Noooo, powiem wam, że grubo. Zbiera sobie polska firma Kobo u mnie plusiki dodatnie i zbiera, plusów ujemnych rejestrując bez porównania mniej. Zaliczyłam już naprawdę dobrą pomadkę, naprawdę dobry puder sypki, naprawdę dobry korektor pod oczy, a teraz sięgnęłam po podkład matujący. Czy muszę mówić, że jest naprawdę dobry?

Odcieni jest i zarówno bladawce, jak i śniadolice powinny być zadowolone. Wybrałam odcień wcale nie najjaśniejszy z palety i jest dla mnie idealny, czyli pozostaje jeszcze pewien margines.

Rozprowadza się przyzwoicie i dobrze stapia ze skórą. Co ważne, w ciągu dnia nie zaczyna się rolować, nie zbiera w porach (a ja mam pory jak kratery, wiadro można zmieścić), nie spływa z twarzy, jak to się zdarzało niektórym podkładom znacznie droższym, nie ciemnieje (jak to się zdarzało podkładom tańszym). Dzielnie trzyma się na ryju. Czy matuje? W sumie tak, choć ten efekt nie utrzymuje się jakoś szczególnie długo. Taka powiedzmy średnia krajowa.

Jeden z moich bardziej udanych ostatnich zakupów. Cena? No i właśnie, cena jest zacna. Podkład kosztował trochę ponad 20 zł (chyba 25 zł, ale nie pomnę). Jak na przyzwoity podkład to naprawdę niewiele. Sama marka Kobo przyciąga mnie coraz bardziej. Jak dotąd nie zaliczyła wpadki, co, nie powiem, traktuję jako obietnicę, że tak będzie dalej. W następnej kolejności wypróbuję cienie do powiek i kredki. Zobaczymy, zobaczymy… Kobo do dostania jest w drogeriach Natura tak na marginesie 😉

Post przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

6 KOMENTARZE

  1. Krusz, a jak z kryciem niedoskonałości? Bo ja potrzebuję kombajnu: kryjący, matujący to minimum i jeszcze pytanie: jak pamiętasz -czy jest w konsystencji luźniejszy od Lirene city Matt (ten dla mnie był odrobinę za gęsty)?

    • Co do niedoskonałości, to tutaj na kolana nie rzuca. Owszem, coś tam kryje, ale nie jakoś spektakularnie. Wydaje mi się, że jest nieco rzadszy niż Citi Matt, ale ogólnie rzadki nie jest. Jeśli szukasz czegoś kryjącego, to ten raczej Cię nie zadowoli, może być za słaby. Zaletą jest to, że nie robi maski, ale znam bardziej kryjące.

    • Powiem tak: nie znam kryjących i nierobiących maski 😉 Miałam Pharmaceris – tragedia i rozpacz. Podkład Kobo nie ma być z definicji kryjący, przynajmniej nie ma takiej informacji na opakowaniu, nie odejmuję mu więc. Ale podkładu kryjącego żadnego dobrego polecić nie mogę. Podobno dobry jest Revlon Colorstay, ale nie używałam.

      • Ja używam Revlon Colorstay. Najlepszy podkład kryjący i matujący jaki miałam. Jeśli nie używa się go za dużo, to nie robi maski a zasycha na twarzy jak tynk i pozostaje na niej przez cały dzień (bez kitu). Naprawdę rewelka.

  2. Szukasz niezawodnego krycia bez maski zastosuj Revlon w małej ilości, najlepiej gąbką, choć ja nakładam pędzlem, ale używam go 20 lat.