Kuchnia malucha – Placki a la pancakes z bananami

10
4836

Tja, znacie to na pewno.

– Mamusiu, kup nam banany.

– A będziecie jeść?

– TAAAAK!!!! Chcemy banany!!!!

Po tygodniu banany wyglądają tak, jakby same chciały iść na spacer i gdyby poleżały jeszcze dłużej, pewnie podjęłyby jakieś kroki. W sensie dosłownym. Ten sam los nieobcy jest winogronom, brzoskwiniom, morelom, jabłkom, gruszkom i innym owocom, co do których dzieci zaprzysięgły się na wszelkie świętości, że tak, oczywiście będą je jeść i w ogóle nie będzie inaczej.

Po kilku dniach powstaje konieczność utylizacji. Wyrzucić głupio. Przyrzekasz sobie, że nigdy w życiu więcej nie kupisz bananów i nie dasz się na to nabrać, ale za jakiś czas ponownie wpadasz w te same sidła i problem powraca jak bumerang. Przyrzekasz więc nie kupować niczego wcale, ale tu głos rozsądku puka do ciebie przez szybkę, a oczadziałe odorami pieluchowymi sumienie załamuje ręce, że jak to, dzieciom nie kupisz? Znacie to.

Dziś zatem kolejny sposób na utylizację tego, co nam zalega. W moim przypadku były to banany, ale spokojnie może być cokolwiek bądź. Przekąska jest w wersji na słodko, ale z powodzeniem wyobrażam sobie ją we wcieleniu warzywnym jako sposób na przemycenie czegoś. Czego – nie wiem, ale na pewno na to wpadnę 😉

Placki są a la pancakes. To nie są pancakes ortodoksyjne, ani ortodoksyjnie robione nie były, ani podane, ale przynajmniej częściowo przypominają je z wyglądu, a naturalna dążność do prostoty kazała mi zredukować czynności przy nich wykonywane. Zastanawiam się, czy mąkę pszenną można zastąpić jaglaną. Jak tylko jaglankę zdobędę, poeksperymentuję w ten sposób. Wówczas można takie placki zapodać młodemu do szkoły w ramach drugiego śniadania. Dlaczego by nie? Do pudełeczka i wio.

Placki a la pancakes z bananami

Składniki:
  • 2 dogorywające banany (lub inne owoce: jabłka, maliny, śliwki, truskawki, gruszki, morele, brzoskwinie itp.)
  • 3 jajka
  • olej
  • około 1/2 litra mleka (może 300 ml, wszystko jest niestety na oko)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia lub sody oczyszczonej (po sodzie lepiej rosną)
  • trochę cukru pudru
  • mąka, chyba 1,5 szklanki (u mnie szklanka ma 200 ml), ale mąkę też niestety dajemy na oko
  • szczypta soli
Przygotowanie:

Rozrabiamy ciasto jak na naleśniki, tylko gęstsze. Jajka rozbijamy w mleku, dodajemy mąkę, szczyptę soli, proszek do pieczenia lub sodę. Ciasto ma mieć konsystencję bardzo gęstej śmietany. Tak aby wylane na patelnię nie rozlazło się po niej jak naleśnik. Jeśli chcemy, możemy ciasto posłodzić cukrem pudrem, ale nie jest to konieczne, jeśli mamy słodkie owoce. Na koniec wkładamy do ciasta pokrojone banany (lub inne owoce) i delikatnie mieszamy. Ja do ciasta dodaję jeszcze kapkę oleju – placki są smaczniejsze. Robię tak też z naleśnikami i wówczas smażę naleśniki zupełnie bez tłuszczu na specjalnej patelni do naleśników (rewelacyjny wynalazek).

Na patelni, na rozgrzanym tłuszczu kładziemy łyżką placki i smażymy na złoto z obu stron. Rosną w trakcie smażenia, musimy wziąć na to poprawkę. I już. Na zdjęciu placki są w towarzystwie ziarenek granatu i przyszło mi do głowy, że jakby ktoś miał potrzebę, to granaty też można w ten sposób zutylizować. Wybuchowe danie 😉

inspiracje_baner

placki_z_bananami3

10 KOMENTARZE

  1. Tez tak utylizuję 😉 Tylko ja mam celiaka w domu wiec robię z mąki gryczanej, ryzowej, czy innej b/g. I u mnie sprawdzają się miksy- banan z jabłkiem, jabłko z gruchą, banan z jagodą. W ramach przemytu dobra daję płatki i otręby, popping z amarantusa, czy gryki. Tego dobra nie widać więc żrą 😉
    A i ja lubię przyprawić cynamonem, kardamonem, imbirem, gałką. Takie placuchy na podwieczorek i cały dom pachnie przecudnie 🙂

  2. Vic – oczywiście (mam nadzieję, że Krusz się nie obrazi). Ja mam Męża z celiakią, wiec od lat ciagniemy dietę b/g.
    Naleśniki robię jak zwykle tylko a) mąkę ryżową mieszam z kukurydzianą 2:1; b) jedno jajo więcej (bez glutenu ciasto się ‚sypie’).
    Placki – np. twaróg (sklei ciasto), mąka gryczana mieszana z ryżową, jaja, mleko/jogurt naturalny. Polać miodem i omnomnom 🙂

    W zasadzie WSZYSTKO można zrobić w wersji b/g. Mąż piecze super chleby na twarogu; ziemniakach, kapuście kiszonej (sic!). Ja kupuję tylko makarony gotowe, a panierki, kluchy kombinuję sama. Nie korzystamy z miksów czy gotowych produktów bezglutenowych, bo poza ceną są po prostu niesmaczne.
    Co do źródeł – lubimy eksperymentować 🙂 w zasadzie nie podpieramy się gotowymi przepisami 😉

  3. 🙂 Dzięki 🙂 Moda na dietę b/g sporo zmieniła, jest dużo blogów, książek, ale niestety większość operuje na materii ciężko dostępnej lub cholernie drogiej. Komosa, guma guar, mąki kasztanowe, czy inne cudaki są świetne, ale żywienie w ten sposób dla nas odpada. Jak się pokombinuje, to można niedrogo, bezglutenowo i szalenie smacznie ‚żyć’. Polecam 🙂

  4. Wielkie dzięki 🙂 Chleba jeszcze nie piekłam (remont kuchni w powijakach = brak piekarnika), ale koniecznie muszę spróbować, bo ten kupny b/g to straszny beton 😀 a ceny powalają. Aha, kiedyś robiłam ciastka kruche na mące kukurydzianej (pierwszy bezglutenowy wypiek) i po pierwszym kęsie człowiek wracał wspomnieniami do dzieciństwa – czyt. smakowały jak wiadro piasku. To mnie trochę zniechęciło 😉

    • Dlatego mieszaj mąki. Kukurydziana się sypie, gryczana jest gorzka, ryżowa bez smaku, a sojowa, kasztanowa, z amarantusa czy ciecierzycy drogie 😀 Ale jak się wybełta po trochu, doprawi skrobią ziemniaczaną, to wszystko wyjdzie ok 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here