Rozwój dziecka między 31. a 33. miesiącem życia

2
14729

kalkulator_centyli_baner

Trzydzieści jeden miesięcy to już wiek zaawansowany. To już panny na wydaniu i kawalerowie do wzięcia. W miarę samodzielne już, nawet się samo ubierze. Co prawda włoży majtki na głowę, a sweter na nogi (da się, oczywiście, że się da), ale zrobi to SAM. Tja, przyzwyczaj się do etapu „JA SAM”. To potrwa. Właściwie jak patrzę na siebie, to z tego się nie wyrasta 😉

Co potrafi dziecko między 31. a 33. miesiącem życia?

Każde dziecko jest inne, pamiętamy o tym, każde rozwija się swoim trybem i nie wrzucamy wszystkich do jednego wora. Do tego, co poniżej, podejść z dystansem.

  • z pomocą dorosłego umyje ząbki. W ogóle czas najwyższy z tego mycia uczynić nasz chleb powszedni, którego daj nam Panie.
  • zbuduje wieżę z co najmniej 6 klocków (może być i 8)
  • narysuje pionową kreskę i będzie w ten sposób chciało naśladować kreskę narysowaną przez kogoś innego
  • poproszone postoi na jednej nodze przez około 1 sekundę. Chyba że się walnie na ziemię i zacznie fikać nogami i wrzeszczeć, że nie. To też możliwe.
  • wie, jak nazywa się kolega lub koleżanka i da temu wyraz (O, tam Jasio!)
  • pogada z nami. Konkretnie zamieni dwa lub trzy zdania, po czym nas oleje.
  • potrafi umyć i wytrzeć rączki. Jeszcze czterolatki nie potrafią umyć rąk bez rozpierniczenia przy okazji całej kostki mydła, co mnie swoją drogą zdumiewa. Ja nie umiem z taką intensywnością niszczyć, nawet jeśli chcę, im za to wychodzi to perfekcyjnie. Zużycie mydła w naszym domu dramatycznie wzrosło.
  • używa przyimków (do, przy, na, za itp.)
  • rozpoznaje co najmniej 1 kolor
  • używa co najmniej 2 przymiotników
  • potrafi skoczyć w dal i są chwile, kiedy skacze z uporem maniaka i to rozwijając przy okazji niebagatelne prędkości. Ty wprawiasz się w biegu z siatami za dwulatkiem. Też rozwija, niezaprzeczalnie 😉
  • potrafi włożyć bluzeczkę. Włoży najpewniej tyłem na przód i na lewą stronę, a zanim doszlifuje technikę, sporo wody upłynie, ale nie broń mu tego. Niech ma. Sam.

Czego jeszcze możesz się spodziewać?

W tym wieku obserwujemy krok milowy w wyobraźni. Wiadomo, że ta wyobraźnia jest, ale na tym etapie zaczyna się bardziej uzewnętrzniać. Dziecko zaczyna do kogoś gadać, prowadzi swoje własne dialogi (przy czym rozumie je tylko ono), szykuje komuś jedzenie, zostawia zabawkę dla hipotetycznego kolegi. To zupełnie normalne. Na dalszym etapie mamy ubaw po pachy, kiedy słyszymy, jak zabawki ze sobą „rozmawiają”, a jeśli w zabawie uczestniczy rodzeństwo, to w ogóle są jaja („A ty telas powies: hej, Pinki Paj, a gdzie ty lecis?”, „Dobla: hej, Pinki Paj, a gdzie ty lecis?”)

Jesteś na placu zabaw, dzieciów jak mrówków, mówisz, że idź, Kasiu, Jasiu, Marysiu, pobaw się z dziećmi, a ono ewidentnie ma to głęboko w zadzie. Jeśli reszta narodu piaskownicowego jest w tym samym wieku, to zauważysz, że siedzą w kupie, ale każdy sobie rzepkę skrobie. To zupełnie normalne. Dziecko w wieku 33 miesięcy nie pała jeszcze żądzą integracji z innymi dziećmi. Owszem, dochodzi do bliskich spotkań trzeciego stopnia, ale nie ma co liczyć na błogie westchnięcia w stylu „och, jak dzieci się ślicznie razem bawią”. One ślicznie i razem zaczną się bawić za jakieś pół roku. Troszkę inaczej jest, kiedy starsze rodzeństwo wciąga do zabawy młodsze, ale to młodsze i tak zdaje się nie spełniać oczekiwań ku irytacji starszego (najczęściej nie wykonuje poleceń).

Może ci się wydawać, że jest nieśmiałe, ale to niekoniecznie jest nieśmiałość, a po prostu taki etap rozwojowy. Nie ma sensu wywierać presji, żeby zmieniło sposób zachowania. Zachęcać do kontaktu, owszem, można, ale bez naciskania.

Zdarza się też, że mały reaguje opryskliwie na kontakty ze strony dorosłych. Idziesz, spotykasz sąsiadkę, sąsiadka do młodego „oooo, kogo my tu mamy?”. Młody w odpowiedzi zaczyna ryczeć, chowa się za twoją nogę, tupie ze złością i czyni podobne uprzejmości względem sąsiadki. Nie, nie masz rozwydrzonego bachora. Dziecko w ten sposób oznajmia, że jest speszone i nie wie, jak się zachować. Tak naprawdę poprzez obserwację nas uczy się poszczególnych reakcji. Przyjdzie czas na to, że samo wyleci z „dzień dobly”.

Dwa i pół roku to czas, kiedy dziecko zaczyna szczególnie intensywnie badać, gdzie wytyczyłeś granice. Nie jest z premedytacją wredne i trudne, choć możesz to tak odbierać. Ono sprawdza (bo jak ma się przekonać inaczej, przecież nie zapyta), na ile jesteś w stanie mu pozwolić. Jak sprawdza? Poprzez presję, oczywiście. I tu zaczyna się wyższa szkoła jazdy. Konsekwencja połączona z rozsądnym i racjonalnym wytyczeniem granic. Nie chodzi o to, żeby zdusić bachora, ale żeby dać juniorowi swobodę, której potrzebuje z zachowaniem zasad bezpieczeństwa i przekazaniem informacji, że nie jest pępkiem świata.

Och, nie będzie łatwo, kiedy odmówisz. Czasem możesz mieć hardcore i survival, ale mówiąc „nie” w sytuacjach, kiedy to „nie” powiedziane być musi, wychowujesz i przygotowujesz na świat. Najgorsze, co można zrobić, to dać i niech się odczepi. Zyskujesz chwilę spokoju, ale to wróci czkawką.

Oczywiście to nie jest proste i nikt nie mówił, że takie będzie. Już nie wiem ile porażek na tym polu zaliczyłam, ale z pewnością można by spisać grubą księgę. I owszem, zaliczałam chwilę, kiedy pedagogika przegrywała ze świętym spokojem. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem 😉

To jest też czas, kiedy warto pozwolić dziecku na dokonywanie własnych wyborów. Spoko, spoko, wszystko pod kontrolą. Przy czym, uwaga, trzeba się pogodzić z faktem, że ten wybór nam się nie spodoba. Weźmie do auta nie tę zabawkę, którą my byśmy najbardziej dla niego widzieli, ubierze nie te spodenki (sam, sam, sam!), ubierze na lewą stronę (sam, sam!) i ogólnie będzie zachowywał autonomię wobec naszych koncepcji. To jest TRUDNE. Ale trzeba na to pozwolić. W dorosłym życiu może tak bardzo nie spełnić naszych oczekiwań, że już bardziej nie można. Nie przestaniemy go przez to kochać.

Dwa i pół roku to też najlepszy moment, żeby zacząć sprzątać zabawki. Których ma się dwie tony. Plus trzecia w piwnicy. Pomału warto dzieci przyuczać do pierwszych czynności domowych. Latanie ze zmiotką i śmietniczką potraktują jako fascynującą zabawę. Jasne, że po takim sprzątaniu trzeba będzie posprzątać raz jeszcze, ale zaczynaj, zaczynaj. Niech ci pomoże wyciągać naczynia ze zmywarki, niech włoży brudne ubrania do kosza w łazience, niech zetrze kurze, niech położy serwetki na stole, niech porwie sałatę, niech wyrywa chwasty w ogródku. Poczuje się ważne i potrzebne. Starsze! Poczuje, że działacie w jednej drużynie.

Pisząc tekst korzystałam z książki „Drugi i trzeci rok życia dziecka” Heidi Murkoff. Na zdjęciu na samej górze pierworodna w wieku 33 miesięcy, listopad 2010.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here