Piętnasty miesiąc to już nie przelewki. To już poważna sytuacja, która z każdą chwilą zyskuje na znaczeniu. I prędkości. Słowem młode energię potencjalną zaczęło w piorunującym tempie przemieniać w energię kinetyczną. Nie no, powiedzmy wprost: junior zaczyna popylać po chałupie, jakby miał w pieluszce motorek, a nie twarde dowody przemiany materii. Się dzieje. Jeśli zajmujesz się procederem zwanym telepracą, to nie możesz już sobie tak bezkarnie pracować, bo być może twoje dziecko jest właśnie bardzo grzeczne. Bardzo, bardzo grzeczne. Tak grzeczne, że zaczynasz coś podejrzewać. Sprawdzasz więc, o co kaman i… najpierw padasz na zawał, a potem nie wiesz, co dalej, uwieczniać czy ratować.

Skończyły się wczasy, nie ma to tamto. Dobrze, to co w takim razie dzieje się w piętnastym miesiącu życia? Na co możesz liczyć, a z czym liczyć się musisz?

Twoje dziecko najprawdopodobniej:

  • potrafi dobrze chodzić
  • schyla się i podnosi z ziemi przedmioty
  • używa co najmniej dwóch słów (mama, baba itp.)
  • pije z kubeczka (ale i tak założę się, że stawiasz na niekapki)
  • interesuje się kredkami i stawia za ich pomocą jakieś tam kreski (jeszcze bardzo daleko do rysunków)
  • jeśli chciałoby wziąć do rąk jakiś przedmiot, potrafi go wskazać
  • prawdopodobnie potrafi wskazać jakąś część ciała („Adasiu, a gdzie masz nos?”)
  • być może nieporadnie, bo nieporadnie, ale posługuje się łyżeczką lub widelcem
  • być może buduje wieżę z dwóch klocków
  • być może nakarmi lalę, jeśli lala będzie wyglądała na nienażartą.

Być może twoje dziecko chodzi do żłobka i tam obserwujesz, że nie bawi się z rówieśnikami. Właściwie jakbyś się wnikliwiej przyjrzał, to dojdziesz do wniosku, że właściwie to nikt się razem nie bawi. Każdy sobie rzepkę skrobie. I to jest na tym etapie normalne. Socjalizacja to właściwie etap przedszkolny, nie żłobkowy. Należy obserwować, trzymać rękę na pulsie, wiadoma sprawa, ale nie stresuj się, jeśli Adaś nie bawi się z Maciusiem. Teraz jeszcze ma Maciusia głęboko.

Piętnastomiesięczniak bywa niezwykle uzdolniony, jeśli chodzi o samoobsługę. Do upojenia trenuje pozbawianie się odzieży i paradowanie na golasa, ponieważ najlepszym, zdaniem dziecka, strojem, jest strój Adama. Tudzież Ewy. Nie poprzestaje jednak na tym i pozbywszy się pieluchy, bada wnikliwie jej zawartość. Organoleptycznie. Nie przesadzam. I nie zdziw się, kiedy pewnego dnia twoje dziecko będzie niesamowicie grzeczne, będzie cichuteńko bawić się w swoim pokoju, a czerwoną lampkę pod czaszką zapali ci dopiero niecodzienny odorek. Odorek dobywający się właśnie z miejsca zabaw juniora. Przychodzisz więc zbadać, co jest, i okazuje się, że junior przechodzi od słów do czynów, jeśli mamy na myśli zacięcie badawcze. Najłatwiej badać jest to, co się samemu wyprodukowało. Słowem, junior goły co najmniej od pasa w dół, dumny i blady, dzierży w dłoniach zawartość swojej pieluchy, po czym metodycznie rozsmarowuje onę po podłodze. Zdarza się, oj tak.

Co robić? Przede wszystkim nie wpadać w szał i panikę. Najlepiej trzymać rękę na pulsie. Po jednym takim wyskoku w wykonaniu bliźniaczek miałam oczy dookoła głowy i przewidywałam jak Kasparow ileś tam ruchów przeciwnika naprzód. Nie karać, tłumaczyć. To nie ten etap, żeby pięknie zajarzył, ale kropla drąży kamień. Pokaż, poinstruuj, co się robi z pieluchą. Moje przeszkolone, skoro już uparły się rozebrać, przychodziły z pieluchą, pokazać, że kupa. Ewentualnie – level expert – szły do kubełka i wywalały pieluchę wraz z zawartością, nie były przy tym takie uprzejme poinformować, że paradują z gołym tyłkiem.

Piętnastomiesięczniak może budzić się w nocy. Nie musi, ale może. Moje skrzętnie korzystały z przysługujących im praw i pierwsze przespane całkowicie noce zaczęłam miewać, kiedy skończyły dwa lata, a nawet jeszcze później. Może też chcieć coś przekąsić i tu już należy uważać. Najprawdopodobniej jest już wyposażony w pierwsze zęby, dlatego warto przyuczyć młodziana, żeby raczył żłopać nie mleczko, a wodę. To ciężki temat, u mnie łatwo nie było, ale ze względu na te zębiska warto. Z dwojga złego lepiej mieć rzeźnię w nocy przez jakiś czas niż rzeźnię na fotelu dentystycznym. Weź tu wytłumacz trzylatkowi z próchnicą (a zdarzają się tacy), że ma siedzieć spokojnie z otwartą paszczą.

Oprócz tego, że dziecko cały czas wzbogaca swą wiedzę na temat otaczającego je świata, „ewoluuje” też wewnętrznie. Czy jak tam to nazwać. Kiedy młody przychodzi na świat, najważniejszym zmysłem jest dotyk. Noworodek rozróżnia zaledwie kilka kolorów i widzi z odległości co najwyżej trzydziestu centymetrów. Babcia machająca z końca pokoju „a kuku, wnusiu” zostanie z przyczyn biologicznych totalnie olana. Po pewnym czasie akcent zaczyna się przesuwać. Piętnastomiesięczniak widzi już świetnie, ale wzrok cały czas się polepsza, a dziecko – zupełnie nieświadomie – pracuje nad swoim zmysłem wzroku. Wyostrza się też słuch. Właściwie na szarym końcu pozostają węch i smak, a dotyk, choć musiał ustąpić miejsca na podium, to jednak nie traci na znaczeniu.

Co jest najważniejsze, kiedy twoje dziecko ma piętnaście miesięcy? Okazuj wyrozumiałość, wybaczaj, nie oczekuj doskonałości. Ono jeszcze naprawdę bardzo mało umie i bardzo mało rozumie. Nie przypisuj mu postaw czy reakcji ponad wiek. Zachowaj czujność, obserwuj, by wychwycić coś, co może cię zaniepokoić, miej otwarty umysł, ale wrzuć na luz. Młody się wyrobi, zobaczysz.

Pisząc tekst korzystałam z książki H. Murkoff „Drugi i trzeci rok życia dziecka”.

5 KOMENTARZE

    • No właśnie! 😀 Przypuszczam, że wielce pomocna w tym przypadku okazała się rama łóżka – no aż się prosi, żeby na niej nogę postawić.. Ale mam jeszcze jedną refleksję – wielki szacun dla producentów mebla! Komódka chyba jest ze stali, skoro szuflada nie wyjechała (nie wyłamała się) z prowadnic pod wpływem tego dość nietypowego obciążenia. OJ, byłoby wtedy niewesoło – człowiek na parterze mógłby ucierpieć :/

      • Tak, dokładnie, po ramie łóżka. Najpierw na łóżko, potem na ramę, potem otworzyła szufladę i wlazła. Raz przyłapałam na gorącym uczynku, to wiem. Bo próbowały oczywiście kilkukrotnie 😉
        Komoda jest bardzo masywna. Zresztą IKEA, jak wszystko, co mam 😉

  1. Wejść weszła.Wiadomo dzieć potrafi.Cud,że się nie spierniczyła na siostrę.Szacun dla Ikei za solidne meble.
    Ja bym chyba zasłabła jakbym zobaczyła własne w takiej akcji.Choć myślę ,ze nie raz z Julką doświadczę fajnych sytuacji,bo małpka z niej prędka,że hej!