Zdrowie to podstawa, zacznij od skóry – mówi hasło reklamowe marki Vichy. A propos, kto wie, że Vichy należy do koncernu L’Oreal? Wszyscy wiedzą, tak myślałam, że nie zaskoczę 😉 Vichy ma swoją linię Normaderm z przeznaczeniem dla skóry tłustej, z problemami trądzikowymi i po prostu takiej, która domaga się intensywniejszego oczyszczania. No dobrze.

Dostałam więc od koleżanki do spróbowania dwa produkty z tej serii, żel do mycia twarzy (i o nim jeszcze będzie) oraz tonik, a konkretnie Normaderm Puryfying pore-lightering lotion, czyli tonik oczyszczający pory.

Noblesse oblige, marka też zobowiązuje. Co do lotionu Vichy uczucia mam mieszane. Z jednej strony rzeczywiście oczyszcza porządnie. Żaden inny tonik z tych, które miałam, nie równa się z nim. Rzeczywiście pojawia się poczucie odświeżenia, tak jak zapewnia producent. Rzeczywiście mam też wrażenie, że zmniejszyła się ilość zmian skórnych, odkąd tonikiem Normaderm oczyszczam twarz po umyciu.

Puryfying pore-lightering lotion niestety strasznie wali alkoholem. Rozumiem, że coś musi wybijać zarazki i coś musi dezynfekować, ale alkohol w toniku oczyszczającym zupełnie mi nie pasuje. To tak jakby się cofnąć do odległej epoki, kiedy było to powszechne, a teraz raczej się od tej idei odchodzi. Skóra po zastosowaniu sprawia wrażenie suchej i naciągniętej, szybko też zaczyna się błyszczeć. Za oczyszczanie i polepszanie wyglądu skóry piątka, za alkohol i dyskomfort z dominującym uczuciem wysuszenia dwója.

Słowo się rzekło, kobyłka u płota, za tydzień w niedzielę na warsztat trafi żel do mycia twarzy również z serii Normaderm Vichy.

Post przeniesiony z mojego drugiego bloga „My, babki”.

BRAK KOMENTARZY