole („szanowni państwo, nie po raz pierwszy staje mi”). Trzymają się dobrze, problem z tym, że dzieci same chcą się ich pozbyć. Nigdy więcej.

Lidl

Lidl ma dwie serie rajtuzków, Lupilu dla młodszych dzieci (rozmiar do 116 włącznie) oraz Pepperts dla starszych (od 122 do bodajże 164). Do tej pory znałam tylko Lupilu, ale ponieważ panta rhei, dzieci rosną, to pierworodna wskoczyła w Pepperts. Właśnie w nie zainwestowałam.

lupilu_pepperts_rajtuzy

Lupilu mamy w wersji zwykłej i w wersji frotte. Szczerze? Nie wiem, która jest gorsza. Sama się sobie dziwię, że kupiłam je po raz kolejny i próbuję to jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Powiedzmy, że chciałabym się przekonać, czy coś przez ostatnie dwa lata zmieniło się na lepsze. Bo na gorsze już się nie da. Rajtuzy Lupilu w wersji frotte zapamiętałam jako rozciągające się w nieskończoność na długość i z dążącą do nieskończoności gumą. Wiecznie spadały, ubierały się niewygodnie, po praniu można było nimi wbijać gwoździe (nie pomagały płyny do płukania), mechaciły się, przedzierały w kroku i w ogóle stanowiły jeden wielki dramat.

Ze zwykłymi było nieco lepiej, choć darcie się w kroku można uznać za cechę wspólną. Upierdliwie natomiast kurczyły się i to do tego stopnia, że bardzo szybko stawały się za małe. To samo, co ciekawe, zdarza się skarpetkom Lupilu. Ostatnio kupiłam dziewczynom siedmiopak (kojarzycie takie komplety z różnymi owocami i nazwami dni tygodnia,  Monday itd), który po trzech praniach okazał się nie do noszenia. Z rozmiaru 26 zjechał nie przymierzając na jakieś 19 i pasował na stopę sześciomiesięczniaka, a nie czterolatka. Katastrofa. Co ciekawe, ten sam siedmiopak w wersji dla dorosłych męskich i dorosłych żeńskich jest fantastyczny. Jedne z najlepszych skarpet, jakie miałam.

A teraz cóż, po raz kolejny kupiłam Lupilu.

lupilu_pepperts_rajtuzy3

Rajtuzy Pepperts będę miała okazję przetestować, tych jeszcze nie mieliśmy.

lupilu_pepperts_rajtuzy2

Zobaczymy. Wyglądają ładnie, ale to oczywiście o niczym nie świadczy. Pierwsze testy jak tylko nastaną chłodniejsze dni. Doniosę, jak wyrobię sobie zdanie, być może nawet z jadowitą satysfakcją w stylu „a nie mówiłam”. Oby nie.