Po co nam w ogóle szamponetki? Nie po to, żeby zafarbować włosy, ustalmy to od razu. Jeśli chcemy zafarbować, czyli nadać im inny kolor, to sięgamy albo po szampon koloryzujący (do 28 myć), albo po farbę. Szamponetka ma albo podkreślić naturalny kolor włosów i chwilowo nadać mu nowe, świeższe refleksy, albo też odświeżyć kolor, który machnęłyśmy sobie za sprawą farby.

Zainwestowałam w szamponetkę Joanna Multi Effect Color zmotywowana ostatnią ewentualnością. Moje włosy farbowane niecały miesiąc temu na czerwono wymagały podrasowania, bo czerwony jest barwnikiem, który blaknie i wypłukuje się najszybciej.

Szamponetka nie zafarbuje, rzecz jasna, odrostów, w ogóle ich nawet nie liźnie, zwłaszcza jeśli „wyjściowe” włosy są w odcieniu ciemnego brązu, czyli zdecydowanie ciemniejsze niż ich czerwona reszta. Efekt działania szamponetki utrzymuje się do około 6-8 myć włosów, a ponieważ ja myję głowę codziennie, to można przyjąć, że po około tygodniu nie będzie śladu po działaniu.

I tak jest w rzeczywistości. Przed zastosowaniem szamponetki włosy wyglądały tak:

Tak, to boli, ale w końcu nic nie boli tak jak życie. Czerwień jest już mocno wyblakła (od farbowania u fryzjera minęły 3 tygodnie), matowa, bez połysku i ogólnie obsysa. Użyłam szamponetki zgodnie z instrukcją, a kolor… no cóż, same zobaczcie:

Bez kitu, byłam w szoku. Efekt jak po wyjściu od fryzjera. Na moich włosach działanie jest dłuższe i intensywniejsze, bo włosy są zeżarte przez fryzjerski barwnik, wiadomo. Na włosach niefarbowanych wyglądałoby to zupełnie inaczej. Tak czy siak do odświeżenia koloru Joanna Multi Effect Color nadaje się wybornie.

Wybrałam odcień o nazwie „porzeczkowa czerwień” i to był strzał w dziesiątkę. Dokładnie ten kolor miałam „domyślnie”. Teraz, jak już wiem o takich bajerach, to nie będę czekać nie wiadomo ile, tylko odświeżę kolor wcześniej.

Samo działanie? Szamponetka łatwo się nakłada, nie spływa z włosów, trzyma się dzielnie. Rękawiczki są beznadziejne, od razu mówię. Włosy po użyciu specyfiku są miękkie, przyjemne w dotyku, łatwo się układają. Cena to około 5 zł. Sto procent satysfakcji 😉

Oprócz Joanny zainwestowałam w szamponetkę Marion. O tym w następnym odcinku, bo… cóż. Jest różnica.

Post przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

BRAK KOMENTARZY