Moje dzieci będą miały ze mną ciężko, to pewne. Ich matka ewidentnie dryfuje w kierunku starej-maleńkiej. Mam nadzieję, że jakoś przyjmą to na klatę, no ale cóż, mam jakąś fazę na realizowanie życiowych marzeń, to realizuję, a całe życie chciałam sobie kupić glany. Nie pytajcie, dlaczego się nie udało do tej pory. Okoliczności przyrody rozmaite były, po meandrach mnie wiodły, ale w końcu w trzydziestej ósmej wiośnie życia (a właściwie na jesieni) wzięłam i kupiłam.

Właściwie to one mnie wywołały, czekały na mnie, tęsknie zerkały z półki, a i potrzeba powstała nagląca. Wlazłam do sklepu z jasnym zamiarem ich kupienia. Była jedna jedyna para. Rozmiar 39. Mój. No czyż nie był to znak? 😉 Glany to oczywiście nie oryginalne Martensy tylko polska wersja tychże. Ortodoksi być może rwaliby włosy z głowy tudzież pokryli się siwizną, ale ja uwag nie mam.

O firmie Plus KMM nie słyszałam kompletnie nic. Nie mam też pojęcia, jak się będą buciska sprawować. Na razie mogę powiedzieć, że ich wykonanie wygląda na porządne. Straciły już dziewictwo, bo zaczęłam w nich chodzić i stwierdzam, że są bardzo wygodne. Zadziwiająco wygodne jak na takie ciężkie buty. Bo ciężkie są jak cholera. No, dość gadania, oto i one, proszszszsz…

Czyż nie piękne? Nie są zatrważająco wysokie, kończą się trochę przed połową łydki.

Skóra oczywiście i te sprawy, no i ta grubaśna podeszwa. Mniam. A w podeszwie to, co powinno być – śrubki.

Kurde, jakie są fajne, mówię wam! Kosztowały 179 zł, a cena pierwotna, jak zauważyłam na metce, to 195 zł. Czy to dużo? Hmm, zależy, jak będą służyć. Ogólnie dużo. Takie buty jednak nosi się kilka sezonów. Jeśli naprawdę są tak porządnie wykonane, jak mi się wydaje i nie zrobią mi jakiegoś głupiego numeru, to chyba zrobiłam niezły interes.

Notka przeniesiona z mojego drugiego bloga „My, babki”.

6 KOMENTARZE

  1. Noooo, Krusz, witam w klubie 😀
    Tzn ja glany mam jakieś non stop na stanie od lat nastu, nosi się je faktycznie kilka lat, można na upartego przez cały rok (ale osobiście jak temperatura osiąga 25 stopni i wyżej to je odstawiam na półkę). Mam cały czas te pierwsze, sprzed ehm, 15 lat? może i więcej i w zasadzie nadal się trzymaja, acz łażę w nich na koncerty, jeżdżę na grzyby i inne takie, gdzie niekoniecznie zwraca się uwagę na urodę obuwia 😀

  2. Kochana! Ja na pierwszym roku studiów pracowałam w KMM! Na produkcji! Całe 5 miesięcy! Sznurowałam te buty i wkładałam do pudełek 😉 i chodziłam w nich oczywiście 😉 ale z tego co wiem to tej firmy już nie ma? Przynajmniej tam gdzie była…

    Chciałam jeszcze nadmienić, że aktualnie, mając lat 38 zasuwam w ZŁOTYCH MARTENSACH. Takich za kostkę.

    Zatem – siostro, rozumiem WSZYSTKO.